Test Depresji Becka

"W środę, 4 kwietnia, Minister Zdrowia Łukasz Szumowski poinformował o nowych standardach opieki okołoporodowej. Nowe przepisy zakładają ocenę ryzyka depresji. Do wstępnego procesu badania posłużyć ma test depresji Becka. To najpopularniejsze narzędzie sprawdzające, czy istnieje podejrzenie choroby"

 

Czy któraś z Was miała już wykonywane testy na ocenę ryzyka depresji poporodowej na wizycie kontrolnej u ginekologa? Dowiedziałam sie o tym niedawno, jednak mój lekarz takowych testów nie wykonuje, ale wielu już tak. Świetna sprawa, aby próbować określać stan psychiczny przyszłych mam i w razie problemów sprawnie reagować i pomóc jej w trudnych chwilach po porodzie. 

Wedle standardu:  "Ocena ryzyka ma być przeprowadzona trzy razy w trakcie ciąży: między 11. a 14. tygodniem ciąży, między 33. a 37. tygodniem ciąży oraz po porodzie, w czasie wizyty położnej w miejscu zamieszkania lub pobytu matki i dziecka."

 

Oto test jaki znalazłam w internecie i można go wykonać samemu w domu:

http://psychiatra.bydgoszcz.eu/publikacje-dla-pacjenta/depresja/skala-depresji-becka/

 

więcej informacji czerpałam z linku: https://mamadu.pl/135971,test-depresji-becka-zbada-kobiety-po-porodzie-trzykrotnie-nowe-standardy

oraz z wiedzy położnej :)

 

Ja miałam wykonywany ten test. Położna na wizycie patronażowej go przeprowadzała :) dodatkowo zadawała mnóstwo pytań odnośnie mojego samopoczucia. 

 

Mój lekarz też nie wykonywał tego testu ale zadawał pytania, rozmawiał ze mną. Mógł po tym wywnioskować czy mam depresję :) 

Nie mislsm niestety ale uważam że to bardzo dobry pomysł 

Moja położna twierdzi, że jest to już obowiązkiem lekarza, a nadal nie każdy to robi. Mój nawet ze mną nie rozmawiał na ten temat, a jednak to super alternatywa. 

No i też położna opowiadała, ze niedawno była po 8 tygodniach od porodu u kobiety. Zrobiła test, który wykazał wielką depresję. Zaleciła wizytę u psychiatry, lecz kobieta stwierdziła, ze to nic nie da. 2 dni później próbowała sie zabić...

Mój lekarz nie wykonywał tego testu. Natomiast położna na wizycie patronażowej go zrobiła. Dodatkowo odbyłyśmy sobie pogawędkę, więc też wiele mogła wywnioskować. Uważam, że to dobry pomysł, bo wiele kobiet ma problem z depresją poporodową, a skutki takiej choroby mogą być tragiczne. 

Mój ginekolog tego nie wykonala jak do tej pory. Jednak test znajduje się w karcie ciąży i osobiscie po przeczytaniu tych pytań uważam ze chyba nie ma matki ktora by na wiekszosc nie odpowiedziala twierdzaco. Ja po mimo tego zw napewno by mi wyszlo ze mam ogromne predyspozycje do depresji jej poprostu nie mialam.. a pytania czy w ciazy czy mamy obawy gorsze dni czy się boimy czy chce nam sie plakac czy czujemy sie nie zrozumiane..  i mnie zawsze odpowiedz brzmi tak.

Ja za to depresji nie miałam, ale oczywiście jak każda matka słabsze dni mam. Mimo to, na karcie wszędzie pozaznaczałam odpowiedzi sugerujące jakby mi się to nie zdarzało. Może to i źle, bo nie do końca szczerze, ale jeden dzień gorszy dkla mnie nie oznaczał predyzpozycji do depresji.

Mi wg tego testu z linka wyszła depresja :(

Test wykazuje że nie mam depresji jednak szczerze średnio wierzyła bym w wyniki takiego testu bo pytania są niediprecyzowane i az za bardzo ogólne np jeśli jest pytanie czy się martwisz to wiadomo trzeba mieć powód do zmartwień a nie ze ogólnie życiem czlowiek się martwi. Może lekarze czy położne maja trochę inne testy. Ja nie miałam takiego testu robionego przez lekarza i już pewnie nie będę bo 3 razy się go wykonuje więc jeden raz już by mi minął (11-14tc).

Ja miałam taki test u lekarza, ale pytania bardzo ogólne, bez rozmowy z pacjentką trudno coś wywnioskować.

Ja nie miałam takich testów. Świetna sprawa szczególnie że teraz dużo ludzi cierpi na depresję. 

W czasie ciąży nie wypelniałam tego testu dopiero podczas wizyty położnej w domu juz po porodzie. Prawdę mówiąc nie wiem co z niego wynika bo nic nie powiedziała schowała sobie go w swoje papierki i to wszystko więc nie wiem jaki był sens wypełniania go chyba tylko po to aby położnej się wszystko w papierach zgadzało 

Czyli powoli lekarze także wprowadzają te testy.

U mnie w karcie ciąży nie ma żadnych testów tego typu, wiec zapewne ten, którym posługuje się lekarz i położna zobaczę dopiero po porodzie na patronażu.

 

Patrycja skoro nie omawiała z Tobą testu znak, że nic się nie działo, gdyby wyszło, ze potrzebujesz pomocy na pewno by Cię o tym poinformowała, a do dokumentacji zabrała bo takie ma zadanie. 

Nie nie miałam takich testów. 

Oby rzetelnie takie testy były podsuwane pacjentkom po porodzie. Gdyby nie wsparcie męża szczególnie po porodzie to wszytko mogłoby skończyć się źle. Nikt nie zapytał, jak się czuję... no tak... tylko jeden lekarz jak dzień po powrocie ze szpitala wykończona bólem piersi płakałam u lekarza, który nie wiedział jak mi pomóc i odesłał do domu z linkiem do strony internetowej. Co gdybym nie miała obok siebie nikogo??

Wiecie te testy faktycznie są tak skonstruowane, ze jeśli nie chcemy, aby ktoś wiedział o naszym złym psychicznym samopoczuciu to zaznaczymy same dobre odpowiedzi, ale czy warto?

Lepiej być wobec siebie szczerym i w razie potrzeby dać sobie pomóc... Trzeba postępować zgodnie z sumieniem, bo przecież jak zaznaczymy, że jest okej, a od środka nas rozdziera, sztucznie sie uśmiechamy to pozostajemy z problemem, który zapewne będzie się jedynie pogłębiał.

 

Daria. Wsparcie i obserwacja bliskich daje nam mnóstwo. Dobrze, że był obok Ciebie ktoś kto Cię wspierał i sobie poradziłaś. 

To prawda wsparcie to podstawa. Ja też czułam się psychicznie niezbyt dobrze po porodzie. Wszystko powodowało płacz. Córeczka miała zaczerwienioną pupkę, oczywiście co? Moja wina bo nie umiem się nią zajmować. Co z tego, że latalam z wodą, wacikami i Pampersami co godzina... Gdyby nie mąż to nie wiem co by było. Każdy płacz kiedy uspokajała się u kogoś innego niż, u mnie powodował, że czułam się beznadziejnie. Dziś wiem, że po prostu córeczka odczuwała mój nastrój i dlatego była u mnie czasami nerwowa. Też wypelnialam ten test ale czy zaznaczyłam chociaż jedną odpowiedź inaczej niż, że jest ok? Nie.

Też uważam, że wsparcie jest bardzo ważne. Ja miałam oparcie w mężu całą ciąże kiedy to non stop myślałam tylko o córce czy będzie zdrowa czy wszystko będzie dobrze. Dobrze ze był on, potrafił wywołać uśmiech na mojej twarzy i choć na chwilę zapomnieć o tym że mam tą cholerna toxoplazmoze. Po porodzie również bardzo mi pomógł przytulal, pomagał przy dzieciach i moich piersiach kiedy to płakałam z bólu w czasie nawału mlecznego. Potrafił podziękować za to że urodziłam mu dwójkę wspaniałych dzieci <3 taka osoba przy naszym boku może zdziałać cuda 

Ja miałam ogromnw wsparcie w mężu. Gdyby nie on to nie wiem czy bym dała radę. Mimo, że wszystko jest super, to nie raz marzy mi się kilka godzin spokoju. Nie wyobrażam sobie, co by  było gdybym nie miała obok pomocy męża. Wsparcie jest strasznie potrzebne gdy szaleje obok burza hormonów.

Dziecko jest wspólne i nie ma mowy żeby mąż /partner nie pomagał. Tak jak on ma prawo na kąpiel w spokoju to i my mamy do tego prawo o nie powinnyśmy pytać męża czy zostanie z dzieckiem tylko powiedzieć mu ze teraz będziemy robić to i to i dziecko zostaje pod jego opieką