Dziewczyny, czy któraś z was tak miała? Wyszłyśmy ze szpitala w sobotę. Ogólnie pobyt nie przebiegł źle, najgorsze były pierwsze 2 dni. Córka dostawała antybiotyk, kroplówki, 6 razy dziennie robiliśmy inhalacje (również w nocy), no było to męczące, ale tragedii nie było.
Zauważyłam jednak, że sama czuję się źle psychicznie po pobycie tam. Kładąc się spać słyszę płaczące dzieci i inhalatory w tle, bo przez wysoka zachorowalność i ilość pacjentów z RSV nie było godziny, aby ktoś tej inhalacji nie robił…
Jak się z tym uporać? Co rusz wracam myślami do dziewczynki, która leżała na sali obok i do której w dzień mojego wypisu przywieźli monitory, tlen itp…
Albo myślę o chłopcu, którego przyjęli o 3 nad ranem i płakał tak okropnie przy zakładaniu wenflonu, że sama cicho płakałam w pokoju…
Któraś z was też tak przeżywała taki pobyt?
Widać że jesteś wrażliwą osobą , i sądzę że to był twój pierwszy pobyt w szpitalu z malym dzieckiem? Ja powiem ci że z pierwszą córką jeździłam co chwilę do szpitala…zaczęło się pierwszy raz jak miała 2,5 miesiąca i tak co chwilkę byłyśmy w szpitalu, ogólnie jakoś mnie widok dzieci chorych nie przeraził…moja corka 2,5 miesiąca miała wbity wenflon w główkę i ten widok mnie poprostu przeraził aż się popłakałam jak jej wbijali bo nigdzie jej wbić się nie mogli a musieli podać antybiotyk bo miała zapalenie płuc… więc widok chorych dzieci mnie nie zraził , jedynie przy którymś razie byliśmy z córką i na sali był chłopiec ktory był przed nami już ponad dwa tygodnie z zapaleniem płuc i nie mogli się pozbyć tej choroby…ciągłe inhalacje miał maluszek jego maleńką twarzyczkę pamietam do tej pory:disappointed_relieved: wogule nie rósł moja córka 6 miesięcy była wieksza niż on 8 miesięczny. Zaczął mieć problem z oddychaniem
i problem z jedzeniem , przestał jeść buzią zazeli go karmić przez rurki…nikt nie wiedział co mu jest … my wyszliśmy ze szpitala a on dalej siedział…miałam kontakt z mamą i po 3 tygodniach on dalej był w szpitalu odwiedziłam ich bo mi bardzo szkoda ich było…lekarze stwierdzili wadę genetyczną i nie dawali szans małemu
powiedzieli że kolejnego dnia ich wypiszą , znalezli jakiegoś lekarza co powiedział że tylko drogi lek go może uratować…po miesiącu mama Igorka z wielkim smutkiem powiadomiła mnie że ich synek odszedł
nie mogłam sobie wtedy poradzić…tak mi było żal, cały dzień płakałam
to była jedna sytuacja która mną wstrząsnęła.
Wiadomo że pobyt w szpitalu nie wiąże się z niczym przyjemnym. Te płaczące dzieci, wenflony, igły, szczykawki. Ale ja sobie tłumacze to tak że to dla zdrowia dzieci jest to wszystko robione. Pielęgniarka musi założyć wenflon nie ma innego wyjścia o czy dziecko płacze czy nie to i tak to zrobi. Myślę że bardzo to przeżyłaś ale trzeba sobie wytłumaczyć że te dzieci są tam po to żeby wyszły zdrowe.
No widać że jesteś empatyczną osobę i stąd takie odczucia.
Ja nigdy nie byłam w szpitalu dziecięcym jako mama więc nie do końca pewnie mogę sobie to wyobrazić ale napewno nie jest to miłe doświadczenie. Biedne maleństwa które się boją, coś ich boli i mają problem z oddychaniem. To musi być bardzo przejmujące.
Ale myślę że to z czasem ci minie. Sprawa jest świeża więc jeszcze to przeżywasz bo nie opadły emocje i nie przetrawiłaś tej całej sytuacji. Doszło jeszcze zmeczenie które to wyolbrzymia. Myślę że z czasem (z każdym dniem) jak będziesz wracała do codzienności to te myśli i obrazy będą się zacierać.
Przytyłam
tyle mogę napisać.
Ja nie doświadczyłam takich przykrych przeżyć. Maluch jak na razie nie wymagał hospitalizacji i mam nadzieję że jeszcze długo tak pozostanie, chociaż mnie już porusza sam fakt, że niedługo musimy się udać na pobranie krwi.
Przeżywam takie rutynowe kontrole czy szczepienie, bo to wiąże się z wyjściem z jego strefy komfortu i płaczem.
Ostatnio mąż zaproponował że może sam z nim jeździć skoro mnie tak wszystko rusza, no ale jak ja bym mogła małego zostawić?
Takie obrazy, chorych, bezbronnych dzieci pozostają, myślę, że na długo… Człowiek chciałby pomóc, oddać swoje życie, żeby dziecko mniej cierpiało. Nawet obce. To tylko świadczy o ogromnej empatii.
Dlatego ciesze sie ze bedac z Kuba w szpitalu na naswietlaniu dostałam sale VIP, z dala od wszystkich, tylko ja i dziecko. Bo i tak bywalo ze slyszalam placz… serce mi pękało…
Za rowno dla dziecka jak i dla rodzica pobyt w szpitalu moze sie wiazac z trauma i kazdy przezywa to na swoj sposob. Sa dzieci ktore po powrocie nie chcą jesc, albo cofają sie z jakas umiejetnoscia. Sa tez takie nieodklejajace sie od mamusi ![]()
Co do osoby doroslej, mysle ze tu potrzeba zaakceptowania sytuacji, tak bylo, ale nie wracamy juz do tego. Wy wyszlyscie i to jest najwazniejsze teraz. Sprobuj wyciszac sie szczegolnie wieczorami razem z maluchem, wypij melise, nie wlaczaj juz tv ani nie siedz na telefonie. Tym bardziej ze tam same okropne rzeczy mozna zobaczyc, a to nie ulatwia.
No córce strasznie się pogorszył sen po tym. W szpitalu spała naprawdę bardzo ładnie, aż byłam w szoku, bo np w domu usypiamy w wózku, a tam zasypiała sama w łóżeczku ( na drzemkę dzienna)
Na noc też wkładałam do łóżeczka, mówiłam dobranoc i siadałam na swoim łóżku. Chwilę łaziła po łóżeczku, zaglądała, ale finalnie zasypiała
A tera w domu koszmar… drzemki bez wózka nie ma, nocny sen strasznie ciężko jej w ogóle usnąć, ja nie mogę się odsunąć od łóżeczka. No i częstsze poduszki, niektóre z głośnym płaczem :((
Nie wiem teraz tylko czy to na pewno szpital, czy też zmiana czasu ![]()
Myślę że teraz z niej schodzą emocje ze szpitala. A długo tam byłyście? A to złapała RSV w żłobku?
Pewnie się nieco rozregulowała. Siostrzenica po szpitalu była znowu bardzo płacząca i nie tolerowała przez jakiś czasu obcych bo jej się kojarzyły z pielęgniarkami
My bylismy 11 dni po porodzie w szpitalu , tez bardzo ciezko to przezylam . Podchodzilam do kazdego przyjecia i wypisu innych rodzicow bardzo emocjonlanie .
Najgorsze dla mnie bylo to ile bolu musiala zniesc moja coreczka , ile wymiany wenflonow , ile badan
Raz przyszla pielegniarka i rzucila "jutro wymienimy wenflon , ale mala sie pokłuta juz bardzo mocno i zrobimy w glowce "
Te slowa brzmialy mi w glowie przez cala noc . Nie moglam spac , jak wchodził ktos inny z personelu to ciagle o to wypytywalam , kazdy mnie uspokajal , ze to standardowa procedura a ja nie moglam sie z tym pogodzic i bardzo to przezywalam . Na drugi dzien przyszla ta sama pielegniarka i bardzo mnie przepraszala , ze dla nich to jest normalne i nie pomyslala , ze dla “zywklych ludzi” to faktycznie moze byc przerazajace i , ze zrobi wszytsko , zeby nie musiala sie wbijac w glowke . Na szczwscie sie udalo , ale wierz mi wizja tego zostala mi do dzisiaj .
Tez bym chciala wiedziec , co z dziecmi , ktore zostaly gdy my wychodzilusmy , chociaz to nas nazywali “weteranami”
Mam nadzieje , ze Ci przejdzie , ale chyba takie szpitalne przezycia zostana z nami w jakis sposob niestety w jakims stopniu na zawsze
5 dni byłyśmy
Tak tak, RSV podejrzewam, że ze żłobka, bo dostaliśmy informację, że w grupie jest przypadek RSV w czwartek a we wtorek już leżeliśmy na oddziale
Jejku, ja jako noworodek miałam wenflon w głowie i niestety nie rosną mi tam włosy, mam z jednej strony Coś ala zakola i bardzo się tego wstydzę. Jak byłam z Kubusiem 6 dni po porodzie na naświetlaniu z powodu żółtaczki to nie mogłam patrzeć jak pobierają mu krew więc kazały mi usiąść daleko a one we dwie zabawiały Kubusia i szybciutko pobierały
Całe szczęście u nas personel miał naprawdę super podejście do dzieci. Chociaż oddział jest ogólnie troszkę stary i chciałam najpierw jechać do dalszego szpitala do centrum zdrowia matki i dziecka, to pojechaliśmy do najbliższego, bo mała miała duszność i tak kazał rodzinny lekarz
To współczujesz maluchy to bardzo źle znoszą. A ty nie złapałaś?
Szwagierki syn złapał i zaraził ich to tak ich ścięło że masakra
Jejku u nas w przedszkolu od ponad miesiaca do wyboru do koloru : najpierw Grypa A, potem RSV a teraz Covid. Dzieci praktycznie nie ma, lacza grupy. Odwolywane wszystkie wycieczki itp.
Na szczescie ani my ani Filip nic nie zlapal ale strachu sie troche najadlam bo wszystko w sumie w jednym miesiacu i to naprawde ostro
A Ty jak się czujesz ?
Ojej no nieesttsy musimy byc realistami i takie rzeczy niestety mają miejsce i będą mieć , ja też dużo rozmyślam zawsze o takich rzeczach poprostu wrażliwi z nas ludzie
Współczuję
my wychodzimy rsv i jakimś cudem obyło się bez szpitala ale tylko dzięki wizycie prywatnej w domu przez pediatrę który pracuje w szpitalu - wiedząc jakie dzieci trafiają na oddział rozpisał nam leczenie w domu. Za to rodzinna powiedziała że gdyby nie ta wizyta to ona by nas wysłała do szpitala bo takie dzieci się leczy w szpitalu, ale ufa doktorowi… ja się bardzo bałam tego że trafimy do szpitala, wręcz panikuje. Bo pamiętam jak byłam z córką zaraz po powrocie do domu z porodówki wzrosła jej bilirubina i musialysmy jechać na naświetlanie. Byłam tylko 3 dni i nie wspominam tego tragicznie, ale na myśl spędzenia dnia z bliźniakami w szpitalu płakałam w domu mężowi że nie dam rady … mimo że ogólnie jestem twarda jeśli chodzi o badania, pobrania krwi u maluchów. Jedyne czego się na ten moment boje to zabieg który czeka synka, nie chce o tym na razie myśleć ale nadchodzi na to czas, bo lepiej jak jest mały to zrobić ![]()
Ja miałam to samo jak leżałam z moją Amelka tydzień i za szybą było dosłownie maleństwo miało parę dni i tylko leżało podłączone do aparatury. Serce mi pękało za każdym razem jak patrzyłam w szybę miałam ochotę iść i ją przytulić no Ale nie mogłam. Jak się okazało rodzice ją porzucili ja się dowiedzieli po porodzie że ma chore serduszko. Serce pęka jak się widzi coś takiego… pielęgniarki/położne muszą mieć mocną psychikę. Ja też przeżywałam ale u mnie pomógł czas. Jakoś sobie ułożyłam w głowie że ja bym napewno dziecka nie zostawiła a nie czyjeś wybory i emocje nie mogą wpływać na mnie i moje samopoczucie bo potem to odbija się na moich dzieciach bo one też czują że mama jest głową w chmurach
A jaki to czeka zabieg?
@Michaska ja złapałam też, mąż również. Ja jakoś przeszłam, kaszel mnie tylko dalej męczy, mąż oczywiście jak to facet umierał ![]()
@Mamina u nas tak samo. Grupa ma 22 osoby, codziennie nie ma minimum 10 dzieci. Zaczęło się rotawirusem, później był adenowirus, grypa typu K, teraz RSV…
@magdallenka08971 ja już dobrze, poza kaszlem
ale to akurat zawsze po infekcjach mam bardzo długo, chyba taka moja uroda.
@MagdaP3 ja też źle zniosłam pobyt w szpitalu, ale jednak u nas nie było opcji zostania w domu. Córka miała duszność, wymagała stałego monitorowania przez specjalistę. No i już traciła apetyt i mniej piła, przez co były też kroplówki. Myślę, że w domu byśmy nie dali sobie sami rady.