Nerwy w ciąży

Ja nerwowa raczej nie byłam w ciąży :wink: Wręcz przeciwnie - spokojna :wink: Teraz jedynie na sam koniec mam czasem huśtawki nastrojów (czasem chce mi się płakać bez powodu - na szczęście rzadko). W każdym bądź razie jak jestem poddenerwowana to biorę kilka głębokich oddechów ,wyciszam się i piję sobie meliskę :wink: Mi pomaga.

Ja przez całą ciąże jak to mawiał mój mąż byłam jedną wielka oazą spokoju. W żartach kiedyś powiedział że może w ciąży mogłabym chodzić cały czas bo byłam niezwykle spokojna. Oczywiście zdarzyły się może jakieś sytuacje stresujące ale to chyba już pod sam koniec związane ze szpitalem i porodem.

Ja staram się nie stresować, chociaż faktycznie na początki ciąży było z tym ciężko, ze względu na to że wcześniej dwie kruszynki straciłam. A jeżeli już zdarzył się jakiś stres to najlepiej w rozładowywaniu go pomagał mi masaż wykonywany przez męża. Robiliśmy sobie wtedy wieczór bez prądu ze świeczkami i pachnącym olejkiem do masażu. Bajka!

Na początku ciąży byłam niezłą histerczyką (wybacz mi, Mężu;)), ale teraz to się trochę uspokoiło… Czasami mam jakieś nerwy, ale staram się panować nad emocjami. Pomaga mi w tym myśl o dziecku i głaskanie brzuszka.

mraczek80 - mój mąż również nazywa mnie oazą spokoju i też nieraz żartuje ,że mogłabym być w ciąży cały czas :wink: Bo przyznam ,że zawsze miałam ciężkie miesiączki… krótkie cykle, długie i obfite 7dniowe krwawienia …no i oczywiście te humorki. Oj czasem mi było go szkoda …bo taka nerwowa i zmierzła byłam :wink: A w ciąży? Spokojna jak nigdy :wink:

Z opanowaniem emocji czasem jest naprawdę ciężko. Ja zazwyczaj wyżywałam się na narzeczonym, jednak był i jest wyrozumiały. Kiedy wykrzyczałam mu coś, po chwili było mi go szkoda i przepraszałam. Zdarzało się, że i on miał zły humor, to mi dodawało to dodatkowego kopa i mogłam wojować :wink: Mimo to, rzadko miewałam ataki nerwowości, częściej zdarzało mi się płakać bez powodu, a wtedy partner mnie pocieszał.

oj na poczatq ciazy bylo ciezko, drazliwa bylam… a w ogole cala ciaze bylam wrazliwa na wszystko co mowili, odnosnie imion, wygladu czy tego jak ktos inny przechodzil ciaze, a juz najbardziej nie moglam sluchac jak to kiedys bylo zle a my mamy dobrze (rodzice), no i ze ciaza to nie choroba bla bla bla… ja po prostu jak moglam to wychodzilam z pokoju a jak nie to sie darlam :stuck_out_tongue: albo maz mi pomagal… najgorzej bylo w pierwszym trymestrze a pozniej juz lepiej z panowaniem nad nerwami… jedno jest pewne, bylam nieugieta… jak cos postanowilam to nie bylo na mnie mocnych…

Mi jakos moje zdenerwowanie, ktore normalnie towarzyszylo mi dosc czesto jkos w ciazy po prostu zniknelo. Stalam sie duzo bardziej spokojniejsza, opanowana, nie zwracalam uwagi na drobne szczegoly, ktore normalnie wyprowadzilyby mnie z rownowagi. Wszystko to przyszlo samo i specjalnie nie musialam nad tym panowac czy sie tego uczyc.

O jejku, ja to wyłam, non stop, ciągle płakałam, i chyba to mnie uspokajało.

ja w poprzedniej ciąży i w tej mam coś takiego, że często mam ochotę wybuchnąć płaczem, bez powodu. Jak zobaczyłam dziś karetkę na sygnale, to płakać mi się zachciało.

Oj bylo ciezko z tymi nerwami, nie pamietam zebym sobie z nimi jakos radziła; ) od 8 do 18 bylam sama i mi jakos to mijalo. A jak nie minelo no to bylo goraco; ( Niestety nikt nie wspomina ze kobiety w ciazy maja takie nerwy okreslane jako burza hormonów a powinno byc tajfun hormonow… Gorzej bylo po porodzie to dopiero były nerwy… staralam sie panować nad tym ale nie zawsze sie udawalo.

A ja krzyczałam… Oj dużo krzyczałam…

Moje stany emocjonalne były dwubiegunowe :slight_smile: jak miałam ochotę to płakałam albo krzyczałam, albo cieszyłam i śmiałam się bez powodu. Najważniejsze to, żeby nie tłumić emocji (nawet tych złych) tylko dać im upust.

A wiecie co… Mi po ciazy to zostalo, tzn. Wzruszam sie ciagle, normalnie na bajce sie ostatnio poplakalam “dzwoneczek i skarb” czy jakos tak… Taka byla piekna bajka i az sie poplakalam… Zadnej przemocy ani nic, synek starszy ogladal a ja razem z nim :wink: wiec chyba poki ciagle karmie i nie dokarmiam mm to tak bedzie, mam nadzieje,ze to nie zostanie mi na zawsze :stuck_out_tongue: bo ostatnio siedzielismy z mezem i dwojka naszych szkrabow a ja znowu sie rozkleilam jaka mam wspaniala rodzinke…

Nerwy w ciąży miałam zszargane. Przez to, że przez pierwsze 3 miesiące leżałam 3 razy w szpitalu z poronieniem zagrażającym utrzymanie ciąży było dla mnie cały czas pod znakiem zapytania. I mimo, że potem już było ok, mały rozwijał się dobrze to strach o dziecko towarzyszył mi do końca. Z nerwami nie radziłam sobie. Zamiast oglądać komedie i nastrajać pozytywnie czytałam w necie informacje o zagrożeniach ciąży, ich symptomach i tylko przez to jeszcze bardziej się nakręcałam.

ja całą ciążę wiecznie chodziłam zdenerwowana, wyzywałam, szukałam sama zaczepki do kłótni. Wszystko mnie denerwowało, za sprawa zmiany hormonów. Oczywiście każdy mówił uspokój się bo dziecko będzie znerwicowane, będzie Ci płakać itd. Hmmm urodziłam a dziecko spało, spokojne było i jest, no może czasem szaleje w zabwie, ale na pewno nie denerwuje się jak twierdzono.

Weszłam w ten wątek i czytam “od deski do deski” bo nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że kobieta w ciąży może się aż tak denerwować… :)) Zależy oczywiście co jest powodemtych “nerwów.”
Ja się raczej przestałam denerwować czymkolwiek jak się dowiedziałam, że jestem w ciąży i ogólnie tak zostało. A denerwowałam to się w pracy.
Szkoda nerwów dziewczyny :slight_smile:

Oj ja jestem strasznie nerwowa, więc współczuję mojemu partnerowi. Potrafię płakać bez powodu :slight_smile:

Ja miałam to samo co Beatrice :slight_smile: praca sprawiała, że byłam prawdziwym nerwusem a jak tylko zaszłam w ciążę poszłam po L4 i… jak ręką odjął :))) już nic od prawdzywych tragedii mnie nie wzrusza.

Ja zazwyczaj po pracy wracałam i aż płakałam tyle nerw każdego dnia zszarganych, dobrze że wymiotowałam to poszłam na L4, ale w ciąży też byłam strasznym nerwusem, obwiniałam się za wszystkie choroby i ciągle martwiłam o to co z maluchem, dlatego Pani doktor zaleciła mi picie melisy nie szkodzi ciąży a trochę uspokaja. W pierwszej ciązy tak się denerwowałam przeddzień ślubu że musieli mi parzyć melisę kilkakrotnie :wink: Co do nerw starałam się też tłumaczyć sobie, że niewolno mi się denerwować ale wiadomo nie zawsze się to sprawdzało.