Mąż = Zero wsparcia

Jestem z moim mężem niemal połowę swego życia i w zasadzie znamy się jak łyse konie ale to co on wyprawia odkąd w ciążę zaszłam aż do teraz to się w głowie nie mieści.
Zaczęło się od tego gdy musiałam pójść na zwolnienie do końca ciąży już na początku 3-go mies. Pracowałam w mięsnym a ciąża okazała się zagrożona i miałam zakaz robienia czegokolwiek. Miałam" leżeć i pachnieć".
Męża i jego rodzinkę wtedy jakby piorun strzelił. Wytykali mi że nic nie robię itp a tak naprawdę nie potrafiłam usiedzieć w miejscu i ile i co mogłam to robiłam…
Przyszedł taki czas, że trafiłam na miesiąc do szpitala. To był czas męki i strachu. Moi rodzice i brat codziennie przyjeżdżali i modlili się żeby wszystko było ok ze mną i z synkiem. Leżałam w szpitalu 50km od domu… A mój mąż?
Ani razu nie wziął wolnego a odwiedził mnie tylko 3! razy.
Po wczesnym porodzie przez CC wpadłam w depresję, coś we mnie pękło. Jak nie płakałam tak zaczęłam strasznie wyć. Jeszcze się okazało że mnie wypiszą a maleństwo zostaje w szpitalu.
Na drugi dzień po wypisie, 5 dniową raną po CC poczłapałam na autobus i się tułałam te 50 km do synka, mimo bólu. Ledwo chodziłam, ale chodziłam…
Mąż tyle co pojechał ze mną odebrać małego po miesiącu ze szpitala i 2 razy wcześniej ze mną pojechał odwiedzić dzidzię. Ja byłam u synka codziennie.
Wiecie co?
Nawet przez ten miesiąc gdzie ja ledwo się poruszałam i jeździłam od rana do nocy do dziecka on mi wypominał, że np obiadu nie ma albo że nie poodkurzane…
Tak jest do dziś chociaż teraz wiele mogę zrobić bo Synek zaraz pół roczku skończy :slight_smile: Ale i tak wszystkiego nie ogarnę bo brakuje mi nie raz czasu żeby do łazienki iść albo zapomnę o tym bo mały zapłacze czy coś w tym stylu i lecę do dziecka przecież. Jestem Mamą przede wszystkim.
Wczoraj powiedziałam mężowi że jak mu się coś nie podoba to może odejść, droga wolna. Nic nie pomaga, jak go proszę żeby 5 min posiedział z małym żebym np się wykąpała to wielce obrażony bo przecież to moje zadanie a nie jego. On tylko przychodzi do nas i łazi za nami żeby “Popatrzeć na syna”.
Wychowywał dwie siostry, zmienia pampersy, przebiera umie nie to że nie potrafi i się boi…Jemu się nie chce.
Ciężko mam ale znoszę to dla synka. Staram się być twarda ale czasami pękam…
Tak chciałam się wyżalić…
Czy tylko mój mąż dostał “małpiego rozumu” po zostaniu ojcem?
Czy to taka męska zakaźna wredna choroba?

Czytam to i jest mi przykro. Nie rozumiem tego jak facet moze sie tak nie interesowac wlasną zoną i dzieckiem, własną rodziną. Rozmawialas o tym z mezem? Tlumaczysz mu jak Ty sie w tej sytuacji czujesz? Okresl stanowczo, ze Ty potrzebujesz jego wsparcia, a dziecko potrzebuje kontaktu z nim. Przeciez on jest tak sami ojcem jak Ty mamą i jego obowiazkiem jest sprawowanie opieki nad własnym dzieckiem. Musisz mu to tłuc do głowy. A czy przed ciazą maz tez mial takie nastawienie do Twojej osoby? Byl tak roszczeniowy i wymagajacy wobec Ciebie? Przejawial takie nastawienie, ze to tylko kobieta moze sprzatnac, zajac sie dzieckiem itp? Ile mąż ma lat?

U mnie na szczescie takich sytuacji nie ma. Mąż jest niezastapiony w opiece nad Corcia, a co najwazniejsze robi to z ogromna przyjemnoscią.

Agnieszko on ma 31 lat i wcześniej pomagał mi w obowiązkach domowych, trochę ale jednak. Czasem poodkurzał czasem coś ugotował.
Wbijam mu do tego pustego łba dokładnie to co piszesz i jak grochem o ścianę.
Chodzi tylko do tego wszystkiego jeszcze i marudzi, że on to już się nie liczy i że dla niego czasu nie mam itp.
Nie dociera do niego, że jeśli mi pomoże, odciąży trochę to będę wypoczęta i będę miała czas na wszystko. Ale nie…
Wczoraj do północy latałam po domu, po karmieniu i ululaniu synka prasowałam, kąpałam się, zjadłam obiado-kolację…
Prosiłam, żeby małemu podał mleczko albo poprasował to powiedział że nie ma czasu bo musi się wykąpać i zjeść a spać się położył zaraz po tym bo on jest zmęczony…
Stwierdził też że miałam Caaaały dzień na to bo przecież siedzę w domu i nic nie robię…

W zasadzie jestem sama ze wszystkim 24h na dobę.

Po pierwsze współczuję bardzo. Mój mąż przez pierwszy rok życia synka też był bardzo mało zaangażowany w pomóc i życie rodzinne. Ale takiej tragedii to nie było. Po samym cięciu był ze mną tylko 3dni więcej nie mógł ale wtedy pomagał mi we wszystkim nawet wstać z łóżka w nocy. Potem było gorzej ale jak synek chory czy jakaś wizyta to robił wszystko żeby móc z nami jechać. Jestem pewna że gdyby synek był w szpitalu to by siedział po pracy z nim hak ja. Po cc był u mnie codziennie do wieczora (rano w pracy). Był potem naprawdę mało zaangażowany też potrafił zapytać co ja będę robić jsk powiedzialan żeby nakarmil dziecko. Ale nigdy mi nie wspominał że coś nie zrobione czy obiadu nie ma. Starałam się żeby był ale wiadomo różnie bywało. Jsk dla mnie to tutaj jeśli coś Pomoże to tylko porządna terapia wstrząsóws że odejdziesz jeśli się nie zmieni i nie zrozumie że sama sobie dziecka nie zrobiłaś brzydko mówiąc. Czy mąż chciał być tata? Planowaliścue dziecko?

Justyno wczoraj mu powiedziałam, że drogę ma wolną i może odejść jak mu się nie podoba.
Zwiesił tylko głowę i tyle. Dalej nie dociera.
Staraliśmy się o synka oj długo.
Chciał mieć dziecko. Potem mu się odmieniło ale to pewnie dlatego że jesteśmy ze sobą 11 lat i nawet “wpadki” nie było :slight_smile:
A nie zabezpieczaliśmy się :slight_smile: Tak wyszło, mały się nie śpieszył.
Teraz chodzi dumny jak paw, wszystkim się chwali synkiem bo taki do tatusia podobny, nawet po nim ma krzywą przegrodę nosową :smiley: heh…
Ale żeby cokolwiek się zaangażować to nic… zero, dno i wodorosty.

Bardzo Ci współczuję i w twoim mężu widzę swojego byłego. Włączyłam włączyłam aż pękłam i no i go pogonilam.

Paulinko dobrze zrobiłaś chociaż wiem, że to trudne.
Na razie i ja walczę. Chciałabym żeby synek miał i mamę i tatę razem w domku.
Pocieszam się tym, że mąż czeka aż mały trochę podrośnie żeby razem się klockami i samochodami bawić…
Jak dotrwam do tego to tatuś zapewne będzie tym najukochańszym bo od zabaw :slight_smile:
No ale zobaczymy…

K. Filipek nie fajne to co piszesz. Facet powinien Cię wspierać już w trakcie ciąży. Przecież oboje jesteście rodzicami. Dobrze ze starasz sie mu wytłumaczyć co ci sie nie podoba. Tylko ja nie wiem na ile uda ci sie go zmienić. Facet mający 31 lat powinien już w miarę sie ogarnąć i stanąć na wysokości zadania. Nie do końca rozumiem czemu on uważa ze wszystkie obowiązki należą do ciebie. Moze spróbuj go zostawić z synem na dzień. Żeby zobaczył ile to wymaga pracy. A tłumaczyła mu ze jeśli ci pomoże ty będziesz miala więcej czasu dla niego? Czasami facet czuje sie opuszczony po porodzie bo kobieta cala uwagę skupia na dziecku i dlatego trochę sie od tego dziecka i swojej kobiety odsuwa. U mnie tak nie było ale znam takie przypadki. Moj Maz był u mnie po porodzie w szpitalu od rana do wieczora. Przed porodem jak leżałam w szpitalu przyjeżdżał zaraz po pracy a wyjeżdżał dopiero koło 22. Teraz tez ciągle pomaga mi w domu i przy dziecku. Co prawda wraca dopiero o 18 ale usypianie małej zawsze należy do niego.

K.Filipek. jeszcze mam taką radę… Skoro mąż Ci nie pomaga to warto poprosić o pomoc kogos z najblizszych. Na pewno bedzie Ci lzej jesli choc od czasu do czasu wpadnie np. Twoja mama i pomoze w domowych obowiazkach, abys Ty mogła znalezc troche czasu dla siebie na spokojną kapiel, posiłek itd …

Filipek i mnie rzeczywiście nastąpiła znaczna poprawa jsk synek zaczął chodzić i bawić się w inny sposób. Teraz to synek woli bawić się z mężem woli jak tata usypia wychodzi na dwór… I mąż chętnie to robi. Obecnie jeśli chodzi o opiekę nad synem nie mam mu nic fo zarzucenia bo byłabym niesprawiedliws. Tylko martwi mnie to co napisałeś odnośnie ciąży i pobytu synka w szpitalu - ta obojętność której dls mnie nic nie tłumaczy. Jest to dla mnie straszne i nieludzkie wręcz nie odwiedzać codziennie swojej własnej żony i dziecka. Nie umiem sobie nawet tego wyobraźic. Nie martwił się nie było mu przykro? Nie martwił się o twoje zdrowie i nie myślak o tym że jeszcze nie jesteś w pełni sprawny o cc.

Może faktycznie zmieni się trochę ja będzie mógł się pobawić z małym. Ale ja nie rozumiem takich facetów.

Dziewczęta ja chodziłam i tłumaczyłam i nic. Mama mi pomagała ale teraz nie ma czasu, wszyscy pracują więc muszę sobie jakoś dawać radę sama.
A co do męża… Skoro uparcie twierdzi że nic nie robię to od dziś mu nie gotuję i nie piorę jego brudów, ciekawe co wtedy mądrego wymyśli.
Skoro nie udziela się rodzinnie to niech sam sobie o siebie dba i swoje rzeczy.

Justyna pytałam go o to. Mówiłam, że gdy go potrzebowałam najbardziej to go nie było. Wiesz co powiedział? Że uwaga… “Trzeba było dom ogarniać i nie miał czasu… A że po robocie to zmęczony był i się nie chciało. A niedziela jest wolna dla odpoczynku…” Kawał @! z niego i tyle… Szkoda mi tylu lat razem. I szkoda że wcześniej nie pokazał się z tej strony…

Filipek bardzo mi przykro. Mimo ze mój mnie wspiera to ja Cię rozumiem. Tez mamy gorsze dni i widzę ze uciekłby, ale to tylko na chwilę. Ciężko żebyś zostawiła dziecko mężowi na cały dzień gdy on godzinę się nim nie zajmie. Mówiłaś mu jak się czujesz? Zapytam też o inną ważną rzecz: on też pragnął dziecka czy tylko Ty. Zastanów się, może on dla spokoju sie zgodził i go to przerosło

Filipek pewnie nie powinnam tego napisać ale ja bym się zastanowiła po czymś takim czy mąż mnie jeszcze kocha. I nie jestem z tych kobiet których partner kupował body i głaskal brzuszek a potem wstawal na zmianę w nocy i wychodził na spacer żebym odpoczela. O nie też miałam bardzo słabo w pierwszym roku życia dziecka. Więc wiele jestem w stanie zrozumieć. Ale gdy działo się cokolwiek mnie albo dziecku nawet kolks to nie mogę powiedzieć że było coś ważniejszegi. Dom trzeba było ogarnąć? Odpocząć? A jakie to ma kur**znaczenie jak nasze dziecko maleńkie zostaje w szpitalu. Ważniejsze ogarnięcie domu niż bycie ze swoją żoną która drży o życie i zdrowie dziecka-waszego dziecka? Nie potrafię pojąć e

Napisałaś też że tak jest od czasu kiedy zaszłas w ciążę. Tzn ze mąż wcześniej wspierał cię? A jak było jak no byłaś chora?

Mamo Gratki gdy zaszłam w ciążę ja byłam przerażona a on chodził dumny jak paw. Cieszył się. Nadal chodzi i zagląda do małego jak jest w domu ale to tylko tyle. Nie zajmuje się nim, uważa że to nie jego zadanie. On może patrzeć i podziwiać swoje dzieło…
Tłumaczyłam mu jak się czułam, mówiłam ile łez wylałam ale on zdaje się w to nie wierzyć, nie rozumie.
Mam wrażenie że unika odpowiedzialności.
Nasz synek jest wcześniakiem, trzeba z nim jeździć do różnych lekarzy. Sama go wożę albo z bratem jeździmy.
Może w jakiś pokręcony sposób boi się? Nie wiem.
Mówiłam mu, że swoim zachowaniem i podejściem niszczy całe lata udanego związku…
A on uparcie twierdzi, że dla mnie coś się pokręciło i że dziwna się zrobiłam no proszę!
Litości…
Justynko on ciągle chodzi i mówi, że mnie kocha i się łasi i przymila tylko mnie to już denerwuje. Mówiłam mu, jak mnie tak kochasz to mi pomagaj, wspieraj mnie. A on dalej, że to mój obowiązek a on jest facetem…
Może to wina jakiegoś pokręconego wychowania, nie wiem co mu w głowie siedzi. Czasy w których mężczyzna tylko “robił” dzieci i pieniądze dawno się skończyły.

To napewno wina również wychowania ake aż tak? Przecież widzi że oczekujesz czegoś innego… No o dobra teraz nie pomaga nie zajmuje się dzieckiem bo uważa że to twój obowiązek i tylko twój. Ale w ciąży jak cie nie odwiedzał to tak bardzo cię kocha że nie wpadł na ti że VI smutno że się martwisz że ci źle że go potrzebujesz? A jak jechałas Sama do synka kilka dni po cięciu to nie wiedział że cię boli? Nie msrtwil się o ciebie o wasze dziecko? Nie wiem to jest dls mnie nie zrozumiałe i bardzo smutne

Nie rozumiem że dla kogoś dom może być ważniejszy niż dziecko. To dla mnie nie pojęte.

Sory ale ja bym go w dupe kropla jak nadal by tak było. Mąż ma być wsparciem. Rozumiem twoja praca jest dom ale dziecko jest wspólne