Szkoła rodzenia - warto uczestniczyć w zajęciach?

Mnie również pytały położne czy uczęszczałam do szkoły rodzenie bo to chodzi o prawidłowe oddychanie… gdy któraś z mam nie uczęszczała to muszą poinstruować jak należy to robić aby dobrze dotlenić siebie i dziecko.

Tak jak mowisz oddychanie i parcie najwazniejsze.

Oddychanie z przepony jest ciężkie. Ja nigdy tego nie umiałam. A jak poszłam robić spirometrię, to ojej… myślałam że się uduszę. Nie mogłam powietrza wydmuchać i nabrać tak jak trzeba.

Właśnie skończyłam szkołę rodzenia i nie żałuję tej decyzji. Szczególnie, że dołączyłam się do jakiegoś programu i dostałam za darmo Aniball ;). Co najważniejsze przed szkołą nie widziałam możliwości, żeby mama do mnie nie przyjechała przynajmniej na 2 tygodnie po porodzie, zeby mi pomóc. Teraz po szkole jestem bardziej pewna siebie i myślę, że dam radę bez szczególnego angażowania mamy.

Oddychania z przepony uczyłam się w szkole muzycznej na chórze - tak oddychają wokaliści podczas śpiewu. Nie jest to dla mnie jakoś specjalnie trudne i raczej nigdy nie było. Myślę, że damy radę :slight_smile: Podczas porodu położne instruują, więc na pewno będzie ok, każdemu jakoś się udaje :slight_smile:

Elewele super, że jesteś zadowolona ze szkoły rodzenia. Oby wskazówki nie wyleciały z głowy. Moja mama bierze tydzień urlopu, żeby mi pomagać, ale w sumie to póki co nie widzę większej potrzeby, myślę, że bardziej będzie pomagać w takich rzeczach, żeby ugotować obiad itp. Poza tym mój mąż też ma wtedy wziąć urlop. Mamie po prostu nie potrafiłam odmówić, tak się cieszy z wnczki.

Ja tez kiedys spiewalam i nas uczyli tego oddychania ale mi nie szlo hehe. Moj tez bedzie na urlopie. Jak urodze sn to nie chce pomocy a jak bede mieć cc to tesciowa powiedziala ze wezmie tydz urlopu i przyjedzie pomoc:)

Ja też jestem osobą muzyczną i do tej pory nie potrafię zaśpiewać z przepony, jest to dla mnie bardzo trudne. A jeśli chodzi o pomoc mamy to ja nie wyobrażam sobie żeby miała brać urlop i mi pomagać. W ogóle nie chcę żeby mi pomagała przy dziecku bo ona wie lepiej niż ja. Chcemy z mężem wychowywać dziecko po swojemu a nie jak nasi rodzice chcą i jak oni uważają że jest dobrze. Oni mieli czas na wychowywanie a teraz to nie jest ich dziecko tylko wnuk. Owszem może zrobić jakiś obiad jeśli chce i przynieść ale to wszystko co mogę przyjąć w tej sprawie, chociaż wiem że i z obiadem byłby problem bo u mnie mama uważa że można jeść wszystko a wiadomo że jak będę karmić to nie mogę od razu jeść wszystkiego. Już teraz mówię że czegoś nie zjem bo zaraz zwymiotuję, albo że źle się po czymś czuję to mi mówi ze przesadzam. Dlatego sama robię sobie obiady, bo przynajmniej wiem co jem.

Monika nikt tu nie mowi o tym ze jak ktos prosi mame o pomoc to odrazu w wychowaniu. Chodzi o pomoc fizyczna bo niektóre kobiety po porodzie dlugo nie moga dojsc do siebie a jeszcze jak sa po cesarce to wszystko boli. A jak wiadomo rad mozna wysluchac a czy praktykowac to zalezy od nas.

Ja rozumiem Monikę bo mimo że byłam po cesarce to nie wyobrażająm sobie na dłużej mamy lub teściowej w domu. Ze szpitala wróciliśmy sami wieczorem pierwsza kąpiel sami na spokojnie. Mąż miał 3dni wolnego plus weekend ostatniego dnia pojechaliśmy na zdjęcie szwów razem z synkiem no i musiałam radzić sobie sama

Chodziło mi tylko że ja nie wyobrażam sobie i nie chcę nawet by moja mama ani teściowa dzieckiem się zajmowały choćby przez chwile. Jesteśmy z mężem razem i sami chcemy sobie radzić. Oczywiście jeśli będzie mega konieczność zostawić dziecko bo trzeba będzie ze mną jechać do szpitala czy jakkolwiek inaczej coś złego się będzie działo że dziecka nie moge miec przy sobie to tak. Ale to już ostateczność. Zawsze ja czy mąż może zostać przy dziecku i trzeba będzie się wymieniać i tyle.

Rozumiem w stu procentach bo też tak uważam i moje dziecko ma 15miesięcy i pod inną opieka niż moja i męża było dwa razy. Raz jak miałam wizytę u lekarza z czasie pracy męża drugi jak mieliśmy wesele. No i kilka razy w okolicy przychodni na spacerze z moją siostrą jak ja miałam lekarza.

Nie chodzi o wychowanie. Mnie chodziło o to, że gdyby nie szkoła rodzenia, to pewnie balabym się dotknąć tego maleństwa a mam pokazała by jak je pielęgnować przez pierwszy tydzień… a nie wychowywać. A dzięki szkole nie czuję już takiej potrzeby. Natomiast jak będzie miała uwagi i będzie “wiedziała lepiej” to wysłucham, przytaknę i zrobię po swojemu, bo cóż jej zostało… mnie też to czeka na “starość”, niech czuje się kobiecina wciąż potrzebna, to najbardziej cieszy mamy :wink:

elewele no ja mysle w koncu tak samo. Przeciez nas wychowaly zyjemy cale to czemu sie bac zostawic?

Bo kiedyś wychowywało się dzieci inaczej na inne rzeczy zwracałm uwagę bądź też nie inaczej pielęgnowajm i inaczej żywilo np nasze mamy dawały nam do picia w większości wodę z glukoza a potem z cukiem i takie inne cuda. Teraz nauka poszła naprzód badania też i świadomość rodziców także. Problem w tym że nie wszyscy rodzice nasi stosują się do tego jak chcemy wychowywać czy żywic swoje dzieci i można usłyszeć rady typu a niech płacze bo przyzwyczaisz do noszenia albo daj sok jabłkowy 2miesięcznemt dziecku bo ma zaparcia lub też poslodz jabłko bo widocznie kwaśne skoro jeść nie chce. To tylko kilka autentycznych przypadków rad. No i oczywiście my rodzice zrobimy jak chcemy ale jak taki maluch zostanie bez nas to babcie mają pole do popisu a uwierzcie nie wszystkie się dostosuja czy zapytała. Bo uważają że one tak robiły albo dawały więc jest ok

Ja korzystałam z pomocy mamy przez trzy tygodnie od porodu i chodziło głównie o to abym mogła zregenerować siły po porodzie - rodziłam sn, mama zajmowała się małym kiedy spał i ja w tym czasie kładłam się spać…kobietki miałam taki niepokój w sobie aby tylko z małym było wszystko ok, że gdyby nie pewność, że ktoś przy nim czuwa nie zasnęłabym…w nocy spał blisko mojego łóżka i też z tego co pamiętam to mało spałam bo praktycznie cały czas czuwałam ;)…

Mam to szczęście, moja mama nie ingeruje w wychowanie naszych dzieci :slight_smile:

Po prostu chodzi o to, że Ty idziesz spac, dziecko zostawiasz z babcią czyli ze swoją mamą i mama nie będzie chciała budzić Ciebie i w tym czasie podaje np. wodę dziecku do picia. to tylko taki przykład akurat co usłyszałam od swojej mamy, że od samego początku musze dawac dziecku wode z butelki.

jesli karmisz piersia to nie trzeba dodatkowo dopajac. Przy pierwszym dziecku pomagala mi tesciowa i troche moja siostra a przy drugim synku juz sama wszystko ogarnelam.

Ja wychodzę z założenia, że mama czy teściowa mogą mi doradzić ale ja i tak robię wszystko po swojemu. Biorę radę do serca i pod uwagę ale ostateczną decyzję podejmujemy z mężem sami. Ja to nawet czasami jestem w stanie upomnieć jedną czy drugą jak mi się coś nie podoba.

Jak do tej pory mój Synek nie został z nikim innym niż z mężem jak ja wyszłam do sklepu czy pojechałam na ściągnięcie szwów. Pewnie kiedyś przyjdzie czas, że z kimś zostanie ale jak na razie nie planuje.

Wydaje mi się, że nie ma co przesadzać. Żadna babcie nie zrobi krzywdy swojemu wnukowi. To jest pewne. Zgadzam się, że kiedyś dzieci wychowywało się inaczej niż teraz, ale jeśli ustalimy jakieś zasady to babcie powinny się do nich stosować. Ja nie mam z tym problemu bo u mnie jak zwracam na coś uwagę to jest to przestrzegane. Ale to zależy od ludzi i nie wiem jakie są wasze mamy.

Uważam również, że nie wszystkie rady mam są złe i nie warte do brania pod uwagę. Niejednokrotnie zobaczycie, że potrafią dobrze doradzić patrząc na doświadczenie.

Lenka, przy podawaniu mm też nie należy małych dzieci dopajać. Przynajmniej ostatnio można wszędzie wyczytać takie informacje .

My tez bedziemy dziecko wychowywac po swojemu ale rad zawsze moge wysluchac.