Oblizywanie smoczka - NIE

Kochani rodzice wiem, że wątek o pielęgnacji ząbków jest już na forum, ale chciałam poruszyć tylko jedną kwestie, a mianowicie oblizywanie smoczka. Nie bez powodu chcę o tym powiedzieć. Ostatnio zauważyłam jak jedna mama oblizała smoczek, który ani się nie ubrudził, ani nie zakurzył, po prostu chwilę trzymała go w ręce podczas gdy dziecko się bawiła i wsadziła do buzi dziecka. Oczywiście czystość jest najważniejsza, ale pamiętajmy, że w naszej buzi jest cała masa bakterii, które przenosimy do ust dziecka.

Pierwszą rzeczą jaką powiedziała moja pani stomatolog gdy zobaczyła mnie w ciąży to, aby właśnie uczulić wszystkich domowników, aby nigdy nie oblizywali smoczka, że już lepiej włożyć brudny (oczywiście najlepiej szybko znaleźć wodę).

Nigdy nie wiadomo jak ktoś zareaguje, gdy ktoś na placu zabaw zwraca uwagę na coś takiego, ale może ktoś przeczyta to na forum i weźmie sobie do serca. Oczywiście wszystko dla dobra naszych maluszków.

A co wy na to drodzy rodzice?

Z tym oblizywaniem smoczków to jest różnie, ja osobiscie uwagi bym nie zwróciła, kazda mama wie co najlepsze dla swojego dziecka.
Kiedy moja mała wychodziła na spacerki, to czesto brałam smoczek ze sobą, była w wieku wówczas niemowlęcym, bywało tak ze smoczek wypadł z wózka, zawsze brałam dwa jeden był taki zapasowy;) kiedy jeden upadł na ziemie brałam go do torby a w domu wyparzałam.
Jednak były i takie sytuację kiedy miałam ze sobą jeden smoczek który upadł na trawę (miałam taka jedną sytuację) a mała zaczeła intensywnie płakać i nie mogłam jej uspokoić, wówczas czułam sie bezpieczniej biorąc smoczek do buzi, podobnie było w przychodni kiedy smok wypadł na podłogę zrobiłam tak samo.
W przychodni pani doktor zwróciła mi uwagę, gdy zapytałam czy lepiej włożyć dziecku taki smoczek z podłogi powiedziała wymijająco “najlepiej odzwyczaić od smoka” (śmiać mi sie chciało bo podobnie było w szpitalu po porodzie kiedy mała płakała całą noc a położne nie pozwalały podać smoczka, dopiero gdy mała trafiła do inkubatora przybiegły z zapytaniem czy mam jakis smoczek)
Rada najlepsza na “oblizywanie” to taka, aby przyzwyczaić dziecko do spacerków bez smoka, kiedy dziecko jest zafascynowane wszystkim co je otacza, wówczas najlepiej zrezygnować z tego dobrodziejstwa;)
Mała ma obecnie półtora roku i smoczka używa jedynie do zasypiania tylko w łóżeczku np. w samochodzie zasypia bez smoka;)

Uwagi bym nie zwróciła…ale sama sobie nie pozwalam na takie wybryki. Pierwsza córa nie miała smoczka, bo nie umiała , nie chciała-nie wiem. Druga smoczek zaakceptowała i korzystamy z niego w domu. Ale nigdy nigdy nigdy nie wsadzam go sobie do dzioba (mam wszak próchnicę i inną ślinę). Jeśli upadnie na podłogę, to idziemy płukać wodą z czajnika. unikamy zwykłej kranówy-sami przecież też jej nie pijemy. A na spacery…no cóż wózki zazwyczaj mamy wielkie i pojemne, to bierzmy sobie małą butlę mineralnej do płukania smoczka. Takie moje zdanie

zachęcam do zapoznania się z artykułem pt. “Oblizywanie smoczka nie jest takie złe;)
Kategoria: eko-wiadomości”

wg mnie nie należy demonizować oblizywania smoczka, bo powinno to również dotyczyć np. łyczeczek itp. Jak równiez stwierdzenie, że dziecko zarazi się próchnicą jest wg mnie mniejsze aniżeli podanie dziecku soku na wieczór i nieumycie mu ząbków.

Każdy oczywiście postępuje z własnym sumieniem i wiedzą :slight_smile:

W sumie racja, może nie jest to takie złe, jednak w głowie wciąż brzmią mi słowa pani dentystki i jakoś nie mogę włożyć smoczka do ust. Podobnie mam z łyżeczką - nie oblizuję jej. Jednak Moja córcia cały czas pije przed snem i to nie jest woda więc próchnica pewnie będzie.

Ale dokładnie każdy ma własne zdanie. Ja chciałam tylko podzielić się pouczeniem specjalisty, który mnie za skrzyczał zanim mogłam tak naprawdę zrobić coś źle :wink:

Zależy jeszcze jak kto dba o zęby, ja mam zęby wyleczone często chodzę do dentysty do niedawna co miesiąc do ortodonty;-)

Nawet jeśli dobrze dba się o zęby to w naszej jamie ustnej są bakterie próchnicy. Ja mam wszystkie zdrowe ale smoczka nie oblizuję. Córka ma przypięty smoczek do ubranka specjalną zapinką, jeśli cudem wypadnie to mam ze sobą drugi a jak nie to radzi sobie sama, wkładając kciuka. Wolę jednak smok od kciuka, bo łatwiej jest odzwyczaić od smoczka niż od paluszka.

Monika ma rację.Czasami jak widzę jak jakaś mama broni się przed tym żeby smoczka przypadkiem
nie obliznąć,a za chwilę karmi dziecko łyżeczką i obliże bo próbuje czy dobre.No to sorry…
Mi się zdarzyło obliznąć,nie powiem że nie,bo bym skłamała.
Czasem też miałam dwa smoczki np w czasie spaceru czy na wakacjach,przy sobie.Czasem
przelałam go wodą,którą gdzieś tam w torebce miałam.To różnie bywało.

Masz rację Dariolka, czasem właśnie z tą łyżeczką jest gorzej niż ze smoczkiem. Mnie wkurza jak czasem gdzieś jesteśmy w gościach i mały podchodzi do kogoś, a ten mu daje, nie dość że własną łyżeczką to jeszcze z własnego talerza. No do jasnej choinki, co to ma być, to że to dziecko jeszcze nie znaczy że ma w taki sposób być traktowane. Ma swój talerz i z niego ma jeść. Przez takie zachowania uczy się, że tak można. Ja nie mówię, że sama mu czasem czegoś z własnego talerza nie dałam, na wakacjach czy przy okazji wyjść ale wydaje mi się, że to jednak różnica, w końcu ja jestem matką.

Ja się jednak sporo naczytałam, że to bardzo szkodliwe. Generalnie nie zamierzam, choć pewnie w ostateczności, przy rozpłakanym dziecku, jak bym wyjścia nie miała to pewnie też bym oblizała. Wolała bym to niż słuchać płaczu malucha.

Smoczka starłam się nie oblizywać i nie przypominam sobie sytuacji, żeby musiała to zrobić. Z łyżeczką przyznam szczerze jest różnie, choć niby wiem że to prawie to samo jednak mam świadomość, że dziecko jest już starsze i bardziej odporne i mu nie zagrażam. Zazwyczaj sprawdzam czy obiadek nie jest za ciepły jednak staram się łyżeczki nie wkładać do ust tylko dotykam zewnętrznej powierzchni ust.

Nie jestem zwolenniczką oblizywania smoczka, podobnie jak i całowania maluszka w usta. Maluszek będzie miał zawsze kontakt z zarazkami, a my rodzice nie musimy im tego ułatwiać przez takie zachowania. Uważam, że smoczek powinno się zapinać na specjalnym sznurku np. do bluzki maluszka. Moje dziecko używa smoczka od urodzenia i odkąd mała jest nieco bardziej ruchliwa przyczepiam jej go, by nie zgubić. Co do oblizywania łyżeczki nigdy tego nie robię, nadmiar posiłku ocieram o miseczkę. Jeśli maluszka ubrudzę, trudno. Wolę przebrać niż oblizać łyżeczkę. Dodam, że Lenka używa smoczka canpol, różowego, który podczas upadków niemal zawsze ląduje na ziemi smoczkiem do góry.

Mój synek nie używał smoczka.Gdyby jednak było inaczej i smoczek zabrudziłby się to chyba jednak wolałabym słuchać płaczu niż oblizać go. Mam jakąś awersję. Zawsze miałam jak tylko widziałam mamy oblizujące łyżeczki, smoczki. Myślę, że najlepiej mieć podczas spaceru wodę lub chusteczki nawilżane i przetrzeć smoka.Albo zabrać zapasowy. Tak jak pisze Małgorzata są specjalne łańcuszki do przypinania smoczków do wózka lub ubranka dziecka.
A co do sprawdzania temperatury posiłku to wystarczy przyłożyć odrobinę do ust.
Jeśli chodzi o całowanie to zdarza się, że ktoś w rodzinie całuje synka blisko ust ale niezręcznie mi zwrócić uwagę no bo to w końcu nie jest w usta tylko prawie :frowning:

Ja uprzedzam wszystkich, by nie całować Lenki w usta. Dla mnie to jest okropne. Przeważnie mam ze sobą chusteczki i gdyby mała ubrudziła smoczek, wolałabym go przetrzeć, jak wspomniała M.Wierzchowska.
Dla mnie widok mamy, która ma smoczek dziecka w ustach, nawet na moment jest odrażający…

maalgorzataa masz rację - uchhh nie cierpię całowania maleńkich dzieci w buzię, a o ustach już nie wspomnę. Podobnie wkurzało mnie całowanie rączek, które maluszek zaraz wsadza do buzi. Szału dostałam jak babcia mojego męża, kopcąca jak parowóz zaczęła obcałowywać mojego synka:/ Zwróciłam jej uwagę, widząc że mąż jakoś nie zwrócił na to uwagi, nie wiem czy byłam miła, czy nie - miałam to w nosie w końcu to o zdrowie mojego maluszka chodziło.

moczka nigdy nie oblizywałam ani łyżeczki jak mała je to zawsze ze sowiej miseczki

Całowanie dziecka w usta to coś strasznego i w ogóle obcałowywanie po buzi.
Niektórzy pozwalają tez w zabawie, żeby dziecko wkładało im paluszki do buzi albo dotykało zębów.

Ja i mój partner nie palimy, także jest zakaz palenia u nas w domu, jednak nie lubię jak osoba wracająca z ‘dymka’ przychodzi do Lenki i ją całuje. Brr. Okropność.
A co do władania paluszków do buzi, również nie jestem za tym, ponieważ wiadome, że maluszek zaraz włoży rączki do swojej buźki. Zauważyłam, że gdy śpię obok Lenki, a ona chce mnie obudzić wkłada mi rączki do buzi i nosa, czym skutecznie mnie budzi łobuziak i idziemy myć rączki.

Wiesz Małgosiu mi z tymi paluszkami to nawet bardziej chodziło o osoby z trochę dalszej rodziny.
Wiadomo, że my dbamy o bardzo higienę będąc non stop przy dziecku. Ale jak dziecko pcha paluszki dziadkowi do buzi, a dziadek właśnie kopci jak parowóz no to dla mnie nie bardzo.

Rodzica który oblizuje smoczek lub łyżeczkę dziecka spytałabym czy tak chętnie oblizałby widelec po teściowej lub wujku (wszak to też rodzina). Każdy z nas ma inne bakterie w buzi i mimo że dbamy o higienę jamy ustnej to nie ma gwarancji że nie zarazimy dziecka próchnicą lub helicobacter pyroli która powoduje wrzody.