Kiedy zaczyna bić serduszko płodu?

Darka jak rozmawiam z przyjaciółką zaraz po usg kiedy się dowiedziała i następnego dnia kiedy miała zabieg i kiedy pisałysmy płakałam razem z nią i byłam pewna ze długo jej zajmie zanim dojdzie do siebie. Napisała mi nawet żeby już nie próbowała mieć drugiego dziecka i została przy jednym bo już je mam a tak to zawsze jest ryzyko a nikomu nie życzy żeby to przeżywał. Jak mi powiedziała że po tyg wraca do pracy byłam w szoku pytałam czy nie za wcześniej czy jest pewna itd. Powiedziała że musi że nie wyobraża sobie inaczej bo siedzenie w domu i płacz nic jej nie da. Stało się i czasu się nie cofnie. Jak widziałam ja chyba po 2tyg to wrażenie sprawiają jakby nic się nie stało ale tak naprawdę była bardzo silna. Wydaje mi się że ten dla męża. Widzisz to że on taki wrażliwy wcale jej nie pomagało bo powstrzymywaja ślę od płaczu żeby nie płakał on. Ze szpitala dzwoniła do mnie jak on pojechał po rzeczy bo nie chciała przy nim płakać i opowiadać mi. Ale tak jak pisałam na zew było ok a wew długo w
Różnych sytuacjach wspomnienia wracałw. Dodatkowo ponieważ dali jej najpierw leki na wywołanie porodu i jakby go przeżyła mimo że wiadomo dzieci miała około 2cm to powiedziała że teraz nie wyobraża rodzic sobie sn bo psychicznie nie da rady.

Darka a ile ma twoje dziecko?

Justyna, ja po śmierci siostry od razu wróciłam do pracy, bo inaczej zwariowałabym w domu z żalu. Pogrzeb był w niedzielę, a ja w poniedziałek byłam w pracy. Brałam każdą godzinę nadliczbową, żeby tylko nie siedzieć w domu sama i nie myśleć. Jak miałam do pracy na 13, to siedziałam do 12 i płakałam non stop (dzieci w szkole i w przedszkolu, mąż w pracy). Poza tym w pracy nic mi siostry nie przypominało, nigdy tam nie była i tylko tam mogłam normalnie funkcjonować. w domu na każdym kroku Ją widziałam, mimo, że mieszkała 150 km ode mnie. Miałam mnóstwo rzeczy od Niej, starsza córka ubrania. Do tego moja najstarsza jest do niej bardzo podobna z wyglądu, figury, ma podobne zdolności i zainteresowania. W pracy nie mogłam sobie pozwolić na rozpacz i ktoś mógłby to odebrać tak, że śmierć siostry mnie nie obeszła, że pogodziłam się z tym, itp. Ale tak nie jest. Nie ma dnia, żebym o Niej nie myślała, nie tęskniła. Zdarzają się też gorsze dni, ale staram się nie poddawać rozpaczy, nie mam wyjścia. Ja musiałam się powstrzymywać ze względu na dzieci, im też było ciężko, a moja rozpacz dodatkowo wprowadzała niepokój. Czasem nam się wydaje, że ktoś się pogodził ze stratą, ale tak nie jest - ból i żal dusi w sobie w środku, nie pokazuje go po prostu na zewnątrz.

Darka miło czytać, że u Ciebie powolutku coraz lepiej. Pisz często, chętnie z Tobą porozmawiamy.

Jejku, ale Wy smutne historie opisujecie. :frowning: Niestety życie jest nieprzewidywalne.
Moja bliska koleżanka ze szkoły średniej też przeżyła tragedię. Niedawno. Mieszka obecnie w innym województwie i zerwała wszelkie kontakty, ale nie dziwię się. W 5.miesiącu ciąży urodziła kilogramowa córeczkę Laurę. Po kilkunastu dniach musiała ją pochować. Biedactwo. :frowning:
Moja ciocia pracuje w szpitalu - sprząta na inkubatorkach. Tam gdzie wcześniaki. Niby mamy XXI wiek, a chorób jest mnóstwo. Ostatnio dziewczyna miała cesarke o 14:15, a przed 15:00 dziecko już zmarło. Tylko tyle, że mama się spodziewała nieszczęścia, bo na prenatalnych wyszła choroba. Nie chciała dokonać aborcji.
Niedawno też bliźnięta długo leżały w szpitalu. Dziewczynka wyszła na dniach, a chłopca przywieźli z innego miasta bez mózgu. Wycięty. Biedni rodzice. :frowning: wierzę, że nic nie dzieje się bez powodu, ale no kurczę aż ciężko słuchać, a co dopiero przeżyć. :frowning: czasami warto skorzystać z pomocy specjalistów. Dużo pomagają.

Justyna8907 pamiętam że ja w dniu zabiegu nie mogłam się uspokoić…Ja co jakiś czas dzwoniłam do którejś z sióstr żeby pogadać,nie czuć się sama.Za każdym razem wyłam jak bóbr :frowning:
Mój synek ma 2 latka, 10 lipca skończył.

AgnieszkaE-1976 teraz ja tłumię w sobie ten ból…Udowadniam innym że jest ok a wcale tak nie jest…Nie lubię udawać ale muszę…

Małgorzata__eL też ciężkie chwile piszesz :frowning: Nie powinno tak być to bardzo niesprawiedliwe :frowning: Jakie koszmarne sytuacje ludziom się przytrafiają…
Ja chodzę do psychologa i się tego nie wstydzę… we wtorek kolejną wizytę mam…

Wybaczcie ale muszę… :frowning: muszę to wyrzucić z siebie…
Zabieg miałam mieć o 10,ale niestety nie zaczynałam plamić więc przesunęli go na 12.W końcu lekarz przyszedł po mnie o 12:30…wyłam jak bóbr…Ciśnienie mi skakało…serce łomotało jak szalone,łzy płynęły strumieniami…Założyli mi na palec klips który był połączony z telewizorem i wskaźnikami z moim ciśnieniem krwi…im bardziej anestezjolog kazała mi się uspokoić tym bardziej ciśnienie mi skakało,łzy płynęły mocniej…patrzyłam na te wszystkie kroplówki,przygotowywania.Ręce na brzuchu…proszę nie odchodź moje maleństwo nie zostawiaj mnie! Ja Cię kocham! Pamiętaj! Jestem Twoją mamą :frowning: Mikołaju :frowning: Proszę :frowning: Wiedziałam że to chłopczyk…Mój lekarz coś tam pisał na komputerze a ja chciałam żeby ten koszmar się skończył już.Pamiętam te zimne oczy jednej z pielęgniarek…powiedziała mi wtedy że przypnie mi nogi pasami żeby mi nie spadły podczas zabiegu.Czułam takie ciepło po nogach od koca którego mnie nakryli.Czułam się taka brzydka…ośmieszona rozebrana od pasa w dół…te rękawiczki białe na rękach i oczywiście ta młoda lekarka która zakładała mi wenflom…ręce jej się trzęsły…a ja chciałam już zasnąć! W końcu udało jej się,założyła mi to wkłucie do żyły.Puściła kroplówke…czekałam…potem maska…miałam ją na twarzy.Oddychałam głęboko żeby już zasnąć…nic się nie działo…ja dalej nie śpię…dlaczego? znowu jakiś lek do żyły…czekam…oddycham i nic! W końcu anestezjolog zapytała “Pani w ogóle oddycha”,a ja powiedziałam zapłakana "Tak,chcę już zasnąć :frowning: " wtedy wszystko zgasło… :frowning: Obudziłam się na swojej sali…anestezjolog pytała czy wszystko ok czy dobrze sie czuje.Wszystko mnie bolało…czułam jak krew cieknie mi po udach :frowning: Uświadomiłam sobie że mojego maleństwa nie ma już we mnie.Pozostała krew…i ta pustka… znowu zaczęłam płakać…Alestezjolog szepnęła coś pielęgniarce i znowu coś dostałam w żyłe.Zasnęłam…Obudziłam się po 2h…dziwnie spokojna…a potem przyszedł mój lekarz na rozmowe…Rozmawiałam z nim dobre 30min…a potem wypis i nareszcie do domu…nigdy więcej tam powrotu do tego okropnego miejsca :(jedynie na drugą stronę z maleństwem na rękach…
Wybaczcie ale musiałam :frowning: I znowu płaczę :frowning: tęsknie za moim małym synkiem :frowning: Teraz byłabym już koło 20tygodnia :frowning:

Darka plączę razem z Tobą…tak to napisałaś, że każda z nas może sobie te straszne chwile wyobrazić…

Tak to prawda mi też łzy pociekły:-( nie chce bym źle odebrana bo każdy ma prawo przeżywać żałobę na swój sposób nie mam nic złego na myśli ale wydaje mi się że powinnaś starać się nie rozpamiętywac tak tego. Wiadomo że nie zapomnisz że to boli itd ale myśląc i pisząc takie rzeczy myślę że zadajesz sobie cierpienie przypominasz wszystko a to niestety wydaje mi się że nie prowadzi do polepszenia sytuacji. Ja Cię rozumiem bo ten mam tendencje do rozpanietywanią i wylewanga potoków łez i o obliczu takiej tragedii pewnie miałabym podobnie. Ale teraz patrząc na to z boku i trzeźwo chciałabym żeby ktoś wtedy najpierw ze mną płakał ale w pewnym momencie powiedział dość. Jest to nie zaprzeczajma tragedia ale życie toczy się dalej mimo iż inne i inaczej to jednak dalej. Masz rodzice męża małego synka warto dla nich być silna. Mam nadzieję że nie poczujesz się urażona.

Darka mi tez lekarka powiedziala ze przy lekach na podtrzymanie mozna poronic no ale gdyby nie byly skuteczne to by ich nie uzywali. Mi pomogly dotrwac szczesliwie do konca.
A teraz glowa do gory wiem co przezylas mialam idetycznie. Gdybym nie poronila moje dziecko mialo by teraz rok i 2 miesiace…i caly czas pamietam i tez mi brakuje ale mam teraz 2 cudownych dzieci. Mysle ze musisz sie otrzasnac. Przestac rozpamietywac bo popadniesz w depresje a masz dla kogo zyc. Masz synka on czuje ze jestes smutna. Wiec wes sie w garsc i mysl pozytywnie

Darka, dobrze, że przelałaś na “papier” swój ból. Mam nadzieję, że to Ci pomoże i ulży w cierpieniu. Masz prawo cierpieć, ale zaakceptuj sytuację, dla własnego dobra i naucz się żyć z raną w sercu. Jeżeli pisanie o tym Ci pomaga, to zawsze możesz, tu na forum, dać upust cierpieniu, napisać o swoich emocjach, ale w życiu musisz myśleć pozytywnie i nie poddawać się rozpaczy. Przeszłaś bardzo wiele złych chwil, ale Twoje życie toczy się nadal i jeszcze możesz cieszyć się życiem, musisz się tylko postarać, choć wiem jakie to trudne. Walcz o siebie i swoje życie! Trzymaj się cieplutko kochana, mam nadzieję, że jutro napiszesz, że lepiej się czujesz.

Nie chcę rozpamiętywać tego co się stało…przychodzi to do mnie takimi falami ten żal i smutek,cierpienie i łzy i muszę to gdzieś przelać.Napisać co czuję,powiedzieć…inni tego nie zrozumieją więc pisze to tutaj.Wiem że inni mogą tego nie zrozumieć jak ja to czuję,oceniać jaka to jestem zapatrzona w swój ból i cierpienie.Nikt inny nie jest w stanie pojąc jak ja się czuję…co oczekuję od otoczenia…niektórzy też myślą że użalam się nad sobą…a wcale tak nie jest…nic w tym złego że chcę się podzielić z innymi jak kobieta może czuć się w takiej sytuacji.Nikomu nie życze takich przeżyć,ogromnych emocji,łez i bólu w sercu.Nie każda z nas radzi sobie z tym tak samo jak same zauważyłyście…
Staram się żyć normalnie…ale czasem jest to silniejsze ode mnie…wiem że musze się wypłakać i przejść przez to sama…Żałoba trwa rok i 6tygodni.Mam nadzieję że pogodzę się ze stratą dziecka wcześniej niż ponad rok…Bywają dni bardzo słoneczne i w ogóle nie myślę o tym co się stało.Dopiero wieczorem kiedy kładę się do łóżka myślę że jutro nie muszę wstać do pracy bo przecież jestem na macierzyńskim i odpoczywam psychicznie po tym co się stało…
Jak tylko synek przychodzi ze żłobka oddaje mu siebie całego i na nim jestem skupiona…Chociaż czasem mam już dość…ten bunt 2-latka czasem mnie przerasta…Nie pokazuję mu smutku ani cierpienia tłumię go w sobie.Nie chce żeby się bał o mnie…Bardzo go kocham i nigdy nie opuszczę…
Myślę że już nigdy nie będę patrzyła na to tak optymistycznie jak kiedyś…z tym maleństwem,moim synkiem umarła cząstka mnie…to straszne co się stało mi i mojej rodzinie…zawsze tam gdzieś u góry mam swoje dziecko które bardzo kocham i nigdy nie przytulę…a to boli najbardziej…
Staram sobie radzić z tym wszystkim.Nie zawsze jest tak różowo ale chcę iść na przód,choć bardzo się boję…

Rozumiem Cię doskonale, też mam takie dni, że aż chce mi się wyć, dosłownie. Mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie, że jestem sama ze swoim bólem i cierpieniem. Jest tak, jak piszesz - czasem dobrze, a są też momenty, jakby ktoś uderzył mnie pięścią w brzuch i wtedy przez pół nocy płaczę w samotności, a potem wracam do życia. U mnie to trwa ponad 2 lata.

Darka dobrze ze się tu wygadujesz. Mnie też pomogło forum tylko inne to było już nie pamiętam ale to daje wsparcie i można wszystko powiedzieć. Ja tez strasznie plakalam a pielęgniarki nie rozumiały ze płacze po stracie dziecka mówią to nie będzie bolało. Tak jak by mnie to wtedy najwięcej obchodziło żaden ból się nie liczyl. Długo się zbierałam w sumie sama z dziewczynami na forum. Bo w domu kiepskie wsparcie było. Ale nie było innego wyjścia trzeba się podnosić. A nasze dzieci w niebie tez by nie chciały żebyśmy cały czas rozpaczaly…

Darka ja rozumiem Twój żal i skoro pomaga Ci pisanie i opowiadanie o tym to wysłucham i wesprę, zawsze miłym słowem i przytulam ciepło w każdym momencie gorszej chwili i nie tylko…Na forum jest tak wiele ciepłych osób które zawsze pomogą i podpowiedzą, ze uważam je za najlepsze ze wszystkich na jakich piszę…dziewczyny są tak życzliwe że na prawdę można porozmawiać o wszystkim :slight_smile:
W domu wiadomo, że ktoś jest obok ale nie ma to jak druga kobieta,mama i zona :wink: zawsze zrozumie i pomoże jak potrafi a facet to facet nigdy nie będzie w stanie zrozumieć pewnych rzeczy…
Kochana życzę Ci coraz mniej takich kiepskich chwil i abyś po jakimś czasie wszystko zrozumiała, że takie zdarzenia mają miejsce nie z naszej winy czy coś ale po prostu tak już się dzieje i trzeba walczyć a później zobaczymy efekty naszej pracy ! (chodzi mi tutaj o leczenie )

Witajcie kobietki!
Jutro mnie czeka wizyta u psychologa…ciekawe jak będę się trzymała emocjonalnie po tej wizycie…
Wczoraj dostałam okres…w końcu po 7tygodniach… masakra jakaś…no i powoli zaczyna mnie brzuch boleć…

AgnieszkaE-1976 czasem się trzeba wypłakać jest lżej na sercu.Mi lekarka mówiła że to pomaga i mam płakać ile chcę…tylko mam wrażenie że ból nie maleje tylko rośnie… :frowning: im więcej czasu upływa tym bardziej boli że już pewnie byłabym po 20tyg ciąży…

myszek017 musiałam się wygadać…A tu jest dużo dziewczyn które przechodziły to co ja i potrafię wesprzeć slowem…a mąż teraz udaje że nic się nie wydarzyło…nie wraca do tego.
Od jakiegoś czasu w ogóle nie rozmawiamy na temat dzieci czy ciąży…
U mnie pielęgniarki też w szpitalu nie okazywały wsparcia…no poza jedną która dawała mi dużo siły i wsparcia.Dała mi tabletkę na spanie,pytała jak się czuje i ogólnie…A na drugi dzień jak już były inne pielęgniarka i 3 razy prosiłam o tabletkę od bólu głowy i nie mogłam się doczekać…w końcu za 4 razem jak poprosiłam…masakra jakaś…mogłam zjeść swoją a nie prosić ciągle…ale dobra zostawmy to…

iwona886 dobrze że siostra wtedy przyjechała do mnie odwiedzić jak wróciłam do domu po zabiegu.
Mam ogromną nadzieję że zbiorę się w sobie i będzie już tylko lepiej.A mój ukochany drugi synuś z nieba i przyjdzie do nas w najmniej oczekiwanym momencie i ciąża dobrze przebiegać będzie…
Oby terapia mi pomogła…

Jak mówię każdemu pomocga coś innego ale wydaje mi się że już po takim czasie powinnaś starać się nie płakać nie liczyć nie wracać na tyle na ile to możliwe bo jak sama piszesz to potęguje twój żal i wcale nie jest lepiej.przepłakałap już wystarczająco dużo i zgodzę się że stała się tragedia aczkolwiek w tej kwesti nie da się nic zmienić. Zabrzmi to brutalnie ale musisz się z tym pogodzić taka jest prawda. Bardzo dobrze ze chodzisz na terapię bo z tego co opisujesw.nie wiem czy dałabyś radę sama się z tego podnieść. Twoje wpisy dały mi bardzo dużo do myślenia. Oczywiście nie mogę powiedzieć jakby to było gdyby mnie coś takiego spotkało bo nie wiem i mam nadzieję że nie będzie mi dane się dowiedzieć ale na jedną rzecz zwróciłam uwagę że ty od początku byłaś jakoś mocno związana z dzieckiem. Ja tak nie miałam. Do głowy mi nie przyszło żeby na tak wczesnym etapie dać dziecku imię i ogólnie na początku ciąży podchodziłam do tego bardzo sceptycznie można powiedzieć że prawie bez emocji ale chyba właśnie dlatego że okropnie bałam się poronienia bo wszędzie tyle o nich się słyszy. Nigdy nie powiedziałabym na takim etapie ciąży np że kocham to dziecko to dla mnie była jeszcze abstrakcja. Tak naprawmd zaczęłam dążyć je cieplejszymi uczuciami dopiero jak poczułam ruchy. Zastanawiam się po waszych wpisach czy tylko ja tak miałam? Okropnie to zabrzmi ja jakoś tak obojętnie podchodziłam do tego w pierwszych tygodniach ciąży mimo że cieszyłam się że w niej jestem.

Darka co ile masz spotkania z psychologiem?

Justyna8907 do psychologa chodzę co miesiąc bo teraz są wakacje i ona co chwilę jest na wyjazdach szkoleniowych…
Gdyby to tak szło nie myśleć o tym co się stało.Nie mogę powstrzymać myśli o tej tragedii jaka mnie dotknęła…Wszystko mi przypomina o tym że miałam zostać mamą już w styczniu.Mojego ukochanego synka :frowning: Mam zdjęcie z USG na którym było go widać.A teraz?! Nie ma go w moim brzuchu,nie rozwija się już.Umarł…Wczoraj dostałam miesiączkę tą pierwszą po poronieniu.To bardzo trudne dla mnie…Serce mi pęka z tęsknoty…
Może dla Ciebie to abstrakcja to co piszę ale nie przeżyłaś tego.Nie zaznałaś tego bólu który potenguje po stracie dziecka.Dla mnie nie ma znaczenia czy maleńkie dziecko zaczęło się rozwijać i ma 4 tygodnie czy 24 i czuję jego ruchy.Tak samo bardzo go kochałam…i nadal kocham bo jest moim dzieckiem na które czekałam razem z mężem.Chciałam mu dać miłość i to ciepło…kołysać co noc do snu…
Muszę się pogodzić z tą stratą ale jeszcze nie teraz.Nie potrafię…jeszcze za mało czasu minęło.To moja żałoba przez którą muszę przejść…Może za rok inaczej będę o tym myśleć? Nie wiem…
Dałam mojemu dziecku imię bo robiliśmy badania genetyczne i wyszło że byłby chłopiec.Dałam mu imię bo na to zasługiwał.Mój synuś Mikołaj…Może kiedyś do mnie wróci…Od kiedy dowiedziałam się że jestem w ciąży wiedziałam że będzie to chłopczyk…mój ukochany drugi syn…
Gdybyś miała tą świadomość że w każdej chwili Twoje dziecko może umrzeć w Tobie bez echa dopiero potem byś to przeżywała.Gdybyś musiała leżeć w szpitalu koło kobiet które były w ciąży ale na podtrzymaniu,one chroniły swoje dzieci,głaskając się po brzuchu.A ja?! Ja miałam swoje dziecko w brzuchu ale martwe :frowning: Ciekawe jakbyś się czuła w takiej chwili.Nie cieszyłaś się z ciąży,że będziesz mamą? Że dasz mu dom i swoje ramiona do tulenia? Nie dotykałaś brzucha jak rósł?Dla mnie to już był okruszek który był moim synkiem najdroższym na świecie za które oddałabym życie.To emocje które pozwalają nam od tych chwil być mamą,nie tylko od momentu poczucia ruchów.
Wybacz ale mnie to troszkę takie chłodne podejście…podchodzenie do żyjącego dziecka w naszym łonie bez miłości od początku i wyczekiwania.Dawania mu co potrzebuje…

Nie głaskajam brzucha nie mówiłam do niego a moje podejście do połowy ciąży było “wszystko jeszcze może się zdążyć nie angażujmw się"masz rację to podejście było chłodne. I cieszyłam się że jestem w ciąży ale bez nagłych emocji co nie znaczy że gdybym poronila nie płakała bym itd. Myślę też że ciężko by mi było udźwignąć to i podobnie jak Ty poszłaawm do psychologa. Może też miałam inne podejście bo robiliśmy badania genetyczne prywatnie te dokładne i gdyby się okazało że jest wada to prawdopodobne że nie zdecydowaliawpmw się urodzić dziecka stąd chyba takie podejście też. Co nie oznacza że jestem potworem i podjęła bym decyzję w 5min bez żadnych skrupułów. Ale wiem że była taka opcja. Ale z całą pewnością mogę stwierdzić że synka pokochałam dopiero po porodzie nie wcześniej. Wcześniej dbająm o niego i siebie cieszyłam się ale miłość to nie była.To nie o to chodzi że ja Cię krytykuje jeśli tak to odebrałap to przepraszam. Nie chciałam. Tyle tylko że myślę o tym co piszesz co ja podchodziłam do ciąży zupełnie inaczej. Nie kupiłam nic do stycznia a termin miałam na połowę kwietnia bo cały czas w tyle głowy miałam” a jak się nie uda" wiedziałam że wszystko co zostanie będzie wzbudzałm mój żal i rozpacz.
Twój mąż i tak rozmawiał z tobą. Mój może by mnie pocieszaj kilka dni a potem w ogóle olewal bo taki jest.

Mam nadzieję że ta terapia Ci pomoże kochana bo znam dobrze kilka kobiet po poronienit i owszem każda z nich to przeżywała każda ma swój sposób co oczywiste ale chyba żadna aż tak emocjonalnie jak Ty.

Justyna8907 no to faktycznie miałaś inne podejście do mojego.Od kiedy ja dowiedziałam się że jestem 2 raz w ciąży była to dla mnie ogromna radość! Dla męża też.Jak tylko powiedziałam mu że będzie tatą po raz 2 to od tego dnia głaskałam mój brzuch,mówiłam do mojego dziecka…A przy mojej 1 ciąży tak samo podeszłam do 2 ciąży…a wyszło jak wyszło.Dramatycznie…Nigdy nie dopuszczałam myśli do siebie że mogę stracić któreś z moich dzieci…Nigdy nie brałam pod uwagę to że jakby było chore bym go nie urodziła.To moje dziecko które bym kochała z całego serca bez względu na wszystko…
A jak ja urodziłam synka to była miłość od 1 wejrzenia… Mój ukochany krasnoludek w końcu się urodził i patrzy na mnie :slight_smile:
Troszkę mnie to dotknęło co napisałaś…ale każdy to odbiera inaczej…Dla mnie urodzenie dziecka jak i ciąża od samego początku to była miłość,miłość i miłość!
Ja kupowałam wyprawkę od kwietnia a miałam termin na lipiec…I cieszę się że wtedy już zaczęłam kupować bo im później tym bardziej ze wszystkim bym została na ostatnią chwilę…

Wiesz od zawsze słyszałam i mówili mi że jestem za bardzo wrażliwa… i może dlatego temu mocno to przeżywam…
Ciekawa jestem jak długo moja terapia będzie trwała…

Darka przepraszam Cie nie chciałam Cie w żadnym wypadku urazić:-* szczerze mówiąc to mi się serce kraje jak czytam twoje wpisy i strasznie Ci współczuję że tak się stało ale też z tego powodu że tak ciężko Ci się pozbierać bo okropnie Cie to męczy i zabija w Tobie cała radość życia i macierzyństwa bo przecież jedno dziecko masz w domu.
Ale masz rację nawet jeśli inaczej od początku podchodziłam do ciąży to być może przeżywala bym podobnie tak samo intensywnie i długo. Nie mogę być tego pewna.
Mam nadzieję że terapia zacznie przynosić efekty i że za jakiś czas spojrzysz na to troszeczkę inaczej z mniejszymi emocjami a większym spokojem pogodzona z sytuacją. Życzę Ci tego z całego serca

Hm…jak mi jedna z koleżanek powiedziała że czytając ten wątek miała wrażenie że czyta książkę o poronieniu,jakby czuła że dla tej kobiety zatrzymał się czas przy tej tragedii…No i tak właśnie się czuję…
Najbardziej obawiam się powrotu do pracy…znowu będę zasypywana tysiącami pytań a ja po prostu nie będę chciała o tym rozmawiać.To moja prywatna sprawa…Nie zamierzam się tłumaczyć albo zwierzać.Nikt z tamtych osób nie zasłużył na to żeby wiedzieć co ja czuję bo i tak nikt nie zrozumie…
Nie sądziłam że aż tak mocno można przeżyć stratę dziecka…że aż tak to boli…W szpitalu chciałam umrzeć albo się obudzić z tego strasznego snu…byłam sama z tym wszystkim…mimo wsparcia sióstr i męża…Chciałam móc się przytulić i po prostu popłakać…
To tak boli czasem że zabija mnie to od środka…aż w końcu wybucham…a najgorzej jest jak wypiję więcej % ze znajomymi od razu wszystko mi się przypomina i płaczę.To moje znieczulenie takie które popuszcza emocje na maksa :frowning:
Mam ukochanego synka na którym się skupiam…Jemu kupuję i ciągle przytulam,głaskam i całuję.Zdaję sobie sprawę że mam ogromne szczęście że jest ze mną cały i zdrowy…
Jutro pewnie się dowiem na jakim etapie są moje emocje…Ja chciałabym znowu być mamą…kiedyś…jak się wyleczę psychicznie i fizycznie…i emocjonalnie będę gotowa na kolejną ciążę…choć to nie będzie prędko…

Tak też miałam wrażenie że to książka…mimo iż opisujesz ogromny ból emocje smutek i żal to ubierasz to w piękne słowa takie ze nawet osobom obcym płyną łzy. Co do powrotu do pracy to też byłoby to dla mnie trudne bo w pracy zwykle nie są jakieś bliskie osoby a wszyscy patrzą wymownie albo zadają mnóstwo niepotrzebnych pytań. A kiedy czeka się powrót?
Napisz co powiedział psycholog jeśli oczywiście chcesz