Czasem życie musi nami trochę potrząsnąć, żeby w końcu postawić na właściwej ścieżce. Bywa różnie, wiadomo… ale najważniejsze, że teraz wszystko układa się tak, jak powinno
Brzmi to, jakby los naprawdę wystawił Cię na ciężką próbę ale jednocześnie dał Ci ogromną siłę i mądrość. I to, co piszesz, jest niezwykle dojrzałe: czasem trzeba uciec, żeby w ogóle móc zacząć żyć.
Ja z pierwszym narzeczonym też z początku myślałam, że będę na całe życie. Dopóki mi się nie oświadczył. Wtedy jakby coś we mnie trafiło, że nie chce, żeby tak wyglądało moje życie już do końca. Co wieczór piwo, nie jedno, tylko 4/5. Zdarzało się że mój były narzeczony zasypiał w toalecie, na korytarzu, bo tak go koledzy przynieśli. W weekend był dla kolegów, piątki i soboty w klubie, ja z psem w domu. Dodatkowo odkryłam w telefonie kilka razy wiadomości z inną dziewczyną, jak się później okazało sypiał z nią nie raz i nie dwa. Także niestety faktycznie życie musi czasami doświadczyć. Po 7 latach mi się oświadczył, przyjelam, bo się cieszyłam, że się odważył, a później żałowałam. Zerwałam zaręczyny po 2 miesiącach. Z obecnym mężem jestem tylko 2 lata, a już ponad rok po ślubie ![]()
![]()
Najważniejsze, że wyciągnęłaś z tego lekcję i teraz jesteś w zdrowej, stabilnej relacji. Czasem te najcięższe doświadczenia naprawdę prowadzą nas tam, gdzie powinniśmy być. I super, że po tylu latach w toksycznej relacji trafiłaś na kogoś, z kim można budować coś normalnego
Powiem ci że ja miałam podobnie tylko byłam jeszcze młoda z byłym mężem znałam się krótko bo po pół roku zaszłam w ciążę miałam 20 lat były mąż wyjeżdżał za granicę wiec często się nie widywaliśmy a przed ślubem widywaliśmy się tylko w weekendy po ślubie pokazał swoje oblicze i problem z alkoholem. Jak rozmawiałam z jego rodziną ze pije powiedzieli dopiero że myśleli że po ślubie się ogarnie…a mi nie mowili tych wszytkich jego wyglupów z alkoholem bo bali się że się rozstaniemy…poprostu mieli dosyć jego zachowania i chcieli się go pozbyć z domu…kiedy w końcu miarka się przebrała i kazałam mu się wyprowadzić były do mnie pretensję i żale…były mąż po alkoholu był agresywny . Wysyłałam go na leczenie , odbył ale po dwóch miesiącach wrócił do picia . W małżeństwie wytrwaliśmy 4 lata…przez ten czas były obiecanki że się zmieni , leczenie i nic nie pomogło…
Ja też słyszałam obiecanki, że to ostatnie wyjście, ostatni raz. Byłam bardzo młoda, zaczęliśmy być razem, jak miałam 15 lat i pierwsze 2/3 lata były naprawdę super. Później widywaliśmy się sporadycznie, kilka razy rozstawaliśmy i schodziliśmy. Koleżanki cały czas mi mówiły, żeby nie wracać, że on się nie zmieni, że po prostu wie, co mi powiedzieć i teraz po czasie wiem, że miały rację. Jedyne czego żałuję, to że nie skończyłam tego przy pierwszym rozstaniu, zmarnowałam prawie 8 lat, których nikt mi nie odda. Plus jest taki, że może wtedy życie potoczyłoby się inaczej i być może miałabym innego męża, a nie obecnego. Widocznie tak musiało być. Finalnie jestem z siebie dumna, że potrafiłam odejsc. Fakt zajęło mi to bardzo dużo czasu, zszarganych nerwów, poczucia winy, wstydu, spadku samooceny, ale finalnie wyszłam na prostą. Jak to się mówi co nas nie zabije, to nas wzmocni. Teraz otwarcie mówię obecnemu mężowi, że to i to mi się nie podoba, że nie zamierzam tego akceptować i jest o wiele lepiej, bo przy poprzednim dusiłam wszystko w sobie, bo rozmowy i tak nie przynosiły żadnych efektów. Jak powiedziałam mu, że się wyprowadzam, to powiedział „tylko zamknij okno jak będziesz wychodzic” XD.
Bardzo cię podziwiam za to, że mimo młodego wieku potrafiłaś w końcu przerwać ten schemat. 8 lat to kawał życia, ale absolutnie NIC nie jest zmarnowane to są doświadczenia które Cię ukształtowały i doprowadziły właśnie tu, gdzie jesteś teraz. ![]()
Dokładnie tak każde doswiadczenie także te złe uczy nas czegoś i w dalszym życiu stajemy się silniejsze , mądrzejsze . Każde wyzwanie życiowe jest nam potrzebne abyśmy finalnie mogły powiedzieć sobie jestem z siebie dumna bo dałam radę.
Hm dziwny wpis
Serio ? Wsypywanie do zupy ![]()
![]()
![]()
Hmm takie osoby to najlepiej zgłaszać
Wlasnis zglosilam. Serio ? Podawanie na nieswiadomce lekow ? Idiotyzm.
Straszne… jak wgl tak można
Co to za wpis
masakra ![]()
Ale ludziom się nudzi ![]()
Również zgłosiłam , dziwny post dla żartu chyba tylko
Niestety wiem ze sa takie kobiety, tak samo jak te co bez wiedzy partnera przestaja brac tabletki bo im sie dzieciatka zachcialo i na pewno jak juz wyjdzie to partner bedzie zachwycony. No coz - sa teraz samotnymi matkami.
Masz racje takie sytuacje się zdarzają
Decydowanie o ciąży „za kogoś”, bez jego wiedzy i zgody, to manipulaca i brak szacunku do partnera. Dziecko powinno być decyzją dwóch osób, bo to ogromna odpowiedzialność na lata.
To straszne jeżeli jedna osoba postanawia mieć dziecko i robi to wbrew partnerowi. Nie wiem jak można podjąć decyzję o odstawieniu tabletek mimo , że partner nie chce dziecka . To nie wróży dobrze dla związku. U nas w rodzinie kuzynka męża opowiadała , że razem z mężem kierują się kalendarzykiem. I jej mąż wiedział , że są to dni płodne….nie chcieli dzieci jednak on postanowił , że będą mieli dziecko. I o dziwo wystarczył ten jeden raz i ona zaszła w ciążę.
Znam też przypadek , jak dziewczyna naciągnęła chłopaka na kase . Chciała dziecka , to szukała takiego co jest ,przy kasie” i teraz płaci jej nie małe alimenty tak jak jej zależało a chłopaka zostawiła ![]()