Zero libido u faceta przed 30

U mnie było tak że mąż, teściowa i mama wiedzieli że będzie cesarka i kiedy a reszta znajomych i rodzina dowiedzieli się jak im zdjęcia wysyłałam z sali poporodowej natomiast tym razem miałam zaplanowaną cesarkę na piątek a lekarz w czwartek przyszedł i powiedział tniemy dziś wieczorem nic już jie jedz :rofl: a kurat zajadałam bułkę maślaną bo byłam na czczo do badań :rofl:i chwilę wcześniej pielegniarka mi pozwoliła sobie coś zjeść :rofl: nikt się nie spodziewał kiedy wysłałam babciom zdjęcie wnuczka :sweat_smile::heartpulse:

Przy pierwszym porodzie ma nie był bo miałam nagłą cesarkę w dobie korona wirusa w pierwszy dzień obostrzeń,więc nawet nie mógł wejść do szpitala . Drugi poród wywoływany naturalnie , był cały czas ze mną , przecinał pępowinę , kangurowal małego bo ja nie miałam sił po krwotoku i dlugimmmmm szyciu . Nic się między nami nie zmieniło, wydaje mi się ,że wszystko zależy od faceta od jego progu delikatności itp . Jednak nie wyobrażam sobie żeby nie był przy porodzie - umiał zrobić było fajnie ? To teraz razem musimy przejść przez poród :face_with_peeking_eye:

1 polubienie

Ja właśnie też nie rozumiem, że nie każdy może widzieć, patrzeć, czy jest za delikatny. Kobiety przecież nie pytają, czy jest za delikatna, musi urodzić. Dziecko to jednak decyzja dwojga rodziców, więc facet powinien być na tyle odpowiedzialny, żeby swoją kobietę przy porodzie wesprzeć, jeśli ta tego potrzebuje

1 polubienie

Oooooo właśnie. Pięknie napisane. Jak ja słyszę to że kobiety pytają faceta czy może zechciał by być przy porodzie. Nosz kurde nas nikt nie pyta. Ja też nie chciałam iść rodzic a wyjścia nie miałam. Wiec myślę że facet powinien wziąć odpowiedzialność w całym aspekcie od poczęcia do dorosłości a w tym jest też poród

1 polubienie

Dokładnie! Inaczej, jak kobieta tego wsparcia nie potrzebuje, ale jeśli chce, to czemu facet ma odmawiać, czy zmieniać po porodzie nastawienie do partnerki? Co w tym obrzydliwego, że kobieta mu urodzi dziecko, które oboje przecież zrobili…
Moja koleżanka na poród musiała wołać swoją mamę, bo było jej ciężko, a facet nie chciał… no jakbym miała taką sytuację to chyba bym papiery rozwodowe ze szpitala wysłała, gdybym nie mogła liczyć na swojego faceta w jednej z ważniejszych chwil swojego życia…

Ja przy naturalnym porodzie wolałabym być sama bo większość mężczyzn znajomych mówiło że chcą iść na poród z ciekawosci zobaczyć jak to jest i tylko z tego powodu nie z myślą wsparcia kobiety i to mnie bardzo denerwuje w niektórych zachowaniach mężczyzn :slightly_frowning_face: poród to ból ,to ogromny wysiłek a koleś mówi że idzie sobie popatrzeć bo jest ciekawy…:flushed::face_with_monocle::scream:

Mam identyczne podejście. Chlop zrobi i zero odpowiedzialności. Mój mąż poszedł ze mną na salę porodowa ale jak akcja się zaczęła to zwątpił i powiedział że poczeka za drzwiami :rofl::rofl: więc powiedziałam krótko że albo tu przyjdzie albo ja irodze na korytarzu :rofl: wszedł i był do końca nawet pępowinę przeciął. Nie rozumiem też tego że kobiety namawiają swoich partnerów żeby byli z nimi bo nie chcą. No jak nie chcą a kogo to obchodzi. Ja też nie chciałam rodzic ale dziecko jakoś tego nie zrozumiało i chciało wyjść. Bo co innego jak kobieta nie chce faceta przy porodzie to ok to inna sprawa. Ale jak kobieta go potrzebuje to niech on przy niej będzie no od tego jest

No u nas było tak, że to początkowo ja nie chciałam, ale mój mąż chciał. No i powiedziałam, że nie zabronię mu, bo w końcu dla niego to też ważny moment, bo jednak on też do tego doprowadził :rofl::rofl:i tak po czasie stwierdzam, że nie urodziłabym naturalnie bez niego, jak tylko mi powiedzieli, że idę na salę porodowa, to od razu pytałam, czy już mogę dzwonić po męża :rofl::rofl:

1 polubienie

U nas w związku też był taki moment, kiedy mąż nie miał ochoty na współżycie. Było to spowodowane stresem i dużym obciążeniem psychicznym. Też wtedy czułam podobnie jak Ty, że coś ze mną jest nie tak. Musieliśmy po prostu przetrwać ten czas i kiedy sytuacja się unormowała znowu jest w porządku.

A ja Wam powiem ze poki mialam w glowie porod naturalny to chcialam meza tylko do momentu ostatniego etapu czyli partych.
Chcialam zeby byl przy mnie, podal wode, trzymal za reke ale nie chcialam zeby widział jak dziecko wychodzi. To nic pieknego.
Nigdy tez nie zmuszalam meza do tego zeby byl.
Szybko okazalo sie ze jest pandemia wiec meza nie bedzie a pozniej ze bede miala cesarke wiec juz w ogole w moich oczach odpadala ta forma porodu razem, bo mimo wszystko uwazam ze to operacja i osoby trzecie nie powinny byc wpuszczane.

A gdy rozmawialam z mezem to powiedzial mi wprost ze nie chce tego widziec, bo nie potrafilby sobie poradzic z mysla ze mnie tak boli a on nic nie moze zrobic by mi ulzyc. No i on bardzo zle znosi szpiatel,krew itp. Przy pobraniu krwi moj maz mdleje lub wymiotuje wiec o czym tu mowic :joy:

Prawda jest taka ze gdy decydujemy sie na dziecko to my kobiety wiemy jakie sa tego kosnekwencje - czyli ze to my mamy rodzic. I nikt za nas tego nie zrobi.

Mysle ze to bardzo indywidualna sprawa. A najwazniejsze jest szanowanie zdania drugiego czlowieka, jego lęków, obaw i podejscia.

Znam mojego meza, on nie moze ze mna ogladac szpital swietej anny bo robi sie blady i rzuca go na wymioty jak widzial sceny z sali operacyjnej.:joy: ale szanuje to, nie zmuszam do wspolnycu seansow.

Nie wyobrazam sobie np dac mu ultimatum ze albo rodzi ze mna albo rozwod - bo nie wszystko da rade przeskoczyć.
Ja panicznie boje sie wysokosci i nie wyobrazam sobie zeby moj maz kazal mi robic cos czego ja nie chce, boje sie nieważne dlaczego kazalby mi to robic.
Spokoj psychiczny za rowno matki jak i ojca jest bardzo wazny i to ze my musimy rodzic nie oznacza ze musimy obarczac tym partnerow.

Ale im więcej rozmawiam z kobietami, tym częściej słyszę, że mężowie byli przy porodach i absolutnie nic złego to nie wniosło, a wręcz przeciwnie czuli się bardziej związani z dzieckiem i partnerką.
Myślę, że to naprawdę zależy od mężczyzny.
Są tacy, którzy świetnie sobie radzą, są wsparciem, wiedzą jak pomóc, są emocjonalnie dojrzali i nie przeraża ich fizjologia porodu.:blush::blush:

Są tacy, którzy naprawdę potrafią być wsparciem, czują się blisko partnerki i dziecka, a udział w porodzie wręcz zacieśnia więzi. Mojej koleżanki narzeczony jeszcze próbował przeciąć pępowinę, ale miał takie tępe nożyczki, że kompletnie mu nie szło i mimo wszystko był przy tym cały czas spokojny i obecny… no ale potem mdlał :sweat_smile:

Mój mąż jest raczej z tych “delikatnych” i raczej oszczędzę mu tej przyjemności :slight_smile: Oczywiście wolałabym aby mnie wspierał, ale jak mam widzieć jego mękę że w tym uczestniczy i się na to wkurzać to wolę odpuścić już na samym początku.

Mojego męża też by to nie zbrzydziło bo jest naprawdę cudownym mężem :smiling_face_with_three_hearts: ale chyba mimo wszystko jakoś nie czułabym potrzeby aby był ze mną przy porodzie :smiling_face_with_three_hearts:

Pewnych rzeczy jak mówisz się nie przeskoczy, dlatego ja szukałam partnera, który wiedziałam, że jeśli zajdzie taka potrzeba, to na salę przyjdzie i mnie wesprze. Fakt na początku nie chciałam, żeby był, ale teraz nie wykbrazam sobie inaczej :hear_no_evil::laughing:

Jak widać każda z Nas potrzebuje czegoś innego :wink:
Ja nie wyobrażałam sobie ,żeby nie było mojego męża przy porodzie i miałabym być ,sama" ,ale szanuje każdą decyzję :wink:

Ja też nigdy bym sobie tego nie wyobrażała

No coz, ja w sumie na poczatku wcale nie wiedzialam ze Michal bedzie tym na cale zycie :joy: no i w tym wieku w ogole nie myslalam o dzieciach czy porodzie i czy chce zeby przy mnie ktokolwiek byl czy nie :joy: mialam 18 lat jak zaczelismy byc razem :heart:

Generalnie ja też nie myślałam od razu, że to już na całe życie, ale zakładałam, że skoro uprawiamy seks, to może się zdarzyć ciąża, bo żadna antykoncepcja nie daje 100% pewności, więc mimo wszystko gdzieś to z tyłu głowy miałam :rofl::sweat_smile:

Ja myślałam że z pierwszym mężem będę na całe życie ale zycie kazało mi od niego uciekać i wiem że podjęłam najlepszą decyzję w życiu. Bo poznałam obecnego męża i wiem że to na niego powinnam trafić odrazu niestety zycie nas musiało doświadczyć bo i kego również abyśmy mogli budować szczęście na nowych fundamentach :slightly_smiling_face:

1 polubienie