Powrót do pracy po macierzyńskim

Już za niecały miesiąc muszę wrócić do pracy i szczerze mówiąc mam wiele obaw, czy odnajdę się wśród ludzi po prawie 2 latach przerwy, jak mały zniesie rozstanie i pobyt w żłobku, jak ja znajdę czas dla małego, ogarnięcie mieszkania, ugotowanie obiadu itp. jak sobie z tym poradziłyście? czy macie jakieś rady jak to wszystko ogarnąć?

Karolina, na pewno dasz radę :slight_smile:

Co do małego - masz możliwośc przez ten miesiąc klimatyzować dziecko ze żłobkiem? tzn. zostawiać np. na 1-2 godzin codziennie?

Ja jak bedę wracac do pracy to mam plan, aby taką klimatyzację ze żłobkiem wprowadzić. Dzięki temu dziecko stopniowo będzie wdrażało się w zmiany.

Oj łatwo nie jest wątpliwości mnóstwo ale wszystko się da. Najgorsze początku o płaczące dziecko w placówce. Ja bardzo się balsm myślałam że to najgorsza rzecz pod słońcem a tymczasem powrót do pracy świetnie mi zrobił. Rada? Odpuścić trochę wszystkiego nue da się ogarnąć w 100 procentach, prosić o pomoc męża i oddać mu cześć obowiązków. Gotować na dwa dni planować wszystko i ustalić priorytety

okres adaptacji w prywatnym żłobku, ( bo niestety do państwowego się nie dostaliśmy) to 3 dni, więc bardzo mało ,

Karolina, 3 dni to wcale nie tak.mało :), w państwowym pewnie nie miałabyś wcale adaptacji, a najwyzej 1 dzień, przynajmniej u nas tak jest.
Ja tez się na początku stresowałam, tym bardziej, że córa to taki cycuch mamy i nawet z babcia nie chciała za bardzo zostać, a już na drugi dzień została sama na godz i nawet nie zauważyła jak.wyszłam a na czwarty dzień była.już 5 godz i została też na drzemkę. Pierwszy tydzień w ogóle był super, potem przyszedł trochę kryzys, ale też bez tragedii, zaczął ją zawozić mój mąż, t o tez chyba pomogło - również mi :). Strach ma.wielkie oczy; ). Będzie dobrze :slight_smile:

Karolina, zacznij od tego żeby tłumaczyć dziecku i pokazywać gdzie idzie, co będzie tam robiło i przy dziecku nie okazuj z mężem żadnych obaw bo nawet taki mały szkrab dużo rozumie. Jeśli wyczuje, że Ty nie jesteś przekonana to on też nie będzie miał lepszych odczuć.

Co do gotowania, tak dobra rada już padła - gotuj na dwa dni. Możesz na początku wybierać łatwe i szybkie dania, niekoniecznie faszerowane roladki albo tym podobne. Wybieraj też takie potrawy, które zjecie wszyscy żebyś nie musiała oddzielnie przygotowywać posiłki dla dziecka i oddzielnie dla Was.

Staraj się utrzymywać dom jako tako w czystości czyli zabawki sprzątamy przed kąpielą, wszystkie rzeczy od razu odkładamy na ich miejsce. Odkurzanie itd zostaw na konkretny dzień np na sobitę choć ja lubię mieć już posprzątane w piątek. Może mąż odkurzy i umyje podłogi?

Jeśli chodzi o Twoją adaptację i odnalezienie się - zależy jaki masz rodzaj pracy. Może odwiedzisz swoje koleżanki na kawę wcześniej albo spotkacie się po południu pogadać? Jeśli to niemożliwe to umów się z innymi znajomymi na spotkanie, możesz nawet zorganizować coś u siebie. Jeśli pracujesz z dokumentami/ustawami to poczytaj je - odswiezysz wiedzę i zaznajomisz się ze zmianami.

Dlatego uważam, że jeśli mamy możliwość to fajnie jest pracować choć na kilka godzin aby „nie wypaść” i być stałe na bieżąco. Warto też spotkać się ze znajomymi z pracy, zawsze się czegoś dowiemy.

karolina-213@wp.pl tak na prawdę młodsze dzieci czasami szybciej sie odnajdują i zaklimatyzują w nowym miejscu niż starsze. Znam na prade wiele mam, dzieci, których dzieci poszły do żłobka jako roczne dzieciaczki. Sama zresztą pracowałam w takim żłobku i na prawde mało które płakało. Dla takiego dziecka czasami żłobek jest dobrym rozwiazaniem. Nowe zabawki, ciocie, atrakcje, w tym żłobku w którym ja pracowałam, dzieci płakały kiedy przychodziły i mama wychodziła i kiedy mama po nie przychodziła, poza tym nic (ie licząc oczywiście sytuacji, kiedy płakały, bo np się posprzeczały, uderzyły itp, ale to nie był płacz typowy za mamą)
Pokaż mu że to normalna rzecz, prowadź do z uśmiechem, i tak jak pisze MAMA nie wolno Ciu okazywać żadnych obaw, płaczu, tęsknoty, małe dzieci bardzo dobrze wyczuwają emocje rodzica i jak rodzic przeżywa to i dziecko przeżywa. Prowadź do normalnie jakby to nie było nic nadzwyczajnego, bo jak wyczuje, że to wszystko przeżywasz to będzie ryk. I przychodź też z uśmiechem. Aha noi i rozstania jak najkrótsze, papa, buziaki kocham Cie, będę po obiedzie, czy podwieczorku i tyle, nie zaglądaj przez okno, nie machaj to mąci dziecku w głowie, nawet jak ciocia go juz uspokoi a Ty np pomachasz przez okno znów się rozpłacze.

Ja miałam takie sytuacje, ze przychodził taki maluszek miał już 1,5roku, mama wyszła, juz go zagadałam, zabawiłam, rozbawiłam,śmiał się (u nas akurat było takie jedno wielkie okno) i mama puk puk do okienka i jeszcze macha i dziecko oczywiście w ryk i rodzice jakoś nie potrafią tego zrozumieć,zeby już się nie pokazywać. I od początku mu tłumacze, ze mama idzie do pracy itd, zabawiam, włączam piosenki, bawimy się. Oczywiście się uspokoi, ale po co jeszcze raz się pokazywać.
Dużo tutaj zależy od nauczyciela, tzw cioci. Takiego maluszka trzeba szybko zagadać jak najszybciej jak najwiecej, poazakazać mu coś atrakcyjnego, tak zeby zapomniał. U nas jeszcze była jedna żywa rybka w akwarium i ona też robiła super robote :slight_smile: bo dzieci lgnęły do niej, karmiły (oczywiście szybko ją chowałyśmy bo zwierzątka nie lubią za dużo takich maluchów),ale była atrakcją, po prostu że była :)))))
Sprawdź żłobek do którego idzie, podejscie do dzieci, poczytaj opinie, najlepiej podpytaj innych mam

Na peno dasz sobie rade w pracy, wróć jako pewna osoba, nie pokazuj,ze jesteś jakaś bardzo zmęczona przez dziecko, zrezygnowana itd, nie wiem jaką masz specyfike pracy, ale prze entuzjazm i optymistyczne nastawienie na pewno bardziej wejdziesz w grupe niż zmęczona Matka polka po macierzyńskim :wink:

Domem bym się w ogóle na razie nie przejmowała, to ma być miejsce, gdzie masz czuś sie dobrze i swobodnie i mam nadzieje, ze mąż też zrozumie, przecież oboje będziecie pracować tak? więc powinien Cie wspierać. To jest dla Ciebie nowa sytuacja, więc najpierw bym ustabilizowała sprawę ze żłobkiem, była spokojna,że jest mu tam dobrze, potem na spokojnie bym zaczęła pracować, tak żeby pokazać,ze jestem dobrym pracownikiem, czuje się tu dobrze itd a dom to dom, jak raz czy da nie ugotujesz to nic się nie stanie. Rób na początku to co konieczne,
Nie narzucaj sobie na razie za dużo na głowe bo jak coś Ci nie wyjdzie to bedziesz miała do siebie pretensje, będziesz zła że nie dajesz rady, a to będzie się odbijało na dziecku, na Tobie, pracy itd, powoli, na spokojnie wszystko :slight_smile:

Mandarynka no ja się nie do końca zgadzam że jak nie ugotuj to się nic nie stanir bo mój syn nie chciał nic jeść w przedszkolu więc musiałam mieć obiad o nadal muszę bo słabo je poza tym obiad jest tak wcześnie że zawsze jest głodny

Justyna - każde dziecko jest inne :slight_smile: Większość dzieci je w przedszkolu.

Manndarynce raczej nie chodziło o to, żeby w ogóle nie gotować. Slogan: “obiad nie musi być ugotowany”, oraz “jak obiadu nie ugotujesz to nic się nie stanie” to taka przenośnia. Przecież nie zawsze musi być dwudaniowy obiad. Czasami można obiad ugotować na 2-3 dni i potem podgrzewać. Czasem standardowy obiad można zastąpić innym daniem. No i przecież nie tylko matka jest w domu - mąż/partner też czasami może pomóc i ugotować coś (a jak nie potrafi to zabrać do restauracji;) - żart). Manndarynce chodzi o to, aby Karolina nie brala na swoją głowę za dużo rzeczy, bo inaczej sama nie da rady psychicznie. I na tym ucierpi i ona i dziecko.

Karolina - okres adaptacji 3 dni, to nawet nie tak źle. W porównaniu z państwowymi pllacówkami. Daj na 3 dni i zobaczysz jak dziecko będzie siezachowywać. Najwyżej porozmawiasz z dyrekcją, aby wyjątkowo wydłużyli ten czas. A do żłobka dajesz po raz pierwszy w ten sam dzień co idziesz do pracy? Może w ten miesiąc, w którym jeszcze nie pracujesz, daj dziecko już do żłobka? Wtedy zobaczysz jak maluch zareaguje i ewentualnie będziesz mogła reagować (np. skracać godziny pobytu dziecka).

Pchelka jasne że prawda ale mi tsj wszyscy mówili przed powrotem będzie dobrze jak tego czy tamtego nie zrobisz świat się nie zawali o wiecie co? Owszem walil się byłam kompletnie nie przygotowana na to co mnie czeka i przeżyłam sto razy bardziej że nue daje rady ze nie panuje że nie ogarniam że brakuje czasu. Dlatego teraz raczej radzę praktycznie o nie owijam w bawełnę bo powrót do pracy jest jak dla mnie cholernie trudny. A do tego dochodzi okropny stres jak poradzi sobie dziecko a jeśli ono płaczę to już w ogóle wyrzuty sumienia itp. Mój mąż o myślę że nue tylko też musiał się wiele nauczyć że musi w czymś bardziej uczestniczyć niż póki byłam w domu aczkolwiek mój mąż nie dotyka się do kuchni więc posiłki to zawsze moje obowiązki. On ostatecznie sobie poradzi i zje coś gotowego dla dziecka musi być zrobione. A że bardzo zależy mi na diecie synka no to gotówce odpadają. Ale oczywiście można gotować na dwa dni i można mrozic na czas kiedy nie ma czasu zrobić obiadu i to moim zdaniem jest praktyczna rada. Zawsze jedli zrobię więcej to mroze i potem jak np jednego dnia mam ostatnio zmianę o kończę późno a drugiego zaczynam od 6ti wyjmuje z zamrażarki i jest

Dziewczyny, z tym obiadem to zamęt :slight_smile: też wydaje mi się, ze obiad ma być, ale jak pisałam wcześniej. Niekoniecznie super roladki i trzy rodzaje surówek. Dziecko pewnie zje zupkę, wiadomo i kilka kluseczek albo ziemniaki z czymś. Może być jajko sadzone, makaron z sosem. W ekstremalnych przypadkach można obiad zamówić ale fajnie jest ugotować go dzień wcześniej przynajmniej na początku bo wtedy masz mniej stresu. I nie wmawiaj sobie i partnerowi, ze to ty musisz ogarnąć. Nie nie, to WY razem musicie wiec niech każdy cis zrobi i będzie szybciej i sprawniej

Dziewczyny tak jak napisała Pcheła dokładnie o to mi chodziło :)))
jak synek Karoliny będzie przebywał większość czasu w żłobku to niech sobie przynajmniej na początku troche odpuści stanie przy garach i robienia nie wiadomo czego tak samo z obiadem jak i np ze sprzątaniem mieszkania na błysk, bo za dużo na głowie i jak pisze Pcheła można ze wszystkim nie wyrobić psychicznie.

(tak zakładam, tzn tak zrozumiałam, że to raczej będzie na wiecej niż pół etatu)?
Karolina jak długo synek będzie przebywał w żłobku?

i jak najbardziej można na początku zrobić zwykłą zupę, która będzie na 2 do 3ech dnia, której zrobienie trwa kilka, kilkanaście minut niż obiad ze schabowych :slight_smile: Ja ostatnio robie zupy z mrożonych warzyw, kupuje tylko mięso a reszte warzywa z torebki i zupa pycha i szybka :slight_smile: albo pomidorowa z ryżem :slight_smile:

Jeśli chodzi o gotowanie dla dziecka to zupełnie inna sprawa, bo mi bardziej chodziło o gotowanie dla męża, siebie, no chyba, ze trzeba będzie np gotować też dla dziecka i np dawać do żłobka to już zupełnie inna kwestia. Bo takie dzieci też miałam, że mama przynosiła swoje jedzenie, ale bardzo mało, większość dzieci bardzo ładnie jadła jedzenie, które były podawane w żłobku.

Chodziło mi o to, że już sam powrót do pracy, żłobek dla synka to stres i jak może niech sobie dom odpuści na początku (nie to, że ma nic nie robić, ale na spokojnie, nic się nie stanie) podejrzewam, że jak Karolina będzie wracała z pracy, po drodze może brałą synka ze żłobka to żeby skupiła się na na nim, pokazała mu, ze go kocha, pobawiła się z nim w domu się uspokoiła, odstresowała a nie od razu łapała się za gary. To jest zawsze trudny moment dla rodzica, kiedy musi małe dziecko oddać do żłobka i wrócić do pracy, a stres w niczym nie pomaga, natłok obowiązków jeszcze szkodzi i budzi frustracje, wiec chodzi mi o to, ze nie wszystko na raz :slight_smile:

Karolina 3 dni to jeszcze jest ok, bo rozumiem, że to są 3 dni z mamą czy bez? Zobaczysz jak synek sie bawi, jak wchodzi do grupy itd. Zauważyłam, ze jak adaptacja z rodzicem trwa dłużej tzn ok tygodnia to dziecko przyzwyczaja się, ze przychodzi z mamą i potem jest szok,że mamy nie ma, a jak to trwa troche krócej to dzieci jakoś szybciej się klimatyzują, ale to też zależy od dziecka i też od mamy :slight_smile:

Już rozumiem :slight_smile: aczkolwiek ja jestem do bólu pragmatyczna i wręcz muszę mieć wszystko zaplanowane od a do z bo inaczej to jestem dopiero zła i sfrustrowana. Więc ja bym wolała żeby ktoś mnie realnie ostrzegł jak to będzie wyglądało i jak to poukładać bo da się naprawdę ale trzeba dobrze planować zaangażować partnera i to co można danego dnia czasem odpuścić u każdego można pewnie co innego. U mnie nue można obiadu i to musi być drugie danie (często dwa bo ja żywie się zupełnie inaczej) ale np mogę odpuścić codziennie odkurzanie które było norma jak byłam w domu i zrobić to 2-3razy w tyg albi poprosić męża. Aczkolwiek nie ukrywam że mi gotowanie zajmuje niestety bardzo dużo czasu ale też bardzo zależy mi na żywieniu.

Justyna, ugotowanie zdrowych dań wcale nie musi zajmować dużo czasu, a nawet wydaje mi się, z e o wiele szybciej ugotować coś zdrowszego, niż np tłuste pieczone miesiwa czy bigos ;). Ja zawsze robie szybkie dania np jakiś filet drobiowy duszony z warzywami albo gotowany na parze, warzywne gulasze, curry, zupy, spaghetti, ostatnio odkryłam przepisy na buraczane lub brokułowe pesto do makaronu, wykonanie ekspresowe no i jest zdrowy obiad :). Ja jakoś nie umiem ugotować obiadu na 2 dni, no czasem zupa mi wyjdzie albo kurczak pieczony, bo przeważnie jemy to i tak na raz ;).
Co do sprzątania to dobra wiadomość jest taka, że jak dziecko jest w żłobku to aż tak nie brudzi, bo go fizycznie przez te kilka godz po prostu nie ma w domu; ). Ja jeszcze niedawno odkurzalam nawet 2- 3 razy dziennie, bo najpierw córa brudziła, a potem jeszcze brat jej pomagał jak wracał z przedszkola, a teraz jak obydwoje są w żłobku / przedszkolu to nawet 1 raz dziennie nie odkurzam, bo po prostu nie ma takiej potrzeby.

Alicjas ja przygotowuje sobie do pracy wszystkie posiłki. A mężowi osobno zwykle inny obiad bo on nie je rzeczy typu obiad bez mięsa warzywa na parze itp.
Z tym sprzątaniem racja :smiley: dzieci nie budzą a nas więcej czasu nie ma więc nie widzimy nie zwracamy tak uwagi

Oczywiście wszystko zależy od człowieka, ja chyba nie jestem taka dokładna i u mnie zdarza się że nie zrobię obiadu dla siebie i męża. U mnie też jest tak że gotuje osobno dla siebie i męża i dla dzieci. Teraz to już się trochę unormowalo i jedzą to samo co my ale wcześniej przeważnie starszy miał wymagania.
Mój też lubi mięso :-):slight_smile: i też musi mieć jakiś kawał mięsa na talerzu :slight_smile:
Moje dzieci jak są w przedszkolu to jest przez ten czas w miarę porządek, ale jak wrócą to potrafia w ciągu 5 min zrobić taki bałagan i nic nie widać po tych moich porządkach.
Karolina daj znać jak u Ciebie z powrotem do pracy i jak synek radzi sobie w żłobku

Dziewczyny, jak gotujemy sobie warzywa na parze ze zdrowym sosem to mąż przecież może to mieć jako dodatek do ziemniaków i tego mięcha. Wczoraj zrobiłam makaron z pesto z oliwkami i bazylią i zajęło mi to do 30 minut. Obiad na parze jest jeszcze szybszy bo wrzucasz wszystko i wyłączasz średnio po godzinie. Najbardziej pracochłonne wg mnie jest spaghetti warzywne bo długo się obiera i kroi warzywa, ale takie danie można przygotować w weekend gdy jest więcej czasu lub gdy jest ktoś do pomocy.
Co do odkurzania: często odkurzacie. Może chodzicie po domu w butach? Warto zakładać kapcie a jeść tylko w kuchni przy stole - wtedy okruchów mniej :slight_smile:

Nie chodzimy w butach ale mamy psa a jemu w pokoju bo tam mamy stół gdyż msmy aneks kuchenny.
Mój mąż akurat gotowanych warzyw nie zje w ogóle :smiley: chyba że buraczki czy marchewkę z groszkiem zasmazane :slight_smile:

Justyna, kochana z Ciebie żona :). Jakby mój mąż nie chcial jeść tego, co ugotowałam na obiad to by musiał sobie sam zrobić co innego :p.
Mama_gratki, jak Twoja córa podrośnie to tez pewnie będziesz czesciej odkurzać :p. My jemy normalnie przy stole, ale dzieci kruszą niemiłosiernie, a jak wstają od stołu to jeszcze i z nich okruszki spadają;), o ile ze starszakiem jeszce da się to ogarnąć to z roczniakiem juz gorzej, zanim zdążę z Małej w miarę pościągać resztki jedzenia to już jest po drugiej stronie pokoju; ). Jeszxze do niedawna zawsze jakiś piasek wyleciał przeniesiony z piaskownicy - a to ze spodni, a to ze skarpetek, a to kurz widać na ciemnych kafelkach albo moje włosy - no czasami to nawet nie chowalam odkurzacza na miejsce :wink:

Alicjas haha mój mąż nawet jajecznicy sobie nie zrobi więc jedyne co by było to znaczne uszczuplenur budżetu domowego przez fast foody… Mój mąż bardzo wybredny nue jest ale jak mówi sałata się nue żywi bo nie królik musi być konkretnie żarcie :smiley:
A co do okruszkow to nam 3.5latks i też nie mozns pojąć że jemy nad talerzem