Wypadek

Te mam strażaka w rodzinie. On natomiast mówi że minw pamięci utkwiło 3 tygodniowe ciało mężczyzny które leżało w domu w upale i przy próbie podniesienia rozleciało się na kawałki

Wiesz dużo zależy właśnie od tego, do czego wyjeżdżali i jakie doświadczenia mieli. Słyszałam o historii, tu akurat chłopak był pierwszy dzień na służbie i wyjechał do wypadku, gdzie uczestnikiem okazał się jego dziadek… chłopak aż stracił przytomność i nie wiem, czy wrócił do służby

O ja jeszcze tego nie widziałam . Boże straszna tragedia

Nie słyszałam o tym zdarzeniu, ale podobnych sytuacji na drogach jest niestety wiele. Zrzucanie odpowiedzialności na policję to takie typowe :wink: Skoro kierowca był pod wpływem to nawet nie goniony mógł doprowadzić do wypadku a wtedy ludzie by pytali “Gdzie wtedy była policja?”. Także ludzie zawsze znajdą powód, żeby ponarzekać na służby, co by nie robili to jest źle.
W tym wszystkim najbardziej szkoda dzieci i ich rodzin. Kierowca jak widać nie nauczony doświadczeniem, bo skoro własnego brata stracił w wypadku to powinien się ogarnąć a tutaj nic z tego. Niektórzy nie uczą się na błędach :frowning:

W ogóle pod takimi informacjami moim zdaniem komentarze powinny byc zablokowane. Wtedy nagle jeden jest mądrzejszy od drugiego, każdy ma swoją rację, każdy był i widział i zna przebieg i wydaje osądy

2 polubienia

Zawsze w takich przypadkach szkoda mi tych biednych niewinnych ludzi :pleading_face:

Zawsze podziwiam takich ludzi c o tych ludzi muszą wyciągać . To musi być straszny widok , ja bym miała traumę jak bym coś takiego wgl zobaczyła

Ja z pewnością też. Chociaż jestem w OSP i wyjeżdżałam do wypadków, to nigdy do tak drastycznego

1 polubienie

Nie trafił ci się taki ? Czy po prostu do takich nie jeździsz ?

Jeszcze mi się taki nie trafił. Jestem w dość małej jednostce, która dodatkowo ma mało ochotników, którzy mają również kwalifikacje z pierwszej pomocy, więc zwyczajnie nie jesteśmy wzywani na poważniejsze wypadki. Tzn. Każdy z nas ma podstawy pierwszej pomocy, ale żeby wyjechać faktycznie do osób poszkodowanych sama podstawa nie wystarczy, trzeba mieć kurs Kwalifikowanej pierwszej pomocy z użyciem sprzętu medycznego. Dodatkowo, żeby utrzymać kurs musisz co 3 lata przejść recertyfikacje i ponownie zdać egzamin teoretyczny i praktyczny, jeśli tego nie zrobisz automatycznie wypadasz z listy ratowników

O to ciekawe. Czyli tacy ochotnicy że się brzydko wyrażę zwykli mogą jechać tylko to jakiś tam stłuczek? Bez poważniejszych rzeczy? A np do pomocy przy jakimś większym wypadku mogą?

Dużo zależy też od sprzętu jaki posiada dana jednostka OSP, szkoleń, jakie mają ochotnicy w jednostce. Podstawowe szkolenie obejmuje w sumie baaardzo szeroki zakres, więc do pomocy przy wypadku również mogą wyjechać, bo mogą mieć np sprzęt hydrauliczny, który pozwoli uwolnić poszkodowanych z auta

1 polubienie

Też o tym słyszałam , mój przyjaciel jest właśnie strażakiem jego historie są czasem przerażające

1 polubienie

Trzeba mieć mocna psychikę, ja bym nie dała rady

Śmiertelne wypadki z udziałem dzieci to najgorsze co może się zdarzyć. Kiedy niewinne dziecko, mające przed sobą całe życie traci je, to nawet strażacy z wieloletnim stażem potrafią wymięknąć :frowning:

nawet nie chce o tych wypadkach słuchać , bo od razu płakać się chce,

To mój sąsiad też, najgorsze są te wypadki gdzie giną dzieci…

To prawda , nieraz sobie mysle ze jak syn dorosnie i cos by mu sie stalo ja bym tego nie przezyla

To prawda , sama ostatnio nad tym rozmyślałam

Ja nie myślę bo i tak na to wpływu nie mam a po co się zadręczać. Wiadomo że takie informacje o wypadku nawet obcej osoby są przykre. Ale tak naprawdę nawet w domu może się coś stać. Ja uważam że mamy zapisane co i jak się stanie bo czasami lekki wypadek i ktoś zginie a czasami z wraku samochodu gdzie nikt nie miał prawa przeżyć wychodzą ludzie o własnych siłach i nic wielkiego im się nie dzieje. Mój znajomy kilka lat temu miał wypadek motocyklem. Samochód mu wyjechał, roztrzaskany w nic od strony pasażera na szczęście kierowca jechał sam. Motocykl był chyba w 3 częściach. Jak straż przyjechała na miejsce to szukali trupa po rowach a kolega był w takim szoku że siedział sobie w takim lasku i czekal na karetkę po którą sam zadzwonił. Miał tylko złamany bark dość poważnie ale to były tylko takie obrażenia. Licznik zatrzymał mi się na 180 po hamowaniu. On nie miał prawa przeżyć a czuje się bardzo dobrze. Jak strażacy go znaleźli to z 10 razy pytali się czy na pewno nic mu nie jest. Później w szpitalu ratownicy medyczni nazwali go orzeszek i w końcu on pyta dlaczego tak na niego mówią a ratownik do niego bo tylko tyle powinno z ciebie zostać.

1 polubienie