Mama Gratki- niestety narzekanie to taka nasza narodowa cecha, a wyjątki od normy spotykają sie ze sporym niezrozumieniem- najczęstsze tematy na narzekanie to zdrowie, praca i czasem dom(choc tutaj dominuje tendencja chowania brudów pod dywan i chwalenia jak to pięknie wszystko) Mam taką znajomą (zaznaczę, że nie koleżankę) z dawnej pracy i jak ją widuje nieraz na ulicy i pytam co u nich słychać(tak bardziej grzecznosciowo, bo kultura nakazuje) to dowiaduje się, co ją boli, na co chora i jak jej źle. Rzadko rozpoczyna od tego, że jest cokolwiek ok.
Także ludzie, bywa, że lubią wzbudzac litość w oczekiwaniu na zrozumienie i pewne wsparcie emocjonalne- ale czasem aż wysysają energie z ludzi, którzy myślą pozytywnie i chcą pomóc. Dlatego po spotkaniu z takim malkontentem człowiek czuje sie wypompowany jak po maratonie. A taki wampir energetyczny jest naładowany emocjonalnie i on ma sił ponad miarę, bo zrzucił swój ciężar na innego człowieka. Owija sie jak bluszcz wokół osoby, która chce pomóc i zaciska swoje negatywne emocje coraz bardziej i bardziej, a ofiara ma problem, żeby sie oswobodzic z tego uścisku- im bardziej człowiek chce pomóc, tym bardziej uścisk bluszcza się zaciska. Tacy ludzie- bluszcze i wampiry energetyczne to paskudne wykorzystywanie emocji i empatii innych ludzi.
A licytacja, to po to, aby ewentualnie każdy wiedział, że ma źle, trzeba pomóc(ludzie z natury sa niestety egoistami- taka cecha gatunkowa, która jest zmieniana pod wpływem socjalizacji) i skakać koło takowego człowieka, a swoje problemy należy zredukować, bo przecież tamten ma gorzej. Są ludzie, którzy lubia takie biadolenie, bo czują emocjonalne wsparcie w ten sposób, jak ktos im biadoli, że takie straszne obciążenie, itd. Owszem zrozumienie jest potrzebne, ale nie biadolenie- bo to napędza lawine negatywnych uczuć. Zamiast tak naprawdę pomóc. I koło się zamyka i napędza, aż w pewnym momencie emocje buzują tak, że pojawia sie płacz, bo tego nie da sie wytrzymać, a jak stan jest inny niż opisywany to wtedy ludzie mają dysonans poznawczy i tracą zaufanie do tego narzekacza i czuja sie oczukani, dlatego później sie obgadują nawzajem, że wcale nie jest tak źle jak było mówione.
Nie lubie czegos takiego. Bo ja z natury lubie pomagac ludziom- tak zostałam wychowana. A jak ktos stara sie wykorzystywać moją empatię to mnie aż trafia, jak mozna być takim wyrachowanym.
Z tymi talerzami. Nie jestem pewna, czy jest to problem, który rozwiąże lekarz, bo to raczej kwestia organizacyjna. Warto o to zapytać ordynatora, w jaki sposób jest to rozwiazane w szpitalu i jak ma sie leżeć, skoro trzeba chodzic w te i w drugą kilka razy dziennie. Tak, patologia ciąży to pewna specyfika przypadków i jak wspominałam - tam sie nie leży z błahostkami tylko walczy sie o życie dziecka