Nacięcie krocza podczas porodu

Ja miałam nacinane krocze, ale nie odczuwam żadnego bólu czy dyskomfortu. Szybko się miejsce nacięcia zagoiło, przy sexie też nie zauważyłam niepokojących dolegliwości. Uważam, że nacięcie krocza jest lepsze niż samoistne pęknięcie.

zgodze się z Tobą K.Klimek

Także jestem za tym, żeby nacinać jeśli to konieczne. Ja byłam nacinana dwa razy. Rany goiły się różnie, ale drugie nacięcie było profesjonalne i potem było ładnie zszyte. Przez co nic mnie teraz nie boli i wszystko zagoiło się szybko.

Mi przed porodem pytali się w szpitalu, czy jak zajdzie potrzeba to decyduję się na nacięcie krocza. Od razu się zdecydowałam, bo lepiej być naciętym niż ma się tam popękać. Najważniejsze rzeczy nie za ciasno być później zszytym.

Mimo, że w palnie porodu miałam prośbę o ochronę krocza i mimo że pękłam to nacinana i tak byłam niestety, bez mojej zgody. Efektem byla rana 2 stopnia i antybiotyki. Myślę, ze to nacięcie w moim przypadku było zbędne, wystarczyło jeszcze chwileczkę poczekać i nie miałabym tak rozwalonego krocza (aż do odbytu). Rana długo mi się goiła, a wręcz juz po zagojeniu i rozpuszczeniu szwów w jednym miejscu pękła ponownie mimo dokldnej i własciwej pielęgnacji…
Co do szwów, to bardzo mnie ciągnęły, część była zakładana w znieczuleniu miejscowym, a część już nie - niby nie mozna było wstrzyknąć dodatkowej dawki…

Didisia myślę, że lekarz podjął dobrą decyzję. I gdyby Cię nie naciął to mogłabyś tak popękać, że efekty tego wszystkiego byłyby jeszcze gorsze.

Nie miałam naciętego krocza bo rodziłam przez cc…moja znajoma niestety nie miała nacietego przez szybką akcję porodową…a ze nie rodziła w Polksce to już w ogóle o nią nie zadbali…bardzo żałuje ,że nie mogła mieć naciętego krocza i ,że ją rozerwało dziecko podczas porodu… Z mojego punktu i naukowego punktu widzenia powiem wam tak…to sprawa indywidualna i każdy robi jak chce…ale żeby każdy miał świadomość… Rana szarpana goi się o wiele gorzej jak cięta… to raz …a dwa to przy naturalnym rozerwaniu krocza może być tak… że jeśli dziecko rozerwie nas bardzo to może wyjść to poza kontrolę i dojść do odbytu…co się z tym wiąże? duże ryzyko niekontrolowanego wydalania kału… Nie wiem czy wiele kobiet jest tego świadome…wiadomo ,że nie zawsze tak się dzieje ,bo każdy organizm jest inny…ale wydaje mi się ,że lepiej jest nie ryzykować dla własnego bezpieczeństwa :slight_smile:

Ja również miałam nacinane krocze i zostalam złe zszyta teraz prawie dwa lata po porodzie mam Blizne i juz ona pozostanie

Dlatego ja w trakcie akcji porodowej, przyjmowana na porodówkę zmieniłam za namową położnej punkt w planie porodu i zgodziłam się na nacięcie. Zaczęłam pękać więc mnie nacięła, fachowo, podczas skurczu, nic nie czułam. Najgorsze było szycie z tego wszystkiego. Ale zagoiło się i teraz po czasie cieszę się, ze zrobiła co mogła by ochronić krocze przed dalszym pękaniem - właśnie ochroniła przed pęknięciem aż do odbytu. Wolę małą ciętą ranę i ładnie gojącą się bliznę niż takie szarpane rany tak głęboko sięgające.

Zosiu dobrze postąpiłaś. Inaczej mogłabyś tak popękać, że potem goiłaby się fatalnie.
Dobre nacięcie, a potem dobre zszycie jest dobre, bo jednocześnie też chroni kobietę przed popękaniem w kilku miejscach i czasami aż do odbytu.

Ja zgodzilam się na nacięcie i Położna zrobiła to pod czas skurczu wiec nic nie czulam balam się ze będzie bolalo ale nawet nie wiedziałam kiedy to zrobiła blizna jednak mi pozostała przez to ze lekarz mnie źle zszyl

Ja dwa razy byłam nacinana i samego nacięcia ani razu nie czułam, bo były wykonywane podczas skurczu. Za pierwszym razem źle mnie poszyli, a potem nikt nie mógł mi wyciągnąć szwów, bo pielęgniarka była na urlopie, wszystko zaropiało.
Za drugim razem już sama po kilku dniach dzwoniłam i prosiłam o wyciągnięcie. Wtedy też byłam dobrze, dokładnie poszyta i teraz już nawet nie mam śladu.

Jak nacięcie nie jest duże to bardzo fajnie sprawdzają się szwy, które same się rozpuszczają. Ja takie miałam założone i później nie musiałam nigdzie jechać. same mi się rozpuściły i po jakim czasie sladu nie było.

Agrafko ja niestety miałam wszystkie szwy normalne porażka 9 szwów chyba czy 12 juz mi wylecialo z głowy zdejmowanie ich było straszne wszystko mi się powrastalo i musieli je praktycznie wyrywac siła dlatego mam blizny i gin powiedział ze raczej juz mi one pozostaną nie zanikna

Ja miałam wewnątrz te rozpuszczalne, a na zewnątrz zwykłe.

Sylwia współczuję. ważne jest tez żeby nie były za ciasto założone, bo to może być przyczyna bólu podczas chodzenia.

Ja miałam wszystkie rozpuszczalne, i niestety boląco-ciagnące…

W szpitalu w którym rodziłam rozmawiałam z położną o możliwości porodu w wodzie i powiedziała że owszem ale tylko do momentu parcia później trzeba wyjść z wody ponieważ w 90% przy pierwszym porodzie kobiety są nacinane a w wodzie istnieje większe ryzyko krwotoku. tak więc chyba w naszych szpitalach takie nacięcie robi się rutynowo. Ja zresztą na początku porodu musiałam podpisać zgodę na nacięcie. Mnie położna nacinała 2 razy a i tak pękłam w dodatku pękła mi szyjka macicy i lekarka zszywała mnie 40 minut. Szycie pomimo że ze znieczuleniem to i tak bardzo nieprzyjemne ale gdy mnie bardzo bolało kazała mi dawać synka na piersi i wtedy lepiej to przechodziłam. Po porodzie dobrze robi okład z lodu i kąpiel po każdym wyjściu z toalety.

Mnie też strasznie te szwy ciągnęły parę dni po porodzie i dzwoniłam po położną. Wtedy wyciągnęła mi już niektóre szwy i poczułam ogromną ulgę, a przedtem nie mogłam nawet usiąść

No niestety tak juz jest z tymi szwami no ale cóż bieda się tego w żaden sposób obejść
AnnaWianna u mnie w szpitalu nie podpisuje się żadnej zgody na nacięcie