Doris oj to faktycznie nieciekawie jak nie wiesz jeszcze jako to będzie poród. Przynajmniej ja taka jestem, że muszę wszystko wiedzieć wcześniej choć wiadomo, że z porodem to się nie da bo i w ostatniej sekundzie się może odmienić.
U mnie poki co mała ustawiona główką do dołu i niby nie ma przeciwwskazań do sn. Mam nadzieję, że tak zostanie.
Magnolija u mnie trzeci poród a torba już była wcześnie przygotowana wyjątkowo. Ale.mielismy wyjazd, więc chociaż te najpotrzebniejsze rzeczy do porodu chciałam mieć ze sobą w razie gdyby się coś zadziało. Po powrocie niedawno przepakowalam na 2 torby, bo mi się ten system najlepiej sprawdza - jedna torba do porodu, druga na oddział. Ale muszę jeszcze dokupić jedzenie na poród, przekąski na oddział i spakować kosmetyki, sztućce itd, takie pierdoły w zasadzie. Koszule, podkłady to już mam przygotowane.
My mieszkamy z moimi rodzicami więc o tym, że jadę do szpitala automatycznie wiedzieli. W pierwszym bo mama słyszała że się w nocy coś tłuczemy po pokojach i łazience i potem przez okno zaglądała jak szliśmy do auta, pytała czy to już jedziemy.
A w drugim wiedziała bo ja mąż w nocy obudził by przyszła spać do naszego syna :p
Teraz też będzie wiedzieć bo będzie musiała się zająć dwójką wnuków :p ale poza tym to jedynie przyjaciółce pisałam że już jadę ale też jej pisałam o skurczach wtedy w nocy.
Potem po urodzeniu to już mąż informował wszystkich w rodzinie i znajomym smsy wysyłał.
Co do odwiedzin to w pierwszym porodzie mąż przychodził i przyjaciółka przyszła na chwilę. Moja mama sama powiedziała że nie będzie się pchała do szpitala bo zarazków nie chce dzieciom nosić.
A teściowie zaraz pytali czy mogą na drugi dzień być w szpitalu. I byli mega zdziwieni jak mąż im odmowil. Nawet po kilku miesiącach wyszło że teść był pewny że coś jest ze mną albo z dzieckiem nie tak i to dlatego zabraniamy im przyjść. Bo do córki jeździli do każdego dziecka do szpitala od razu po porodzie. A my po prostu nie chcieliśmy wizyt.
Przy drugim porodzie był covid i święty spokój, nikt nie mogl mnie odwiedzać, nawet mąż. Choć byłoby miło męża wpuścić ale przeżyłam. I tak miał 40 km do szpitala to przynajmniej nie musiał jeździć tyle.