Co jeść czego unikać przy karmieniu piersią

Aisa twarda zawodniczka jesteś :slight_smile: mity o diecie matki karmiącej dalej aktualne , chociaż moja położna, która mnie odwiedzała po porodzie mówi że dieta matki karmiącej nie istnieje. Czyli tw które się kształcą szkolą mają wiedzę

I dobrze powiedziałaś. Ile to można słuchać tych farmazonów.

Wiesz co uważali mnie ze hormony mi buzuja i ze poczekają ale nawet jak doczekali zdania nie zmieniłam od tamtej pory pytają tylko z wyczuciem żeby przypadkiem mnie nie wkurzyc :slight_smile: a mi to odpowiada na początku zgrzytalam zebami jak ktoś mówił że to tak a to tak i warczalam powiedziałam babci że miała swoje pięć minut a teraz moja kolej więc z łaski swojej żeby zeszła mi z drogi i nie przeszkadzała w moich decyzjach więc wszyscy byli trochę zaskoczeni a że wiedzieli że potrafię się tak zirytowac że będę omijać wszystkich wielkim łukiem to stwierdzili że lepiej być ze mną w zgodzie i po prostu zamykali usta zanim zdążyli być ciocia dobra rada :slight_smile: no tak jakoś wyszło ah ten instynkt macierzyński powiem wam że poczułam się trochę wtedy jak lwica i chyba wszyscy zrozumieli że prędzej wyrzuce z domu niż bede słuchać tuch głupot. To samo było na wejściu moje warunki mycie rąk żadnego całowania a jak masz katar do widzenia :slight_smile:
MAM a no tak wyszło mój charakter się objawił w pełnej krasie bez zmiłuj się :slight_smile: co do położnych to dla chcącego nic trudnego lekarze pielęgniarki polizne a nawet technicy Technolodzy naukowcy muszą się kształcić całe życie aby być dobrymi w swojej dziedzinie. W końcu postęp medyczny cywilizacyjny przemysłowy technologiczny idzie do przodu i trzeba być na bieżąco. Niestety cześć tego nie robi i potem takie mity krążą… a to smutne

Aisa bardzo dobrze, bo dla matki powinno być najważniejsze dziecko a ni gadania babć i cioć

Aisa nie przebierasz w słowach, ja jestem za miękka i zazwyczaj pomijam cenne rady milczeniem. Są zawody, w których trzeba się uczyć i dokształcać przez cały czas. Moja Pani ginekolog ma już ponad 60tkę a jeździ ze szkolenia na szkolenie i ciągle powtarza, że jeszcze tyle nie umie i jakie to dla niej ważne zdobywać nową wiedzę.

Wiem mój ginekolog też znika często na szkolenia i kursy :slight_smile: w części zawodów trzeba się cały czas odkształcac żeby być dobrym :slight_smile:

Aisa mamy podobne charaktery.
Wczoraj rozmawiałam ze szwagrem męża i mówię do niego jak on daje radę przyjeżdżać do teściów i siedzieć tam 4 dni i że oni przecież się tak wtrącają w wychowanie jego córki. On powiedział, że jak do nich przyjeżdża traci część praw rodzicielskich w momencie przekroczenia progu domu. Na to ja czy nie próbował walczyć a on widzę jak Ty stawiasz na swoim ja próbowałem i odpuściłem ale za Ciebie trzymam kciuki i już widzę, że jest inaczej.
Np moja teściowa chciała dać małemu paluszka a ja jej wyrwałam go z ręki i powiedziałam, że ma nie dać bo dzisiaj zjadł już trochę paluszków. A jak mnie nie słuchają i nie przestrzegają moich zasad to ja ubieram małego i wychodzę. Mam to w nosie. Po kilku akcjach moi teściowie szanują to co mówię.

Ulka też taka byłam… ale ostatnio się zmieniłam. Wywaliłm mężowi, że czuję się zahukana, zakrzyczana, stłamszona, uciszona, przegadana przez niego i jego rodzinę, odnośnie wychowywania dzieci. I koniec z tym ma być tak jak ja chcę. I widać, że przyznał mi rację, bo przystaje na moje warunki i prowadzenie dzieci

Ja tez milczałam tylko patrzyłam ale musiałam mieć niezła minę bo teściowie teraz nie zrobią niczego bez mojej zgody nawet jak smoczek spadł to pytali jak go myje czy wyparzsm czy tylko wodą przepłukuje także jest postęp :wink:

Bo wystarczy kilka razu postawić na swoim i już jest lepiej chociaż zdarzają się i ciężkie przypadki wręcz niereformowalne.

Widocznie tak Kasiu :wink: wiesz jestem z tych charskternych jak i Ty co pewnie lubią rządzić po swojemu i nie lubią jak im się ktoś wciska w poprzek nieproszony :stuck_out_tongue_winking_eye:
Też bym tak powiedziała że jeśli mojego zdania i moich decyzji się nie szanuje to dziękuję bardzo ale wychodzą bądź jakby to było u mnie wskazalabym drzwi :wink:
I zgadzam się że zdarzają się Ci uparci co to na siłę po swojemu pomimo że nie jest to ich dziecko ja zawsze mówię żeby sami sobie zrobili bobasa skoro takie instynkty i dopóki nie przystoja na moje warunki małego nie zobaczą za często. I też działa. I tak jak Kasia mówi trzeba być stanowczym i z grubej rury mówić vo się nie podoba to po jakimś czasie ogarną się i nie będą stawiac na swoim :wink:

Ulka pani ginekolog tylko pozazdrościć, że nie spoczęła na laurach, a dalej zdobywa wiedzę.
ja też do milczących nie należę. Na szczęście etap dobrych rad ciążowych i karmiących mam za sobą. Ostatnio się zirytowałam, gdy rodzinnie trzeba było gdzieś jechać, no i że na dwa auta i jedna ciocia no ale jak to, dziecko to na kolana i można jednym. Tylko powiedziałam, że nie można i nie ma takiej opcji i skończyłam, bo pewnie byłaby kłótnia z tego… Tego typu właśnie komentarze mnie chyba najbardziej wkurzają.

Co za poglądy, no ale kiedys nie było fotelików. Dzieci hasały po aucie

To prawda ja jeździłam bez fotelika a mija siostra to w gondoli i jak było czerwone to ryczała i tata przekładał rękę za siebie i bujał ją :wink: natomiast dziś trzeba mieć fotelik i nie rozumiem dlaczego dla niektortch to taki problem.

Dla niektórych podróż na dwa auta to jest ekstrawagancja i zbędny wydatek na paliwo. Poza tym dziecko bez fotelika to w tych czasach tylko taksówką można przewozić. Mi się kiedyś zdarzyło 1 km jechać z dzieckiem na kolanach, jak młody wymiotował w samochodzie i już naprawdę nie wiedziałam co mam z nim zrobić, cierpiał i chciał się przytulić, a że mi go tak strasznie żal było a do domu niedaleko to się złamałam.

Dla mnie problem wożenie dzieci w łupince. I syn kiedyś i córka teraz jęczy, wije się, płacze i krzyczy. Muszę zabawiać. Koszmar dla mnie. Na.dłuższych trasach śpi. Marzę o drugim foteliku, bo kończy się problem, ale nie wsadzę 9 miesięcznej córki już w drugi fotelik. Na dniach kupimy joie spin i wtedy pomyślę

Ja karmie corcie piersia juz 4 msc. Na poczatku fakt bardzo uwazalam na to co jem, ale teraz juz nie. Unikam tylko kako, orzechow i cytrusow poniewaz maz ma uczulenie wiec cira ma 49-60% szans na uczulenie n te produkty. A tak to jem wszystko, pomalu wprowadzam czekolade i zibaczymy jaka bedzie reakcja

Klaudia to faktycznie musisz uważać na te produkty, oby córcia niw odziedziczyła alergii po tacie.

Tak kiedyś dzieci podróżowały bez fotelików ale nikt nie zwraca uwagi że kiedyś nie byli tyle samochodów, kolizji, wypadków. Teraz bezpieczeństwo jest podstawą a w szczególności jeśli chodzi o dzieci.

Klaudia musisz uważnie obserwować malucha i próbować te produkty na które mąż ma uczulenie. Wg mnie nie powinnaś ich ograniczać tylko zachować szczególną uwagę jedząc je. Może się okazać że Maluch nie będzie miał uczulenia a może niestety odziedziczyła po tatusiu alergie.

Klaudia zgadzam się z Kasią nie powinnaś zwlekać i wykluczac tych produktów tylko dlatego że jest szansa na alergie… widzisz mój syn ma 80 do 90 proc szans na alergie i ja cała moja rodzina mój mąż i połowa jego rodziny wszyscy z alergiami a małemu jak dotąd nic nie jest wszystko jadłam tylko obserwowałam. :slight_smile:

Kiedyś to zupełnie inne czasy kiedyś nie było tyłu wariatów na drogach itd więc też inaczej teraz dobry fotelik to podstawa :slight_smile: