Mojemu synkowi pobierali z paluszka. Początek fajnie małe pstryk ale potem to łapanie kropelek i wyciskanie z paluszka to już mało przyjemne
zamarancza co za pielęgniarka… w ogóle zero wyczucia i kompetencji:(
Mojej córce pobierali tylko raz krew właśnie z paluszka i zniosła to dzielnie, dałam jej smoka i podziałało, natomiast przy sczepieniu musiała się wykrzyczeć. W ogole przed szczepieniem leżąc na przewijaku nagle zapłakała i chyba coś czuła co ją czeka i było mi jej żal:(
Moona racja takie zabawy na prawdę potrafią tak przygotować dziecko, że na wizycie u stomatologa czy lekarza będą bardziej śmiałe. Szkoda, ze u niemowlaczków nie da sie tego zastosować i swoje muszą przeżyć…
Z paluszka może pobierają jak nie potrzeba, aż tak dużo krwi u nas potrzebne były 2 duże fiolki. Kurcze niektóre pielęgniarki mają wyczucie i pobierają sprawnie. My trafiliśmy na jakąś niedouczoną. Wiem, że mały zawsze płacze przy kłuciu, bo jest bardzo wrażliwy, ale żeby dziecka dłoń wyglądał tak: Pokazuję foto i do tego siniaki…
Zamarancza o moj boze co one robily?! tak sciskaly?! czy to krwiak po rozlaniu juz?
o matko u mojego nie było ani sladu. Jak tak można meczy dziecko
To stres dla mamy, dziecka ale też osoby która tę krew pobiera. Szanujmy się nawzajem… Łatwo nam oceniać ale dobrze by było spróbować się postawić na miejscu tej pielęgniarki… Dziecko krzyczy, mama patrzy na ręce… Przecież chyba żadna pani pobierając krew nie chce krzywdzić dziecka tylko marzy żeby to zrobić szybko, sprawnie i możliwie bezboleśnie… A nawet najlepszej zdarzy się popełnić jakiś błąd, jesteśmy tylko ludźmi
P. S. nie jestem pielęgniarką. ![]()
Dagmari wszystko ok…ale cos takiego raczej nie powinno sie zdarzyc…to juz istna przesada… a raczej jak komus tyle lat patrzy sie na rece to juz sie nie stresuje
To tak jak ja bedac kosmetyczka mialabym sie stresowac z ektos patrzy mi na rece jak komus robie manicure ![]()
Pobranie krwi u takiego maluszka to nie tylko stres dla rodzica, dla dziecka ale i dla pielęgniarki!
Ja osobiście znalazłam się w podobnej sytuacji, ale sądzę, że trzeba zachować zimną krew … przecież badania zlecane są dla dobra dziecka, a nie po to, żeby zrobić mu krzywdę.
Katarzyna ale dlaczego ma to byc stres dla kogos kto pracuje w takim zawidzie x lat ? Gdyby kazda pielegniarka stresowala sie przed pobraniem krwi u maluszka to polowa z nich byla by w zakladach zamknietych
dla nich jest to codziennosc:)
Jasne, że badania wykonane są dla dobra dziecka, nie wątpię, to że pielęgniarka się stresuje rozumiem, ale jeśli nie czuje żył w raczkach to po co na siłę kuje i grzebie skoro może pobrać od razu z główki, gdzie żył widocznych jest masa? Sądzisz, że krwiak na ręce mojego syna jest dla jego dobra? Dla mnie to jawne olewanie pacjenta. Nie potrafisz pobrać zawolaj kogoś innego! Dzieci często płaczą i nie o płacz tu chodzi, ale dorosłego boli gmeranie igłą na oślep, a co dopiero niemowlaka!!
Zamarancza jestem w szoku tego zdjęcia, co ona zrobiła twojemu dziecku, jak patrze na jego oczka to takie zapłakane:( również uważam jak Natka, taka pielęgniarka pracuje w swoim fachu ileś tam lat i na pewno nie robiła tego pierwszy raz. Niektóre tam pracują jak za karę, zero powołania do zawodu…
Wiecie męczyła dziecko i przekuwała żyłki w dłoni i niestety chyba przez stres mały miał tak gęstą krew, że poleciały 3 kropelki i zastygła krew w igle. Tym sposobem był kuty na darmo… Jeszcze wróciłam do lekarza i powiedziałam, ze się pobrać nie da i am kuć tej pielęgniarce to lekarka: “Pani Alinka jest specjalistką i jak ona nie pobrała to nikt nie pobierze, bo ona pracowała na Sor…” I co położna przyszła pooglądała dokładnie i pobrała w 2 minuty!!
Jeszcze pielęgniarka stwierdziła, że taka gęsta jest krew, bo syn nie pije nic oprócz mleka i mam go przed badaniem na siłę dopajać… Jak mówię, że on nie chce pić to kazała dosypać glukozy i strzykawką wciskać do buzi ;/
Niepoważna jakaś. Dziwne, że bez dopajania bez problemu inna osoba pobrała mu krew i nie miał śladów…
Masakra jakas ;/ co za lekarz i babsko wstrete ;/ cos takiego w ogole 1 raz widzialam szok ;/ no i dziecka przede wszystkim szmkoda ![]()
I dlatego mam traumę teraz przed jakimkolwiek kłuciem syna… I niech mi nikt nie wmawia, że to dla jego dobra…
Mój Synek jak miał 9 miesięcy miał pobierana krew, żeby zrobić morfologię. Poszliśmy do przychodni i weszliśmy, wzięłam że sobą męża żeby nie panikować. Sama zawsze w każdej sytuacji panikuje a mój mąż zachowuje zimna krew. Weszliśmy do gabinetu mąż wziął Synka na kolana i pani pielęgniarka pobrała mu krew z paluszka. To czy krew jest pobierana z paluszka czy z żyłki zależy od ilości badań. My mieliśmy morfologię podstawowa i CRP i pani stwierdziła że z paluszka w zupełności wystarczy. Gdyby badań było więcej trzeba by było pobrać z żyły. Mój Syn bacznie się przyglądał co pani robi i rozglądał się po gabinecie. Nie za płakał ani nawet nie wziął rączki jak pani ukuła. My byliśmy o wiele bardziej zestrezowani niż mały. Aha mąż miał go trzymać na kolanach miał trzymać przedramie synka a Pani trzymała sobie jego rączkę i nie było żadnego śladu więc mocno nie ściska łatwo dłoni. Z tego co się dowiedziałam warto iść do takiego punktu pobrań w przychodni gdzie są pediatrzy. Wtedy pani ma styczność z małymi dziećmi częściej i jest jej łatwiej. Gdy idziemy do zwykłego punktu gdzie są tylko lekarze ogólni to panie rzadko pobieraja krew maluchom więc nie idzie im to aż tak sprawnie.
zamarancza to Was wymeczyła ta pielęgniarka, szkoda mlauszka:( u nas za każdym razem synuś się denerwuje ale jakoś udaje im się pobrać, też biorą sporo, bo cała morfologia, żelazo, ostatnio jeszcze coś tam miał dopisane,więc 2 razy go ukłuła w tego paluszka i leciało mocniej. Takich śladów nigdy nie mieliśmy:(
Kasiu my byliśmy w poradni dziecięcej. Tam przyjmowane są wyłącznie dzieciaczki, więc i pielęgniarki powinny być wyuczone do wykonywania kłuć na takich maluszkach, było jednak inaczej. Dobrze, że udało nam się porozumieć z tą kobietą, że pobierzemy sami i dowieziemy próbki… Myślę, że nie powinna sie zgodzić, ale dla świętego spokoju to zrobiła, aby nie musieć na nowo się z nami spotkać… Nasza położna ma punkt pobrań i po pobraniu wystawiła zaświadczenie, ze zostało pobrane od syna z główki i podbiła pieczątką, aby nie miała problemów z przyjęciem, ale jej ta karteczka nie interesowała. Wzięła próbki i oddała do badania… Ślady po kilku dniach zeszły całe szczęście… Moja położna była w szoku i jak pokazywała innym w przychodzi to się za głowę łapali co ona mu narobiła… Musiała przekłuć kilka żyłek w dłoni i krew rozlała się po rączce robiąc takie sine ślady…
Oczywiscie wiem, ze mogło być gorzej, bo mogła np złamać igłę, więc ufff jakoś poszło i mam nadzieję, że więcej na taką pigułę nei trafię!
Zamarancza oby jak najmniej takich przeżyć dla dziecka:/ sama bym nie chciała z tym się spotkać. Dla mnie kłucie dziecka jest ciężkie a co mówić w takim przypadku jak u twojego dziecka:(
Ja raz trafiłam na pania w Diagnostyce ktora powiedziala wprost,ze sie boi kluc takiego malucha bo ma w tym male doświadczenie i poradzila isc do laboratorium szpitalnego, cudownie ze byla szczera
my póki co jeśli trzeb to chodzimy do szpitala tam gdzie rodziłam, bez problemu pobierają tam krew dla dzieci. Synek był juz duzo razy nakuwany a panie robily to bardzo delikatnie i nie moge miec zastrzezen.
