Brak snu i spadek sily

Oczywiście zawsze coś się może stać, czy dziecko jest po naszą opieką, dziadka babci czy cioci. Jeśli mamy nianię, trzeba ją dokładnie “prześwietlić” wypytać, dać czas próbny.

Do mjej córeczki raz w tygodniu przychodzi popołudniu siostra mojej znajomej. Nie mam oporów aby je ze sobą zostawić, ponieważ przekonałam się że da obie radę w każdej okoliczności :slight_smile:

Dobrze, że masz takie rozwiązanie. Mi się tylko żłobek zostaje. I to jest w mojej sytuacji jedyne możliwe rozwiązanie.

Ja za nim posłałam synka do żłobka to sprawdzałam gdzie mogłam i pytałam inne mamy które miały w nim dzieci i na tej podstawie go wybrałam.
Zresztą jak by tam siedział i płakał cały dzień to by było po dziecku widać.
A wiadomo na początku płakał pierwsze dni a później już chętnie wyciągał rączki do pań a też jedną miał ulubioną i zawsze dawał jej buziaki , Panie też nie oszukiwały rodziców co do jedzenia itp. bo jeśli dziecko czegoś nie jadło to od razu było wszystko mówione. Można było dzwonić w każdej chwili i nie ukrywam bo dzwoniłam kilka razy i nigdy nie usłyszałam płaczu dzieci a telefon miała Pani przy sobie , oczywiście było słychać gwar dzieci i muzyczkę w tle lub śpiewające Panie :wink:
Dużo lepiej syn się rozwijał , a miałam porównanie z innym dzieckiem z którym siedziała babcia i teraz gdy już chodzą do przedszkola to tamto dziecko nawet sam kapci nie ubiera i jest już grudzień a on dalej rano płacze i babcie lub rodzice go przekupują żeby wszedł do sali. A mój mały mówi chodź nie płacz będzie fajnie…
Dzieci między dziećmi inaczej się wychowują ,

Dzieci wśród innych też łatwiej chyba się uczą w takiej grupie. Spędzają tam też sporo czasu - tak jak my w pracy więc z czasm to trochę drugi dom więc nie ma się co dziwić nowych zachować i umiejętności u dzieci. Dobrze mieć kogoś znanego i zaufanego tak jak było w Twoim przypadku Aneta i przyszywanej “cioci”. Ale to też czasem jest dylemat czy wybrać żłobek czy nianię jeśli nie ma się osoby sprawdzonej. Aneta a kiedy dokładnie mała idzie do tego żłobka?

Co do adaptacji w przedszkolu jak i żłobkt reguły nie ma. Mój syn siedział tylko ze mną lub w.mężem nigdy z mikim nie zostawcj i adaptactd przeszedł myślę bardzo dobrze. Był kryzys po 2tyg chodzenij i chorobie i trwał 3tyg bardzo przeżywalam wtedy ale z perspektywy czasu uważam że i tak krótko i dobrze to zniósł a teraz jak pisałam uwielbia przedszkole. Ja wam powiem z perspektywy rodzica i nauczycielk w jednym. Prawda jest taka że zwykły rodzic o wielu rzeczach niestety nie wie. Ja pracuje w tej samej placówce i wiadomo wiem dużo więcej i nie wszystko jest kolorowo. Np to co napisawd w jadłospisgd dla rodziców i pięknie brzmiące na talerzu już takie piękne nie jest. To kto czasem zostaje z dziećmi też. Ale oczywiście rodzice którzy tylko odbierają dzieci nie mają pojęcia.

Aneta - tak, oprócz tego chodzi do przedszkola. Ale popołudniu mam zajęcia jogi w ciąży na które chcę chodzić, (nie boli nie kręgosłup przez ćwiczenia).

Justyna - a co masz na myśli, że to co w jadłospisie nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości, tzn. dzieci dostają coś innego? mniejszego? Gorszej jakości?

Np w jadłospisgd filet z ryby na parze a w praktyce paluszki rybne i to te tańsze, w jadłospispd kompot a w praktyce woda z syropem malinowym lub herbata owocowa, w jadłospisgd spagetti z sosem warzywo- mięsnym w praktyce owszem tyle że z sosem ze słoika, krem w warzyw który jest rzadkimi pomyjami i wiele więcej. I uwierzcie nie jest to jedyna placówka ja pracuje w drugiej i jest dokładnie tak rano

Idzie od lutego. Akurat skończą remont i otwierają nowy żłobek z dniem pierwszego lutego.

co do niani to jak ktoś zna ją osobiście to czemu by nie .

co do żłobków sie nie wypowiem bo u nas nie ma i nie wiem jak to wygląda

Justyna - no to jestem w szoku trochę :frowning:

Mam nadzieję że u nas tak nie lecą w kulki i nie oszukują.

Gotują te same kucharki co, za czasów kiedy ja chodziłam do LO i jadłam obiady z tej kuchni.
Ale wszystko idzie z postępem niekoniecznie w dobrym kierunku także i tutaj może jest masakra.

Nie mówię że napewno wszędzie tak jest pewnie są jeszcze placówki gdzie dzieci żywi się zdrowo ale ogólnie to tylko kasa się liczy. Produkty najniższej jakośćp byle tańsze. U nas jedzenie i to z czego jest robione to koszmar czasem cieszę się że mój synek niewiele tam je zwłaszcza że ja mega zwracam uwagę na zdrowe odżywianie i jakość i skład produktów. W poprzednim przedszkolu gdzie pracowałam było niestety podobnie i wtedy wydawało mi się że to tylko tam tak źle jedno na milion a teraz kolejne i to samo. Jak rozmawiam z koleżankami to praktycznie wszędzie podobnie. Smutne to tyle mówi się o zdrowym odżywianiu i jakie to ważne dla dzieci a tu takie maluchy są tak żywione. Aż nie chce myśleć co jest w żłobkaag

Ja u nas w szkole byłam na kuchni. I wiem ze co do budżetu nie wygląda to dobrze. Mamy szkole niepubliczna. Dyrektorka na dwie szkoły w sumie i czasem pieniądze były niesprawiedliwie dzielone. Ale co do jedzenia wydaje mi się ze było dobre. Była i kasza makaron ryba piersi z kurczaka po obiedzie zawsze owoc. Na śniadania często sałatki. Podwieczorek maluchy bo przeważnie przedszkole tylko miało to były sałatki owocowe jogurty

Justyna niestety muszę przyznać ci rację co do tego żywienia dzieci , to znaczy w żłobku było dobrze i wszystko tak jak w jadłospisie.Ale teraz w przedszkolu jakaś porażka, nas jako rodziców zaczęło niepokoić to że dzieci mówiły że to było nie smaczne lub nie dobre i że na śniadanie są zawsze kanapki. I to że dzieci wracały do domu głodne a większość jest odbierana godzinę po obiedzie… …
Ale u nas pani wychowawczyni była i jest bardzo w porządku bo powiedziała nam to tam się dzieje i że jej zależy na dzieciach i dlatego o tym nam mówi…
Więc zrobiliśmy zebranie rodziców i wychowawczyni plus detektor … Uwierzcie działo się działo…,…
Pani detektor dała czas do stycznia żeby to jedzenie się zmieniło… podobno już jest lepiej …
Więc może jeśli ktoś wie co się dzieje w takich miejscach to powinien poinformować rodziców…
Bo my płacimy za to żeby dziecko dobrze i zdrowo zjadło.,…

Wiesz to ciężka sprawa bo rodzice nie wchodzą na posiłki nie widzą więc jeśli się dowiedzą to wiadomo że wyszło od pracowników. Ja w ogóle jestem na przegranej pozycji bo wiem dużo ale dlatego że jestem pracownikiem i zrobili mi przysługę że mam dziecko w tej samej placówce. Próbowałam delikatnie rozmawiać z właścicielka ale u nas niestety jest nastawione wszystko na zysk i nic się nie zmieni w tej kwestii. A mi też zależy na pracy. Rodzice za bardzo też nic nie zrobią bo to jest przedszkole z dotacjamg co oznacza że rodzice płacą jedynie za wyżywienie a u nas bardzo ciężko o miejsce w takim przedszkolu k nie wszystkich stać żeby płacić 1000zł za przedszkole. A podejście jest takie ze jak się nie podoba to można zmienić bo jest 5chętnych na to miejsce

no to faktycznie ciężka sytuacja :confused:

Gdyby nie fakt że tu pracuje i mam tu dziecko i jest to jedyna opcja żebym zaczynają pracę od pierwszej zmiany bo inaczej nie miałby gdzieś indziej kto zawieźć mi rano dziecka bo mój mąż zaczyna od 5no i gdyby nie fakt że mój syn uwielbia tu chodzić i swoje ciocie to ze względu na jedzeni bym go przeniosła bo dla mnie to bardzo ważne. A nie ja proszę ciocie żeby mojemu dziecku parowek nie dawały bo są na podwieczorek

Justyna do z jednej strony dobrze że jesteś na miejscu i wiesz co się dzieje ale faktycznie nie wygląda to dobrze. Niestety wszystko rozgrywa się o pieniądze. I pewnie jeszcze te gotowe produkty to najtańsze z najtańszych. Czasem rodzić właśnie nie ma wyboru i musi dać dziecko do przedszkola czy żłobka a i jeszcze tu w wyborze placówki nie ma czasem wyboru. Ale co zrobić takie jest życie. Szkoda tylko że cierpią na tym dzieci bo są głodne…

Parówki na podwieczorek??? No szok…
U nas też za przedszkole się nie płaci tylko za dodatkowe godziny i posiłki … No mimo wszystko też menu wisi też na drzwiach stołówki , oczywiście nie zachwyca i dlatego też rodzice zaczęli bardziej pytać i sprawdzać po prostu gdy nam pani wychowawczyni delikatnie zasugerowała co tam jedzą nasze maluchy i przez kilka dni wyrywkowo chodziliśmy do przedszkola w czasie śniadania lub obiadku żeby zobaczyć co faktycznie jest na talerzu…
I był to Szok …
Więc tak jak pisałam wcześniej zrobiliśmy mały wywiad i rozmowę z dyrektorem bo w grupie siła. Wiadomo jak by poszła jedną mama to by mogła usłyszeć że jak się nie podoba to zmienić przedszkole… Ale w takiej sytuacji że było nas dużo to muszą coś zmienić i już widać zmiany…
Oby tak dalej…
A ty Justyna faktycznie jesteś pod ścianą :frowning:
Biedne dzieci …

Justyna ja byłam przy adaptacji przez tydz u synka w żłobku.Mial wtedy 1,5 i zapisałam go do żłobka.Synek caly czas plakal nie chcial sie bawic z dziecmi tylko byl Przy mnie.Zapytały mnie panie ze jak bede już go sama zostawiala to żebym zostawila im wozek spacerowy.Jak przyprowadziłam synka do zlobka to już na parkingu zaczął plakac.Opiekuna ze żłobka powiedziala ze jak tylko synek pójdzie do dzieci to żebym szybko wyszła.I tak zrobiłam tylko za drzwiami słyszałam jak strasznie płacze tak mi bylo go szkoda.Przyszlam po 3 godz po niego to synel pod drzwiami okropnie płakał ze juz ledwo mial głos inne dzieci we wózkach siedzą i patrzą w ściany jedno ma smoczek i butelke z piciem mojego synka a opiekunki siedziały na biurku z tel w reku.Masakra jakaś i tak sie zajmowały dziecmi ! A co do jedzenia to bylo w miare :slight_smile:
Po 3 tyg go wypisałam i jednak zdecydowalam że już wole siedzieć z nim w domu.Po tym żłobku zrazil sie do wszystkich dzieci i nie chcial wogole z nikim sie bawić nawet z dziecmi w rodzinie co zawsze byl pogodny i towarzyski.A mnie nie opuszczał na krok i tak bylo przez pół roku aż w koncu na szczescie z czasem minelo.

Agusia to co to za żłobek !!!
Jestem oszołomiona że dzieci siedzą w wózku i patrzą na siebie i ściany a panie sobie siedzą…
No to my chyba trafiliśmy na idealny żłobek…
U nas nikt dzieci nie więził , dzieci sobie raczkowały i były podzielone na grupy wiekowe zawsze w tle słychać było muzyczkę przyjemną dla dzieci , zawsze przebrane wykremowane , na sapacerki też wychodzili jak była pogoda. Spanko po obiadku do spania piżama .
Naprawdę mały z chęcią szedł do żłobka. Oczywiście na początku był płacz i krzyk a mi serce pękało…
Ale panie były bardzo miłe dla mam rozpaczających i mówiły żeby poczekać chwilę i zaraz zawoła ukradkiem żeby można było zobaczyć że już z dzieckiem jest wszystko dobrze i nie płaczę , Panie zaraz zabawiały pokazywały różności , czasem było tak że jak przyszłam to Pani mówi że synek dziś cały dzień tylko na rączkach u Pani był że nawet do toalety z nią chciał iść i był płacz jak go na chwilę zostawiła :wink: Dodam że mój syn szybko ładnie i wyraźnie zaczął mówić więc dużo nam opowiadał oczywiście na miarę swojego wieku.
I to że chętnie chodził…