Czy któraś z Was składała skargę na personel medyczny w związku z porodem? Jakie były reakcje i konsekwencje? Niedawno sama złożyłam skargę i na razie czekam na odpowiedź, ale zastanawiam się, jak poważnie takie sprawy są traktowane. Będę wdzięczna, jeśli podzielicie się swoimi doświadczeniami – to pomoże zobaczyć, jak w praktyce wygląda rozpatrywanie takich sytuacji.
Sama chetnie się dowiem ![]()
Też jestem bardzo ciekawa…
Nie pisałam, ale mam nadzieje, ze Twoja skarga nie zostanie zamieciona pod dywan, bo niestety znam kobiety które skargi pisały a odzewu nie było, ale ważne jest żeby nie odpuszczac i pisać i jak naprawdę mamy powód to zawsze składać skargi bo jak tego nie robimy to przyzwalamy na skandaliczne traktowanie nas
przykro mi, że stało się cos takiego że musiałas taką skargę wystosować ;(
Składałam skargę na lekarza .
Dostałam lakoniczna odpowiedź w stylu dołożyliśmy wszelkich starań przepraszamy że nie spełniliśmy wymogów , wał się .
Akurat co do porodu i lekarzy nie moge zlego slowa powiedziec. Chcialam natomiast napisac skarge na lekarza ktory zdejmowal mi szwy po pierwszej cesarce. Jego teksty o tym ze jestem gruba, kto mi pozwolil tyle przytyc w ciazy i ze mam jesc suchy chleb bardzo mnie przybilo. Finalnie nie zlozylam skargi poniewaz pracowala tam rowniez moja matka ( co zabawne te slowa byly rowniez przy niej).
Z perspektywy czasu powinnam sie odezwac, powiedziec ze nie zgadzam sie zeby tak do mnie mowil.
W praktyce bylam 10 dni po ciężkim porodzie i z matka na ktora jeszcze wtedy mialam nadzieje ze moge liczyc.
Teraz zaluje ze skargi nie napisalam. Nawet nie pamiętam jak sie nazywal.
Zwolnili położną która mnie jako pierwsza miała „ pod opieką „ kiedy rodziłam pierwszy raz .
Jeśli możesz i chcesz o tym napisać, to czy mogłabyś powiedzieć, co dokładnie się wydarzyło i jakie miałaś dowody? Jeśli nie chcesz wchodzić w szczegóły, to oczywiście w pełni to rozumiem.
Na skargę masz 3 lata, a nazwiska nie musisz znać koniecznie z tego co mi wiadomo. Powinni dojść na podstawie twojej dokumentacji medycznej. Jeśli jednak nie chcesz już do tego wracać jest to całkowicie zrozumiałe.
Minęło 5 lat
Zanim przeszłam przez izbę przyjęć i ta cała rejestrację to minęło tyle czasu że ja już byłam zmęczona . Zawołali mnie do takiej mini sali żeby dokumenty powypełniać to już była na mnie nastawiona „ że gówniara przyszła „ miałam 25 lat więc nie wiem czy taka gówniara . Zapomniałam z domu karty z oznaczeniem grupy krwi to się tak nasłuchałam jaką ja jestem że heej !
( no bo przecież ja rodzę średnio raz w miesiącu i powinnam takie rzeczy wiedzieć )
Ogólnie to mierzenie miednicy no jakby worek z ziemniakami mieli na leżance a nie rodzącą .
Przyjęli mnie tą salę do porodów rodzinnych i oczywiście mój mąż musiał pójść „ zawołamy jak się postęp większy zrobi „ . Byłam na samym końcu oddziału , wieczorem , cicho , ciemno , sama ta baba wchodziła dosłownie na minutę co jakiś czas bez uprzedzenia i pytania pakowała paluchy żeby zrobić badanie . Ja bym tam mogła umrzeć na tej sali to może by się zorientowała po godzinie że coś jest nie tak . Tragedia olała mnie w zupełności jak mówiłam że zaczyna mnie potwornie boleć , a to były bóle krzyżowe ; pojęcia nie miałam jaki to będzie ból to usłyszałam „ no poród boli to nic nowego „ . Milion razy prosiłam żeby zadzwonili po mojego męża to ciągle że nie i nie . Teraz się nie dziwię bo po co miał być ktoś z zewnątrz obserwować co tam się dzieje . Ale wkoncu zrobiłam się już tak upierdliwa że mąż przyjechał . I od tego czasu położna zaczęła przychodzić częściej , siedziała ze mną na sali „ kochana może zdejmiesz sobie majteczki żeby do badania nie musieć się ciągle schylać i się ubierać „ . Jakby inna kobieta w ogóle . Ale była niezadowolona że postęp porodu nie przyspiesza więc położyła mnie na łóżko że niby będzie badać a ja nagle czuję że jakaś igła mnie dotknęła . Położna na siłę bez mojej zgody chciała przebić pęcherz płodowy . Zadzwoniłam po mojego lekarza i jak on stanął w drzwiach to nagle wsuztsko się zmieniło ( doktor jest szefem całego oddziału ginekologiczno położniczego ) . Od momentu jego przyjścia poród zakończył się w 30-40 min . Ogólnie trwało to 13 h
Dodam że wpuszczała na sale młodych uczniów żeby sobie popatrzyli mimo że zabroniłam to zrobić . A jak mąż powiedział że mają wyjść z sali to „ o nie nie rodząca musi ich wyprosić „ a ja ledwo żyłam …
Po 3 dniach od porodu poszłam do prywatnego gabinetu mojego lekarza zdjąć szwy , poszłam z mężem i zaczęłam mówić to wszystko co się tam działo . On mnie wysłuchał zbadał , kazał się ubrać i przyjść do biurka . Wypytywał mnie o cały przebieg od wejścia do szpitala do momentu aż on przyszedł . Nic więcej nie musiałam „ udowadniać „ . Mąż potwierdził co widział ,a ja byłam bardzo stanowcza że nie zostawię tak tego bo za mną może pójść dziewczyna która będzie słabsza ode mnie i bez wsparcia i to ma się poprostu skończyć . Położna została zwolniona ze szpitala mimo tego że niewiele brakowało jej do emerytury . Rodziłam drugi raz w tym samym szpitalu ale to jakby zupełnie inne miejsce . Położne miałam dwie bo jedna taka młodziutka pytała czy po jej badaniu może mnie zbadać jej starsza koleżanka dla pewności że wszystko jest dobrze . Było czuć że to ja o tym decyduje a nie „ dalej siada , nogi na boki i rodzimy „
@Laura3 ciebie też coś takiego spotkało ? Nie zostawiaj tego bo Ty już masz to za sobą . Inne dziewczyny liczą na nas że ktoś będzie miał odwagę się odezwać . Bo rodząca to nie jest „ następna w kolejce „ a poród to nie ma być trauma . Po moim pierwszym porodzie walczyłam z depresja ponad 2 lata mimo tego że wszystcy myśleli jaka to ja nie jestem silna , pyskata i sobie dam radę
Jej to faktycznie nie fajnie miałaś. Ale tak podejście personelu jak zobaczą że kogoś znasz jest zupełnie inne. Ja idąc na operację ręki pielęgniarki mnie z łóżka na łóżko przekładały bez jakiegokolwiek pomocy a od momentu kiedy do lekarza który mnie operował powiedzialam ,siema Tomuś, pielęgniarki się całkowicie inne zrobiły. Masakra. Dobrze że tego nie zostawiłaś i że ją zwolnili trudno praca jako lekarz, pielęgniarka to pomoc ludziom no o niestety trzeba być dla tych pacjentów wyrozumiałym mimo że czasami są upierdliwi ale taka robota jak to mówią sami sobie ją wybrali
Już skargę złożyłam na razie czekam na odpowiedź. A powiedz mi, jeśli chcesz oczywiście, gdzie składałaś skargę i czy sprawa ostatecznie trafiła do sądu pielęgniarek i położnych lub cywilnego. Jak to się odbywało, czy musiałaś jeździć na przesłuchania i czy twoim dowodem były tylko zeznania twoje i męża czy jeszcze np dokumentacja medyczna lub może lekarz zeznawał.
Nie działo się nic szczególnego , wydaje mi się że nie byłam pierwsza która „ naskarżyła „ na tą panią . Mój lekarz ją zwolnił jako jej przełożony i tyle
Ok czyli rozumiem że po prostu powiedziałaś lekarzowi co sie stało. Dobrze że chociaż on zachował się dobrze w tej sytuacji. Przykro mi że Cię to spotkało.
Też jestem bardzo ciekawa , jak to wygląda
Dzięki temu inne kobiety mogą uniknąć podobnej sytuacji
Gratuluję odwagi
to o czym piszesz jest bardzo wazne, na szczescie coraz czesciej juz porody wygladaja dobrze.
A te zle ? Trzeba naglasniac, pietnowac i zglaszac !
I mam zupelnie tak samo, tak to jestem wyszczekana a jak bylam w pologu to… slowem sie nie odezwalam…nic… jakbym jezyka w buzi nie miala. Boli mnie tez to ze moja matka tez nic nie powoedziala, pamieyam tylko pielegniarke ktora powiedziala cos na zasadzie : oj Panie doktorze przeciez matka musi miec pokarm wiec musi jesc, a nie ze suchy chleb no"
Teraz wiem ze ja tez zawalilam, bo moglam to zglosic jak juz minal polog. Ale do tej pory jak o tym pomysle to az mam dreszcze ![]()
To bardzo ważny temat i dobrze, że zdecydowałaś się złożyć skargę, jeśli czułaś, że coś poszło nie tak. Wbrew pozorom takie sprawy nie są zamiatane pod dywan, ale sposób ich rozpatrywania bywa różny. ![]()
Taka mnie myśl naszła że warto na porodówkę wziąć dyktafon xd