Hehe Laurcia dobry pomysł wtedy to już na bank nikt nie zauroczy dziecka
co do poduszki ja mam kupiona do gondoli płaska taka na 1 cm ![]()
Marta też właśnie taką miałam w gondoli i w łóżeczku małej
teraz jej zmieniła na troche wiekszą, ma teraz 11m.
U nas również była czerwoną kokardką i w łóżeczku i w gondoli , bo to każdy przychodzi zobaczyć, do wózka zaglądają. A różni ludzie są
niby tak do końca się w to nie wierzyli, ale wolałam założyć i mieć czyste sumienie gdyby coś się jednak zdążyło
każdy ma po prostu swoje podejście i swoje zdanie ![]()
Moja córka nie miała kokardki w łóżeczku w ogóle .A z wózka kiedyś odpięła i też już dawno jej tam nie ma.
Mam jeśli dziecko ulewa to u tak lepiej kupić poduszkę klin albo podnieść nogi łóżeczka postawiajac książki żeby był delikatny spad. Dziecko do minimum roku powinno spać całkiem na płasko i bez niczego pod główką u mnie bardzo dużo o tym mówili na szkole rodzenia. ![]()
No ja nie chodziłam do szkoły rodzenia.
Strasznie daleko miałam, samochodu nie mamy więc musiałaby tarabanić się busami i autobusami…
Połączenia kiepskie także nie było jak skorzystać z tych lekcji.
Ale rodząc córke świetnie sobie poradziłam bez tego.
Raz usłyszałam w szpitalu od pielęgniarki bo miałam problem z podaniem córce piersi że jabym chodziła do szkoły rodzenia to bym wiedziała jak karmić dziecko…
Tylko nie wiem jak mam na lelce nauczyc się podawac cyca…
Uwazam że pielęgniarki są po to zeby też pomoc tym kobietą zwłaszcza tym co zostają mamami po raz pierwszy.
I ta pieręgniarka co tak się mądrowała też długo się męczyła pomagając mi z przystawieniem. Potrzebowałam po prostu nakłade na sutki.
A teraz widze ze córka jest niejadkiem i nadal mam problemy z karmirniem a karmie juz tylko łyzeczką.
Wiesz Laura ja nie wiem skąd w tych położnych tyle nienawiści do nas, tyle opryskliwosci i nieuprzejmosci.
Mam może dlatego, że mają długie dyżury. No ale przeciez to nie wina mam które leżą w szpitalu.
Z drugiej strochy chyba dobrze wiedziały na co się piszą wybierają tę prace.
Ja akurat tylko na jedną taką trafiłam. Ona mowiła do mnie ze one czasu nie mają tak każdej mamie pomagać w przykładaniu do piersi… Ale jak po nią byłam nawet żadnych papierów nie wypełniały tylko o czyś rozmawiały. Pomijając juz fakt że z mojego pokoju tylko ja miałam problem, więc nie każda prosi o pomoc bo jej nie potrzebuje.
Ja pozniej bałam się iść prosić o pomoc. No ale jak mi dziecko 7 godzi nie jadło to musiałam. To inna pielegniarka zapytała czemu wcześniej nie przyszłam. A ja myślałam że trafie akurat na tą opryskliwą babe
Bo w szpitalach już tak jest - raz się trafi na lepszą zmianę raz na gorszą.
Ja z kolei mam świetne położne u siebie w przychodni - gdyż położna środowiskowa mam z ośrodka gdzie podlegam a rodzić będę w innym szpitalu. Są to dwie starsze kobietki - wytlumacza wszystko, pokażą co i jak . Powiadomilam je wcześniej o drugiej ciąży i kazały przyjść do siebie 3 razy podczas całej ciąży. Dostałam od nich cała torbę takich różnych próbek - smoczki, butelkę, podkłady, wkładki - fajna sprawa.
Teraz pojawia się już u mnie po porodzie. Ale przyjeżdżają do matek tak często i długo jak tego potrzebują i są naprawdę cierpliwe. Do oby dwóch ma się kontakt i w razie co można dzwonić.
Niby nie wierze w takie zabobony ale wolałam nie ryzykować i miałam wstazke w gondoli. Teraz w spacerowce nie mamy ![]()
Laura ja chodziłam do szkoły ale szczerze mówiąc nauczyłam się tam teorii nie praktyki,. Praktykę poznajemy w momencie kiedy rodzimy dziecko. Wtedy jest prawdziwa szkoła życia.
Na zajęciach nikt nie uczy Cię jak przystawiać dziecko do piersi. Ewentualnie położna pokazuje jak przystawić lalkę co nie ma zupełnie nic wspólnego z rzeczywistością więc to totalna bzdura. To właśnie po porodzie położna powinna pomóc i pokazać Ci jak przystawić córkę do piersi. One powinny być po to, żeby nam pomóc i wspierać w tych pierwszych próbach.
Ja rozumiem, że każdy może trafić gorszy dzień ale kurcze młode mamy, które pierwszy raz nimi zostają. Kurcze skąd możemy wiedzieć wszystko od razu, wiele rzeczy wykonujemy instynktownie ale kurcze są też czynności, które mogą niektórym mamom sprawić trudność. Nie każde dziecko od razu załapie jak ma ssać pierś.
Wydaje mi się, ze niektóre po prostu nie nadają sie do tej pracy bo wiadomo nie każdy wszędzie się sprawdzi. Cześć pewnie wypaliła się zawodowo i to spory problem a co do długości dyżurów to tak naprawdę nikt nie wie ile taka polozna jest w pracy bo może mieć etat na położniczym i może mieć kontrakt na SORze albo gdzieś indziej i w efekcie jest na nogach 24 h to luksus ale 36 lub 48 tez może się zdarzyć. Absolutnie ich nie bronię bo jeżeli decydują się na taki system pracy to nie ma zmiłuj i trzeba się hamować bo pacjent nie jest winien ich zmęczeniu. A tłumaczenia ze one nie maja czasu dla każdej z mam są niepoważne. Jak to mówi mój mąż jak se nie radzisz to się zwolnij. Uważam, ze polozna to zawod z powołania a nie dla zgorzkniałych zołz które nie potrafią założyć wenflonu i zabierają się do tego milion razy winiąc za to nas a co dopiero pomagać podczas i po porodzie.
Kasia ja się pytałam znajomej czy warto chodzić do szkoły rodzenia a ona mi mowiła że ta szkola to jest bardziej dla facetow ktorzy beda przy porodzie żaby pomoc kobiecie.
Bo mowi ze to co ona sie nauczyła tam to przy porodzie i tych bolach wszystko zapomniała.
A z tą lalka to jest tak jak mowisz jak mozna sie nauczyć karmić lalką? Każde dziecko inaczej reaguje, zachowuje się…
Marta dobrze Twój maż mówi. Jak sobie nie radzi to niech szuka spokojniejszej pracy.
Na szczęście mi tylko jedna taka się trafiła.
Przy porodzie miałam super polozna. I lekarza też super.
Ja przy porodzie też miałam super ekipę i mam nadzieję trafić następnym razem na równie fajną jeśli nie lepszą!
Laurcia to ja miałam inne zajęcia bo u mnie o porodzie było niewiele a jak już mówili to właśnie bardziej do facetów, żeby jak będą w czasie porodu to żeby nie robili ogromnych oczu jak zobaczą na KTG, że nadchodzi skurcz, żeby nie mówili no weź się w garść co Ty świrujesz itd, żeby nam pomagali w inny sposób, żeby np podali nam rękę, pochodzili z nami setki kilometrów po korytarzu itd mówiły, że po czasie przestajemy słuchać położnej i wtedy żeby on powtarzał co robić jak oddychać. Bo tak to faktycznie w czasie porodu o niczym nie myślisz i nie pamiętasz co Ci mówiła położna na szkole rodzenia.
A całą resztę opowiadały w bliżej nieokreślonej teorii.
I ja się zgadzam, że nikt nie pracuje za karę i jeśli komuś coś nie odpowiada to nie jest tam pod przymusem i może się zwolnić i znaleźć pracę odpowiednią dla siebie.
Kasia mój facet to był w szoku podczas porodu i oprócz podawania mi wody i informowania rodzinę co się dzieje to nic nie robił hehe. Ale mimo wszystko fajne, że był bo jak bym miała tak sama leżeć na tej sali to trochę złe bym się czuła a tak to dużo mi dała jego obecność.
Ja jak już przyszedł czas parcia to właśnie słuchałam położnej i jednocześnie lekarza który przypominał żeby oczu nie zamykać
ogóle super duet i też bym sobie życzyła że przy następnym porodzie był ten sam ![]()
Niektórzy się nie nadają do takiej pracy gdzie kontakt z ludźmi to codzienność, więc nie wiem po co decydują się na takie zawody.
Laurcia dlaczego nie zamykac oczu? Ja wlasnie slyszalam ze nalezy zamykac oczy, żeby podczas parcia nie.popekaly jakies tam naczynka i zeby pozniej oczy czerwone nie byly
Laura właśnie dlaczego nie zamykać oczu? Mi położna kazała, ale ja nie chciałam zamykać
Generalnie chodzi o popękane naczynka w oczach. Ale czy zamknięte czy otwarte to każda położna ma swoje zdanie na ten temat tak na prawdę i jedna każe zamykać a inna otwierać.
Fajnie dziewczyny, że Wam się dobrze trafiło, ja nawet nie miałam okazji sprawdzać, aczkolwiek położna, która zakładała mi cewnik to matko kochana… Do delikatnych na pewno nie należała. I myślę, jak Kasia, jak ktoś nie lubi swojej pracy to niech poszuka sobie innej, nikt na siłę nikogo nie trzyma, a potem tylko wyżywają się na niczemu niewinnych kobietach. Co jak co ale zawód położnej to specyficzny zawód, i powinno się go wykonywać z powołania.
Dziewczyny chodzi właśnie o to żeby te naczynka nie popękały w oczach. Ale widze że co szpital to inna teoria ![]()
Ja faktycznie nie zamykałam i nic nie miałam popękane. Ale ja ze 3 razy tylko parłam więć może też dlatego.
Pamiętam jak kilka lat temu kuzynka urodziła i ona moała straszne oczy ! Całe czerwone i popękne. I mowiła że oczy zamknięte miała…
Magros zakładanie cewnika to chyba z natury nieprzyjemne jest… Ja akurat nigdy nie miałam zakładanego i ciesze się z tego.