Aniball = łatwiejszy poród?

Dziewczyny powiedzcie i po jakim czasie ćwiczeń (ilu dniach) doszlyscie do powiedzmy 28 cm?

Tamara u mnie to były minimum 2 i pół do trzech tygodni. Zaczęłam ćwiczyć późno a do 30 cm doszłam chyba tylko dlatego, że urodziłam po terminie.

Teraz się zastanawiam jak będzie u mnie bez żadnego przygotowania :frowning:

Hej dziewczyny, chwalę się! Wczoraj urodziła się nasza córeczka, wcale nie malutka bo 3550g, obwód główki 36 cm. Jeszcze dzień wcześniej zdążyłam zrobić przypominające 30 cm, w nocy zaczęły się skurcze - od razu regularne co 3 minuty, stopniowo przybierające na sile. Staraliśmy się jak najdłużej posiedzieć w domu, w sumie od wejścia do szpitala po 2,5h było po wszystkim :slight_smile: Druga faza porodu czyli parte to 15 minut, bez żadnych obrażeń i szwów, mogę robić wszystko przy małej, siedzę wygodnie - no bajka! Będę polecać balonik każdej koleżance i sama do niego kiedyś wrócę :slight_smile:

Szymka gratulacje !!! :* Główka duza, i zobacz poszło bez obrażeń. Ekstra!! I jeszcze tą rwę miałaś. Czyli w sumie ile godzin rodzilas?

Dużo zdrówka dla ciebie i małej :*

Eleonorka13 a nie możesz zacząć teraz ćwiczyć? Ile zostało ci do terminu?

Carya zastanawiam się właśnie czy ja zdążę dojść do tych magicznych 30 cm, ale ćwiczę 8 dni trzy razy miałam przerwę bo mi się nie chciało ćwiczyć, i mam 25 cm, więc chyba nie jest źle…

Szymka wielkie gratulacje! Dałaś radę i to w wielkim stylu! Dużo zdrówka i cieszcie się sobą. Maluszki bardzo szybko rosną :slight_smile:

Tamara masz piękny wynik! 25 cm w 8 dni to naprawdę coś! Mi szło bardzo powoli bo nie dość, że z natury jestem cykorem, to jeszcze przy pierwszym ćwiczeniu nabawiłam się kontuzji i stałam się bardzo ostrożna. Do tego miałam kryzysy i nie potrafiłam przekroczyć najpierw 19 a później 22 cm. W takim tempie myślę, że nie masz się o co martwić. :slight_smile:

Gratulacje !!! wymarzona waga do porodu i dla dzidziusia.

Ja mam za równy tydzień termin :slight_smile: tak więc niestety za późno na start :D. Mam nadzieję, że bez nacinania się uda. Puki co mamy 3300 wg usg.

Szymka gratulacje, cieście się sobą.

Eleonorka13 spróbuj, jeśli już tego nie robisz, kapsułki z olejkiem z wiesiołka i bierz je i doustnie i tam…:slight_smile: Chociaż tyle, działa uelastycznianie, w tydzień napewno jakoś tam zadziała :slight_smile:

Tamara dziękuję za radę, nie słyszałam o tym :slight_smile:

Ja się dowiedziałam tu na forum o tym, sama stosuje już, dziewczyny mówiły że są efekty, nie zaszkodzi, a może pomóc :slight_smile:

Szymka wielkie gratulacje! :smiley: Jeszcze niedawno pisałyśmy,że zaczynamy przygodę z balonikiem a już mamy swoje pocieszki w ramionach. :))) Wielka radość! I gratuluję osiągniętego celu!! Warto było walczyć :slight_smile:

Dziewczyny za Was również trzymam mocno kciuki! Każdej z Was się na pewno uda osiągnąć swój cel :slight_smile:

Ps. Za rok już każda ciężarna będzie pompować :stuck_out_tongue: Takie opinie :slight_smile:

Aniaaa oji nie wiem czy każda ciezarna, patrząc na podejście położnych do tego balonika przynajmniej w moim otoczeniu to się na to nie zapowiada. Coś tam niby słyszały, ale albo mówią że nic to nie daje, albo że jakieś zapalenia się od tego robią i wtedy nie ochronią krocza. Jedna położna mi tylko powiedziała że nigdy nie miała “pacjentki” co by ćwiczyła z balonikiem, ale jak mam możliwość to czemu nie spróbować. A reszta odradza… wiec widzisz jak to jest.

Tu na forum czytałam że większość z was z polecenia ćwiczy, czy to ze szkoły rodzenia, czy lekarz, polozna, koleżanka. U mnie nawet dziewczyny nie wiedzą że coś takiego jest…ja sama przypadkiem nie myśląc jeszcze o ciazy wpadłam na artykuł o baloniku. I już wtedy wiedziałam że jak przyjdzie czas to będę ćwiczyć. I jestem zadowolona ze mam ten przywilej i wiem o nim :slight_smile:

I te forum, uważam że położne powinny być bardziej uświadomione na ten temat. Bo warto!!! Jak widzimy tyle babeczek tu urodziło bez naciecia, ekstra.

A dziewczyny jak wam idzie ćwiczenie? Dużo nas tu jest które się szykują do porodu w najbliższym czasie?

Też się obawiam, że do popularyzacji baloników daleeeeeka droga, a szkoda! Ale prawda jest taka, że u nas świadome podejście do porodu, przygotowania, szkoły rodzenia itd. kuleją. Ja już nawet nie pamiętam skąd dowiedziałam się o Aniballu, ale jak mówiłam o nim koleżankom które rodziły wcześniej to jakoś bez zainteresowania… Teraz jak opowiadam to wszystkie będą kupować :smiley:

My od wczoraj jesteśmy w domku, malutka jest cudowna. Naprawdę uważam, że miałam piękny i naturalny poród. Ogólnie skurcze miałam już w sobotę, od wieczora regularne. Jak szłam spać o północy to były co 8 minut, ale niezbyt bolesne. Wstałam przed 3, to były już co 3 minuty, ale nadal całkiem spoko. Koło 6 zaczęły naprawdę boleć, a już o 11:40 mała była na świecie. Jak coś to też piłam liście malin, jadłam daktyle i wiesiołka, może nic z tego nie działa, a może akurat coś pomogło. :stuck_out_tongue: Oczywiście na oddziale wszyscy zachwyceni - ochrona krocza to jedno, ale też przebieg drugiej fazy i umiejętność parcia i współpracy, są chyba jeszcze ważniejsze.
Aniaaa, nie wierzę że to tak zleciało i tak nam się udało!

Dziewczyny, trzymam kciuki za Was wszystkie! Naprawdę warto, bo jak widziałam jak chodzą czy chociażby karmią tylko na leżąco dziewczyny po nacięciach, to każda minuta i centymetr ćwiczeń są tego warte. Z niecierpliwością czekam na kolejne historie :slight_smile:

Ja wchodzę za chwilę w 38tc i ćwiczę już jakiś czas. To moja trzecia ciąża i zupełnie inna od poprzednich. Wtedy zagrażał mi przedwczesny poród, teraz nic się nie zapowiada na koniec :wink: Ćwiczyłam z balonikiem w drugiej ciąży i z pewnością uratowało mnie to przed powtórką z pierwszego porodu, który zakończyłam z pęknięciem drugiego stopnia. Położna nie zdążyła z nacięciem. Przy drugim porodzie córka wyskoczyła główką w pierwszym skurczu partym, w sali nie było położnej. Więc wszystko poszło “na żywioł”. Mimo tego i tego, że urodziłam leżąc, czyli w tej mniej przyjaznej pozycji, nie było nawet draśnięcia.
Tym razem wypracowanie 30cm przyszło dość szybko, chociaż było kilka trudniejszych dni. Teraz dochodzę nawet ciut dalej. Wiem, że synek będzie duży :wink: Trzymam kciuki za ćwiczące.

Dzisiaj rozmawiałam z położną na ten temat. Jednak troszkę wątpliwości jest z tym balonikiem. Można sobie zrobić krzywdę, ponieważ tkanki można sobie uszkodzić. Mogą być również polipy powstałe na skutek zmian hormonalnych- nie zawsze o nich wiemy. Do tego również dochodzi ewentualność infekcji.
Nacięcia robi się tylko wtedy gdy główka chce przejść, natomiast skóra jest tak mało podatna i naciągnięta do granic możliwości, że zmienia lekko kolor i nie da się wcisnąć nawet palca by pomóc dziecku. To jest ta awaryjna sytuacja. Jeśli jest choć trochę luzu to starają się bez cięcia .

Jeśli ćwiczy się mało rozsądnie można sobie zrobić krzywdę. Dlatego postępy powinny być powolne, balonik dobrze nawilżony i podtrzymywany dłonią, żeby nie zrobił niekontrolowanego wyskoku :wink:
O polipach przy niezliczonej ilości badań w ciąży raczej się wie. Poza tym krwawienie jest znakiem do przerwania ćwiczeń.
I higiena jest podstawą - sama ćwiczę używając prezerwatywy, dodatkowo wyparzam balonik każdorazowo przed ćwiczeniem, resztę sprzętu traktuję octaniseptem i wszystko utrzymuje w 100% sterylności. Plus higiena własna przed i po ćwiczeniu. Uważam, że ryzyko jest minimalne.
Znam osoby, które z balonika miały możliwość korzystania w szkołach rodzenia. Sprzęt był dezynfekowany i też zabezpieczany prezerwatywą, w ten sposób udostępniany do użytku wielu ciężarnych. To już dla mnie stoi pod znakiem zapytania, ale widać przez położne ta opcja uważana jest za bezpieczną, więc różne są spojrzenia :slight_smile:
I w moim przypadku położna nie zdążyła z nacięciem, bo pęknięcie pojawiło się od środka i jak to usłyszałam później nie było już sensu ciąć… Nie wiem, być może z inną położną sytuacja wyglądałaby inaczej. W każdym razie za drugim razem nie chciałam zdawać się na los i ręce nieznanej mi osoby, tym bardziej że miałam dużo szczęścia w tym, że pęknięcie zatrzymało się tam gdzie się zatrzymało :wink:

Szkoda, że takiej metody nie stosują podczas wizyt kontrolowanych u ginekologa.
Ale zaskoczę Cię Cllaris. Ja miałam regularne badania i dopiero w chwili gdy chcieli umieścić balonik, to oderwał się polip. Nikt wcześniej to nie zauważył na żadnym badaniu. Zakrwawiło, wystraszyło i uniemożliwił przyspieszenie rozwarcia.

Nie jestem specjalnie zaskoczona, bo wiem że milion różnych sytuacji może mieć miejsce :slight_smile:
Tak samo jak może nie sprawdzić się założenie, że położna natnie w ostateczności i w najwłaściwszej chwili - u mnie takowe się nie sprawdziło. Wszystko jest w pewien sposób względne i trzeba rozważyć w czym widzi się więcej ryzyka niż korzyści. Miałam podejrzenie występowania polipa. Według informacji od prowadzącego, mieliśmy nic z nim nie robić tylko czekać aż sam usunie się podczas porodu. Miałam być przygotowana na krwawienie np. przy okazji pobierania cytologii.
Zakładając, że ma się polip i zaczyna się ćwiczyć z balonikiem, można się narazić na stres związany z krwawieniem i pewnie brak możliwości dalszego z niego korzystania. Plus zyskanie świadomości, że takowe coś występuje.
W moim przekonaniu korzyści związanych z korzystaniem z balonika jest na tyle dużo, że sama byłabym w stanie podjąć takie ryzyko, ale każdy ma swój własny rachunek :wink:

Cllaris, Eleonorka - u mnie w III trymestrze lekarka wykryła polip. Było dokładnie tak jak Cllaris napisała - ginekolog stwierdziła, że sam oderwie się przy porodzie. Nie przeszkodziło mi to w ćwiczeniach, krwawienia miałam lekkie (niewielkie ślady na baloniku) ale nigdy takie, jak czasami pisały dziewczyny - że krew lała się aż na podłogę. Przy samym porodzie nikt się nim nie przejmował a po nikt o nim nie pamiętał :wink: