Poród do wody, poród w wodzie

Oj to prawda, ja rodziłam pierwszego syna 7 dni po terminie, drugiego 9 dni po terminie i naprawdę te końcówki to mnie już wkurzały, takie czekanie niewiadomo ile i każdy pytał czy to już, jak się czuję, czy mam jakies objawy, mega denerwujące... :/ Teraz mam jeszcze 3 tyg do terminu i sama jestem ciekawa jak będzie...

 

A co do porodów to pierwszy trwał 10h, tzn 10h byłam na sali porodowej od wejścia do urodzenia, w domu wcześniej ze 3h się zaczęły skurcze. A w drugim od wejścia do szpitala do porodu było 2,5h a w domu od skurczy może godzina, bo jak mnie kopło i w wannie potem włączyłam sobie aplikację to wyszło, że mam już jechać, tylko się ubrałam i już pędziliśmy.

Ja mam jeszcze 7 tygodni do końca, niby się nie stresuje, ale czuję taką presję, żeby już wszystko przygotować na tip top. Mam jakieś takie przeczucie, że się szybciej wszystko zacznie.... A przyjdzie co do czego będę miała wywoływanie po terminie ;) A tak poważnie - trochę mnie męczy myśl, że póki co nie wiem jak będę rodziła i gdzie. Bobas ma póki co ułożenie miednicowe - ma jeszcze czas, żeby się przekręcić, ale ja już bym wolała wiedzieć czy leży dobrze czy nie. Lekarz, który prowadził pierwszą ciążę, do którego chodzę czasem prywatnie mówi, że biorąc pod uwagę poprzednią ciążę, problemy, wagę urodzeniową dziecka poleca cesarkę.  I że spokojnie skierowanie wypisze - tylko, że pracuje w szpitalu w innym mieście - niby tylko 10 km od domu, ale nie znam totalnie ani szpitala, ani lekarzy ani położnych. Lekarka, do której chodzę na NFZ mówi, że spokojnie mogę próbować rodzić naturalnie a w razie co cesarkę zawsze mogą zrobić. Tylko po przeżyciach związanych z pierwszym porodem takiego scenariusza boję się najbardziej, że coś pójdzie nie tak i będę miała poród 2 w 1... Mam jeszcze trochę czasu, mam nadzieję, że samo się wszystko wyjaśni. 

A co do pierwszego porodu - o 23 dostałam skurcze co 5 minut, o 7.20 miałam pełne rozwarcie i bóle parte. Gdyby nie to, że młody był dwukrotnie owinięty pępowiną i mocno leciało tętno pewnie by się parę minut później urodził . A tak przy cesarce godzina porodu wyszła 8.12 :) Co i tak chyba nie jest złym wynikiem przy pierwszym porodzie. 

Super wynik naprawdę . Trzymam kciuki za udany porod wszystko będzie dobrze :)

Ja też urodziłam po terminie i też denerwowały mnie ciągłe pytania znajomych czy to już. Wiem, że to z troski, ale sama nie mogłam się doczekać a codziennie musiałam parę razy móić innym, ze to jeszcze nie ten czas ;p u mnie poród wywoływany, trwał 8,5h z czego samo parcie ok godziny, bo córka się zblokowała, urodziła się twarzyczką do sufitu.

Doris myśle że nie ma sie co nastawiac negatywnie, zajmij głowe czymś innym;)

 ale w sumie z tym skierowaniem do szpitala to już szczerze mówiąc wolałabym rodzić tam gdzie pracuje lekarz bo wiadomo jak potem bedą patrzeć, sama słyszałam dogadywania przy pierwszym porodzie pacjentki chociaż prywatnie a do szpitala na nfz i dlaczego nie pójda do swojego lekarza;/ w sumie racja.. tyle ze ja bym nie zdązyła dojechac do szpitala 40km dalej oddalonego a na termin z lekarzem byłam umówione 2 dni póżniej;) bo znał całą sytuacje dlatego chciałam rodzić z nim ;) drugi raz też sie nie udało;) ale w sumie moze i lepiej;)

Doris to współczuje tej niewiedzy :/ Ja w sumie tez nie wiem jaki poród mnie czeka , ale ja mam jeszcze duzo czasu , wiec tak o tym nie myśle.. 

O tak pytania czy już urodziłaś są denerwujące.. ja urodziłam tydzien po porodzie i tylko mój maz wiedział , ze idę rodzic , bo rodzil ze mną, tak to wszycy dowiedzieli się juz po porodzie. ;)

Doris ja rodziłam w grudniu i wszystkie kobiety już urodziły z otoczenia a ja zostałam na końcu, to była presją xD też myślałam że będzie wcześniej a było w terminie. Także trzymam kciuki i powodzenia 

Mamuśka u mnie też nikt poza mężem nie wiedzieli że idę rodzić. Dowiedzieli się po fakcie. I to w sumie specjalnie było tak ogarnięte, żebym miała święty spokój w trakcie, bo też nie lubię takich męczących dopytywań... U mnie w rodzinie nawet nie wiedzieli dokładnie na kiedy mam termin. Teraz przy trzecim wiedzą że pod koniec lipca ale też daty nie znają... 

Doris ja też mam przeczucie że dziecko postanowi przyjść na świat wcześniej, ale nie mam jeszcze takiego parcia na ogarnianie... Torby do szpitala też jeszcze nie przyszykowałam. Nie wiem czy to dla tego że to trzeci poród i jakoś tak luźniej podchodzę do tematu, czy to jeszcze mi przyjdzie z czasem...

Kiedy leżałam po porodzie to takie odwiedziny kobiet leżących obok: ciotek, sióstr, mam, teściowej czy małych dziewczynek było męczące.  Leżąc 5dni codziennie ktoś przychodził na kilka godzin. Do mnie kiedy mąż przyjeżdżał to po godzinie wysyłałam do syna. Lubię odpocząć w ciszy kiedy źle się czuje i korzystać. Z okazji żeby przespać się i odpocząć kiedy syn spał.

Dzięki dziewczyny :) W przyszłym tygodniu mam wizytę to może coś się już powoli zacznie klarować. Ja jestem osobą zorganizowaną i lubiącą mieć wszystko pod kontrolą, także co rusz robię listę rzeczy do zrobienia, za chwilę ją zmieniam, albo męczę męża, żeby niektóre punkty ogarnął, bo później przy bobasie będzie trudniej. A prawda jest taka, że jak nawet te punkty nie będą zrobione to nic się nie stanie. Aż sama siebie czasem nie ogarniam, także jestem mega wdzięczna mężowi za jego cierpliwość i wyrozumiałość ;) A co do szpitala - drażniące są takie pielgrzymki rodziny, znajomych, kolegów itp. Jeszcze jeśli ktoś ma swoją osobną salę - niech sobie robi co chce jeśli szpital pozwala na takie "wycieczki", ale jeśli się salę z kimś dzieli to nie jest to zbyt komfortowe. Przy pierwszym dziecku akurat tak nam się trafiło, że sala "prywatna" się zwalniała w dniu, w którym urodziłam, także mogłam na nią się przenieść prosto z sali obserwacyjnej po CC. I mąż był cały czas ze mną. Spokój, komfort, nikt nam nie przeszkadzał, Jeśli teraz też będzie taka możliwość - na pewno z niej skorzystam. 

Doris z tym tez nigdy nie wiadomo, ja miałam szyjkę skrócona do końca i 2cm rozwarcia i chodziłam tak 2tygodnie , a lekarz mówil ze zaraz urodzę :D a znajoma na wizycie usłyszała , ze na poród jeszcze jest czas i nic się nie dzieje, a w ten sam dzień urodziła :D 

KIedys pisałam o tych pielgrzymkach;) sama nie rozumiem czy te ciotki naprawde musza kolejnego dnia zobaczyć noworodka? albo wujostwo szwagrostwo? ach... aż mnie ponosi;) po porodzie pilny kontakt zobaczyć dzidziusia najlepiej już i teraz im mniejszy tym lepiej a potem odwiedziny raz na kilka lat;)

osobiście uprzedzałam rodziców że nie chce wycieczek na sale poporodową bo beda tam mamy zmeczone i po porodzie noworodki mało odporne na rózne wirusy na szczeście uszanowali;) 

ale fakt leżałam z 5 kobietami to pielgrzymki co chwila ktoś wujek ciotka babka... nie wiem kto tam jeszcze pełno osób i wycieczki, przyznam ze mała była w inkubatorze a ja musiałam odiciągać mleko aby zanieść położnym i pamietam wzrok jednej z babć;/  nie było to miłe;/

drugi raz rodziłam w czasach covida wiec wycieczki ograniczone do 30 minut i jedna osoba na dzień;) wiec mega to wspominam miło, byłam na sali z jedną dziewczyną i nam to w sumie odpowiadało

Oj tak ja też wolę spokój niż te tłumy ludzi na sali... Ja też po porodzie informowałam wszystkich o nowym członku rodziny, ale od razu zaznaczałam że nie chce żadnych wizyt w szpitalu... I tak po pierwszym porodzie był u mnie tylko mąż. A po drugim mąż i ze 2 razy przyszedł z córką, bo akurat byłam trochę dłużej w szpitalu i nie wyobrażałam sobie żeby nie przyszła na chwilkę chociaż... 

Doris oj to faktycznie nieciekawie jak nie wiesz jeszcze jako to będzie poród. Przynajmniej ja taka jestem, że muszę wszystko wiedzieć wcześniej choć wiadomo, że z porodem to się nie da bo i w ostatniej sekundzie się może odmienić.

 

U mnie poki co mała ustawiona główką do dołu i niby nie ma przeciwwskazań do sn. Mam nadzieję, że tak zostanie.

 

Magnolija u mnie trzeci poród a torba już była wcześnie przygotowana wyjątkowo. Ale.mielismy wyjazd, więc chociaż te najpotrzebniejsze rzeczy do porodu chciałam mieć ze sobą w razie gdyby się coś zadziało. Po powrocie niedawno przepakowalam na 2 torby, bo mi się ten system najlepiej sprawdza - jedna torba do porodu, druga na oddział. Ale muszę jeszcze dokupić jedzenie na poród, przekąski na oddział i spakować kosmetyki, sztućce itd, takie pierdoły w zasadzie. Koszule, podkłady to już mam przygotowane.

 

My mieszkamy z moimi rodzicami więc o tym, że jadę do szpitala automatycznie wiedzieli. W pierwszym bo mama słyszała że się w nocy coś tłuczemy po pokojach i łazience i potem przez okno zaglądała jak szliśmy do auta, pytała czy to już jedziemy.

 

A w drugim wiedziała bo ja mąż w nocy obudził by przyszła spać do naszego syna :p 

Teraz też będzie wiedzieć bo będzie musiała się zająć dwójką wnuków :p ale poza tym to jedynie przyjaciółce pisałam że już jadę ale też jej pisałam o skurczach wtedy w nocy.

Potem po urodzeniu to już mąż informował wszystkich w rodzinie i znajomym smsy wysyłał.

 

Co do odwiedzin to w pierwszym porodzie mąż przychodził i przyjaciółka przyszła na chwilę. Moja mama sama powiedziała że nie będzie się pchała do szpitala bo zarazków nie chce dzieciom nosić.

A teściowie zaraz pytali czy mogą na drugi dzień być w szpitalu. I byli mega zdziwieni jak mąż im odmowil. Nawet po kilku miesiącach wyszło że teść był pewny że coś jest ze mną albo z dzieckiem nie tak i to dlatego zabraniamy im przyjść. Bo do córki jeździli do każdego dziecka do szpitala od razu po porodzie. A my po prostu nie chcieliśmy wizyt.

 

Przy drugim porodzie był covid i święty spokój, nikt nie mogl mnie odwiedzać, nawet mąż. Choć byłoby miło męża wpuścić ale przeżyłam. I tak miał 40 km do szpitala to przynajmniej nie musiał jeździć tyle.

Aniss u mnie na szczęście cała rodzina mieszka 150km od nas, a moi teściowie na pewno nie przyjadą mnie odwiedzic :D I wiem o czym mówisz , j mnie był tylko maz , ale ja byłam sama na sali , wiec maz mógł siedzieć ile chce , mimo ze byl covid i zakaz odwiedzin . Później dołączyła do nas dziewczyna , z która się przyjmowałam i bylibyśmy same z mężami i było super. Na następny dzień doszła do nas kobieta , akurat byla na łóżku obok mnie i ciagle u niej ktoś byl , a czułam się niekomfortowo , No ciagle musiałam siedzieć pod kołdra zamiast się wietrzyć , bo jej goście siedzieli twarzą do mnie naprzeciwko i się gapili :o maskara jakaś .. :/ dobrze, ze na drugi dzień wychodziliśmy.. 

u mnie rodzice mieszkaja dzielnice dalej, a mam wrazenie ze sa rzadziej u nas niz Ci co mieszkaja 150 km dalej :P

jak człowiek jest zmeczony, niewyspany, średnio wygląda (nie ma sie co oszukiwac niestety xD) to chyba nikt nie lubi odwiedzin tłumów ludzi. Mnie tylko mąż odwiedzał i siostra. Ale ja juz na 2 dzień po porodzie wyszłam ze szpitala z małą także w sumie nie byo tego czasu tak wiele na odwiedziny

Czyli jednak mamy sa zdania ze odwiedziny w szpitalu nie koniecznie ;) moze sie kiedys zmieni i tylko tatusiowie beda mogli odwiedzac zony ale pewnie zaraz by sie pojawily osoby ktorym by to przeszkadzalo;)

Przy mnie dziewczyna zapraszała w odwiedziny mamę, teściowa,  siostrę i jej córkę do szpitala bo powiedziała , że nie chce żadnych odwiedzin w domu. Personel czekał aż pójdą bo musieli posprzątać,  a zmianę kończyli o 19.. wypis dostała o 12.. koniec końców po 19 szybko ogarniali bo kolejna dziewczyna rodziła.. 

Fajnie jakby tego typu oddziały wprowadziły surowe regulaminy odwiedzin, które by nie dotyczyły męża/partnera, tylko właśnie tych tłumów ciotek, teściów i innych osób, które nie mogą wytrzymać 2 - 3 dni bez odwiedzin tylko jakby mogły to by już na porodówce czekały na nowego członka rodziny ;) Np. do każdej rodzącej w godzinach odwiedzin - również zawężonych do np. 2 - 3 godzin - może przyjść max  jedna osoba. I już by było o wiele lepiej. Bo jednak po porodzie jest potrzebny spokój i unikanie dzikich tłumów ludzi, którzy moga przynieść jakieś wirusy.