Oczywiście że rozejście mięśni prostych brzucha czy rozstępy są po ciąży. O ile z rozstępami ciężko walczyć ale jest to możliwe bo są różne zabiegi które zmniejszają ich widoczność to jeśli chodzi o rozejście mięśni prostych brzucha to można nad nimi pracować z fizjoterapeutą.
Ja przed ciążą (całe moje życie) byłam szczupła, żeby nie powiedzieć że chuda i ważyłam 48kg. W ciąży obawiałam się rozstępów (na to nie mamy wpływu bo to geny) i właśnie rozejścia mięśni prostych (co było pewne jak w banku przy płaskim i nie jakimś umięśnionym brzuchu) . Dodam że mam gruuubo po 30syce
. Oczywiście mięśnie brzucha się mega rozeszły i od 7 miesięcy chodzę regularnie do fizjoterapeuty i oczywiście ćwiczę codziennie w domu (chodź przy maluchu nie jest proste wygospodoarowac czas) i te mięśnie już prawie wróciły do normy. Od razu powiem że nie jest to proste bo jak widać mi zajęło to już 7 miesięcy (wiek też nie pomaga) ale dyscyplina (regularność), czas (wygospodarowanie tych 30min dziennie) i nie oszukujmy się także pieniędżem (fizjoterapia kosztuje) pozwala pewne rzeczy po ciąży wypracować. Teraz wyglądam już jak sprzed ciąży i ważę 47kg. Więc uważam że tak jak napisała @Kiniawes to jest indywidualna sprawa i na niektóre rzeczy mamy wpływ i możemy je wypracować ![]()
To tak jak w każdej innej sferze życia: wszystko jest indywidualnie uwarunkowane! Ale nie powiedziałabym, że niemożliwe do osiągnięcia.
Jak napisała @Michaska nad rozejściem mięśnia prostego brzucha można pracować. Sama miałam ogrome rozejście plus problem z nietrzymaniem moczu ale fizjoterapia mi pomogła! Wiadomo, że to kosztuje nie tylko nasz czas ale i pieniądze - ja z moją fizjoterapeutką umawiałam się na spotkanie, nagrywałyśmy ćwiczenia, sposoby tejpowania brzucha z instruktarzem i ćwiczyłam sama w domu właśnie ze względów finansowych.
A jeśli chodzi o rozstępy to tak jest to sprawa genetyczna ale myślę, że medycyna już idzie tak do przodu, że i z tym możemy walczyć ![]()
Z rozstępami też idzie walczyć, tylko właśnie zależy dużo też od tego, jakie kto ma zaplecze finansowe i czy chce akurat na to wydać pieniądze. Mi na brzuchu nie wyszły, ale mam na udach i pośladkach, jednak tak jak mam się zastanowić, to nie płaciłabym za zabieg, czy jakiś laser, żeby je usunąć, po prostu szkoda mi pieniędzy na taką dla mnie błahostkę, wolałabym kupić coś innego.
Niemniej wiadomo, że komuś może to mocno przeszkadzać i na taki laser pójdzie i to też super ![]()
Ja na pośladkach mam od zawsze, jak zaczęłam szybko rosnąć i nic z tym nie zrobię
A to wiadomo!
Ja tam lubie te rozstępy, które mam po pierwszej ciąży. Podobnie z blizną po CC - po prostu je lubię i jest to jakaś forma wspomnień.
No ale też nie mam mocnych tych rozstępów i pieknie zagojoną bliznę
To samo. Ja miałam rozstępy na piersiach jako nastolatka wręcz w tydzień biust mi urósł z B na D. I pośladki. Byłam ciekawa jak będzie z brzuchem i ciążą, ale na szczęście nic się nie zadziało.
Zaczynają pojawiać się badania (na ile są prawdziwe), że podobno rozstępy to kwestia niedoborów białka i kolagenu w diecie, ale ta teoria dopiero raczkuje.
Oczywiście są fajne zabiegi na to ponad wszystko karboksyterapia - czyli wstrzykiwanie pod skórę dwutlenku węgla, ale kto jakim budżetem dysponuje
Mi to już przestało przeszkadzać, moje ciało i wystarczy że mi się podoba i mojemu chłopakowi
Nad wszystkim można, ale właśnie kolejne konsekwencje i walka z tym spoczywa dalej na matce. Mężczyzna nie będzie zmuszony do tego, żeby się z tym zmagać, z nietrzymaniem moczu, rozejściem mięsni etc. Determinacja i konsekwencja w walce o powrót do formy sprzed - ale też tylko rola kobiety. żeby jeszcze w wygospodarować czas, pieniądze i wykonywać aktywność, podczas gdy mąż/partner nie będzie się z tym zmagać. Mówicie o rozejściu mięśni, w mojej rodzinie, wśród koleżanek też mam takie przypadki, że teraz nie mogą wykonywać wielu ćwiczeń, które wcześniej wykonywały. A partnerzy? oni nie mają i mieć nie będą tego problemu.
Biegam, co na jakiś czas też zmuszona byłabym odłożyć, mój partner nie będzie nic odkładać, bo jego to nie będzie dotyczyć.
Nie wspominając już o diecie, surowe ryby które tak lubię, ograniczeniu kofeiny etc, a mój partner nie będzie miał w tym aspekcie żadnych ograniczeń.
Strasznie frustrujące jest to dla mnie.
Jezeli jest to dla Ciebie nie do zaakceptowania to moze faktycznie badzcie szczesliwa para bez dzieci. Nie kazdy dziecko musi miec. Nie kazdy czuje ten instynkt. Mam dwie dobre kolezanki po 30stce ktore do twj pory mowia ze nie chca miec dzieci i to jest naprawde ok. Czasem nawet im zazdroszcze patrząc na to jakie sa spontaniczne. U mnie wszystko musi byc zaplanowane i zorganizowane na kazda ewentualnosc.
Nie odbierz mnie źle ale czytając Twoje komentarze odnoszę wrażenie, że występują u Ciebie takie obawy, masz taką barierę, że nie będziesz w stanie tego przeskoczyć, a ciąża może jedynie doprowadzić Cię do depresji.
To nie chodzi o to, żeby Cię tutaj przekonywać, że ciąża i macierzyństwo jest super - jasne, bywają piękne chwile ale są i te gorsze. Nasze ciało będzie się zmieniać i albo to zaakceptujemy albo nie
i tak, ponosimy więcej “strat” niż mężczyzna ale ponownie: albo to zaakceptujemy i będziemy próbować te przeciwności losu przezwyciężać z partnerem albo zostaniemy z tym same i będziemy “męczennicami losu”.
Przede wszystkim biech decyzja, którą podejmiesz będzie zgodna z Twoimi przekonaniami
to Twoje ciało, Twoja psychika - zadbaj o to ![]()
Dziękuję
![]()
może to jeszcze nie mój czas
Dokładnie. Jako przykład (bo najłatwiej) podam aktorkę Cameron Diaz, która cały czas mówiła że nie chce mieć dzieci bo się nie czuje w roli mamy. Dopiero w wieku 50 lat dostała impuls, że chce i teraz urodziła drugie dziecko. Jeszcze wszystko przed tobą
nie ma co na siłę się uszczęśliwić
Oczywiście są to wyzwania. Często frustrujące. Tym bardziej, że często później wcale nie jest łatwiej. Karmienie wstawanie w nocy.
Jeszcze raz zacytuję Jedz, módl się i kochaj dziecko jest niczym decyzja o tatuażu na czole musisz być 100% pewnym
@Skate idealnie to podsumowałaś
@Michaska ja podam przykład Siebie. Jako dwudziesto kilku latka mówiłam że ja nigdy nie będę mieć dzieci. Ba nigdy nie chciałam mieć dzieci moim celem i marzeniem było poznać świat, jeżdżenie z miejsca do miejsca z plecakiem. Tańczyłam na różnych plażach i świetnie się bawiłam. Polowałam na tanie bilety. Moja ówczesna najlepsza przyjaciółka mówiła że do 40 będzie mieć 5 dzieci. Dzięki niej poznałam mojego męża. Po 3 miesiącach powiedziałam mu, że pewnego razu urodzę jemu dziecko. To pierwszy raz w życiu naprawdę pomyślałam o dziecku. Teraz jesteśmy blisko 40 ta koleżanka nie ma dzieci, widać że dzieci ją drażnią a ona świetnie się rozwija jako informatyk na wysokim szczeblu. Ja jestem mamą dwójki dzieci.
Twoja historia pokazuje, że życie naprawdę potrafi nas zaskoczy i że to, co mówimy jako dwudziestolatki, wcale nie musi być „na zawsze”. Każdy z nas dojrzewa, zmienia się, spotyka ludzi, i na przestrzeni lat zmieniają nam się decyzje
Ja odnoszę wrażenie z kole, że autorka jest na samą ciążę, poród i zmiany po tym wszystkim negatywnie nastawiona. Nie mówię tego też w złym sensie, absolutnie ma do tego prawo, bo przecież nie każda kobieta musi te zmiany akceptować i brać na swoje barki taką odpowiedzialność, jaką jest już sama ciąża, która leży głównie na barkach kobiety.
@biegajacatuitam na twoim miejscu dałabym sobie czas na przemyślenia. Skoro póki co masz takie obawy, to może lepiej trochę poczekać, może za rok, czy dwa coś się w Twojej głowie zmienia, a może i nie i to też będzie ok. Masz prawo żyć po swojemu i jeśli ciąża w jakiś sposób zmieni Twoje życie niekoniecznie na takie, jakie byś chciała, to po prostu bym w to nie szła, żeby tego nie żałować ![]()
Trzymam kciuki za to, żeby udało ci się znaleźć dla ciebie odpowiednią czy chce czy nie, i oczywiście, że mąż zrozumie jaką decyzję podjęłaś i dlaczego taka, a nie inna! ![]()
W tym momencie to faktycznie nie czuje się chyba psychicznie gotowa, żeby się z tym zmierzyć. Boje się, ale gdy myślę o tym, że mogłabym tego nie doświadczyć to uruchamia mi się poczucie straty, coś w rodzaju zawodu, może żalu, że tego nie będzie. Gdy zamykam oczy i wyobrażam sobie co byłoby za 10 lat i gdyby tego dziecka nie było to nie jest mi przyjemnie, nie czuje ulgi, tylko właśnie to poczucie straty, tego, że coś mnie ominie i czegoś nie doświadczę.
A jednocześnie pojawia się mnóstwo obaw, o ciaże, bo taki wiek, o mnie, o to czy sobie poradzę, o akceptację siebie i też akceptację partnera, o to czy nie zawinie się na pięcie i mnie nie zostawi, o prace, utrate siebie, swojej tożsamości pasji etc. Boje sie, że będę inną osobą i tego nie zaakceptuje. Że zostanę tylko matką i nic wiecej, jak wiele niestety moich koleżanek. Nawet jakiś czas temu jak rozmawialiśmy z partnerem, że moim marzeniem jest przebiec maraton w Atenach i że chciałabym to zrobić przed 40stką, a on odparł a czemu nie można po 40stce. I tu znów pojawia się, że w imię ciąży to zrezygnuje z siebie, a potem nie wiadomo czy kiedyś to marzenie udałoby mi się zrealizować.
Nie mogę się zebrać w sobie na tę rozmowę. Nie śpie, przeraża mnie fakt że musimy o tym porozmawiać, że własnie mogę się spotkać z oceną, a nie zrozumieniem i akceptacją.
Jakies 2 tygodnie temu złapał mnie uradowany za brzuch, że już niedługo idziemy do ginekologa, a ja odkładałam te rozmowę. Mieliśmy iść dzisiaj, wczoraj chwilę przed jego wyjściem do znajomego powiedziałam mu, że lepiej, żebyśmy te wizytę przełożyli. Zapytał dlaczego. Odparłam, że teraz nie mamy czasu na rozmowę, ale to chyba nie jest najlepszy moment na wizyty i nie czuję się gotowa. Zapytał co się zmieniło w takim razie. Znów odparłam, że teraz nie ma czasu na spokojną rozmowę, bo zaraz wychodzi. Powiedział, że mu jest cholernie przykro, miał łzy w oczach, pożegnał się i wyszedł na spotkanie, a ja zostałam z poczuciem bycia najgorszą osobą na świecie. Potem w drodze napisał, że jest mu bardzo przykro, że musi sobie to wszystko przemysleć i narazie nie chce o tym gadać i mam racje, że powinniśmy o tym porozmawiać skoro nasły mnie wątpliwości, ale że skoro takjest to mogłam rozpocząć rozmowę. Odpisałam mu jedynie, że rozumiem i przepraszam, bo faktycznie mogłam zacząć i że jak będzie gotowy to wrocimy do tematu.
Jak wrócił do domu to wyglądał jak zbity pies, takiego smutku dawno u niego nie widziałam. Nie będe naciskać na niego i na rozmowę, dam mu czas na przemyślenia jak to okreslił, bo może on też potrzebuje sobie to wszystko poukładać w głowie. Może tez potrzebuje konsultacji, bo on jest po terapii na która poszedł żeby jak mi powiedział być dobrym partnerem, ale czasem jak się pojawiają trudności to wraca do tego terapuety na sesje albo dwie.
Mam tak cholerny mętlik w głowie, że nie potrafię tego ogarnąć, jak go wczoraj zobaczyłam tak potwornie smutnego i zbolałego to nie mogłam zasnąć.
Może po części to też fakt, że w ostatnim czasie było duzo zmian, ja przeprowadziłam się do niego, to wiązało się z dużą zmianą u mnie w zyciu i tych zmian bylo tyle, że jeszcze sie z tego nie wygrzebałam i może nie jestem gotowa na kolejne.
Prosze wybaczyć za ten przydługi wywód ![]()
Jeśli decyzja ma Cię kosztować utratę siebie to to nie jest dobra decyzja niezależnie od tego jaka ona by była. Pamiętaj, że Twoje JA jest tak samo ważne jak potencjalne macierzyństwo. My możemy Cię przekonywać, że macierzyństwo jest super i nawijać makaron na uszy, ale to naprawdę Ty musisz tego chcieć i czuć, że to jest Twój moment.
Ja też biegam i mam za sobą kilkanaście ultra a- wiedząc, że ciąża na jakiś czas wykluczy mnie ze sportu, byłam z tym wewnętrznie poukładana. I to jest kluczowe: nie że " da się" tylko że trzeba to mieć w sobie przeżyte . Jeśli Ty tego teraz nie masz, to to nie jest żaden błąd ani wada ![]()
Bardzo dobrze piszesz - opisujesz wszystko dokladnie, za rowno sytuacje jak i emocje. Dlatego czytajac Twoje wypowiedzi czuje jakbym Cie poznala, jakbysmy rozmawialy. I jedno co mnie naszlo to … ze masz niska samoocenę. Bo tak maja osoby ktore sie boja ze partner je zostawi dla innej bo bede po ciąży gruba itp.
Czy tylko figura definiuje nasza milosc ?
Znajdz w sobie inne piekne rzeczy - niekoniecznie w wygladzie. Z pewnoscia partner jest obok i kocha Cie nie za to ze nie masz rozstepow ![]()
Ja np gdy poznalam mojego meza to juz byl z tych grubszych, misiowych, postawnych. I nigdy mi to nie przeszkadzalo - akceptuje to.
Gdy przytylam po ciazy moj maz tez to zaakceptowal.
Oczywiscie ja dalej gadam ze mam juz wiszaca skore i rozstepy na brzuchu ktore sa blee i to sie nie zmieni - ale podejscie mojefo meza tez sie nie zmieni - kocha mnie i kocha moje cialo ktore dalo mu dwoch zdrowych synow. I mysle ze tylko dojrzaly emocjonalnie mezczyzna bedzie tak na to patrzyl - cialo sie zmienia zawsze - z ciaza czy bez to i tak sie zmieni. Bedziemy mieli zmarszczki, cellulit, zwisy. Wazne zeby starzec sie razem ![]()
Zdecydowanie musisz to przepracowac - uwierzyc w siebie i w to ze jestes wsrtosciowa kobieta i zawsze taka bedziesz - czy przytyjesz 30 kg czy bedziesz miala rozstepy czy cokolwiek innego stanie sie z Twoim cialem.
Byc moze dopiero gdy pokochasz siebie i bedziesz znala swoja wartosc - zaakceptujesz niesprawiedliwosc zyciowa ze to kobiety musza wiecej znosic
Ale marzenia się zmieniają i to jest ok. Moim marzeniem było zamieszkanie w Hiszpanii. Nadal z wielkim sentymentem patrzę na moją ukochaną Sewillę. Wiem, że teraz jest to mało realne. Mieszkamy w rodzinnym mieście, którego szczerze nie lubiłam, teraz przy dzieciach doceniam coraz bardziej. Mamy świadomość, że wyjazd nie wchodzi w grę. Bo z jednej z drugiej strony schorowani rodzice, których trzeba doglądać.
Kiedyś nienawidziłam wakacji w hotelach typu moloch z animacjami dla dzieci. Od kiedy pojawiła się starsza bardzo to polubiłam, można dlatego że ktoś jej zorganizuje czas a nie ja.
Nie będę ukrywać są dni kiedy wkurzam się na męża. Mam wrażenie, że u niego mało co się zmieniło. Ja ogarniam 3 osoby kiedy on zajmuje się tylko Sobą. Że mój czas dla Siebie jest tylko jak wyjdę, bo jak jestem w domu to on zawsze znajdzie sobie coś do roboty a ja siedzę tylko z dziećmi.
Z boku ktoś by popatrzył ale się zaniedbała. Bo po pandemii, gdzie nagle czas zaczął mi zapieprzać, to szkoda mi “wydrapywać” czas raz na dwa tygodnie na paznokcie. Wolę ten czas i pieniądze przeznaczyć na jakieś wyjścia. Ostatnio ze starszą poszłyśmy na łyżwy i to było poniekąd ekstremalne. Ale dla mnie makijaż i pazury nie są istotne. Każda minuta zaczyna być na wagę złota bo przygoda czeka.
Pierwsze macierzyństwo akurat wypadało w trakcie pandemii przepłaciłam depresją. Bo za bardzo chciałam być w dwóch miejscach na raz. Żyć nadal sporą częścią życia sprzed dziecka. Karmiłam piersią, koleżanki nie rozumiały że muszę w wielu przypadkach dostosowywać się pod dziecko, trudno mi ustalić Jak się umawiamy bo może być tak że umówię się na 12:00 a z jakiś powodów przesunie się pora karmienia i osoby nie dzieciate bardzo się za to obrażały.
Teraz drugi macierzyństwo mam kompletnie inne. Może dlatego że też zmienili mi się znajomi. Więcej czasu rozmawiam z osobami które mają dzieci w podobnym wieku, mają podobne problemy. Bardziej jestem skupiona na drugim dziecku i żal mi jak szybko upływa czas zabierając mi każdą chwilę i zmieniając. Że już ponad 3 miesiące, że zaraz nowy rok. Że niczym się obejrzę będzie wiosna, potem lato, starsza do zerówki, macierzyński mi się skończy.
Czasem po prostu mam wrażenie że my jako dorośli ludzie powinniśmy zacząć się uczyć od dzieci cieszyć się tym co jest tu teraz w tym momencie a nie fiksować się i robić plany na zaś bo potem pojawiają się frustracje i rozczarowania, że coś wygląda nie tak jak chcieliśmy
Dokładnie tym bardziej że ja wcześniej już mówiłam ciało może się zmienić nawet bez ciąży. Dzisiaj jesteś zdrowy silny i wszystko jest okej jutro możesz mieć wypadek samochodowy i być przykuty do wózka na całe życie. To nie są rzadkie przypadki.
Sama mam taki przypadek w domu. Mój ojciec pan i władca, szef firmy, wyjazdy A to tu a to tam, nagle okazuje się że miał tętniaka aorty, który mu pękł 8 lat temu. Lekarze nie dawali mu szansy na przeżycie, potem że będzie przykuty do łóżka do końca życia, potem że będzie ma wózku inwalidzkim. Chodzi, porusza się jak dziecko, które się uczy, z bardzo dominującej osoby jest bardzo cichy i zamknięty w sobie, łatwo płacze, bardzo boi się jak ktoś krzyczy. Nie może się schylać bo jest ryzyko że się przewróci. Ma duże zmiany neurologiczne, musi być pod ciągłą opieką kardiologiczną. Ma bardzo duże problemy ze wzrokiem. Na początku buntował się. Teraz żyje pełnią życia. Zaakceptował to, że nigdy nie będzie mógł latać, że nie może jeździć autem. Podnieś coś powyżej 4 kg ryzyko, że znowu pójdzie zator i kolejny udar. Ale właśnie grunt to nauczyć się znaleźć pozytywy. Nie mówię że jest łatwo, jest kompletnie inaczej mieliśmy bardzo duże problemy, bo mój ojciec do niczego mnie nie upoważnił, a tu nagle trzeba coś robić. Jednak da się tylko trzeba sobie to wszystko ułożyć w głowie.
Nie opisuje tej historii żeby mi współczuć, broń Boże ja naprawdę jestem szczęśliwa ze swojego życia. Pokazuje tylko jak przewrotna potrafi być życie i jak w każdej chwili może się zmienić.