Obawy przyszłych mam

Hej Kochane. Od jakiegoś czasu zastanawiam się czego najbardziej boją się kobiety w ciąży. Pewnie wiele z Was obawia się porodu lub tego, że nie poradzą sobie z małym dzieckiem. Czasami wydaje mi się, że jestem inna bo nie boję się tego całkowicie. Ale przeraża mnie coś innego. Obawiam się, że inni będą chcieli wychować mojego syna po swojemu i nie będą liczyć się z moim zdaniem. 10miesięcy temu siostra narzeczonego urodziła syna. Nie mam nic do jej wychowania, ale są rzeczy, które chciałabym robić inaczej. Mały dostaje już ciastka, ja chce z tym poczekać znacznie dłużej. Czuję, że będę słyszeć, że skoro ona na to pozwala to ja też muszę. Kiedyś powiedziałam koleżance, że najchętniej trzymałabym Małego od cukru przez trzy lata. Powiedziała mi że głupio myślę i przesadzam okropnie bo jej córka słodycze dostawała od razu jak zaczęly wychodzić jej ząbki. Inna koleżanka natomiast powiedziała mi, żebym się na to nie nastawiała bo tylko nerwicy dostanę jak ona, bo też tak chciała i jej teśćiowa jak i rodzice mieli to gdzieś. Kiedyś jej tato chciał dać Małej ciastko a ona powiedziała, że nie wprowadza Julce cukru jeszcze. Ten się na nią papatrzył i powiedział do dziecka “ale Twoja mama głupty gada” po czym dał jej ciastko. I takich sytuacji było znacznie więcej. W jej przypadku też jakiś czas wcześniej urodziło się dziecko w rodzinie (jej siostry). Zastanawiam się czy zawsze tak jest, że każdy patrzy na pierwsze dziecko a matka drugiego już nie ma nic do gadania.
Boję się, że i w moim przypadku tak będzie. Już nie raz słyszałam, ż źle myślę bo ktoś robił odwrotnie.
A Wy przyszłe mamy czego się boicie? Chętnie dowiem się także od obecnych mam czego bały się w ciąży i jak to później wyglądało :slight_smile:

Ja się boję tego że urodzę za wcześnie i syn będzie miał problemy ze zdrowiem. Boje się też ze za ileś lat mi powie że wszelkie problemy które ze sobą ma, ma przeze mnie.
Tego o czym piszesz się nie boję. Ja wiem że u mnie dokładnie tak będzie. Moja mama nie liczy się ze zdaniem innych i robi jak uważa nawet jeśli chodzi o nie jej dziecko. Widzę to po dzieciach mojej siostry. I podkopuje autorytet siostry jako mamy właśnie tekstami typu “ale mama głupoty gada”. Ja już wiem że u nas będzie to samo i nastawiona jestem na wojnę. Pamiętaj że to Ty jesteś matką, to jest TWOJE dziecko i tylko ty i tata dziecka macie prawo decydować co dla niego najlepsze. Inni mogą doradzać, jakieś swoje spostrzeżenia mieć, ale nic nie mogą narzucić i Wy macie prawo do tego żeby tych rad nie słuchać jeśli się nie zgadzacie i domagać się szanowania waszych zasad w kwestii wychowania dziecka.

Kinga666 po prostu musisz wszystkim wcześniej powiedzieć że nie chcesz aby synek wcześniej jadł słodycze i powinni uszanować Waszą decyzję a jak ktoś mówi do dziecka że mama gada głupoty to ja bym odpowiedziała że mama wie najlepiej co jest dobre dla jej dziecka. A potem bym sobie wypożyczyła taką osobę na osobności i powiedziała co myślę. Ja obawiam się jak to będzie jak już maluszek przyjdzie na świat czy sobie poradzę, porodu też się obawiam… Myślę że zawsze są jakieś obawy i czymś się martwimy.

Doskonale rozumiem Twoje obawy… mój brat ma prawie 2letniego synka i jemu tez nie wolno jeść dużo słodyczy a jak przyjeżdżają do moich rodziców to tata daje mu dosłownie wszystko co chce bo “dziadkowie są od rozpieszczania”. Wydaje mi się, ze takie sytuacje sa nieuniknione w kazdej rodzinie, zawsze znajdzie sie ktoś kto “wie lepiej” . Ja stety bądź niestety mam troszkę podły charakter i potrafię tupnac nogą. Podam glupi przyklad ale gdy juz kilka lat temu kupilam psa to też kto by nie przyjechal to rzucał mu a to kielbaski troszke a to czegokolwiek, wkurzylam sie na tyle ze przez jakis czas bylam poklocona z ciotkami bo przeciez jak moglam im tak nagadac… tyle ze to moj pies,ktory mogl po takim jedzeniu chorowac albo nauczyc sie sępić przy stole. Dziś jak ktokolwiek przyjeżdża to dalej słyszę te docinki jak mówią do psa “nie biedaku ty nic nie dostaniesz, masz suchą karmę w misce”. Ja juz się tym nie przejmuje, cieszę sie ze moj pies nie choruje i ze jest dobrze wytresowany a reszta niech sobie gada

W ciąży panicznie bałam się porodu i tego że moje dziecko urodzi się chore . Nie było dnia żebym o tym nie myślała. Natomiast nigdy nie bałam się że sobie nie poradzę itd jakoś w ogóle mnie to nie dotyczyło.
A jeśli chodzi o wychowanie i wtrącanie się to ja np do 2roku życia nie dawałam mojemu synowi słodyczy ani nie używałam cukru. Jeśli już to coś domowego gdzie wiedziałam co jest i gdzie zamiast cukru był np syrop klonowy. Teraz ma ponad 2latka i ogólnie nadal raczej słodyczy nie daje ale zdarza się że zje herbatnika lub kawałek Kinderki jak coś dostanie już też tak bardzo restrykcyjngd nie patrzę zwłaszcza że jest coraz trudniej gdyż dużo rozumie i robi aferę. Pamiętam jak miał 1.5roku i teściówgd robili imieniny i koniecznie chcieli żeby ciasto jadł a ja powiedziałam nie. Niby było domowe ale bitą śmietana budyń z torebki i owoce z zalewy a moje dziecko takich rzeczy nie dostawałm. Teściowa była zdziwiona czemu że przecież w domu robione itd więc wyjaśniłam że nawet budyń robię sama. Stwierdziła że przesadzam i jej chłopcy jedli już wszystko w tym wieku. No cóż to byli jej chłopcy… Znają moje poglądy i sami nic nie dadzą zawsze pytała choć czasem denerwuje mnie ze on się bawi nic nie chce a teściowa to zawolal go na ciasto albo a dasz mu lodów . No kurcze jak przyjdzie i się upomni to może trochę dam ale nie będę go specjalnie wołać na słodycze to nie obiad. Kłopotliwe jest dla mnie też że inni ludzie przynoszą zawsze słodycze np ostatnio moje 2letnie dziecko dostało potrójne opakowanie toffi no super. Schowajam i zjadłam z mężem:-D nie tłumacze się nigdy. Dziękuję i tyle. Na szczęście dzieci które nie znają słodyczy nie wiedzą co to więc nawet nie było afery o to tofifi. Nie ma też afer w sklepie o słodycze bo ich nie zna. On jak coś to chce tubke owocowa albo herbatniki:-D ostatnio byłam u koleżanki i jej córka jadła truskawki maczajac w cukrze. Mój też chciał więc pozwoliłam i wiecie co wyplul po czym zjadł bez cukru:-D koleżanka
Była w szoku.
Ja myślę że to twoje dziecko i masz prawo wychowywać jak chcesz i jasno o tym mówić. Ja nie miałam sytuacji że coś dali wbrew mnie ale gdyby tak było zabrałabym i zrobiła aferę. I napewno nie zostawiła im dziecka

Ja aktualnie juz tak bardzo. Ke boje sie przedwczesnego porodu, pomimo zs mi grozil, ale teraz mam bardzo podobne obawy jak wy. Mnie sama wychowali rodzice i dziadkowie, wiec wiem czym to wszystko grozi. Ale nie mam zamiaru prztyakiwac i poddawac sie opinii innych. Nich mysla i mowia co chca. To moje dziecko i tylko ja i maz mozemy o nim decydowac.

Powiem szczerze że o ile podważania moich decyzji ze strony moich rodziców się nie boję, bo będę reagować nerwami bez cienia wyrzutów sumienia o tyle tego typu sytuacji troszkę się boję ze strony teściowej. Ja teściową mam złotą, naprawdę. Zawsze pomocną itp. Ale czasem właśnie za bardzo by chciała pomóc a mnie jest głupio tłumaczyć dlaczego nie potrzebuję. Ona się nie narzuca, nie wciska i nie krytykuje, ale czasem tak po kilka razy zaproponuje pomoc mimo moich odmów. Chce dobrze, ja wiem, ale że jestem choleryk to mnie to drażni czasem. I tak się boję że po porodzie będę bombą hormonów i jak mimo informacji że ogarniam sytuację i dajemy z mężem radę postanowi wpaść i nam ugotować czy coś (wiem że powinnam dziękować że chce pomóc) to mi hormony zadziałaja i powiem o parę słów za dużo i sprawię przykrość. Jestem patologicznym przypadkiem zosi samosi i choćbym się miała wykończyć to chcę radzić sama (no z mężem). I mimo że teściowa jest naprawdę w porządku, nie krytykuje ani nic, to jak za bardzo będzie chciała pomagać to ja mogę się zachować jak świnia i doprowadzić do kłótni.

Ja na razie nie mysle o tych problemach, ktore wymieniacie. W tym roku sie wyprowadzamy i zanim zaczne dawac cos jesc malemu (innego niz mleko) to juz bedziemy na swoim i nikt nie bedzie sie wtracal :slight_smile:
Porodu troche sie boje- ale nie jestem pierwsza i ostatnia- jakos to bedzie. Oby tylko maly byl zdrowy…
Czasem siostra pyta sie, czy zastanawiam sie jak bedzie wygladac dziecko i czy sie o to nie martwie. Czasem mysle, ale przeciez nie ma o co sie martwic. Bardziej sie martwie, czy bedzie dobrym czlowiekiem jako osoba dorosla. Chcialabym go wychowac tak, jak jest wychowany moj maz, albo ja :slight_smile: Oby nie byl taki jak wujek z ciotka- ale kto wie jakie techniki wychowania zastosowac, zeby po latach okazalo sie skuteczne??

Ewa, dokladnie jabym slyszala wlasne mysli. Mam dokladnoe tak samo

Madzia, ja też się wyprowadzam. Przed porodem będziemy już na swoim i to około 60km od naszej rodzinnej miejscowości. Jednak będziemy pewnie często odwiedzać rodziców i teściów.
A co do technik wychowania, z tym nigdy nic nie wiadomo niestety. Czasami dziecko w szkole wejdzie w złe towarzystwo i niestety rodzice niewiele mogą zrobić.

Wazne zeby dziecku zapewnic maksymalna ilosc wsparcia i ciepla. Zeby wiedzialo, ze cokolwiek zlego bedzie sie dzialo, to zawsze w domu dostanie wsparcie. No i zeby jednak znalo granice. Mama i tata to mama i tata a nie koledzy ze szkoly czy podworka. Trzeba byc zgodnym i konsekwentnym. Powiem wam ze moja kolezanka popelnila wielki blad bo ma 2 synow 5 i 8 lat i od poczatku wychowywala ich tak, ze jak zrobili cos zle to najpierw krzyczala a zaraz tulila. I teraz nia manipuluja jak chca.

Często się tak właśnie dzieje kiedy nie ma konsekwencji. Ja jestem osobą bardzo lubiącą stawiać na swoim i powiem że jak byłam w ciąży to mówiłam do mojego brzucha że bardzo współczuje mojemu dzidzusiowi, ale jak się już urodzi to będzie miał mega przerąbane bo ze mną przelewek nie ma :wink:

Mysle, ze jesli tesciowa bedzie sie wtracac, to ladnie jej podziekuje za pomoc, wezme to pod uwage, ale wole zastosowac takie metody poniewaz… I elokwetnie wytlumaczyc. Moja tesciowa jest 60+ i sama zdaje sobie sprawe, ze czasy sie zmienily. Gorzej z moja mama, bo jej sie nie da delikatnie wytlumaczyc i jest bardzo stanowcza. Jak ktos podwazy jej zdanie to strzela fochy :wink: Na poczatku bardzo mi sie przydadza jej rady, ale dobrze, ze niedlugo bedziemy z nia mieszkac :slight_smile: Po jakims czasie sama bede wiedziala co, kiedy i jak robic z moim dzieckiem

Justyna8907 ja nie uważam aby całkowite pozbawianie dziecka słodyczy było konieczne i dobre dla niego. Ty oczywiście masz prawo nie dawać swojemu dziecku cukru jeśli nie jesteś jego zwolenniczką. Ale nie słyszałaś że najlepszą metodą wychowawczą jest pokazywanie na własnym przykładzie prawidłowych zachowań? Mówienie dziecku że słodycze są bee ale jedzenie ich samemu to trochę słabe. A już żeby zabrać słodycze które dziecko otrzymało i mu je zjeść w całości to spore przegięcie moim zdaniem.
A co do obaw to ja przede wszystkim boje się porodu, tzn nie samego w sobie ale tego żeby się wszystko udało - zdążyć na czas, przeżyć operację bez powikłań i najważniejsze żeby z dziećmi było wszystko ok. Trochę boje się tego jak sobie poradzę z dwójką zwłaszcza że sporo osób mnie straszy że to mega trudne. Opinii innych i dobrych rad się nie boję bo też umiem odpowiednio odpowiedzieć na takie teksty :slight_smile:

Zuza a czy myślisz że ja wyrywao.dziecku w.rak i jem na jego oczach? Poprośtt uważam że słodycze typu czekoladki toffefe itp są nieodpowiednie dla 2latka i nie jest tajemnicą że moje dziecko ich nie dostanie. Niech kupić owoce książeczkę tubkg owocowe jeśli mają życzenie. Ja słodycze jem i bo od małego byłam przyzwyczajona do cukru i słodkiego przez co miałam problemy z otyłością i nie potrafię ich nie jeść choć się staram bardzo ograniczać. Nigdy też nie jem słodyczy moim zdaniem nieodpowiednich dla mojego dziecka w jego obecności. A ono słodycze dostaje takie z których wiem co jest domowe ciasto, tarte zrobiona z domu, czasem lody. Ciastka owsiane itp.
I zdaje sobie sprawę że całe życie nie uchronid żeby czegdp nie zjadł ale wychodzę z założenia że nawyki żywieniowe właśnie teraz się kształtują i dopóki mam na to wpływ to uważam że cukier w postaci słodyczy w których również jest sporo innego syfu jest zbędny w dzieci 2latka.
Na marginesie moje dziecko dostałaa tofifi nawet go nie otworzyło i nie wiedziało co to poprośtu pojeździło autkami po opakowaniu i mi oddało. Schowajam i wyjelam w domu tak żeby nie widział koniec tematu

Nie ma co popadac w paranoje dziewczyny :slight_smile: Kazda ma i stosuje swoje metody wychowawcze. Ja zauwazylam po dzieciach znajomych, ze wola chipsy niz slodycze - a to chyba gorsze… Osobiscie gdy ide w odwiedziny kupuje jakas drobnostke w Pepco np ksiazeczke albo zabawke do kapieli. Bo nigdy nie wiem, czy rodzice zycza sobie czekoladki. A zabawka posluzy dluzej :slight_smile:
Ostatnio bylismy u znajomych, kupilismy kolorowanke i kredki. Jak zaczelam wyciagac z torebki to ojciec dziecka od razu zaczal: “Jak czekolada to schowaj!”. W sumie byli zdziwieni, ze cos innego niz slodycze :slight_smile:

Ja też staram się wybrać jakiś drobiazg a nie słodycze. Teraz słodyczy tak naprawde każdy ma pod dostatkiem i nie ma potrzeby jeszcze dodatkowo przywozić, a i rodzice coraz bardziej świadomi i wiedzą że nic w tym dobrego nie ma.

Otóż to. Słodycze są całkowicie zbędne.

Kinga, myślę, że strach przed porodem, czy tez trudem wychowania dziecka jeszcze do Ciebie przyjdzie. Do mnie przyszedł nieponadziewanie w czasie porodu. A przy drugim myślałam już, że nic mnie nie zaskoczy i strach, zmęczenie i wiele innych emocji również mi towarzyszyły. Wiem o czym piszesz, to wtracanie się osób trzecich w wychowywanie mojego dziecka. Najgorsze jest to, ze nie tylko najbliżsi się wtracają, powiem ci, ze niejednokrotnie spotkałam sięz wtracaniem osób zupełnie mi niezananych. Jestem mamą kochanej dwójeczki i osoatnio z młodzym sobie spacerowałam, zaczepiłam mnie obca baba i mówi do mnie, ze dziecko to moze być bez czapeczki bo na pewno mu za gorąco jest. Argumet, że dziecka kark jest w odpowiedniej temperaturze, nie jest spocony i jest duzy wiatr nie przemawiały.
Z tymi ciastkami tez rozumiem, moja mama fanatyczka " kiedys tak było i było dobrze" wypycha w moje dzieci wszystko co jej sie nawinie akurat na zakupach. Ciastka czekoladki soczki cukiereczki batoniki . Masakra jakaś. Cieżko mi nad tym zapanować. Chleb najmlodszemu wpychała juz jak miał 5 miesiacy. Karmienie piersią ? a w zyciu 3 misiace to juz wystarczajaco. Mam swoj rozum i staram sie z nia rozmawiac pokazujac najrózniejsze artykuły, ale ona jest tak oporna na nową wiedze i informacje, że czasami tracę siły. Moje rozwiązanie, było dosć rdykalne, ale w końcu poskutkowało. Po prostu przestałam ją odwiedzać z dziećmi. Teraz po takiej “terapi wstrząsowej” zawsze powie swoje zdanie, ale na koniec dodaje " ale ja tam ci się nie bedę wtrącać". Troche się juz pohamowała i nie wpycha ciastek na siłe

Jakie miałam obawy? Oj było ich wiele. Najważniejsze to:

poród - czy sobie poradzę i czy będzie bolało
czy moje ciało się nie zmieni
oraz najważniejsze. Jak wychowam maluszka. Jeszcze urodzic i donosić ciążę to nie problem. Gorzej jest potem z wychowaniem. Tak aby dziecko wyrosło na rozsądnego i zdrowego człowieka.

Swoja drogą to polecam poczytac sobie kalendarz ciązy:

jest tutaj opisane jak zmienia się ciało kobiety w każdym miesiącu, tygodniu Im więcej się wie tym jednak strach jest mniejszy.