Czesc,Dziewczyny:-)Jestem tu nowa.Przypadkiem trafilam na Wasze forum i jestm pod duzym wrazeniem jego przydatnosci.Pod wrazeniem,poniewaz ja jestm internetowa "noga"i rzadko korzystam z takich nowinek technicznych;)A to chyba blad,bo bardzo motywujace i pozytywnie nastawiajace sa Wasze komentarze.Widze tez,ze na biezaco odpowiadacie,a to daje nadzieje,ze ktos w ogole przeczyta to,co pisze i moze uzyskam pomoc czy wskazowki.
A wiec do rzeczy.
Od 5.05 cwicze z Aniball.Na poczatku 19,7cm.Zgodnie z instrukcja kazdego dnia zwiekszalam ilosc nacisniec pompki o 1.Razem z balonikiem zaczelam robic wieczorem masaz krocza.Szybko lipa,bo po 4dniach zapalenie pecherza.Teraz wiem,ze to od masazu,a nie balonika.Zaczelam cwiczyc 4tyg.przed terminem porodu (1.06).W zwiazku z pecherzem zrobilam 2dni przerwy.Gin.dal mi antybiotyk-z niechecia go wzielam.Gin.nieprzychylny balonikowi,twierdzil,ze od tego ten pecherz.Troche opadly mi skrzydelka,ale uznalam,ze i tak sprobuje,za duzo dobrego slyszalam o baloniku,aby odpuscic:)Tak wiec 11.05 wrocilam do cwiczen,jak juz pecherz odpuscil.Przez bite 2 tyg.doszlam od 23cm (na tym skonczylam przed ta przerwa) do 30cm.
I teraz slaby punkt programu:wlasciwie od poczatku drugiego podejscia zaczely sie plamienia.Ale dowiedzialam sie,ze jesli szyjka macicy jest juz skrocona+gin.wrozy mi wczesny porod=moze to byc efekt rozpulchnionej szyjki(ponoc po samym badaniu ginekologicznym tak tez moze sie dziac,co potwierdzam).
Idac dalej: Od polowy czasu cwiczen robilam to w pozycji wertylanej-bardziej w kucki.Mniej mnie wtedy bolalo,mniej parc potrzeba bylo,aby wypchnac balonik.Slowem-bardziej efektywna pozycja dla mnie. Ale po osiagnieciu wyniku 29,5cm uznalam trzy dni temu,ze wroce do pozycji półleżącej i bede robic na zmiane-1 dzien tak,2 dzien siak:)Na wypadek,gdyby przykuli mnie do wyra i nie moglabym rodzic w pozycji pionowej.I nie jestm teraz pewna,czy od czasu zmiany pozycji czy juz wczesniej(niestety nie pamietam),zaczelam odczuwac bol juz przy wprowadzaniu balonika,a przy wypychaniu byl on jeszcze wiekszy.Po ogledzinach;)uznalam,ze to chyba jakies otarcie i cwiczylam dalej.Ale bol nie zmniejszal sie,wrecz przeciwnie.Wiec dokonalam raz jeszcze ogledzin i zauwazylam pekniecie:(Trudno mi ocenic jego wielkosc,same wiecie pewnie,ze tamten obszar jest solidnie “pofaldowany”;)W kazdym razie postanowilam zrobic 2 dni przerwy,sugerujac sie Waszymi wpisami,ktore zdazylam przeczytac.Dzis mam 1.dzien przerwy.
Jakie jest moje pytanie:jesli nie zagoi sie pekniecie,czy mam dalej zwlekac z powrotem do cwiczen? Czy wrocic do nich,ale wypychac mniejszy obwod?(Znalazlam bardzo pomocy wpis z 2015r.,w ktorym jedna z Was opisywalam zmiane swojej taktyki na zaczynanie kazdego dnia od 6-7 nacisniec i dochodzeniu do maksimum stopniowo.Zajmowalo to duzo czasu,ale wydaje mi sie rozsadne,bo stopniowe.A moze ja za szybko cos zrobilam).
I tak,rozsadek podpowiada mi,aby zaczekac do pelnego zagojenia,ale moj termin jest za 6dni. Przy czym gin.uwaza,ze nie dociagne do czerwca.Wiec obawiam sie,ze:
-zbyt dluga zwloka sprzeniewierzy moj dotychczasowy wysilek vs.
-jesli za wczesnie wroce do cwiczen,ranka nie zagoi sie i tym bardzie podczas porodu popekam-jak nacieta tkanina…
Wybaczcie,ze taki dlugi jest to wpis,ale chcialam jasno i konkretnie przedstawic swoja sytuacje.
Pozdrawiam Was i jestem bardzo ciekawa Waszych doswiadczen i przemyslen w zwiazku z moja sprawa.