Może nie aż tak mocno , ale też przeżywałam pobyt w szpitalu z moim synem . Do dziś a minęło 7 lat wiedzę w oczach takiego chorego chłopca co dostał padaczkę na sali , był może 2 lata starszy od mojego syna , po drugiej stronie też chłopiec chory mama nieźle wymęczona i na siłę inchalacje mu robili no nie za ciekawy widok . U nas sale są przedzielone szybami i wszytko było widać co się dzieje na salach obok
Nie ma o czym mówić , jeśli dziecko wymaga pomocy w szpitalu to nie można na siłę go trzymać w domu. Ja widziałam że moje maluchy dość dobrze znoszą chorobę bo ich kaszel był dość sporadyczny i nie mieli problemu z oddychaniem. Ale miałam wystawione skierowanie od rodzinnej na wszelki wypadek gdyby się pogorszyło żebym od razu jechała.
@Michaska synek urodził się z rozszczepem napletka i spodziectwem. Taki zabieg przeprowadza się do 2-3 roku życia ale im szybciej tym lepiej, nawet czytałam że zanim zacznie chodzić “najwygodniej” go zrobić.
U nas właśnie też były przeszklone, przez co wszystko było widać ![]()
A może tak w większości jest ja nawet nie wiem , ale smutne tak patrzeć na takie choroby dzieci i nieraz bezsilność mam
O to super że dobrze znieśliście. Bo u niej właśnie tak ich poskładało że nie mogli przez 3 tygodnie wyleźć, przerodziło się to w zatoki i ofiarami antybiotyk… do dziś jeszcze nie są w pełni zdrowi bo kaszlą. Mówiła że takiego boli gardła to jeszcze nie miała i kaszlu jakby płuca wypluwała.
@MagdaP3 i biedactwo, to faktycznie lepiej zrobić wcześniej. A to jest zabieg czy operacja?
Mówią na to tak i tak, w sumie operacja w znieczuleniu ogólnym
Kaszel racja, ja mam bardzo silny. Przy wypisie jedynie pediatra mnie też osłuchała, to osłuchowo jest czysto, ale kaszel mam straszny…
To zupełnie naturalne, że przeżywasz taki pobyt w szpitalu, gdzie nie dość że martwiłaś się o swoją córeczkę to dodatkowo to, że inne dzieci cierpiały też ciężko aby mogło to przejść w naszych emocjach obojętnie. Na pewno wymaga to odrobinkę czasu, aż ochłoniesz po tych przeżyciach…![]()
Sama jak mój synek dostał silnych wymiotów, wzywałam pogotowie i byliśmy cały dzień na SORze to byłam wpół żywa zarówno fizycznie jak i emocjonalnie. Same te przeżycia, pobyty w placówkach medycznych a przede wszystkim zamartwianie się o nasze maleństwa jest już dla nas trudnym doświadczeniem.![]()
Mam nadzieję że jesteście pod opieką dobrego chirurga dziecięcego i że wszystko się uda.
U mnie trochę podobna historia, mały urodził się z niezstąpionym jaderkiem i też czekamy, czy jednak zejdzie czy nie. A opinie lekarzy różne
Jak na razie mamy wszystko obserwować do ukończenia roku.
Właśnie dzisiaj zadzwoniłam się umówić do chirurga (czerwiec) i urologa (wrzesień) . Mam rozterkę gdzie robić operacje bo na wrzesień mamy Prokocim który ma dobrą renomę, a znam historię dokładnie tego zabiegu tam robionego który dwa razy się nie udał… ale nie znam szczegółów jakiego stopnia ten chłopiec miał wadę. U nas jest “najlżejsza” opcja.
Ile macie czasu w takim razie ?
Wiesz, czasem są jakieś komplikacje i różnie to bywa z operacjami ale Prokocim ma największe doświadczenie w operacjach na maluchach. Ewentualnie wybierz szpital od kątem lekarza
U którego chcesz operować … można po opiniach wybrać
Mały ma 3 miesiące i przez ten czas zeszło do połowy, a w ogóle nie było widocznie w mosznie jak się urodził.
Na konsultacji lekarz powiedział że ładnie zeszło, ale ma wrażenie że coś je trzyma, ale może to się uluźni jak będzie rósł. Teraz w granicach 9 miesiąca mamy się udać na kolejną kontrolę.
Inna Pani doktor od razu zakopała nasze nadzieje - powiedziała w prost, że to nie zejdzie i że trzeba nastawić się na zabieg - prawdopodobnie laparoskopia i tak w okolicach 2 roku życia.
Wiem że Warszawa jest top w tej dziedzinie, tylko że mamy tam ponad 4h i drugiego malucha w domu. Ale jak trzeba będzie to jakoś będziemy musieli ogarnąć . Nie mam lekarzy z polecenia ale na stronie znany lekarz jeden ma ponad 600 opinii i wyróżnienie , pracuje właśnie w Prokocimiu i u niego mamy konsultacje.
@Pika ja bym miała nadzieję jednak, ale wiadomo natura sama zadecyduje. Jeszcze macie w sumie dużo czasu
także trzymam kciuki żeby cudownie zeszło samo ![]()
Nas też w razie czego odsyłają do Warszawy ale na szczęście nie mamy aż tak daleko jak Wy.
Dzięki i wzajemnie trzymam kciuki również za Was ![]()
To pogadacie z tym lekarzem w Prokocimiu i ocenicie co i jak
może akurat ten lekarz okaże się zgodnie z opiniami dobry
Wiem co czujesz. Nienawidzę szpitali. Po porodzie byłam tydzień. Syn jest wcześniakiem. Do dziś mam oczami te maluchy w inkubatorach pod tlenem. Na sali był z nami inny wcześniak. Wyszedł z inkubatora po dobie. Położne kazały go owijać w kilka warstw. Najpierw był owiniety w pieluchę , następnie otliacz , rożek i koc. Dziecka prawie cale nie było widać. Było mi go okropnie żal. Żal mi było też tego ,żd jego matka wygadywała głupoty. Mówiła ,że wolałaby jakby zmarł bo napewno będzie niepełnosprawny. Długo słyszałam płacz tych maluchów ,u których zmieniali węflon. Długo słyszałam dzwięk respiratorów i innego sprzętu. Pomogł mi psycholog. Mi dodatkowo wrócila wtedy trauma z pierwszego porodu. Codziennie słuchałam gadania tej babki. Dzięki niej przypomniał mi się cały pierwszy poród i wszystko przsz co przeszłam wtedy. Pierwszy syn urodził się w 24tc i zmarł po 2h. Jak jest ci ciężko z tym co przeszłaś w szpitalu polecam psychologa. Też jestem osobą bardzo wrażliwą.
O tak to jest mega przykry widok
Najważniejsze że udało Ci się z tym uporać. Mega słabe co to babka opowiadała …. Dobrze że dziecko jeszcze tego nie rozumie.
Przykra historia… współczuję Ci tego co musiałaś przejść
nie wyobrażam sobie jak można tak mówić na własne dziecko, serce się kraje
Bardzo Ci współczuję, to musiało być dla Ciebie naprawdę ogromnie trudne przeżycie ![]()
![]()