CC zamiast SN - trudne emocje

Hehehe odrazu pomyslam wlasnie ze cos nie tak , kogos profil sie zaciął :sweat_smile::sweat_smile::rofl: to widać bardzo lubisz kolor czarny :black_heart:

2 polubienia

Ja leżałam na sali z dwiema kobietami po porodzie- jedna po CC, jedna po sn i ja też po sn z nacięciem krocza. Ja i ta druga kobietka po sn od razu praktycznie śmigałyśmy przy naszych maluchach, a widziałam ile trudu sprawia tej kobiecie po CC chociażby wstawanie i chodzenie, nie mówiąc już o opiece nad maluchem!

Dokładnie tak. Ja leżałam po cc na sali z jedną panią po porodzie SN. Ja rodziłam dzień wcześniej a on w ten dzień co mnie przenieśli. Dosłownie 2h po porodzie SN przyszła i barmanie chodziła do WC, nosiła małego, szła sobie robić herbatę do kuchni a ja w pół zgięta dobę po i każde wstawanie było dla mnie ciężkie i bolesne. Najdalej to chodziłam do WC i to musiałam się mobilizować

Dlatego ogromny szacunek należy się każdej kobiecie, która urodziła- niezależnie od sposobu :blush:

2 polubienia

Ja po cc szybko funkcjonowalam. Bolalo. Ale trzeba bylo po prostu

Tak - sla każdej Mamy wielki szacunek :heart:

1 polubienie

Ważne że maluszek zdrowy i my :blush: reszta wszystko minie :two_hearts:

1 polubienie

Super! :blush:
Moja siostra miała CC i w ogóle mówi, że sama blizna i brzuch jej jakoś bardzo nie dokuczały, ale bardzo bolał ją kręgosłup.

Oj długo nie mogłam się pogodzić z tym, że poród skończył się cięciem, w dodatku pod narkozą… Nie widziałam mojego noworodzia, nie słyszałam płaczu, byłam skołowana i leżałam na sali pooperacyjnej od 16 do 5 rano. :clown_face: Byłam potem tak obolała, że żadnych przypływów miłości do dziecka nie czułam i nie czułam też jak to mówią " jak przytulisz dziecko, przestanie boleć, zapomnisz". Nie przestało i nie zapomniałam. Było okropnie trudno, ciężko i fizycznie i psychicznie. Do tego potem zastrzyki, gdzie okropnie boję się igieł… :face_with_peeking_eye: Mój mąż okazał mi wtedy bardzo, bardzo dużo wsparcia i dał tyle czułości, że pozwoliło mi to ukoić w sobie ten żal. Dzisiaj, po dwóch latach, będąc w kolejnej ciąży dopiero tak naprawdę myślę o tym porodzie dobrze. Dopiero to w pełni zaakceptowałam i zrozumiałam, że nie jestem przez to gorsza. Potrzebowałam chyba po prostu czasu, żeby poukładać to w sobie.

2 polubienia

Jesteś Cudowną Mama :heart: Ważne że sobie to w glowie przerobiłaś.

1 polubienie

To piękne, że miałaś tak duże wsparcie ze strony męża. Czasem właśnie obecność bliskiej osoby pomagają najbardziej przejść przez takie doświadczenia.

1 polubienie

To prawda, bez niego pewnie wpadłabym w jakąś depresję, bo hormony szaleją w połogu na potęgę. :slight_smile:

Ok tak czas połogu to najgorszy moment mojego życia . Dobrze że wszystko co złe się kończy :pleading_face:

Ja ogolnie jestem “emocjonalnie szalona” jak to kiedys powoedzial moj maz :rofl: w 3 sekundy bzdeta potrafi wyprowadzic mnie z rownowagi do placzu czy krzyku. Ale tak samo glupia reklama potrafi mnie wzruszyc do lez.
Polog dla mnie to byl koszmar… ja ryczalam na przemian ze szczescia i z lękow i obaw tulac synka. Jak spiewalam mu kolysanki to az mi broda drgała z emocji… gula w gardle …
Na szczescie polog moj trwal jakos miesiac taki naprawde intensywny. Pozniej bylo juz lepiej :heart:

No to właśnie ja miałam dokładnie to samo , moja mama czy mąż coś do mnie mówili a ja wybuchałam płaczem to było zarazem straszne odczucie a też szokujące jak tak mogą na nas mocno wpłynąć hormony , i chyba nie da się po porodzie tego obejść . Super jak kobiety mają wsparcie w rodzinie to wiele daje :blush:

Ja w połogu płakałam że wzruszenia pierwszy tydzień i wszystko mnie rozczulało. Ale też w połogu czułam się mega zmęczona, śpiąca i ogólnie wyczerpana. Działam jak robót byle była rutyna i zadania wykonane. Nie narzekam aż tak bardzo na niego ale jest spora różnica emocjonalna teraz a wcześniej w trakcie połogu

Oo to ci zazdroszczę płaczu wzruszeń w czasie połogu . Ja to miałam płacz bezsilności , bezradności wyczerpania . Za dużo spadło na mnie w jednym czasie . Brak męża w tym czasie bunt straszny syna, wyczerpanie i połóg . 🫩🫩

Ja to z bezsilności, bezradności miałam złość nie płacz. Ja już tak mam że raczej nie jestem płaczliwa. A w pierwszym tygodniu beczałam kaktus przyszedł zobaczyć malucha o jak na niego patrzyłam :upside_down_face:
Ja nawet nie wiedziałam że człowiek może być zły z powodu tego że dziecko nie może spać czy płacze. Tak wewnętrznie złym bo wiadomo że to nie dziecka wina, ono tylko wyraża w ten sposób że coś mu jest bo w inny nie może. U mnie pierwsze 3tygodnie były super bo mały spał cały czas i mogłam też spać potem zaczęło się to zmieniać

Z takich objawów ktore mnie w pologu pokonaly/pokonuja jeszcze to jest straszna senność. Jak normalnie bylam nocnym markiem. Wystarczyly 3h snu tak teraz zasypiam w nocy trzymajac butelke Małej. Albo tak mocno spie (co też jest dziwne bo ogolnie sen mam slaby) ze zdarza mi się dopiero po dluzssym czasie ulyszec placz Malej.
Przy Synku też tak mialam. Minelo po jakis 7 tygodniach. Liczę że teraz trz tak bedzie. 5 już za Nami.

Też tak miałam ale na szczęście w miarę szybko się unormowało. Jak miałam takie problemy żeby usłyszeć płacz synka to mąż przejmował karmienia od 20 do 1 w nocy, a ja w tym czasie spałam żeby być w gotowości na karmienie koło 3/4.

1 polubienie

Mi też tak się zdarzało a teraz staje na równe nogi jak zapłacze a mąż jeszcze śpi :crazy_face:

1 polubienie