Hmm staram się pracować nad samooceną, moj partner kiedyś przy historii z pracy, którą mu opowiadałam odparł, że wygląda jakbym miała niską samoocenę. Jak teraz musiałam kupić auto i wrócić do jazdy autem, czego się tez bałam to tez podsumował, że to brak wiary w siebie. I ogólnie powiedział mi, że zauważył, że ja mało w siebie i w swoje możliwości wierzę.
Wiem, że figura nie definiuje miłości ani wartości, ale myślę, że jest to też skutek jego przeszłości. On na samym początku jak się poznaliśmy powiedział mi, że chce być ze mną szczery od początku i niczego nie ukrywać i poinformował, że zostawił żonę dla koleżanki z pracy, z którą był kilka lat, ale się rozstali.
Od samego początku wspominał mi o tym, że mu się podobam, bo gdyby było inaczej to nie bylibysmy razem, bo jest za stary w wikłanie się w relacje i związki z kims, kto mu się nie podoba. Ale kiedyś po kilku drinkach rzucił mi, że w jego poprzednich partnerkach nie podobało mu się to i tamto, a teraz podoba mu się absolutnie wszystko. Ja jednak wzięłam te słowa sobie do serca, że skoro w tamtych coś było nie tak, to zaraz i u mnie coś znajdzie. Jak pojawiają mi się myśli, że może znaleźć młodszą i zgrabiejszą, bo odszedł od żony do kogoś innego to staram się sobie przypominać, że odszedł wcale nie do młodszej i atrakcyjniejszej, tylko do starszej i w moim odczuciu kobieta dla której zostawił żonę wcale nie była atrakcyjniejsza (ale wiadomo to moje zdanie, każdemu się podoba coś innego).
Ale tez zdarzyło mu się wspomnieć o tym, że ludzie muszą się sobie podobać i pomiedzy partnerami powinna być atrakcyność fizyczna, stąd ja te słowa być może podświadomie wzięłam do siebie i wciąż myślę, że jak się zmienię to pójdzie precz.
Wciąż są we mnie jakiegoś rodzaju obawy, sama tez zakończyłam wieloletni związek, a momentami łapię się na tym, że rozliczam go z przeszłości w ktorej nie uczestniczyłam. On właśnie po swoim drugim długim związku poszedł na terapię, bo chciał nad sobą pracować żeby jak to określił być lepszym partnerem. I powiedział, że albo będę jego miłoscią jego życia albo kolejną lekcją.
Wciąż słyszę dookoła ze strony jego rodziny, że jest jest inny, bardziej radosny, w końcu wrócił do siebie, że przez ostatnie lata był przygaszony i stłamszony, a teraz przypomina siebie z dawnych lat. Ja tez dobrze się czuję w towarzystwie jego znajomych i rodziny, nawet się można powiedzieć zaprzyjaźniłam z żoną jego najbliższego kuzyna i ona któregoś razu, na moje stwierdzenie, że skoro zostawił zonę dla innej kobiety i nie wiadomo czy nie zrobi tego ze mną odparła z tak stoickim spokojem, że zna go 20 lat i żadna z jego poprzednich partnerek nie była dla niego, że przy żadnej nie był sobą, ex żona z nim wiecznie rywalizowała, a kolejna partnerka go tłamsiła. A ja jestem kompletnie inna niż one. Jego matka też mi cos podobnego powiedziała - pomijam fakt po co mi to w ogóle mówiła, co nie do końca jest dla mnie zrozumiałe.
Jakiś czas temu byliśmy na przyjęciu i osoba która też zna go jak to sama określiła prawie 20 lat sama z siebie tak nagle pomiedzy rozmową o pracy i hobby mi powiedziała, że fajnie, że poznał w końcu kogoś kto do niego pasuje, bo jego poprzednie partnerki były cytuje “nie dla niego i to było widać”. Z żoną poronili, a potem próbowali, ale nie mogli już zajść w ciążę, on sam powiedział, że to było 10 lat temu i nie był wtedy dojrzałym człowiekiem.
Tu się tyle rzeczy składa na moje myślenie, nie zawsze prawidłowe rzecz jasna, że sama się w tym gubie
Tak, to prawda, życie bywa przewrotne i nigdy nie wiemy co nas może czekać.
Sama z mamą miałam podobą sytuacje odnośnie udaru, więc wiem o czym mowa.
I masz racje co do cieszenia się z życia i tego co się ma, bo nigdy nie wiadomo kiedy to wszystko może sie skończyć. Nikt nigdy nie daje nam gwarancji na dobre i fajne życie, a życie chyba na tym właśnie polega, że nie jest konstant ![]()
Kazdy ma jakies oczekiwania, ale nie zawsze te oczekiwania sa najwazniejsze… mi zawsze podobali sie faceci o blekitnyxh oczach i ciemnych wlosach. Wrecz kolana mi sie uginaly i…m dalej czasem jak zobacze takiego mezczyzne to mysle :.ojej to moj typ ajajaj ".
Moj maz co prawda ma czarne wlosy, ale oczy zielone i jakies 20kg za duzo a jakos jestem z nim 13 lat
a to co mowil Twoj partner to troche narcystyczne i toksyczne. Ja wole najpierw wymagac od siebie a pozniej od innych.
Zawsze miedzy dwojgiem ludzi musi byc chemia- atrakcyjnosc kiedys mija a chemia powinna byc zawsze. I wlasnie tak tez sie stalo u mnie - z naprawde szczuplej laski stalam sie malym hipopotamem i mialam opory np w lozku. Ale maz dal mi do zrozumienia ze akceptuje te moje kg a jesli mi one przeszkadzaja to moge kupic diete pudelkowa czy cwiczyc sobie ( aktualnie cwicze w domu a maz wtedy zajmuje sie dziecmi, to 20minut a jak wazne dla mnie )
Tylko tu ja mimo ze przytylam i zmienilam sie ( moim zdaniem jestem brzydsza) to dalej wiem ze on mnie nie zostawi bo przytylam. Jesli mielibysmy sie kiedykolwiek rozstac to na pewno z zupelnie innego powodu. Zakladam jednak ze to naprawde mezczyzna na cale zycie. Patrzac na to co przezylismy razem to nic nam juz nie straszne chyba, przezylismy chwile od spotkan bez zobowiazan po szalencza milosc, przez moja depresje, chec bycia rodzina zastepcza dla jego siostry ( na szczescie nie musielismy w koncu), zajmowanie sie lezaca ciocia a teraz razem opiekujemy sie jego dziadkami. I jedyne co mi przeszkadza to to ze ja sie zdziadzialam
ze juz nie ma we mnie tej spontanicznosci. Ale gdzie tu ją wlaczyc jak mamy dwojke dzieci i zero pomocy ze strony rodziny ? Czasem jest mi z tym zle, bo widze ze kolezanki oddaja dzieci do rodzicow i ida np na randkę z mezem. Tez bym tak chciala, wtedy na pewno nasz zwiazek bylby bardziej ognisty. Ale tez mysle ze chce byc wdzieczna za to co mam, co on mi dal i ze w sumie wole to statyczne zyćko z nim niz lęk o kazdy miesiac czy cos nie odwali itp…
A ja naprawde bylam jak szarańcza. Bylam glosna i dosc wulgarna. Ale dojrzalam, doroslam i dobrze mi z tym ze tak sie zmienilam. Tylko ze ja chcialam sie zmienic - nikt tego ode mnie nie wymagal.
Dokładnie. Ja jak poznałam swojego męża, było w moje 26 urodziny. Koleżanka zaprosiła swoich znajomych aby dołączyli do nas bo i tak miałam zarezerwowany bardzo duży stolik a kilku moich znajomych się wykruszyło. Jak popatrzyłam na mojego męża to pierwsza myśl jaką miałam że dziewczyna z którą przyszedł zasługuje na kogoś fajniejszego. Byłam po stokroć przekonana że są parą. A to tylko kumple z pracy. On kompletnie mi się nie spodobał. Totalnie nie mój typ. Jedynie co to 10 cm ode mnie wyższy. Jasna karnacja włosy mysi nie wiadomo jaki kolor.
Potem zaczęliśmy się częściej spotykać paczką I zaczęliśmy mieć takie flow. Przerzucaliśmy się anegdotami żartami. Non stop sobie dogryzaliśmy. W pewnym momencie inna koleżanka zaczęła umawiać się ze swoim wtedy chłopakiem teraz mężem. To inni znajomi zaczęli się śmiać że mamy między sobą większą chemię niż ona z tym chłopakiem. My oczywiście negowaliśmy to że nie pasujemy do siebie ale czego innego oczekujemy od partnerów. Zwłaszcza że pochodziliśmy z kompletnie różnych bajek. Aż pewnego razu urządziłam Sylwestra bardzo tego nie chciałam bo byłam chora prosiłam koleżankę żeby to ona przyjęła pałeczkę. Ostatecznie mimo wszystko impreza była u mnie wszyscy wyszli on został pomógł mi wszystko posprzątać, pochować. Zrobił mi herbatkę zaopiekował się mną. Został na noc upewniając się czy wszystko w porządku czy nie potrzebuje czegoś. No i tak jakoś jeszcze bardziej zbliżyliśmy się do siebie.
Ponad wszystko między partnerami musi być szacunek i uważam że przyjaźń. Prawdziwa przyjaźń a nie udawana, bo zauroczenie fascynacja fizycznością przemija, a lubienie się pozostaje do końca.
I też mam jak ty że brakuje mi spontaniczności i brakuje mi randek z mężem żebyśmy spędzili czas we dwoje. Mam świadomość że nie mamy nikogo kto mógłbyś z dzieciakami zostać. Ale mimo wszystko staramy się Jak dziewczynki zasną siąść wziąć sobie pizzę wygłupiać się gadać o niczym. Te mini momenty.
Ooo tak, moj maz to przede wszystkim moj przyjaciel. Znalam go ale wlasnie nie byl w moim typie i byl przyjacielem. Mimo iz bylismy totalnie rozni ( ogien i woda) to tematy nam sie nie konczyly.
Zaczelismy byc blisko jako przyjaciele gdy to do niego uciekalam.gdy w domu byl pijacki dym.
U niego czulam sie bezpiecznie i bylam zaopiekowana - ale dalej glupia uciekalam od uczucia ![]()
Wiedzialam ze ja jemh sie podobam ale on nie naciskal. Az w koncu sie doczekal. Nie mam pojecia jak to sie stalo - jakbym wstala pewnego dnia rano i wiedziala ze chce z nim sprobowac. A mialam 18 lat.
On zawsze mnie akceptowal. Zawsze byl obok i sluchal jak nikt inny. To dzieki niemu skonczylam szkole zaocznie i zdalam mature bo ON we mnie wierzyl.
Do tej pory gadamy ciagle, o wszystkim. Buzie nam sie nie zamykaja
i uwielbiam to w Nas. Wiem ze jesli przestaniemy rozmawiac to bedzie bardzo zle.
Znamy sie na tyle ze mowimy to samo z tym samym czasie a gra w “kamien papier nozyce” trwa nawet 10 minut bo ciagle pokazujemy to samo. To juz jak blizniacze mozgi
wiem, ze jesli los potoczy sie tak ze kiedys zabraknie go obok mnie to juz nie znajde takiego mezczyzny.
Właśnie takie związki są moim zdaniem najfajniejsze. Chociaż wiem, że “nie tego szukałam” jako młodsza ja
Gratulacje dziewczyny! Super się czyta takie historie
i dalej dużo szczęscia Wam życzę ![]()
I tu się w pełni zgadzam. Ja swojego męża poznałam
w byłej pracy. On był z dziewczyną już parę lat a ja miałam przerwę po długim związku. Był mega zabawny i był dusza towarzystwa. Spotykaliśmy się większą grupą po pracy. Totalnie nie mój typ
i imię też jak to mi do tej pory wypomina “jakoś tak źle mi się kojarzyło”. Po jakimś czasie okazało się że z tą dziewczyną się rozstał i się od niego wyprowadziła. W ramach wspólnych posiadowek zaczęliśmy się poznawać, rozmawiać godzinami, wziął mnie na wycieczkę do Malborka potem do Budapesztu i jakoś tak poszło. Znamy się już 15 lat i jesteśmy nie tylko małżeństwem ale najlepszymi kumplami i przyjaciółmi. Przeszliśmy różne wzloty i upadki. Te upadki po ich przepracowaniu nas jeszcze bardziej wzmocniły. Nie mamy tematów tabu i jesteśmy przy sobie bardzo swobodni. A teraz po tylu latach wisienka na torcie jest nasz maluszek ![]()
Widać, że to dla Ciebie ważny i jednocześnie trudny temat. Normalne jest to że pojawia się zarówno lęk przed zmianą, jak i poczucie straty na myśl, że mogłoby to się nie wydarzyć. Masz prawo dać sobie czas na poukładanie tego i na rozmowę wtedy, kiedy będziesz na to gotowa. Mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć rozwiązanie, które będzie dla Ciebie dobre. Sama też długo , zanim zdecydowałam się na drugie dziecko , aż 7 lat . Nie wiedziałam czy dam radę psychicznie i fizycznie z dwójką dzieci . Długo o tym myślałam , aż wkoncu dojrzałam do decyzji aby mieć drugie dziecko . I jest ciężko fizycznie jak i psychicznie. Ale nie żałuję tej decyzji, podjęłam ją po długich przemyśleniach i jestem bardzo teraz szczęśliwa mimo trudów które cały czas doświadczam ![]()
![]()
![]()
![]()
Z własnej perspektywy powiem tak.
Sama do końca nie byłam gotowa ale człowiek nigdy w 100% nie będzie.
Sama również miałam takie same myśli i nigdy nie wierzyłam jak ktoś mówi, że się zapomina. Teraz mogę powiedzieć, że zapomina się o tym bólu w momencie kiedy dziecko jest już z nami. W tedy już nic się nie liczy tylko ta mała kruszynka. Wiadomo ciało się zmienia, ale z wiekiem też się zmieniamy. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, jedynie co to możemy je zaakceptować.
Bardzo ważna jest rozmowa z partner, wspólne wspieranie się. Dla mężczyzny ciąża i poród to też ciężkie doświadczenie. Może nie odczuwa fizyczne, ale psychicznie. Do tej pory mam przed oczami minę męża jak widział w jakim byłam stanie już podczas porodu.
Wspomnę jeszcze z doświadczenie, że głupie gadżety jak napis ledowy, światełka i muzyka bardzo dużo pomagają podczas pierwszego etapu porodu.
Początek mamy podobny! Bo ja swojego męża też poznałam.m w pracy, jeszcze na studiach i oboje wtedy byliśmy w innych związkach
jak go poznałam to wgl nie był w moim typie i gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że będziemy po ślubie z dzieckiem w drodze to bym go wyśmiała
ale właśnie wspólne zmiany w pracy i długie rozmowy bardzo nas do siebie zbliżyły
teraz to jest mój chlop którego bym nie zamieniła za nic ani nikogo innego 🩷
No dokładnie. Oczywiście są różnice zdań i mój mężuś przybrał w brzuszku ale to nie ma znaczenia bo najważniejsze że mogę na niego liczyć w każdej sytuacji i zawsze mnie wysłucha i jest po prostu przy mnie
Wiesz, jeśli oboje gdzieś zakładaliście, że dziecko się kiedyś pojawi, to oczywiście może być mu przykro, ma do tego prawo, ale też nie może jakby wywierać presji na tobie, żeby tak było.
Myślę, że oboje potrzebujecie czasu, żeby to przemyśleć, żeby postawić sobie za i przeciw, przemyśleć, co możecie stracić, ale też co możecie zyskać, bo ciąża i dziecko, to też nie tylko negatywne zmiany, jest dużo pozytywów. Owszem na myśl o noworodku, czy niemowlęciu przychodzą na myśl kolki, płacz, nieprzespane noce, ale to, jak w życiu, mija. To tylko etap.
Ja mojego poznałam jako dziecko na wakacjach mając 13 lat
i tak po latach się spotkaliśmy , i jesteśmy razem ![]()
Tym bardziej, że ten czas mija bardzo szybko. Patrząc na młodszą łapie się na tym, że przecież niedawno starsza była taka malutka
Teraz jak córka się urodziła to najbardziej to zauważam , jaki mój syn już duży . Tak zawsze był dla mnie taki malutki ![]()
Oj staranie!! Patrzę na córkę i się zastanawiam, kiedy tak urosła, nawet nie przypominam sobie zanadrzu zmian, jakbym mrugnęła okiem, a ona nagle taka duża ![]()
Bo to właśnie niestety tak jest. Nie mrugniesz i z każdym dniem coraz większa i więcej umie
To prawda. Synek już ma 8,5 miesięcy a już mi smutno że taki już duży ![]()
![]()
Oczywiście to normalne , że kobiety mają czasem takie myśli , rozterki. Oczywiście chce dziecka , ale też czasem sobie myślę - dlaczego to ja mam być w ciąży a nie on
niestety nie ma innej opcji , tak musi być i tyle. Moim wyjściem jest pogodzić się z ciążą , jej negatywnymi skutkami albo odpuścić….
I oczywiście decyduje się na to aby być mamą. Często mam dość , jestem zmęczona i to wtedy pojawiają się takie myśli , ale jestem człowiekiem i mam prawo do takich myśli. Tak samo jest z każdą inną kobietą i każdym mężczyzną.