W każdym szpitalu powinnyście otrzymać do podpisu zgodę na leczenie, zabiegi pielęgnacyjne, no i na nacięcie krocza w czasie porodu. Warto pytać położną, na pewno otrzymacie odpowiedź na wszystkie wątpliwości.
No właśnie w każdym szpitalu powinno się wypisać specjalny papierek gdzie kobieta zgadza się na nacięcie bądź nie i takie tam. U mnie w mieście koleżanka zostałą nacieta owszem ale wtedy kiedy nie było skurczu ( dobrze mówię?) i wszystko czuła…zero znieczulenia… masakra zaś jej siostra rodziła w anglii i tam nie chcą nacinac krocza… tak ją rozerwało ,że ledwo się ruszała po porodzie i mąż musiał ją myć bo bidulka była taka wycieńczona… W anglii jest strasznie dziwnie… w ogóle dzien po porodzie wróciła do domu O_O
Greendema w każdym kraju inaczej dbają o kobietę rodzącą i dziecko. Tak jest całkowicie inny system opieki medycznej.
Ale ja jestem za tym, żeby naciąć i dzięki temu można uniknąć mocnego rozerwania się.
Ja jestem praktycznie pewna ze nic takiego nie podpisywalam i nikt o nic dotyczącego nacięcia krocza przed samym porodem mnie nie pytał
Natomiast pod czas samego porodu Położna się mnie pytala czy wyrazam zgodę na nacięcie czy nie powtarzała to pytanie chyba z piec razy i nie zrobiła tego do póki nie wyrazilam zgody wiec po samym tym fakcie juz wiem ze nic nie podpisywalam gdybym cos podpisała nawet tylko po przez podsuniecie do podpisu to Położna by się mnie nie pytala pod czas porodu o to tylko po prostu by to zrobiła
Ja niczego nie podpisywałam i jestem tego pewna bo do szpitala byłam przyjmowana dzień przed indukcją porodu. W trakcie porodu położna mnie nie zapytała czy wyrażam zgodę tylko wyczekała moment kiedy zaczynał mi się skurcz i poinformowała że przy najbliższym skurczu mnie natnie. Nie zdążyłam nawet zaprotestować bo jak tylko skończyła mówić miałam skurcz i mnie nacięła. Nie musiała nacinać bo córeczka by się i tak urodziła, ale widać jej się spieszyło bo cała faza II trwała u mnie 40 minut a nacięła mnie po jakiś 30 minutach. Córeczka była malutka i spokojnie by się przecisnęła i nawet bym nie pękła, ale jak już wspomniałam, musiało się położnej spieszyć skoro jak tylko urodziłam córcię i łożysko tak położna zniknęła razem z łożyskiem z sali porodowej i do wyjścia ze szpitala jej na oczy nie widziałam a na porodówce leżałam jeszcze dwie godziny zanim przewieziono mnie na oddział… Szkoda tylko że trafiła mi się taka położna bo wszystkie inne z jakimi miałam kontakt na sali przedporodowej i przy przyjmowaniu na porodówkę były bardzo miłe i z opowiadań innych pacjentek wiem że były dużo lepiej traktowane ode mnie…
Przy pierwszym porodzie byłam nacięta, gdyż był problem z przejściem ramion, przy drugim dla ochrony główki córki, bo rodziła się przedwcześnie i często wcześniaki mają krwawienie do główki. Przy trzecim nie miałam nacięcia, lecz pękło krocze samo. Dobrze, że nie dużo i miałam tylko dwa szwy.
Ja miałam małe pęknięcie, lecz zdarzają się większe, a nawet rozdarcia w wielu miejsca - żeby przed tym uchronić warto jest naciąć, jednak nie powinien to być zabieg rutynowy.
Ja podpisywałam taka listę na co się zgadzam w razie komplikacji. ja osobiście wolałam być nacinana niż by mi to wszystko miało popękać, a położna po porodzie powiedział mi, że bez nacięcia to bym nie urodziła.
Dobrze jak naciecie jest robione gdy rzeczywiscie jest taka potrzeba, bo nie zawsze jest a w wielu szpitalach rutynowo nacinaja wszystkie kobiety jak leci… tego nie popieram.
a ja Was tak czytam i czytam…i nie wiem czy właściwie u mnie konieczne było drugie nacięcie :P. Pierwsze owszem bo nawet z nacięciem pękłam…i tak jak piszecie po porodzie szwy strasznie ciągnęły aż chodzić nie mogłam…z racji że w szpitalu byłam tydzień to jeszcze w nim zdazyli mi je ściągnąć i to była ogromna ulga…podczas nacinania czułam to bo niestety położna niby nacinała w skurczach ale to nie były skurcze parte. Przy drugim porodzie położna nacinała mnie dopiero chwilę przed urodzeniem synka…i zastanawiam się czy to było konieczne bo on i tak już wychodził…i tu się zastanawiam tak jak Ania pisze- czy to nie rutynowe nacinanie.
W szpitalu, w którym ja rodziłam pierworódki nacinają rutynowo - KAZANO mi “dobrowolnie” podpisać zgodę i nie było, że się nie mogę nie zgodzić. Wiem, że nacinają rutynowo, bo mam wiele znajomych co tam rodziło i nasłuchałam się na oddziale…
Położne idą tym sobie na łatwizne a wiele kobiet niepotrzebnie potem cierpi…
Samanta no ale własciwie (chodź fakt nie wiem jak jest bez nacinania) pomimo przykrych doświadczeń po pierwszym porodzie nie miałam oporów żeby ponownie zgodzić się na nacięcie…i czułam się fantastycznie pomimo szwów…nic mnie nie ciągnęło a jedynie jak mnie one ograniczały to przy siadaniu i wstawaniu…a tak to w porównaniu do pierwszego szycia to każde wstanie, siadanie, chodzenie czy nawet zmienianie pozycji w łóżku wiązało się z drogą przez mękę…nie wpłynęło to jednak na moją decyzję i ponownie zgodziłam się aby mnie nacinali.
SamantKa większość kobiet “musi” być nacięta bo inaczej popękają. Więc może Ci się tak wydaje, że to rutynowo, bo pewnie większość mam była z tego powodu nacinana.
Ja też należę do kobiet, które musiały być nacięte…
Podczas porodu nacięto mnie dość mocno bo aż do odbytu… ;/ dodatkowo sama również popękałam…
bardzo kiepsko zniosłam późniejsze gojenie ran… ranę psikałam octeniseptem i przemywałam tantum rosa, dodatkowo podmywałam się płynem z korą dębu… jednak stwierdzam tak samo jak carien, ze również zgodziłabym się na ponowne nacięcie… bo to jest bezpieczniejsze dla dziecka… … a gdy naciecie robi doświadczona osoba to naprawdę “samo nacięcie” nie boli… dopiero potem gojąca się rana… ale jak ja to zniosłam to każda dziewczyna da radę ![]()
Tutaj jakoś nie ma z nacinaniem takiego problemu - położna już na pierwszej wizycie mówiła, że tylko jeżeli to naprawdę konieczne nacinają a krocze chronią…
Zresztą - w Pl na dyżurze na porodówce, są np. 2 położne na kilka rodzących i nierzadko jest tak, że położne nacinają “byle szybciej” się dziecko urodziło, bo zaraz musi zwolnić miejsce dla kolejnej rodzącej albo inną się muszą zająć…
To zostało jeszcze z czasów komuny, że wciąż rodzące traktuje się hurtowo a zabiegi wykonuje rutynowo - a to krok w tył nie naprzód…
Ja od każdego lekarza słyszałam, że pierworódka musi być nacięta (tak dla zasady), więc nikt mi nie wciśnie kitu, że tego zabiegu nie wykonuje się rutynowo…
Samanta może i masz rację…mi moja położna kiedyś powiedziała “jeżeli zajdzie taka konieczność to niech Pani się nie wzbrania przed nacięciem” …myślałam że drugiego nacięcia uniknę a mimo to nacięli
A mi się wydaje,że dużo się zmienia i to na lepsze,sama widzę dużą poprawę w moim szpitalu.Jeszcze 5 lat temu gdy rodziłam nikt nie pytał się o zgodę na nacięcie,nie było kangurowania itp.Gdy rodziłam Emilkę położna robiła ze mną wywiad,pytała się o zgodę na lewatywę i nacięcie.Dwa razy jej podkreślałam,że tylko w koniecznosći.Podczas mojego pobytu na porodówce urodziło się dużo dzieci,mój poród postępował bardzo powoli i większosć kobiet rodziło bez nacięcia.Położne proponowały rodzącym różne pozycje porodowe.Sama nie zostałam nacięta,nie popękałam,Siostra rodziła rok później i również nie została nacięta,koleżanka również nie.
No dużo zależy od szpitala, niepowiem. W tym szpitalu gdzie ja rodziłam nie było mowy o pozycjach wertykalnych…
Didisia jeśli dla bezpieczeństwa dziecka to wiadomo, że każda z nas by się zgodziła, ale myślę, że Samanta ma dużo racji. Ja po czasie stwierdzam, że chyba też mogłoby się dla wielu obejść bez nacięcia a często jest wykonywane rutynowo - bo tak lepiej, bo szybciej…
Gojenie ran też różnie się odbywa. Ja w pierwszym tygodniu cały czas płakałam, bo wydawało mi się, że będzie brzydka blizna i że się nigdy nie zagoi i że seks już nie będzie taki fajny. Teraz stwierdzam, że wszystko się ładnie zagoiło, jest dobrze i seks też jest ok.
Ale chciałabym mieć pewność, że położna wszystko żeby chronić krocze, ale tego się raczej już nie dowiem.
Jak chodzilam na szkole rodzenia przyzpitalna, to tam ie nawet nie ukrywali z tym, wprost mowili ze nacinaja kazda kobiete. Niewazne czy potrzeba czy nie i tak nacinanie bedzie:/ I to wedlug mnie jest glupota, bo wydaje mi sie ze jest jakis odsetek kobiet ktore nie wymagaja naciecia, i co lepsze, czesto slyszy sie ze kobiety w czasie porodow domowych czesto nie sa nacinane ani nie pekaja, bo wszytsko przebiega tak jak powinno i polozna caly czas czuwa. Nie jest to pewnie regula, ale poazuje ze sie da.
A u Nas raczej nie nacinają każdej kobiety. Moja koleżanka, która rodziła nie była nacinana, pielęgniarki ją masowały.