Ja byłam zobaczyć ten szpital z mężem bo mieli dni otwarte i wtedy dostałam listę rzeczy potrzebnych do szpitala oraz informację że jeśli mąż chce uczestniczyć w porodzie to ma być na zajęciach w szkole rodzenia,dodatkowo taka informacja znajdowała się się na stronie szpitala, ale podejrzewam że jeśli któryś z przyszłych ojców będzie chciał uczestniczyć w porodzie to pewnie nie będą robić problemów
No może jak porody rodzinne nie były standardem to mogli wymagać zaświadczeń ze szkoły rodzenia ale teraz?? Przecież jeśli maż chce uczestniczyć w porodzie to szpital nie może teoretycznie mu zabronić Jak dla mnie jest to troszeczkę przesada.
No z tego co słyszałam to u mnie w mieście jak jest dużo porodów w jakimś szpitalu na raz to nie pozwalają by mąż był, ale to pewnie różnie bywa. Ja akurat wybrałam prywatny szpital na rodzenie i w sumie nie wyobrażam sobie żebym mogą rodzic w jakimś innym. Nie wiem jak będzie i ile porodów się też trafi w tym dniu co ja ale tam powinnam mieć dobrze.
Kasia, nawet jak już porody rodzinne to była normalność to i tak szpitale wymagały od mężczyzny zaświadczenia, że uczestniczył w zajęciach ze szkoły rodzenia. Teraz w większości szpitali tego nie wymagają, choć w ogóle nie powinni, a za kilkanaście lat, to pewnie ojciec dziecka będzie mógł uczestniczyć przy cc, tak jak to bywa w niektórych prywatnych szpitalach
Na pewno za jakiś czas będzie można uczestniczyć w cc. Wszystko idzie do przodu kiedyś nikt nawet nie pomyślał, że może towarzyszyć przy porodzie naturalnym a teraz jest to takie normalne jak poprostu poród samej matki.
Moim zdaniem normalne stało się to, dlatego, że szpital widzi w tym korzyści dla siebie również, czyli to partner przejmuje pałeczkę położnej, która nie musi wówczas poświęcać tak dużo czasu z rodzącą, to partner podciera czoło, podaje wodę, trzyma za rękę, chodzi po korytarzu itp. - wydaje mi się, że dla szpitala jest to wygodne… gdyby nie chodziło o wygodę na pierwszym miejscu (bo na drugim jest zapewne więź i poczucie bezpieczeństwa dla rodzącej), to pozwalano by również uczestniczyć w cc, no ale tam partner jest zbędny i wtedy liczy się to, co było na pierwszym miejscu - wygoda niż to, co na drugim… niestety.
Nie widzę realnych przeszkód przy obecności partnera przy cc, skoro w USA jest to możliwe, czemu nie u nas? Myślę, że poczekamy jeszcze kilka lat i może drugie miejsce - potrzeby rodzącej będą jednak na pierwszym miejscu.
Mój osąd raczej krytyczny, ale szczery. Mam nadzieję, że to się jak najszybciej zmieni.
Weronika, po części wygodne, może tak. Ale z drugiej strony przecież nikt z personelu medycznego nie będzie rodzącej trzymał za rękę, czy wycierał czoła, dlatego oni z tego aż takich korzyści nie mają. Czasami nawet mąż/partner rodzącej potrafi być irytujący - w przypadkach np, kiedy to ciągle sprawdza personel medyczny, czy dobrze wykonuje swoją pracę. Czasami zdarza się też, że mężczyzna potrafi nawrzeszczeć na położną, bo przecież:" jego żonę boli"…
Co do porodu cc i obecności partnera, jest to możliwe, ale w palcówkach prywatnych w Polsce. Za kilka lat to się pewnie zmieni.
Troszkę żeśmy zjechały z tematu ![]()
Kiedyś kobiety to szły do szpitala na tydzień przed i dwa tygodnie po porodzie jeszcze leżały a teraz dwa dni i wracamy do domu. Pamiętam jeszcze jak ciotke odwiedziliśmy gdy kuzyn się urodzil to przez szybę i taki domofon się rozmawialo z nią.
Może zanim ja będę chciała druga dzidzie to już partner będzie mógł być przy cc:-P ale teraz chyba mi już nie zależy i nawet nie wiem czy bym chciała. Ale przy pierwszym porodzie chciałam bardzo
magicznypazur zgadzam się, że czasami pojawiają się takie zachowania agresywne na oddziale, nie możemy tego zmienić, możemy zrozumieć, że podczas najważniejszych chwil pełnych podniecenia przeplatanego ze strachem, tak się dzieje - wydaje mi się, że położne są/mogłyby być na to gotowe. Kiedyś… kiedyś partner przy porodzie (a może i jeszcze dziś) to przecież świadek tego, co się dzieje i czasami jest to też niewygodne - na pewno kiedyś tak było, kiedy naszych praw nie było ;P. Mój mąż nie zdążył na drugi poród, bo przebiegł tak szybko. Gdyby zdążył, może usłyszałby, co do mnie “powiedziano”, że nie wolno mi beczeć i drzeć się (to był mój drugi poród, więc oprócz tego, że zrobiło mi się przykro, nie słuchałam tych poleceń), a może gdyby zdążył wcale bym nie usłyszała tych bezczelnych słów.
Przy pierwszym porodzie (dłuższym) położna przychodziła do mnie tylko na ktg, większość czasu pomagał mi mąż i z jednej strony cieszę się, bo mogliśmy być sami, a z drugiej naszą intymność przerywały ciągłe rozmowy, chichoty (głośniejsze od moich jęków) i żarty położnych obok - czułam się nieważna, że to ja tutaj przeszkadzam, a panie chyba się tym nie przejmowały, przecież mąż był ze mną…
W Europie również już praktykują porodu cc z obecnością tatusia
Tak jest np. w Szkocji
Więc myślę, że to kwestia czasu a u nas również będzie to powszechnie stosowane ![]()
Jesli Polska nie chce zostać w tyle i chce podążać za Europą, to faktycznie obecność mężczyzny przy porodzie cc to tylko kwestia czasu ![]()
Chodzenie na szkołę rodzenia w kolejnej ciąży to może być nie lada wyzwanie, bo i obowiązków więcej już z jednym maluchem
Wszystko zależy też od odstępu między ciążami, jeśli jest to odstęp rok czy dwa, to za bardzo nie ma co odświeżać. Ale jeśli różnica jest np 8-10 lat, co często się zdarza to już co innego.
Za szkołę rodzenia nie zapłaciłabym na pewno, też wolałabym wydać te pieniądze, a wcale nie małe, bo w Warszawie to koszt około 1000 zł.
Magros a tak nie na temat z Warszawy jesteś?
Justynko, tak z Warszawy ![]()
Witaj ![]()
No to witaj koleżanko z tego samego miasta:-D
Ja nie uczestniczylam w szkole rodzenia poniewaz musiala bym dojechać i poprostu mi sie nie chcialo mloda glupia bylam myslalam a jakos bedzie i wkoncu i tak i tak cc mialam. Druga ciaza byla zagrozona a ze mialam i tak i tak zapowiedziane ze cc bedzie wiec juz nie ryzykowalam i lezalam grzecznie w domu. Nie wiem moze gdybym miala szkole rodzenia pod nsem to bym sie zapisala a dojechać 30km w jedna i 30km w druga to zrezygnowalam
Bealia nie dziwię Ci się… Też bym nie dojeżdżała tyle kilometrów chociażby ze względu na finanse. Bo jednak 60 km to nie jest malo. A przy ciąży zagrożonej to tym bardziej nie ma co ryzykować
Ja niestety tez musze zrezygnowac ze szkoly rodzenia poniewaz mam zalozony krazek i do 30 tyg musze lezec w lozku a pozniej to juz mi sie nie bedzie oplacalo chodzic bo nie wiadomo kiedy urodze a sciagniety mam miec miedzy 35 a 36 tyg.
Pamela to lepiej nie ryzykować może
Chociaż tam tak ciężko nie jest ale jednak u Ciebie są wskazania do leżenie i lepiej nie ryzykować…