Nacięcie krocza i gojenie rany

Pomaga siedzenie na dmuchanym kole, takim jak dzieci mają do pływania w wodzie

u mnie było podobnie. Ja nie mogłam usiąść na na dmuchanym kole, czułam się niepewnie. Miałam taki ochraniacz od zimna przy oknie balkonowym i zrobiłam z niego okrąg i na nim siedziałam, Przed wyjściem ze szpitala poprosiłam o receptę na czopki przeciwbólowe i to mnie uratowało!!! Bolało mocno w domu

ja na kole nie siadałam bo wydawało mi sie to zbednym utrudnieniem, jakos tak nie brzmialo to pewnie :stuck_out_tongue: po prostu siadałam tylko na ta strone bez naciecia. ale to zalezy jak kto jest naciety lub jak peknie. czasem nie da sie siasc. a mi to i stac było ciezko. czułam straszny ból w nogach i kroczu.

Mnie koło niestety nie pomogło. Pękłam aż po odbyt, więc tak naprawdę dziura w środku nic nie dała ;(

Kurcze ja po porodzie to się czułam dobrze mąż się śmiał że 2dnia nie mógł mnie dogonić na korytarzu;-) dopiero w domu troszeczkę przyszalałam i nie było fajnie. Przed porodem czytałam artykuł, nacięcie to przegiecie… Nie wiem jak u was, ale u mnie nie widziałam różnicy w goleniu, czy na pęknięciu czy przecięciu tak samo się goiło.

Ja również nie polecam koła dmuchanego, każda próba usiadnięcia na nim sprawiała ból…

Ja nie miałam potrzeby korzystania z takiego koła…nawet chyba nie wiedziałam o jego istnieniu tzn że mozna go tak wykorzystać.ale jak potem czytałam opinię na temat koła to były one pozytywne.
Ja osobiście szybko doszłam do formy.Jak pielęgniarki przyszły do pomocy żeby wstać i zrobić siusiu to sama bez problemów wstałam z łózka

hehe… dariolka a ty miałaś cesarkę? bo u nas na sali nie widziałam zeby komukolwiek pielęgniarki pomagały z wyjsciem do wc;) po porodzie kazały przyjść do pokoju pielęgniarek i powiedzieć czy po 2 godzinach zrobiłam siusiu czy nie.

Nie,ja rodziłam naturalnie i do każdej rodzącej u nas po jakimś czasie przychodziły pielęgniarki
i pomagały przejść do łazienki.do każdej pacjentki indywidualnie.

Dariolka gratuluje wyboru szpitala wobec tego :wink:

Ja też polecam siateczkowe majtki. Ponieważ miałam bardzo obfite krwawienia to musiałam zakładać coś co podtrzymywało mi wkłady. A wkłady oczywiście klasyczne, najtańsze z belli. Położna kazała nam tylko nie używać podpasek, a w szczególności tych z substancjami zamieniającymi wilgoć w żel. Ja mam na nie uczulenie, wiec nigdy ich nie używam.
Oczywiście bardzo ważne jest częste podmywanie. Najlepiej pod prysznicem przy użyciu letniej wody. Do tego położna radziła tez opryskiwać ranę tantum rosa. Ja akurat tego nie używałam bo i tak rana goiła się bardzo dobrze. Położna, która przyszła na wizytę domową poradziła mi moczyć ranę w wodzie z szarym mydłem. Oczywiście niezbyt długo, po kilka minut dziennie. Okazało się to bardzo pomocne a przy okazji znacznie tańsze niż tantum rosa.
Do podmywania używałam Lactacydu, tylko dlatego, ze zawsze go używam.
Poza tym higiena, higiena i jeszcze raz higiena.

Ja tez o tych siateczkowych majtkach myślałam żeby kupić, teraz mnie upewniłyście pisząc że są lepsze od tych flizelinowych, bo nad nimi też się zastanawiałam. Słyszałam ,że lepiej goi się rana szyta zwykłymi nićmi,które się wyciąga. Koleżanka miała rozpuszczalne i mówiła m, że strasznie długo się męczyła. Macie jakieś doświadczenia z tym związane? I czy wiecie czy można sobie zażyczyć takich lub takich szwów?

Petronela teraz nie byłam nacinana,ale poprzednio tak.Miałam szwy rozpuszczalne ale położna która przyjechała do mnie na wizytę domową oglądnęła cięcie i mi szwy wyjęła.Od razu poczułam sie lepiej bo z tymi szwami ciągle coś ciągnęło i źle się na tyłku siedziało.Tak,że można zapytać położną ,zaraz na pierwszej wizycie w domu mi sama zaproponowała i strasznie się cieszyłam ,że mi je wyjęła.Tak,że wydaje mi się ,że to nie chodzi o samo gojenie tylko o sam dyskomfort bo jednak szwy rozpuszczalne potrzebują trochę czasu zanim się w środku rozpuszczą i te węzełki na zewnątrz przeszkadzają gdybym była nacinana drugi raz na pewno bym w poprosiła o ich wyjęcie:)

ja miałam i takie i takie. na zewnątrz wyciągane, a wewnątrz rozpuszczalne. te zewnętrzne mi po 7 dniach zdjęli. a te wewnętrzne mam do dziś! 12 tydzień po porodzie! jak robie siku to mnie ciągnie strasznie… lekarz gin mówił, że one takie są , że się potrafią długo rozpuszczać i że niczym ich zdjąć nie można i muszę czekać… nie wiem ile to jeszcze potrwa ale idę do gin za około dwa tyg jak nadal tak bedzie bo już sama nie wiem czy to te szwy czy źle mnie zszyli , że tak mnie skóra ciągnie:/

ja podobnie jak Kaja miałam zewnętrzne szwy ściągane a wewnątrz rozpuszczalne, nie pamiętam już dokładnie kiedy mi zeszły, bo ciężo jest to jednoznacznie określić ale też długo schodziły, nie zdziw się kiedy pod prysznicem zobaczysz niebieskie kawałki nitek.

petronela.w nie wiem czy można sobie zażyczyć wybrany rodzaj szwów, chyba szpital ma jakieś rutynowe postepowanie. Ja lekko pekłam, nie wiem ile miałam szwów. Czułam je tylko podczas mycia, że są a tak jakby ich nie było. Były tu szwy rozpuszczalne, po chyba 1-2 tygodniu zauwazyłam niteczki na majtkach. Jeden szew miałam tak przy wejściu do pochwy na sciance i dopiero podczas stosunku odczułam dyskomfort bo zrobiło się tak strasznie ciasno.

zgadzam się z moniką! znajoma miała malutkie pęknięcie i założono jej szwy nierozpuszczalne, ja miałam pęknięcie II stopnia, szwy na zewnątrz i wewnątrz - wszystkie rozpuszczalne, żeby było jasne - rodziłyśmy w różnych szpitalach

rodzaj szwów chyba zeleży od pęknięcia lub nacięcia, osobiscie miałam 4 wewnątrz i 4 na zewnątrz, kiedy poszłam na zdjecie szwów położna powiedziała, ze strasznie musiałam cierpieć kiedy dowiedziała sie, ze rodziłam bez znieczulenia, że dzidzia musiała być duża a mała była w normie bo 3730 i 56 cm
No i oczywiscie szwy miałam zdjęte później.

Mi tez położna powiedziała, ze nieźle byłam “poszarpana”. Ale pamiętam też jak po porodzie, położna która szyła mnie pod okiem lekarki powiedziała do męża, “no żona jest taka jak przed tym, zrobiłam najciaśniej jak się dało”. No więc myślałam, że nie pękłam za bardzo. Okazało się jednak, że bardzo. Ale najważniejsze, że wszystko dobrze się zagoiło i w relacjach z mężem jest tak jak było przedtem :slight_smile:

A co do szwów to ja usłyszałam na sali porodowej rozmowę położnej z lekarką. Stały obok mnie i położna mówi, czy zakładamy rozpuszczalne, a lekarka do niej “a co pani taka rozrzutna, zwykłe będą dobre”. Ale miałam to gdzieś, jakie szwy mi zakładają. Dla mnie najważniejsze było to, ze moja córka jest już z nami, jest zdrowa i zaraz ją zobaczę:)

Niestety dwa razy cięto mi krocze. Za pierwszym razem dopiero po kilku dniach powiedziano mi jak poprawnie pielęgnować ranę co skończył się dla mnie długimi miesiącami pracy i gojenia. Riwanol lał się gęsto. Miałam nadzieje że przy drugim porodzie nacięcie nie będzie konieczne, ale niestety mam wrażenie, że robią je standardowo do każdego porodu. Tym razem zapytałam już podczas szycia lekarza jak sobie poradzić i poleciła mi bardzo częste podmywanie się - po każdym oddaniu moczy itp., wietrzenie krocza, nie noszenie podpasek, ale wkładu dostępnego w szpitalu - trzeba sobie tylko odpowiednio złożyć - no i majteczki jednorazowe, fajnie się sprawdzają. I powiem szczerze, że szybciutko wygoiło się, szwy ściągnęli mi jeszcze w szpitalu, dwa dni wcześniej niż trzeba - bo musiałam dłużej z uwagi na synka posiedzieć tam - i miałam przez chwile wrażenie, że mi się rozeszły, ale okazało się, że wszystko jest dobrze, pięknie się zagoiło i teraz nie mam żadnych problemów.

Podsumowując - najlepiej często podmywać się i wymieniać podkład, no i wietrzyć, a i próbować odpoczywać jak najmniej siadać - można kupić odpowiednią poduszkę z dziurką w środku. Starać się nie siadać na tym półdupku gdzie było cięte przez co najmniej 6 tygodni - polecenie rehabilitantki szpitalnej. No i dbać o siebie, a będzie dobrze.