12 zasad odwiedzin u noworodka

Dlatego ja odkad urodzilam corke, to pytam świeże mamy co potrzebują. Wypytuje jakiej marki kosmetyki, pampersy czy chusteczki używają, waciki. Nie kupuje ciuchów bo przewaznie kazdy ma ich pełno. Ostatnio jechalismy do meza siostry bo niedawno urodzila i bardzo sie ucieszyla, ze w koncu dostali to czego im potrzeba, wczesniej wszystko z nia konsultowalam jakie pampersy itd.

Z tymi upominkami już tak jest, ja np dostałam dwa okrycia kąpielowe takie same ze sztucznego materiału i średnio mi się podobają. Poza tym głównie ciuszki dostałam:) innym mamom kupuję to czego im brakuje, siostrze męża kupiliśmy termofor żelowy. W życiu nie pomyslalabym aby kupić mleko modyfikowane:)

Ja też teraz zawsze pytam co jest potrzebne młodym rodzicom. Najczęściej są to pieluszki i chusteczki bo tego nigdy za wiele. Nie lubię też jak ktoś nam kupuje ubranie dla Małego. Po pierwsze każdy ma swój gust i nie każdemu podoba się dana rzecz to rozmiar… Ja dostałam np ubranka typu ogrodniczki z krótkimi nogawkami w rozmiarze który mój mały nosił zima i leżą nowe ani razu nie założyłam.

Uwazam, ze kazda przyszla babcia i ciocia powinny przeczytac ten artykul:) ja osobiscie najbardziej obawiam sie niezapowiedzianych wizyt i calowania dziecka. Pamietam jak jedna z dziewczyn zainfekowala syna mojej kolezanki wirusem opryszczki wlasnie przez to ze dala buziaka gdzies w okolice ust dzidziusia. Lepiej dmuchac na zimne, ale strasznie trudno jest powiedziec bliskim czego sie oczekuje od nich podczas wizyt. Przeciez wiemy ze nikt zlych zamiarow nie ma, ale czasem ciezko jest komus przelknac nasze slowa i traktuja je jako krytykę

Joanna ale jeśli chodzi o zdrowie naszego dziecka jestem w stanie poświęcić nawet to, że ktoś się na mnie poniewa. Mam to wtedy w nosie. A opryszczka jest dla dziecka bardzo niebezpieczna. Dlatego nie powinno się go całować ani w usta i ich okolice ani nawet w rączki bo wiadomo, że piąstki często ładują w buzi dziecka.

Kasia no tak, tylko z drugiej strony gdzie sie konczy granica nadopiekunczosci. Pomijajac calowanie czy przychodzenie do dziecka chory, co oczywiscie jest i jedno i drugie niedopuszczalne, to przeciez dziecko tez musi sie uodparniac na te wszystkie czekajace na niego wszedzie zarazy. Dla niektorych nawet sterylizacja butelek jest rzecza nie do przyjecia, wiec ciezko tutaj z kimkolwiek dyskutowac

No zgadzam się z Tobą i do wszystkiego trzeba podchodzić indywidualnie. Ja strasznie nie lubię jak ktoś się pcha i całuję mojego syna ale w wieku noworodkowym chroniłam go przed osobami chorymi ale już teraz jak jego kuzynka jest przeziębiona i przyjeżdża do dziadków i my tam zajdziemy to nie panikuje. Dla mnie ważny jest ten pierwszy etap a później wiadomo musi się przyzwyczaić i poznawać zarazki.

U mnie też bez przerwy ktoś przychodził,nawet jak wyszłam do domu nie było dnia żeby ktoś nas nie odwiedził,było mi głupio powiedzieć nie nie przychodź narazie,ale teraz po trzecim porodzie będę chciała kilka dni spędzić tylko z mężem i dziećmi.

podzielę się własnymi doświadczeniami, po narodzinach syna żona była 5 dni w szpitalu - pierwsze dziecko i dość ciężki poród, z żoną była cały czas jej siostra, już wcześniej ustaliliśmy z lekarzem prowadzącym, że tylko siostra i ja możemy ją odwiedzać podczas pobytu w szpitalu, poinformowaliśmy o tym naszych bliskich i przyjaciół i nikt na siłę nie pchał się z odwiedzinami u świeżo upieczonej mamy i maluszka, w domu pierwsze wizyty zaczęły się ok tygodnia po powrocie i też znajomi wykazali się wielkim zrozumiem :slight_smile:

Joanna, rany, jakaś niepoważna ta koleżanka. Ilekroć ja mam opryszczkę to uważam jak mogę, nawet jeśli chodzi o męża, a co dopiero dziecko… Co do nadopiekuńczości, to nie uważam tego, by noworodek tego doświadczał, bez przesady. Sterylizacja butelek dla noworodka? Jestem za. Mycie rąk, jestem za. Na początku nawet ilość odwiedzin bym ograniczała. Później to co innego.
Choć przyznam, że pierwsi goście, którzy zostali poproszeni o umycie rąk byli zdziwieni. Do czasu aż sami za niedługi czas zostali rodzicami i sami prosili o to gości…

Magros problem w tym, ze wirus opryszczki nie zawsze jest widoczny. U tej osoby nis bylo zadnych objawow, a jednak jakos sie przyczepil, dlatego dziewczyna nie zareagowala w pore.
Jesli chodzi o sterylizator i o zasadnosc jego uzytkowania to uwazam ze jest i to bardzo duza. W koncu jesli nie ma sie sterylizatora to butelki trzeba i tak wygotowywac, a nie kazdy ma na to sile i ochote np.o 2 w nocy. Sama pamietam jak urodzil sie moj brat 12 lat temu to mama niechcacy zasnela ze zmeczenia a butelka w garnku sie spalila, z reszta garnek tez. Potem juz kupila sterylizator i pogdrzewacz, ktory jest po prostu duzym ulatwieniem w tych czasach.
Uwazam wiec ze tlumaczenia babc, cioc i innych (szczegolnie tych bezdzietnych) odnosnie trzymania dziecka w sterylnych warunkach sa glupie, bo przez pierwsze miesiace zycia,a jak ktos ma zyczenie to nawet i lata trzeba dziecko chronic przed zarazkami. Z reszta zadna z nas nie chcialaby pic z brudnej szklanki, czy jesc brydnym widelcem.

Otóż to sterylizator też uważam, że się przydaje ale dla kogoś kto karmi butelka. Jeśli nie to nie ma potrzeby go kupowania a butelkę użyta raz na jakiś czas jak mama wychodzi z domu można wygotować w garnku. Ale jeśli używamy butelek i karmimy mm to jestem jak najbardziej za.
Ja też niektórych gości prosiłam o umycie rąk jak do nas przychodzili.

Jeśli chodzi o nadmierną sterylność to uważam trochę inaczej. Nie ma co chować przez pierwsze lata dziecka pod kloszem. Pierwsze miesiące ok ale później już po mału stopniowo przyzwyczajać do zarazków.

Ja też uważam jak Kasia. Nie mówię żeby dziecko się w brudzie paplało, ale sterylne warunki nie są według mnie dobre na odporności dziecka. Przez pierwsze miesiące jak najbardziej, choć też moim zdaniem bez nadmiernej przesady że wszystko z czym ma dziecko do czynienia będzie sterylne, ale uważać trzeba to fakt. Co do gości to moja siostra trzymała flaszkę octeniseptu na szafce przy wejściu i każdy kto chciał dziecko na ręce wziąć miał dezynfekować ręce :wink:

No ale to juz jest skrajnosc wrecz troche chora. Ja tam uwazam ze to z czego dziecko je i pije powinno byc czysciutkie. Cala reszta i tak jest nie do upilnowania, a zarazki sa i beda wszedzie, wiec w tym sensie dziecko ma czas sie uodpornic

Buteleczki i akcesoria do jedzenia to oczywiste. Ja od razu mam przed oczyma jakieś zakamarki gdzie ciężko domyć i wysuszyć gdzie czai się pleśń czy bakterie. Blee. Ja swoje bidony i kubki termiczne które mają wiele nierówności i zakamarków przelewam wrzątkiem nawet. To tymbardziej dziecięce rzeczy.

No tak do jedzenia rzeczy jak najbardziej.
Mojej kuzynki szwagierka była tak przerażlowiona na tle sterylności że aż przesadziła. Za każdym razem jak Marta czegoś dotknęła latała i wybierała jej rączki, buzię wszytko czego dotknie musiało być idealne czyste wyparzone jeśli się da i jak Marta podrosła co chwilę była chora bo dopiero wtedy nabierała odporności i miała kontakt z bakteriami. Więc na prawdę nie ma co przesadzać w żadną stronę tak na prawdę.

Joanna, dlatego właśnie ja nie pozwalałam i nie pozwalam całować mojego dziecka innym, a tym bardziej koleżankom, czy znajomym. Dziadkowie to wyjątek tylko. Owszem, to co dziecko je i pije ma być czyste, ale nie znaczy, że trzeba wszystko wygotowywać od razu. Z noworodkiem to co innego. I gdy karmimy butelką to owszem bez sterylizatora trudno by było. Natomiast później maluch raczkuje, wszystko bierze do buzi, to już nawet nie da się upilnować. Kubek córce wyparzam owszem, ale raz na tydzień.

Oj biorą wszytko do buzi to fakt. Mój szwagier ponoć jadł piasek z piaskownicy garściami. Nie wiem czego mu w diecie brakowało że miał smaka na piasek, ale przeżył tę fazę bez szwanku w sumie :wink:

Syn kolegi namiętnie ke ściane. Mają juz taka wieeeelka dziure na glebokosc jakies 4 cm.
Ja akurat bylam dzieckiem ktoremu na wszystko ppzwalano. Chcesz wbic gwozdz do deski to prosze mlotek. Walnelas sobie w palec, poboli i przestanie i bardzo to doceniam ze rodzice nie ograniczali mnie w takich kwestiach. Ale pamietam ze jesli chodzilo o sztucce, talerze czy inne to zawsze mialo byc czyste wiec pewnie juz mi tak zostanie.

Mojego męża kuzyn jak był malutki to wyjadał nagminnie ziemię z doniczek… Też nie bardzo wiedzieli czemu mu to tak smakowało, ale zajadał sie tym strasznie i jak, gdzieś dorwał ziemię to wcinał, aż mu się uszy trzęsły. Mój lubi smak kremów i chusteczek nawilżanych takich perfumowanych fuuu…