Partner przy porodzie, czy to dobry pomysł?

Ola i bardzo dobrze skoro to jest wasza wspólna decyzja :slight_smile: mój mąż bardzo chce być przy porodzie a ja nie mam nic przeciwko, ale gdyby było inaczej z pewnością byśmy uszanowali nawzajem swoje decyzje

Mama_gratki tak jak napisałaś rozpraszał mnie, ciężko było mi znosić skurcze kiedy słyszałam ciągle “oprzyj się o mnie” mimo że mu mówiłam że łatwiej jest mi samotnie sobie z tym poradzić. Ponadto w trakcie trwania porodu ciągle miał pretensje że jestem zła i było tylko “zaraz stąd wyjdę, po co ja tu przychodziłem” i srutututu. Na sali porodowej jak już urodziłam córkę czepiał się że nie umiem jej przystawić do piersi. Pierwsze w życiu dziecko, ciekawe czy on by potrafił… Ale to facet, musiał się przywalic o coś bo by nie przeżył. Na pewno było by łatwiej bez jego marudzenia. Ale za jedno jestem mu wdzięczna. Kiedy poprosiłam o znieczulenie to ten bacznie przyglądał się anestezjologowi i nagrywał to co się dzieje bo zaczęła się robić jakaś szopka i zamieszanie z tym wkłuciem i anestezjologiem. Anestezjolog 3 razy się wkluwal i za każdym razem robił to źle, a zanim mu się udało już bylo pełne rozwarcie. Po czasie dopiero do mnie dotarło że za sprawą tego incydentu mogłam być sparaliżowana.
Ponadto ja potrzebowałam żeby ktoś mną trzepnal i ustawił do pionu, a on się nade mną litował i ubolewał. Wystarczyło że położna (NIE POWINNA TEGO ROBIC ale jestem jej teraz wdzięczna) dała mi lekkiego plaska w twarz i krzyknęła “skończ histeryzować, zaraz będziesz matka!” I od razu się ogarnęłam, a za 10 minut córka była przy mnie. Po porodzie kłócił się z położna bo on chciał pomóc mi się ubrać i takie tam, a ona też chciała to zrobić. W sumie nie pamiętam już tak dobrze jak o co poszło, byłam wtedy mocno wyczerpana.
Ogólnie widzę plusy i minusy tego że był, ale teraz wiem jedno - przy porodzie sama poradziłabym sobie o wiele lepiej.

O i to właśnie te różnice. Gdyby mi położna zrobiła coś takiego to po fakcie afera byłaby ma całego a szpital podałam Fo mediów. Ja właśnie potrzebuje takiego trochę głaskanie uzaksnus się a mój mąż by mi tego nie dał poza tym byłby najnadtzejszy i wszystko wiedział lepiej o jeszcze awantura rozkręcil jeśli byłoby coś nie tak

Swierczewska to mąż chyba chciał być w centrum uwagi. . Nie wyobrażam sobie takich komentarzy do kobiety rodzącej. Szybko bym go wygonila… w sumie jakby położna usłyszała taki komentarz sama raz dwa by się pozbyla takiego “pomocnika”… moj mąż jest dla mnie totalnym wsparciem i wiem ze takie rzeczy w życiu by mu nie przeszły przez gardlo choćbym go gryzla biła i wyzywala od najgorszych.
Ale jak u Ciebie położna Cię lekko uderzyła to juz w ogóle szok. No nie wyobrażam sobie tego :stuck_out_tongue: baaardzo dziwne metody. Mi by na pewno nie odpowiadały i bym rozkręcila aferę z reszta moj maz tez

On chciał załatwić sprawę ze szpitalem odnośnie tego plaska, ale go zoponowalam. Niektóre kobiety potrzebują żeby ktoś nimi solidnie potrząsnął. Ja też byłam w szoku kiedy to zrobiła i chyba ten szok mnie ocucił. Wiem że to co zrobiła jest cholernie złe, ale koniec końców to właśnie to pomogło mi przejść przez poród.

O matko, nie wiem czy mi by coś takiego przeszło, nie wyobrażam sobie czegoś takiego, rozumiem, ze szok i chciała Cię ogarnąć przed porodem ale w ten sposób?

Nie wiedziałam, że coś takiego może mieć miejsce. Choć dobrze ze się ogarnęłaś. Zachowanie partnera - dla mnie nie do akceptacji. Przykro mi, że tak to wspominasz

J.Swierczewska jestem w szoku, że położna, kobieta wobec innej tak się zachowała. Wiem, że nie należy się zbytnio pieścić w takiej sytuacji bo to tylko rozkleja rodzącą ale bez przesady.
Dla mnie położne były dosyć oschłe, muszą, poza tym są zmęczone bo niektóre mają po dwa dyżury.
Ale bez przesady, bez chamstwa.

Chociaż moja mama była młodziutka jak rodziła siostrę, a wyglądała w ogóle na dziewuszkę i jak narzekała na ból to ją położne wyzywały od k… Autentycznie! To były czasy i zołzy dopiero.

Dziewczyny ja właśnie jestem na patologii ciąży. Mamy z koleżanka otwarte na osciez drzwi bo jest dość ciepło. Dość blisko jest porodowka i dochodzą do nas stlumione krzyki. Położne co chwilę tam zaglądają. Ale z tego co widze te kobiety to anioły. Widać ze wiedza co robia i sa skupione. Jak któraś do nas zajdzie to pytam jak postepuje porod bo tak sie złożyło ze sie wszystkie znamy ze szkoly rodzenia;)

Super, najwazniejsze to trafić na odpowiednie osoby pracujace na odpowiednim miejscu i z pasją do tego co robią :slight_smile:

Ja wiem że to było chamskie i nieprofesjonalne zachowanie, a ja ogólnie nie toleruje agresji, ale nie wiem jakby się potoczył mój poród gdyby nie ten incydent. Możliwe że ta babka chciała na mnie odreagować bo byłam trudna rodząca - skurcze przeżyłam naprawdę boleśnie i błagałam wręcz żeby zabrali mnie na CC. Nie wiem jak ja bym postąpiła na jej miejscu, ale zapewne nie uzylabym siły wobec drugiej kobiety.
Były też mile babeczki położne, ale na tym ich zalety się kończyły - na byciu miłymi. (Miałam dwie położne bo trafiłam akurat na zmianę). Tej miłej położnej która była na początku porodu nie bylo w ogóle, przyszla jedynie po to żebym podpisała papiery, potem złala mnie totalnie. Zaś tamta starsza, wredna położna była zawsze kiedy wolałam, to ona wykonywała mi masaż szyjki i choć robiła to bardzo boleśnie, zrobiła to również fachowo bo z 3cm rozwarcia w kilkadziesiąt minut zrobiło się 10. Była wredna, jakby była tam za kare, ale na końcu, już po porodzie zachowywała się bardzo profesjonalnie. Pomagała mi we wszystkim, złapała za rękę i dodała otuchy, robiła wszystko by czyszczenie macicy odbyło się jak najbardziej komfortowo i zadbała o moja córkę kiedy ta wyszła już na świat. Dwa oblicza w jednej osobie. Każdy ma swoje podejscie, a mnie akurat potrzeba było takiego szoku w kryzysowej chwili. ;D dziś się z tego śmieje.

Często jest tak, ze osoby oschle dają nam więcej wsparcia niż te miłe. Uśmiech jest często na pozór. Praca z ludźmi jest ciężka, a co dopiero z kobietami rodzącymi, wczujmy się też w role położnych

Ja jak rodziłam córkę to akurat dyżur miały moje sąsiadki. Nie były ani miłe ani oschłe. Po prostu wykonywały swoją pracę. A co do tego czy nasz partner ma być przy porodzie to już trzeba rozmawiać. Między mną, a moim mężem na ten temat było dużo rozmów. Mąż uparł się na swoim, że chcę być i nie ma innej opcji. Cały czas mnie uspokajał od moich obaw, że wcale tak nie będzie jak ja mówię. I miał rację. W cale się nie pomylił.

Ważne jest to żeby uświadomić sobie, że dla położnych to tylko praca- dzień jak każdy inny. Mimo, że dla nas to sytuacja wyjątkowa to dla nich rutyna. Mimo, że powinno siebrozgraniczyc życie prywatne od zawodowego to położna tez może mieć gorszy dzień: pokłóciła się z mężem, musi znowu jechać do teściów itd

Mama_Gratki ale tak jak sama wspomniałaś - jeżeli się pracuje z ludźmi to trzeba umieć sprawy prywatne zostawiać w domu. Odreagowywanie na osobach trzecich jest nieprofesjonalne i najzwyczajniej w świecie chamskie. Jak nie umie się oddzielić życia prywatnego od tego zawodowego to powinno się pracować w domu albo z ograniczeniem kontaktu z ludzmi, a nie pchać się do pracy gdzie powinno się okazywać empatię i zrozumienie.

Evelin super, że macie tam taki cudowne położne. Zależy jak się trafi. Przy pierwszym porodzie miałam znajome z patologii, które rodziłly przede mną,a byłyśmy w stałym kontakcie mailowym. Z ich relacji też wynikało, że są położone z powołania i takie, które nie powinny wykonywać tej pracy. Ale przecież tak jest wszędzie, w każdym środowisku.

W każdej pracy spotykamy różnych ludzi i tutaj jest tak samo, jak również kwestia oddzielenia pracy od domu też jest różna bo jeśli ktoś ma poważne kłopoty to uwazam, że nie jest tak łatwo się nagle odciąć na te 12 godzin. Myślę, że kwestia jest taka że my również mamy różne charaktery i poglądy, więc nawet jeśli będzie ta sama najlepsza położna dla dwóch różnych osób jednej może się spodobac, a drugiej nie bo oczekiwania były inne

Mam tylko nadzieję że podczas mojego porodu trafię na tak fajne położne bo jednak trochę ich tu pracuje

Obyś trafiła na jak najlepsze :slight_smile:

Racja, spore znaczenie odgrywa nasze nastawienie i oczekiwania.

Swierczewska, nie znam osoby, która zawsze byłaby profesjonalna. Nie znam takiego ideału