Mąż = Zero wsparcia

Ja miałam to samo ze swoim już byłym partnerem. Niestety ale kiedy zaszłam w ciążę zaczęło się piekło. U mnie było na tyle zle, że po prostu odeszłam. Ciągłe zadreczanie, też miałam ciążę zagrożona, też leżałam w szpitalu. Był codziennie u mnie, ale … No właśnie ale - co z tego skoro przychodził do szpitala tylko po to, żeby się do czegoś doczepić. Pisałam też odnośnie proodu że się czepiał np. że nie umiem przystawić dziecka do piersi w tej chwili po porodzie gdzie dzidzi jest na brzuszku u mamy… Dzieckiem nie zajmował się bo po co. Odeszłam. Teraz od 9 miesięcy kiedy jestem sama on walczy żebym wróciła, obiecuję że się zmienił, ale to co ja z nim przeszłam (walka o alimenty, o widzenia, walka z jego rodzina, walka o prawie wszystko, wyzwiska i po prostu patologia) to już chyba za wiele i raczej nie ma szans, że mu uwierzę w magiczną przemianę. Nie mówię, myślałam tak jak ty - robię to dla dziecka, znosze to dla niuni… Ale to myślenie to myślenie głupiej, naiwnej kwoki i laski, która daje się gnębić i sobą pomiatac. Nie mówię że Ty masz tak samo, ale takie mówienie że robi się to dla dziecka, że jest się nieszczęśliwym dla dziecka to czcze gadanie i oszukiwanie siebie i tego właśnie maluszka.
Moja sąsiadka, sympatyczna staruszka powiedziała mi raz bardzo madre zdanie “mężczyznę i jego prawdziwe zamiary poznasz dopiero, kiedy w waszym życiu pojawi się dziecko. Właśnie wtedy facet pokazuje swoje prawdziwe oblicze.”. I dodała jeszcze jedna rzecz “jeżeli odejdziesz, on się nie otrząśnie i nie zrobi wszystkiego byś wróciła, to nie był gotowy na bycie ojcem i ta rola go przerosła”. W moim przypadku jej słowa sprawdziły się w 120%.

Większość facetów dostaje małpiego rozumu, my kobiety przez całą ciąże czujemy że mamy dziecko, oni z dnia na dzień je poznająi myślę że tu jest problem. Tylko szczera rozmowa i postawienie pewnych zasad może jakoś go postawi do pionu. Przecież nie możemy robić wszytskiego…brakuje byśmy motyle łapały :stuck_out_tongue:

Jak widzę sytuację u Filipek. Mąż niby najgorszy nie jest, dogadują się, on się łasi. Z dzieckiem pewnie się będzie bawił jak będzie starsze, ale o opiece nawet nie myśli. Często tez jest tak, ze jak pojawia die zdrowotny problem z dzieckiem to mąż znika

Filipek, pokazałaś że Ty zajmujesz się dzieckiem, role macie już podzielonego pewnie tego nie zmienisz

Jak dla mnie to niektórzy faceci wychodzą z założenia że dziecko zrobić zrobią a potem to obowiązki z dzieckiem matki bo to ona rodziła.

Hah…Przedwczoraj jak nakrzyczałam na męża tak wczoraj sam z siebie ze 2h z małym siedział… Nawet mi kolację zrobił.
Tylko dlaczego muszę rozwodem straszyć żeby coś mu zatrybiło…
Dobrze by było żeby nie był to “jednorazowe”

Dobrze że wziął się w garść, niedobrze, że musiałaś takie działo wytoczyć

K.Filipek aż mi się ciśnienie podnosi i nóż w kieszeni otwiera na tego Twojego męża, strasznie smutne. Mieszkacie sami?
On się czuje zupełnie bez winy, zupełnie nie widzi problemu, nic, to jest straszne. Ma wszystko podane na tacy, zapewnione. Może pokaż mu że nie żartujesz, tzn, napisałaś że jak na niego Nakrzyczalas to trochę nim wstrząsnęło, nie staraj się znów być miła żoną, niech się przestraszy na dłużej, trudno mi powiedzieć co ja bym zrobiła, każdy jest inny. Twój mąż musi zobaczy i docenić co ma i co może stracić, skoro Straszenie rozwodem pomogło a żadne rozmowy nie pomagają to strasz go dalej, bo on może myśli że Ty sobie pogadasz a i tak posprzątasz, upierzesz, ugotujesz, moze tego nie rób, niech sam zrobi i zobaczy jak to ciężko

Mandarynko tak, mieszkamy sami.
Wczoraj postanowiłam sobie, że jego brudy czy to pranie czy zmywanie zostawiam. Niech sam sobie pierze i po sobie zmywa. A potrafi nabałaganić oj… Wytrzymam.
Powiedziałam mu to przedwczoraj więc wie.
Gotuję dla siebie z rana na cały dzień a on ma sobie coś sam pichcić. Jak i dla mnie kolację zrobi, nie pogardzę ale on robi on zmywa.
Wczorajsze jego naczynia stoją, wróci ma się wziąć do roboty.
A niech wie, że nie ma nic ot tak

Filipek żeby się bardziej nie wkurzył że musi w pracy i jeszcze w domu sprzątać po sobie.

Paulinko tak jak ja po nim syfy sprzątałam tak niech teraz sam po sobie sprząta. Poza tym Ja też ciągle pracowałam fizycznie od rana do wieczora i po pracy zatrybiałam w domu bo kto zrobi jak nie ja?
Niech wie jak to jest i tyle, korona z głowy może w końcu mu spadnie.

Daj znać jak poszlo

K.Filipek, oby pomogło, może w końcu coś do niego dotrze. Niektórzy potrzebują takiej manifestacji, bo inaczej sama rozmowa to jak do ściany.

Wczoraj też po pracy się wykąpał i przyszedł z małym posiedzieć. Tym razem 30min ale zawsze coś :slight_smile:
Bez pisków pozmywał swoje brudy. I nabałaganił znowu więc dziś też zmywa po sobie :stuck_out_tongue: Może się nauczy od razu zmywać to nie będzie musiał zaraz po pracy tego robić…
Obserwujemy dalej.
Tak jak teraz mógłby zawsze się zachowywać. Na chwilkę nawet do synka zaglądać, pogadać z nim, pobawić się. Maluszek tak się cieszy jak tatę widzi…

Więc są postępy

Ja tam bym się absolutnie nie przyjmowała tym, że się wkurzy, zapytałabym czy ma z tym problem bo ja z jego zachowaniem tak i jak on nie widzi problemu to ja też nie. Absolutnie też bym się nie kłócila, nie dała bym ujścia emocjom, niech widzi że jesteś spokojna, opanowana i poważna z tym co robisz i konsekwencja.
Oczywiście to moj punk widzenia, ja bym tak zrobiła, ale decyzja należy do Ciebie. Straszenie mnie to wkurza jak facet się nie angażuje, ma wszystko gdzieś, no nie może tak być, dziecko wychowuje się wspólnie a nie tylko matka

A nic tak dobrze nie działa jak właśnie, spokój opanowanie i stanowczość. Kłótnie nic nie dają, a i sama się denerwujesz. Oby go to czegoś nauczyło

Dokładnie, bo potem Ci jeszcze zarzuci że jesteś jakaś rozhisteryzowana, lepiej wszystko na spokojnie. Ale nie daj się K. Filipek zdominowac czy ponizac

Nie daje się. Konsekwentnie trzymam się postanowień.
Mąż po groźbie rozwodu nadal przychodzi do synka się pobawić czy ululać jak późno wróci.
Nie marudzi też że sobie nie radzę czy coś w tym stylu.
Obserwuje dalej :slight_smile: Na razie jesteśmy na dobrej drodze.

Bardzo się cieszę, nie rozumiem wcześniejszego zachowania Twojego męża ale ważne że teraz jest lepiej i mam nadzieję że będzie jeszcze lepiej. A może go ktoś wcześniej nastawil?

Mandarynko tak mi się wydaje że jego szef ma na niego taki wpływ. Strasznie go naśladuje z tego co zdążyłam zauważyć