O tak a dziecko jest obojga rodziców nie tylko mamy. Od kiedy mam złamana rękę mąż kąpie małego bo ja nie dam rady go z wanny wyciągnąć. W sobotę mieliśmy gości było już trochę późno więc mówię do męża. Weź już małego wykap. Jedna para spojrzała na mnie jak na idiotkę i ten chłopak mówi a ty będziesz siedzieć? A ja mówię tak a to jakiś problem że ojciec kąpie własne dziecko ? Nie tłumaczyłam że nie dam rady go wyciągnąć jeszcze z wanny. Przecież chyba nie jest to jakaś ujma. Wywiązała się mała wymiana zdań a oni nie mają jeszcze dzieci ale planują więc na końcu do tej znajomej powiedziałam. Ja ci już współczuję skoro wiadomo że dziecko będzie twoje a nie wasze. Faceci czasami są tak nauczeni że wszystko w domu robiła matka a ojciec był od zarabiania pieniędzy i leżenia na kanapie
Moj maz poza tym ze ogarnia dom jest z zawodu kucharzem, i lubi gotowac wiec jak ma wene idzie i gotuje:) jak przyjezdzaja do nas goscie lubi zrobic jakies bardziej skomplikowane danie i jak jest moja mama to zawsze mnie ruga, ze ja siedze,
a maz tam w kuchni pracuje. Bardzo to doceniam ze jest w domu calym soba, ale nie chce tez robic z tego wielkiego halo bo dzieci sa nasze, w domu brudzi tak samo jak ja i jesc tez musi
tylko przez to ze do niedawna model gospodyni domowej byl jedynym obowiazujacym, jest mnostwo Panow ktorzy palcem nie kiwna. Co jest super smutne
Masz rację, samo wsparcie jest bardzo ważne. No i inaczej się też wykonuje obowiązki, jak z tyłu głowy jest myśl, że w razie czego ktoś i tak to zrobi, a nie że koniecznie ty musisz, bo inaczej nie będzie zrobione
Niestety taki model jeszcze obowiązuje i obawiam się, że nie minie tak szybko. Co prawda coraz więcej kobiet stawia na podział obowiązków, aczkolwiek nadal duży odsetek jest po prostu kura domowa, opiekunka dzieci i poza tym jeszcze pracuje na etacie.
To prawda. Często spotykam się z takim modelem. Jesteśmy jeszcze pokoleniem wychowanym na stereotypach. I niektóre kobiety nie dostrzegają, że się zacharowują albo nie wiedzą jak się postawić partnerowi.
Dokładnie tak. Dużo kobiet to jeszcze znosi, że musi i dom ogarnąć i dzieci, bo mąż raz na kilka miesięcy wymieni żarówkę, więc mają podział na „damskie i męskie” obowiązki
U nas na poczatku nie bylo jasno ustalonego podzialu, wszystko wyszlo w praniu. Ja glownie zajmowalam sie dzieckiem, zwlaszcza karmieniem i usypianiem, a partner przejal wiekszosc obowiazkow domowych typu zakupy, gotowanie, sprzatanie. Z czasem, kiedy maluszek byl starszy, zaczelo byc latwiej podzielic sie tez opieka – partner przejal kapiele, spacery i zabawy. Oczywiscie zdarzaly sie konflikty, szczegolnie gdy oboje bylismy zmeczeni, ale z rozmowa i kompromisem udalo sie wypracowac balans. Najwazniejsze bylo, zeby kazde z nas czulo sie docenione i nieprzeciazane.
U nas też wszystko wyszło w praniu, rozmowa i kompromis naprawdę pomagają
Tak Rozmowa jest najważniejsza, bez niej nie ma nic
Przedewszystkim rozmowa , i dogadanie się . Dzielenie się obowiązkami w związku jest bardzo istotnym elementem relacji
Powiem wam, że u nas to był jeden wielki chaos. Nie podejmowaliśmy takich tematów, aby dzielić się obowiązkami, bo totalnie nie mieliśmy pojęcia czego się spodziewać.
A ja do teraz pamietam, że byłam w szoku, bo pierwszy miesiąc kobieta jest przywiazana do dziecka a dziecko do niej. Nadal są jednoscią chociaż bobasa juz nie ma w brzuchu. A cały bałagan dookoła i wszystkie obowiązki spadają na partnera.
U nas niestety nie jest najlepiej w tej kwestii. Kiedy byłam w połogu mąż bardzo dużo robił przy dziecku i ogarniał dom. Ale po tym czasie mam wrażenie, że ciągle szuk wymówek, żeby wyjść z domu i nie zajmować się małym. A jak już jest w domu i ma się nim zająć to najlepiej dać smoczek albo włożyć do bujaczka, żeby dziecko samo chichot siedziało… ![]()
Rozumiem Cię bardzo dobrze to może być frustrujące i męczące
. Często w połogu partnerzy wchodzą w tryb „pomocnika na pełen etat”, a później, gdy sytuacja wydaje się ustabilizowana, trochę odpuszczają i wracają do dawnych nawyków. To jednak nie znaczy, że nasze potrzeby i zmęczenie zniknęły.
Ja myślę, ze ten połóg to i tak nie ma przy tym aż takiego zmęczenia, no bo noworodki jednak mimo wszystko dużo śpią, więc idzie jakoś te noce odespać chociaż trochę. Im dziecko starsze tym są nowe wyzwania i problemy, które głównie po połogu już dokuczają i to wtedy też pomóc partnera jest niezbędna, a część z nich ju się wtedy nie poczuwa
A probowalas porozawiac z partnerem? Czesto gesto Panowie nie chca sie przyznac ze czegos sie obawiaja, ze im ciezko, ze cos ich przeraza i uciekaja od dziecka czy z domu i spelniaja swoje hobby…
pogadaj z nim, w czym jest problem, ale wiesz bez oceniania i emocji(wiem ze to trudne)
wynegocjuj zeby np.kapal maluszka jak jest w domu, a Ty w tym czasie idz do sklepu na spqcer gdziekolwiek. Tak zeby to byl ich czas. W tygodniu tez zostaw meza na godzine, dwie i znajdz ten czas dla siebie. Ale nie krytykuj go pozniej jak cos zrobi nie tak czy nie poprawiaj, ze pampers za luzno ![]()
Ciężko jest coś ustalić. Czasem się nam wydaje że można coś zaplanować i tak będzie , ale często coś zmienia nam plany i jest inaczej . Czy jakieś zmiany w pracy , czy jak dziecko zachoruje a wiem jak jeszcze jest jak się ma więcej dzieci to jedno chore , za chwilę drugie potem trzecie… ja od początku zajmuje się dziećmi …mąż pracował 10lat za granicą przyjeżdżał co 15dni na 3 dni i zawsze było że on przyjechał odpocząć ale czasem też pomógł , posprzątał czy coś ugotuje teraz od jakiegoś roku robi już na miejscu więc jest domu ok. 19 to już ciężko cokolwiek pomoc więc jestem cały czas sama , jedynie połowa soboty czy w niedzielę to pomoże ale bardziej woli w kuchni czy nawet pomyc podłogi max woli niż spędzać czas z dziećmi jedynie często spędza czas z 11 letnim synkiem bo z młodszym 7 i córeczka 14mc to tak na chwilę i woli pójść do swoich obowiązków;)
Rozumiem cię bardzo dobrze , ale dobrze że chociaż coś pomoże mój to ciężko żeby się za coś zabrał
To prawda… Przed narodzinami syna mieliśmy dużo ustaleń jak chcemy, żeby wszystko wyglądało, ale niestety życie to później mocno weryfikuje
Najgorsze jest to, że z moim mężem nie da się porozmawiać spokojnie. Bo jeśli mówię mu, że coś robi nie tak, że chciałabym żeby coś robił inaczej to on się obraża… mimo że w żaden sposób mu nie dokuczam,tylko spokojnie mówię
Haha moj ma podobnie bo traktuje to jako krytyke,
wiec zmienilam taktyke. Akceptuje
nikt nie lubi jak sie go poprawia.
Tak samo jak ja on tez musi sie nauczyc relacji z dzieckiem. I to jest ich relacja, a jesli ja go bede ciagle poprawiac to bedzie to wywolywac tylko frustracje.
Z jednej strony tak… Tylko nasz maluch ma 4 miesiące i po prostu mi jest go szkoda, jak widzę, że on sadza go sobie na kolanach, chociaż oczywiście sam jeszcze nie siedzi. I od razu myślę o tym jakie to obciążenie dla jego kręgosłupa i z czystej chęci dobra dziecka zwracam tą uwagę…