Poród z ratownikami medycznymi

Drogie mamy nie wiedziałam jak nazwać tę wątek czy u was przy porodzie oprócz lekarzy położnych osób bliskich towarzyszyli wam ratownicy medyczni bo u mnie przy porodzie było kilku i razem z położną próbowali odebrać poród (śmieszne sytuacje były ) . Nikt nas nie pytał czy wyrażamy zgodzę chociaż nie myślałam o tym . Powiedziano nam że szpital prowadzi akcję dla ratowników ponieważ dużo kobiet rodzi w ambulansach i ratownicy nie wiedzą za bardzo jak odebrać poród . Co sądzicie na ten temat ? Nie czulibyście się nie komfortowo ?

Ja jeszcze nie rodziłam, ale kiedy zastanawialiśmy się nad wyborem szpitala, braliśmy pod uwagę również szpital akademia medycznej i dlatego trochę nad tym tematem myślałam. Tzn. w tym wypadku to nie byli by ratownicy, ale studenci i podobno tam zawsze pytają , ale i tak wydaje mi się to zbierzną sytuacją. I generalnie ja uznałam że bym się zgodziła. Uważam że gdzieś się przecież muszą nauczyć żeby być dobrymi lekarzami. bez praktyki to samo nie przyjdzie. Pozatym pomyślałam sobie, że to nawet lepiej, bo przecież uczy się “wzorcowo”, zgodnie ze wszystkimi wytycznymi i normami, więc miałabym gwarancję dobrej opieki :wink: Ale wyobraźcie sobie, że mój mąż oświadczył że nie ma mowy! Że nie będzie mnie kilkanaście osób oglądać bez powodu… i że ON by się z tym źle czuł… no i cóż. . :slight_smile: odpuściłam ten Szpital, bo stwierdziłam że nie ma sensu się kłócić, a raczej byśmy nie doszli do zgody.

podsumowując, uważam że o zgodę powinni pytać, ale to dobrze że ratownicy się uczą :wink:

No fakt lepiej niech wiedzą na czym rzecz polega bo w życiu nigdy nic nie wiadomo :slight_smile:

Ja nie rodziłam z ratownikami, ale przy moim porodzie był obchód i pełno lekarzy nalazło.

Wszyscy wpatrywali się czy poród idzie dobrze :slight_smile:

Teraz jak rodziłam synka to nie dość że byli tego dnia w pracy chyba wszyscy pracujący tam ginekolodzy (przewinęło się ich chyba z 7 przez porodówkę w ciągu 4,5 godziny jak rodziłam) to jeszcze była jedna stażystka czy praktykantka która raz badała mnie w oczekiwaniu na rozkręcenie akcji porodowej a po porodzie miałam nieprzyjemność bycia łyżeczkowaną i lekarz po zademonstrowaniu jej jak to się robi kazał jej to zrobić. Nikt mnie nie zapytał o zdanie czy wyrażam na to zgodę. Już nie mówiąc że te jej przełożony powiedział do tego który mnie zszywał że szkoda że nie pozwolił jej tego zrobić…

Swoją drogą zastanawiam się jak Ci lekarze tam pracują. W niedzielę przyjmował mnie jeden lekarz, ten sam był w poniedziałek na porodówce i ten sam do środy przychodził na obchody rano i wieczorem…jakby mieszkał w tym szpitalu.

Carien dobrze, że ta praktykantka zrobiła wszystko dobrze, Ja bym się bała.
E.Nowak, no wszyscy się patrzyli jak rodzę i coś tam sobie rozmawiali o tym porodzie.

Jeżeli nikt nie pytał Cie o pozwolenie to taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca. Moim zdaniem poród to nie miejsce na zbiegowisko i żeby kilka par oczu (zapewne wyłącznie męskich) gapiło się w moje krocze. Może są kobiety, które na to się zgodzą, ale ja bym nigdy w życiu na to nie pozwoliła. Narodziny to sprawa intymna, moja i ojca dziecka przede wszystkim.
Oczywiście dobrze, że się ratownicy uczą, ale kobieta na taki proceder musi wyrazić zgodę, bo to ona jest w centrum zamieszania, a najważniejsze, żeby czuła się komfortowo i bezpiecznie.

Cerien żeby stażystka robiła taki zabieg to powinni zapytać o zdanie twoje pewnie ja także bym była zła na taką sytuacje . Mój mąż się śmiał tyle ich było i był największy na sali i nie miał kto zegarka zdjąć bo jak zaczełam rodzić to bateria wysiadła no ale ratownicy lepiej żeby wiedzieli co i jak niech wiedzą jak pomóc matce która zacznie rodzić w ambulansie
Beata 74 na mnie także patrzyli zerkali i komentowali ale jakoś uwagi nie zwracałam dopiero jak urodziłam :slight_smile:

Mnie też jakoś nie specjalnie to interesowało :slight_smile: wtedy było mi wszystko jedno

beti- pomimo tylu przechodzących lekarzy przez porodówkę i “zapoznajcych” się z “przypadkiem” krocze miałam zasłonięte. Zaglądali tylko w moją kartę i pytali o samopoczucie oraz kontrolowali wykaz z ktg kwitując “o ta Pani tu chyba najszybciej urodzi”. Ściągali mi okrycie tylko na czas badania. Podczas już akcji porodowej był tylko ten właściwy personel. A fakt o stażystkę się nie pytali ale właściwie w skurczach kiedy marzeniem moim było aby już urodzić wsio ryba mi było kto mnie bada, podczas łyżeczkowania też…chciałam mieć to wszystko już za sobą i móc znowu przytulić synka. Dopiero gdy ochłonęłam po tym wszystkim dotarło do mnie że w ogóle nikt nie pytał mnie o zdanie.

Człowiek w takich momentach nie myśli racjonalnie,a lekarze takie momenty wykorzystują.

U mnie była stażystka, ale zostałam na początku zapytana, czy może być. Dziewczyna była bardzo pomocna także nie żałuję, ale gdyby zamiast niej była grupa facetów to czułabym się mniej komfortowo. W ogóle u mnie przez cały pobyt w szpitalu same babeczki były.

a mi właściwie podczas porodu wisiało czy w moje krocze zaglądał facet czy nie. Za to bardzo nie lubiłam obchodów a już w szczególności w te dni kiedy był ten duży obchód czyli zlatywali się wszyscy lekarze, pielęgniarki i położne.

Mój mąż jest ratownikiem medycznym i uczestniczył podczas mojego porodu ;)))
Ale nie o tym chciałam pisać.
Opowiada mi o swojej pracy i są takie przypadki że kobieta już spakowana czeka na ambulans żeby ja podwieźć do szpitala. Zazwyczaj jest to kobieta która już kilka razy rodziła i która ma akcje skurczową. Śmieje się że w takich sytuacjach zaciskają nogi rodzącej i jak najszybciej jadą do szpitala. W jego karierze zawodowej zdarzyły się porody w karetce, które były samoistne i bez żadnej komplikacji.
Uważam, że w placówkach III referencyjności powinno się szkolić i niestety pacjencji tam przyjmowani muszą być świadomi że ogląda ich więcej “medyków”.
Nie wiem w jakim szpitalu rodziłaś, jakiego stopnia, ale mimo wszystko powinni się zapytać Ciebie o zgodę.

No powinni ale i tak miło wspominam tylko wiadomo tyle tych osób było także ze względu na moją wiatrówkę co przechodziłam

Ja mam byłam w pozamacicznej to przyszli studenci ale zapytali mnie czy się zgadzam żeby byli podczas usg i obserwowali zabieg 

j zgodziłaś się ?

E.Nowak nie rodziłam SN więc ciężko mi się wypowiedzieć jakbym się czuła jakby było więcej osób przy porodzie. 

Ja miałam studentki przy porodzie i cieszę się,że były bo były dla mnie ogromnym wsparciem i bardzo pomocne. górę na ich obecność wyraziłam w programie ciąży