Urlop macierzyński

Uwaga, będzie trochę do czytania! Proszę o opinię...

Jestem obecnie na urlopie wychowawczym i opiekuję się rocznym synkiem, mąż jest głównym żywicielem rodziny, wiedzie nam się dobrze i sytuacja nie wymaga, abym nagle wszystko porzuciła i wróciła do pracy, jednak coraz bardziej mnie korci żeby za pół roku dać już nogę. Ogólnie jestem przekonania, że jeśli ma się możliwość powinno być się w domu z dzieckiem przynajmniej póki nie zacznie w miarę mówić, żeby można było wytłumaczyć sytuację typu "zostawiam cię z paniami w żłobku, mama wróci po pracy " i mieć ten komfort psychiczny,że w razie jakiejkolwiek krzywdy dziecko może się poskarżyć, ale tu sytuacja jest trochę inna bo nasz żłobek połączony jest z przedszkolem do którego chodzi starsza, 4letnia córka . Co prawda grupa przedszkolna nie przebywa z grupą żłobkową w jednym pomieszczeniu cały czas, ale wspólnie jedzą posiłki, wypoczywają i spędzają czas przy zabawach dowolnych, po zajęciach dydaktycznych. Znam dosyć dlugo Panie które tam pracują, nie mam żadnych zastrzeżeń, mamy dobry kontakt na linii opiekun -rodzic, córka tam uczęszcza odkąd skończyła 2 lata i 3miesiące i od samego początku jest zakochana w tym miejscu , tydzień adaptacyjny okazał się być zbędny już po jej pierwszym dniu, wręcz płacze kiedy jest chora i nie może pójść do przedszkola, jednak być może miała łatwiejszy start bo przed zlobkiem uczęszczała dość długo na zajęcia umuzykalniające gdzie miała kontakt z dość liczną grupą obcych dorosłych i rówieśników. Odkąd jest pandemia zajęcia dla maluchów w naszej okolicy "umarły " i nie mam takich samych możliwości przy młodszym dziecku. Wiem, że synowi na pewno krzywda by się tam nie stała, w dodatku miałby towarzystwo siostry -juz w tak młodym wieku są bardzo zżyci ze sobą, a ja przestaje już w domu wytrzymywać... Odkąd urodziłam pierwsze dziecko ani chwili nie pracowałam, do ludzi wychodzę tyle, co robiąc zakupy w supermarkecie (oczywiście w asyście dziecka) kończą mi się siły i robię się kompletnie wypalona, nie mam siły ani czasu zajmować się tak kreatywnie moim synem jak to robiłam z pierwszym dzieckiem, ale mimo to jestem jednak gdzieś obok, ma to poczucie bezpieczeństwa i biję się z wyrzutami sumienia myśląc o pracy i o sobie w tej całej sytuacji. Boję się też, że nasze relacje będą wiele słabsze. Dodam, że nie ma możliwości, aby zostawić syna u dziadków, albo żeby przynajmniej odebrali go wcześniej ze żłobka, żeby nie spędzało tam tyle czasu- w grę wchodzi wymiar godzin 8-15. Proszę o szczere opinie i wymianę doświadczeń.

Jestem po urodzeniu tylko jednego dziecka jak na razie i u mnie to wyglądało tak, że z góry zakładałam, że po rocznym płatnym urlopie wracam do pracy. Ale syn zostaje z dziadkami w jednym domu, więc nie była to dla niego jakaś drastyczna zmiana. Natomiast jeśli chodzi o mnie - bardzo się bałam powrotu do pracy, tego jak ogarnę dom, pracę i dziecko, żeby nie ucierpiało na rozłące. I szczerze mówiąc nie chciało mi się wracać. Jednak poszłam w październiku i chodzę nadal, choć obecnie jestem w 2 ciąży i rozważam L4. Początkowo chciałam iść na zwolnienie szybko i zostać z synem w domu, żeby poświęcić mu maksymalnie czas przed urodzeniem się drugiego dziecka ale teraz się zastanawiam bo jednak w domu będę miała więcej obowiązków. Idę do pracy, to przez te 8h mam "luz", a dziecko pod dobrą opieką. W domu musiałabym być na każde zawołanie, a pewnie też nie raz podnieść syna, czego staram się unikać ze względu na ciążę. Nie zrozumcie mnie źle, absolutnie nie narzekam, ale jednak idąc do pracy jest ten komfort psychiczny i nie trzeba się przejmować co się tam w domu dzieje. Oczywiście to też zależy od rodzaju pracy - ja mam biurową, dość spokojną, więc się śmieję, że idę odpocząć 8h.

A może miałabyś możliwość zacząć od pracy np na pół etatu? Twój komfort psychiczny też jest bardzo ważny i od niego zależy szczęście całej rodziny! Miej to proszę również na uwadze. Kontakt z innymi dorosłymi jest nam potrzebny. Może warto spróbować :)

Ja jestem z córeczką też już ponad rok w domu. Starszy synek chodzi do przedszkola. Mam dokładnie te same myśli co Ty. Też mam straszne wyrzuty sumienia, bo niedługo wracam do pracy. Jestem wypalona tym co się dzieje w domu, nie mam energii do zabawy z córeczką. Mam wrażenie, że jakby chodziła do żłobka to zdążyłabym się stęsknić i chętniej spędzałabym z nią czas bardziej kreatywnie. Z drugiej strony, w głębi duszy cieszę się, że jeszcze się nie dostała do żłobka  Ciężko zrozumieć to co się czuje i myśli jeśli chodzi o dziecko, bo w grę wchodzi bezgraniczna miłość, a z drugiej zmęczenie i wypalenie.

http://korax-finanse.pl/index.php/2020/05/17/urlop-macierzynski-co-warto-o-nim-wiedziec/

Szczerze ja nie pracuje już od kilku lat, mąż pracuje ponad 10lat w tej samej firmie w trybie 3 zmianowym. Mamy 4.dzieci. Niestety nie mam pomocy typu babcia dziadek mały ma ponad pół roczku cała starsza 3 uczy się w szkole podstawowej klas 1, 3i 4. Córka ma problemy logopedyczne oprócz lekcji 2 razy w tygodniu po zajęciach szkolnych popołudniami chodzę z nią na dodatkowe zajęcia w poradni. Chciałabym pójść do pracy, ale problem polega w tym że u nas w mieście ciężko o pracę w godzinach do 15. A męża też zazwyczaj nie ma w domu jestem z dziećmi sama, Teściowie i moi rodzice sami jeszcze pracują. Tak bardzo chciałbym już pracować, troszkę zazdroszczę koleżankom które mają pomoc i pracują ja już czuje się jak kura domowa codziennie to samo, śniadanie, pranie sprzątanie, obiad, lekcje, spacer i ciągle to samo. Chciałabym bardzo już pójść do pracy nawet nie dla pieniędzy ale dla kontaktów z ludźmi. Myslalam też nad tym aby to teraz mąż zajął się dziećmi i domem, ale on ma stale zatrudnienie pewna pracę i bardzo dobre zarobki. 

Ja bym na twoim miejscu spróbowała  jeśli czujesz sie zle jesteś zmęczona i wypalona codziennością w domu . Napewno wiecej czasu uśmiechu na twarzy i zaangażowania poświęcisz dzieciom popoludniami gdy wrócisz z pracy a one z przedszkola niz  siedząc z nimi  całymi dniami w domu znudzona i smutna

Na pewno będę musiała jakoś to rozwiązać, jeżeli będzie to możliwe to nawet na pół etatu, zawsze to coś innego niżeli tylko dom. 

Ja juz po roku czasu na macierzyńskim miałam chęć powrotu do pracy, do doroslych ludzi i zmiany środowiska. Nie zastanawiałam się nawet i dałam syna do żłobka gdy skończył rok. Wytłumaczyłam mu ze będzie się bawił z dziećmi. Widziałam jak bardzo tego potrzebuje. Okres adaptacji był krótki ale nie było żadnych problemów. Wchodził bez placzu i nawet się nie oglądał. Z tego co wiem to wielu rodziców się martwi a potem są zaskoczeni jak bardzo ich dzieci lubią chodzić do żłobka. Tam większość czasu spędza się na zabawie. Dziecko uczy się wielu nowych rzeczy takich jak samodzielnego jedzenia, siusiania do nocnika, rysowania. Fajnie się patrzy jak dziecko się rozwija. 

Tez nie miałam innej opcji opieki dla dziecka ale nie żałuję.

Jedyny minus to chorowanie dziecka. Ale to też plus bo mogłam wtedy być z nim w domu od czasu do czasu. I uodpornił się. Teraz tak bie choruje.

Z synem wyłam w domu 2 lata (i może wyjdę na wyrodną matkę bo trochę żałuję że tak długo) później trafił do niani, a ja zaczęłam nową pracę. U nas był ten komfort że syn nie przebywał u niani codziennie 8 h  bo mój mąż ma własną działalność gospodarczą i mogłam liczyć na pomoc mamy która wtedy jeszcze pracowała jako przedszkolanka. Teraz z córka będę trochę ponad rok w domu i wracam do pracy, bo potrzebuję kontaktu z dorosłymi i obowiązków innych niż domowe, co prawda odwiedzają nas rodzice ale to nie to samo, mąż dużo pracuje więc zdarza się często tak że jestem sama z dwójką dzieci co odbija się na moim samopoczuciu. Przy pierwszym dziecku miałam ustalone z mężem że raz na jakiś czas wychodzę sama z domu (do kosmetyczki lub na spacer) teraz niestety jest to niewykonalne. Jeśli masz możliwość polecam wyjście chodź na chwilę samej gdy mąż może zająć się dziećmi, powrót do pracy chociaż na część etatu. Pamiętaj że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

Na pół etatu to super opcja ty wyrwiesz sie na chwile wyjdziesz do ludzi dodatkowo sobie dorobisz a dzieci nie zostana wrzucone na głęboką wode będziesz miala okazje po troche zobaczyc jak to funkcjonuje moze z czasem sie okaze ze można zorganizować to tak fajnie ze da sie przejsc na caly etat

Jeżeli czujesz potrzebę wrocenia do pracy dla mnie jak najbardziej skoro to ma dać ci radość i satysfakcję☺ a synka dala bym do żłobka i faktycznie prosiła o odebranie przez dziadków jeśli jest taka możliwość ☺

No niestety u nas na rodziców nie możemy liczyć jeżeli chodzi o opiekę nad dziećmi. Będę chciała chociaż spróbować mam nadzieję że jakoś dzieci sobie poradzą jedyne czego się boję to to że coś się stanie gdy nas nie będzie w domu. 

Czasem trzeba myśleć o sobie skoro czujesz taka potrzebę by wrócić to lepiej to zrobić dla swojego komfortu psychicznego

Wiola to ile dzieci mają lat ? Ja bym się bała zostawić dzieci same w domu moja siostra do 15 roku życia nie zostawala sama bez opieki w domu

Od maja 2018 siedzę w domu..najpierw ciąża, potem urlop macierzyński a po nim urlop wychowawczy. Teraz znów druga ciąża więc jestem na zwolnieniu. Cieszę się że mogę poświęcić tyle czasu dla córeczki. Nie przekadza mi to że.tyle czasu i jeszcze będę siedzieć w domu z dziećmi 

Ja jestem zdania że jak nie ma potrzeby i jest możliwość to lepiej zostać z dzieckiem przynajmniej do momentu aż zacznie komunikować się z d rodzicem i da sznac jakby coś było nie tak. 

Ja jestem pewna, że gdyby wychowawczy był płatny to też bym została dłużej w domu. No a tak to wróciłam do pracy ale miałam tę możliwość zostawienia syna z dziadkami. Choć pewnie gdybym nie miała to byłby już w dniu urodzenia zapisany na listę do żłobka :D (u nas to tak wygląda, kobieta urodzi to facet zaraz dzwoni i rezerwuje miejsce na liście bo mega ciężko się dostać).

My już z dziadkami ustalaliśmy te opcje jeszcze przed porodem, czy się zajmą i wracam do pracy, czy mam dać do żłobka. Trochę by mi było szkoda tego stanowiska, chociaż wiadomo, że wtedy nie zwalniają ale powrót po tylu latach dla mnie byłby jeszcze cięższy.

wszystko zależy od wielu czynników, warto też zastanowić się co bedzie jeśli dziecko zacznie chorować, niby nie ma co nastawiać się na czarny scenariusz, ale takie sytuacje zazwyczaj się zdarzają;/ 

Nam było ciężko zdani byliśmy sami na siebie, ale daliśmy radę.

Fajnie bo jakieś lata pracy też wpadają, jest też pieniadz na jakieś waciki;D

NO też myślę, że jakby wcyhowawczy był płatny to wiele osób by z niego korzystało. Ja już długo jestem w domu, a będę jeszcze dłużej brakuje mi kontaktu z ludzmi i rozmowach z nimi no, ale teraz moim priorytetem jest rodzina :)

No tak, znowu szkoda ze nie jest płatny, ale takie prawo. 

Jakby mój mąż więcej zarabiał to też bym została no ale tak to będę musiała kombinować 

Ja również bym została a tak trzeba po roku wracać do pracy