U mnie można było na korytarzu siedzieć le się chce a w sali tylko jedna osoba mogła być odwiedzająca. Więc u mnie tylko mąż był w sali a jak już inni przyszli to ja wychodziłam na korytarz. Za to sąsiadka jaką miałam obok to co chwile tłumy gości po 3-4 osoby co chwile. Dla mnie było to krępujące bo tu dziecko nakarmić tu do toalety chciałam iść a oni siedzą i się gapią na Ciebie. Naprawdę nie jest to przyjemne a jeszcze jak z nas kapie. Ja byłam cała zalana od nawału pokarmu, a jeszcze te krwawienia że miałam problem nawet z podniesieniem się z łóżka. a też nie jest przyjemne jak podnosisz się z łóżka i musisz uważać żeby tak wstać by czego nie było widać.
Dokładnie tak Monika. Pod tym wzgledem to tez jest niekomfortowe, tez ludzie powinni pomyslec o tym, no ale jak widac nie myślą…
Monika u mnie byla podobna sytuacja. U mnie byl tylko narzeczony a u sasiadki tabuny. Nie wiem skad ci ludzie sie brali. Jej matka to tez wgl przyszla narobila halasu ze jak to dziecka nie kapia po porodzie i sama chciala jej tego synka umyc. A co najgorsze bylo ze cala familia jarala fajki i co chwile trzaskali drzwiami bo kazdy po kolei na papierosa i odrazu z dworu i po fajce do sali i przeciag robili… pamietam sytuacjr jak dzis jak wparowali do niej moze z 6 mlodych chlopakow w wieku 20paru lat a ja z cycem na wierzchu mala karmilam wiecie jak mi glupio bylo. Moj poszedl dyskretnie i powiedzial o takich sytuacji pielegniarkom to wtedy przyszla i kazala im wyjsc bo za duzy tlok. Ja nawet nie mialam jak wstac do toalety bo nie bylo miejsca a lalo sie ze mnie jak z kranu bo jeszcze bylam lyzeczkowana. Teraz jak bede kiedys rodzic to poprosze o osobna sale.
Monika masz rację, takie tłumy na sali to nic komfortowego, nawet nie można w spokoju nakarmić czy iść do toalety. Jak ktoś chce takie tłumy po porodzie to powinien wykupić sobie salę jednoosobową. Ilość osób odwiedzających w szpitalach powinna być ograniczona do jednej osoby. Albo żeby chociaż goście zajęli się tą mamą to której przyszli a nie patrzyli na inne mamy wokoło.
Szkoda, że u nas w szpitalach nie ma parawanów, wtedy już przy gościach nie byłoby takiej krępacji nakarmić maleństwo czy nawet nieudolnie przekręcić się na łóżku, a nie na oczach wszystkich.
Uważam że jak ktoś ma dużo osob to powinien wyjść na korytarz i tam z nimi siedzieć. Wlasnie dziewczyna co ze mna była to czuła się bardzo dobrze i mogła normalnie chodzić to powinna na korytarz wychodzić do ludzi jak miała gości a ja się gorzej czułam , wręcz nie mogłam chodzić bo musiałam się trzymać ściany lub kogoś i wychodziłam jak już ktoś przyszedł. A jeszcze w sali nie można było nic na głos powiedziec bo jej przeszkadzało i tylko szeptem bo dziecko by sie jej obudziło. Naprawdę ludzie czasem nie mają wyczucia. A jak cos mowila do mnie to nawet nie slyszalam co chciala bo tak cicho gadała. a w sali zaduch i ze mnie się lało od gorąca to jej było zimno. Wszystkie drzwi na korytarz otwarte a u nas zamknięte. Co otworzyłam to ona zamknęła. A już nie miaałam sily co chwile wstawac.
Fajny i pomocny artykuł, który powinien znaleźć się w poradniku dla przyszłych rodziców tak aby mogli z tymi radami zapoznać rodzinę, znajomych. Warto aby na szkole rodzenia położne mówiły o odwiedzinach maleństwa przez najbliższych i jak powinni zachować się rodzice albo na różnego rodzaju warsztatach, które często organizowane są na terenie całej Polski. Jest to naprawdę istotna i potrzebna kwestia i powinno się ją popularyzować.
Ginger zgadzam się z Tobą. Zazwyczaj takie artykuły czytają mamy nowonarodzonych dzieci , lub kobiety w ciazy “czyli my”. A takich informacji nie czytają nasi znajomi czy nasi rodzice. W moim przypadku jak mówię żeby sobie poczytali w necie dlaczego coś jest tak a nie inaczej (poniewaz nie zawsze mam czas tłumaczyc) to nie chca czytac bo “oni wiedza lepiej, bo wychowywali dziecko”. Ale zmeczenia to juz nei pamietaja. Im pomagali inni i oni tez chca, itd.
Monika najgorzej trafić na dziewczynę z ktora nie da się dogadać w sali…wszystko wtedy jest takie oporne…
To rzeczywiście trudne sytuacje. Ja na szczęście bylam w pokoju dwuosobowym, do dziewczynu obok tylko jednego dnia byla rodzina, resztę czasu nikt jej nie odwiedzal. Dlatego i u mnie tylko jednego dnia byly tabuny, doszlam do wniosku ze to męczące i poprosilam zeby nikt nie przyjeżdżał. Tylko mąż na chwile. I miałyśmy spokój, odpoczywalysmy w kazdej wolnej chwili. Dziewczyna obok trafiła mi sie super, pomagalysmy sobie nawzajem, pilnowalysmy dzieci gdy szlysmy sie kapac itd, lazienke mialysmy w pokoju ale i tak chwile to trwało;) Gdyby nie ta dziewczyna nic by nie bylo z mojego kp. Położne nie byly zbyt pomocne, to ona pokazala mi jak przystawiac córkę, przytrzymala mi piers i glowke corki i po kilku takich probach sie udało. Bylam jej bardzo wdzięczna, cudowna osoba naprawdę. Dzieki temu bardzo milo wspominam pobyt w szpitalu:)
Ja też miałam pokój dwuosobowy, ale właśnie najgorzej trafić na kogoś kto nie chce się dogadać. Z tego też powodu wyszłam wcześniej ze szpitala bo nie dałam rady wytrzymać psychicznie, a moje dziecko miało podejrzenie żółtaczki i mogłam wyjść i codziennie dojeżdżać z dzieckiem albo zostac. wybrałam powrót do domu bo nie mogłam tam wytrzymać ze względu na drugą osobę jaka ze mną leżała, a u synka jak już żółtaczka była za wysoka to musiało dziecko zostać na oddziale, a ja mogłam tylko na polówce.
Ja tez miałam super dziewczynę i tylko przenosili nas z sali do sali bo akurat oddział byl zamknięty bo mieli dezynfekcje i nie przyjmowali juz nowych pacjentek. A obie musiałyśmy zostac dłużej bo nasze dzieci miały problemy…i tez pilnowalysmy maluchów na wzajem i ogólnie atmosfera byla super do tej pory mamy kontakt ze sobą;)
Ja też byłam na sali dwuosobowej. Koleżanki miałam dwie przez ten czas super. Też pilnowałyśmy sobie dzieci jak szliśmy się kąpać. Jak przychodzili do nas goście to wszystko tak dyskretnie się odbywało. Jak był u niej mąż i szedł do sklepu zawsze pytał czy coś mi potrzeba, mój tak samo. Powiem Wam że ja miło wspominam pobyt. A jak jednego razu ona miała dużo osób odwiedzających to pi kilku minutach sama powiedziała żeby już szli bo jest głośno no i chcemy odpocząć więc było wszystko jak najbardziej ok.
jak widac jedne z nas trafiły na super osoby a inne niestety nie. Każdy człowiek jest inny i ma inne podejście. Jedni liczą się z drugą osobą a drudzy nie pomyślą nawet o tym.
o ja tez mialam super wspoltowarzyszki, ktafilysmy teg sameg dnia na sale, i tego samego dnia wszystkie wyszlysmy (po 13 dniach)
i rowniez bardzo milo wspominam pobyt
a odwiedziny mialysmy codziennie
i zadnej nikt nie przeszkadzal bo sala byla spora wiec nikt nikomu nie zawadzal ![]()
Natka nie miałaś czegos takiego ze jak wróciłaś do domu to nie myslalas ze szkoda ze te najfajniejsze pierwsze dni dziecka byly w szpitalu? Bo ja bylam tydzień i jak wróciłam to juz tak myślałam ze uciekł nam tydzień:D chociaz z drugiej strony zdążyłam spokojnie dojść do siebie no i wiadome u nad to bylo dla dobra małego…
Fajny artykuł niektóre zasdy mozna by na drzwiach wejściowych kazdego mieszkania umieścic:-D wtedy moze niebylo by to tak klopotliwe powtarzać jak mantre przef braniem malicha na rece umyj je no i nie caluj w usta ![]()
Cyrkonia nie pomyslalam nawet ot ym
raczej bylo mi smutno jak opuszczalam szpital, nawet malo sie nie poplakalam, bo ja szybko przyzywczajam sie do miejsc i ludzi i bylo mi przykro ze to juz i ze w domu nie bede miala takiej pomocy ze strony poloznych jak bedzie potrzeba, bo i nie bede miala takich fajnych 2 babeczek na sali z ktorymi mozna i posmiac sie i razem poplakac ![]()
Ja bym chyba jeszcze dodała zasadę “spojrz na naszą liste rzeczy potrzebnych jaki upominek nam się faktycznie przyada”
To tak pół żartem, wiadomo, że każdy przynosi jakiś drobiazg, tylko że czasem są to rzeczy zupełnie zbędne albo takie, jakie zazwyczaj każda dobrze przygotowana mama już ma ![]()
ninka prawda, znam nawet z życia kilka pomysłów prezentów pt zakupu mm czy np. smoczków, a dziecko ich nie używa, czy pije zupełnie inne mleko. Czy laktator dla mamy, która nie karmi…
Magros ja też dostałam mm mimo, że mój mały od urodzenia tylko na piersi. Tak więc prezenty są różne i nie zawsze trafione.