Mama DDA

Czy wśród Was są jakieś mamy z syndromem DDA? Jak sobie radzicie w początkach macierzyństwa? Jak Wam idzie opieka i wychowanie dzieci? Czy wasze wychowanie z domu wpływa jakoś na podejście do własnej rodziny?

Mi się wydaje że mam ten syndrom chodź nigdy nie był on stwierdzony. Mam bardzo niskie poczucie własnej wartości nic nie jest w stanie tego zmienić, zachowuje dystans nawet w relacji z partnerem nikomu nie ufam w 100procentach, okropnie boję się odrzucenia/wyśmianią . Chciałabym wszystko kontrolować począwszy od partnera na dziecku skończywszy. Nie umiem odnaleźć się w sytuacji rozlaki nawet krótkiej z mężem i synkiem . Nie zgadzam się żebyśmy wychodzili oddzielnie. Nie chce zestawića synka z nikim prócz męża jeśli muszę bardzo to przeżywam mam wyrzuty sumienia czuje się źle. Prócz tego miewam huśtawki emocjonalne i to ma czasem negatywny wpływ obecnie na moje dziecko potrafię niestety wydrzec się na nie ile sił w płucach a za chwilę przepraszać tulic z ogromnym poczuciem winy łzami i wyrzucaniem sobie ze jestem zła matka . No i mój perfekcjmmgwm mnie zabija. Muszę mieć wszystko zgodnie z planem i najlepiej wszystko obu100%jak coś się wali z czymś sobie nie radzę jest frustracja złość nie kontrolowane napady skrajnych emocji. Dodatkowo tak bardzo lubię czystość że nie byłam w stanie długo się przemoc żeby moje dziecko jadło samo bo bałagan który robił był dla mnie nie do zniesienia bez złości. Wydaje mi się że dużo z tych czynników związane jest z dda. Ale np początki macierzyństwa wspominam super

To zdecydowanie DDA. To co przeżywasz jest męczące i stresujące świetnie Cię rozumiem. NIe myślałaś, aby pójść na terapię i powalczyć z tym co się podziało w Twojej głowie przez życie w patologicznym domu?
Ja też jestem DDA uczęszczałam dość długo, bo ok. półtora roku na terapię indywidualną. Przerwałam ze względu na urodzenie dziecka. Jestem lękliwa, moje poczucie własnej wartości sięga 0, nie jestem pewna siebie w żadnym % i nie potrafię o siebie zawalczyć, a co dopiero o dziecko. Jestem w szczęśliwym związku od prawie 5 lat, ale nie zawsze potrafię okazać uczucie i miłość. Panicznie boję się nowości, a macierzyństwo to ogromna zmiana, która następuje i przez to już w szpitalu po CC z bólu i nie wiedzy płakałam całymi dniami i nocami. Zostawili mnie z dzieckiem nie pokazując najprostszych czynności, dostałam zakażenia brzucha więc ból był na tyle silny, że nie byłam w stanie sama się położyć i wstać, a do toalety szłam 10 min.
To co działo się w szpitalu wpłynęło na moje nastawienie, chciałam, żeby mąż zabrał go do domu, bo nie potrafiłam się nim odpowiednio zaopiekować. W domu płakałam razem z nim kiedy coś mu było, nie wiedziałam co z nim zrobić i w większości to mąż przejął obowiązki, a ja płakałam. Miałam z jednej strony dość tego płaczu, tych obowiązków, a z drugiej nie mogłam się z nim rozstać i kochałam go nad życie.
Teraz mimo strachu, że zostajemy sami radzę sobie już super, jestem spokojniejsza i widzę, że mój synek jest ze mną bardzo mocno związany.

Ja powiem szczerze że nie miałam aż tak trudnego początku macierzyństwa ale za to ciążę okropna. Przede wszystkim myśl o porodzie nie dawała mi spokoju paraliżmwaj mnie strach że nie dam rady zrobię krzywdę dziecku no i ci wszyscy ludzie a potem rana na kroczu było to dla mnie nie do przejścia tak więc udałam się do psychiatry za namową lekarza prowadzącego i ten stwierdził tokofobie i dał zaświadczenie na cc bałam się go równie mocno ale przynajmniej miałam poczucie że nic dziecku nie stanie się z mojej winy. Cała ciążę płakałam mąż mnie nie rozumiał chciał żyć jak przedten i jeszcze korzystać póki malucha nie ma. A ja nie akceptowalam swojego wyglądu bo przecież tylam a dla mnie figura to wyznacznik szczęścia no i okropnie się bałam że coś się stanie że zacznie się wcześniej a mąż będzie po alkoholu. Sam początek po cesarce nie miałam kompletnie instynktu macierzyńskiego. Leżakam sama na sali pooperacyjnej tam nikt nie mógł wchodzić dziecko przynieśli mi na trochę ale przyznam chociaż wstyd mi że jak zaczęło puszczać znieczulenie to chciałam żeby je zabrali potem przez całe popołudnie i noc nawet raz nie pomyślałam o dziecku gdzie jest czy nie płacze czy nie potrzebuje przytulenia. Teraz sobie tego nie wyobrażam ale tak było. Później jeszcze problem z karmieniem piersią brak pokarmu. Walczyłam 3tyg i poddająm się zwłaszcza że synek już nie chciał piersi. Przeżywalam bardzo ale z perspektywy czasu myślę że bardziej ocenę społeczna że pomyślą że jestem zła matka za mało walczyłam niż to że nie będę karmić bo w ciąży nie zależało mi na tym super bardzo. Z każdym komentarzem że każda może karmią trzeba tylko chcieć mieć cierpliwość płynęły łzy a potem reagowałam wręcz złością i agresja. Synka oczywiście pokochałam nad życie i teraz mam problem żeby w ogóle się z nim rozstać .
O teriapi nie myślałam. Co prawda chodziłam do psychologa przed i w ciąży ale ze względu na lek przed porodem. Nie myślałam o terapi bo …przede wszystkim psycholog kosztuje a na nfz są koszmarne terminy poza tym musiałabym ukryć to przed mężem. Tak on nie wie mimo że jesteśmy ze sobą 8lat domyśla się tylko pewnie ze moi rodzice nadużywaja alkoholu bo robią to nadal ale to pozornie normalna rodzina oboje pracują a pija weekendamg i dla nich to normalne odskocznią odpoczynek relaks potem oczywiście awantury na czele z pobiciami ale o tym mój mąż nie wie. Ma tylko strzępki informacji jak pojedziemy w weekend i śmierdza alkoholem albo jak zanim mieszkaliśmy razem spotykająm się z nim cała zaplakana po awanturyd z ojcem. Ale nigdzie wprost nie padło że moi rodzice pija. Myślę że mój mąż nawet nie wie że istnieje coś takiego jak dda.
Słuchaj a twój partner wie? Jak mu powiedziałaś?i jak wyglądają terapia?

Kiedy czytam Twoją opowieść o ciąży to miałam dokładnie tak samo, w głębi serca liczyłam na cc i natura obdarzyła mnie gestozą i zagrożeniem życia więc musieli mnie pociąć, ale z biegiem czasu wiem, że to najgorsze co mnie spotkało. Po porodzie także nie pomyślałam o dziecku, a co najdziwniejsze jak rodziły się inne dzieci to płakałam kiedy słyszałam krzyk, a mojego syna zobaczyłam i zero emocji, być może operacja i stres z nią związany wziął górę.
Mój mąż wie o mojej rodzinie wszystko, nigdy nic przed nim nie ukrywałam po za tym kiedy się poznaliśmy już nie mieszkałam z ojcem. To długa historia, ale pił od zawsze, odbył 2 wyroki za znęcanie psychiczne nad rodziną i po drugiej odsiadce nie wpuściłyśmy go do domu. Mąż bardzo mi pomógł, wspierał mnie i sam namówił na terapię i dawał mi na to pieniądze.
Terapia polega na rozmowie. Psycholog wyciąga od Ciebie ukryte w głowie informacje i układa je na tyle, abyś wróciłą do normalności. Pokazuje, że to co się dzieje nie jest naszą winą. Kiedy dowiedziałam się o ciąży poprosiłam, aby przygotowała mnie psychicznie do porodu i myślę, że dużo mi to dało. Myślę o powrocie, bo nadal miewam lęki i chwile załamania.

Powiem szczerze, że tak jak Ty bardzo przejmuję się opinią innych. Że pomyślą, że jestem złą matką, że żle opiekuję się synkiem, że płacze więc dzieje mu się krzywda. To najgorsze, bo zawsze patrze “a co powiedzą inni” :frowning:

Dobrze, że mam z kim o tym porozmawiać!

Widzisz łatwiej Ci z terapia bo twój mąż o wszystkim wie. Mój nie i nie umiem mu powiedzieć. Do tego my utrzymujemy kontakt z moimi rodzicami fakt rzadko tam jeździmy bo za bardzo nie chce. Na szczęście oni wola w weekend pić w swoim towarzystwie niż zaprosić dzieci i
Wnuka. U mnie najpierw pił ojciec ma tzn wolnym potem wciągnął w to mamę zaczynało się od piwa czy drinków potem czysta i to ze szklanki po łykt bo kieliszki za małe:-( jak mówię u nas pozornie było normalnie pracowali był obiad mama starają się święta przygotować których ja nie znosiłam i nie lubię do dziś co z tego że robiła karpia co z tego że było ciasto co z tego jak ledwo na nogach czasem się trzymają robiąc to wszystko ale udawała że jest ok że nie pija. Potem były awantury kłócijg się tata nie raz podniósł na mamę rękę zawsze jej broniłam . Jak się wyprowadziłam długo martwiłam się że coś się stanie że ja zabije bo jej nie obronie. Potem przeszło. Z mamą mam lepszy kontakt to na trzeźwo naprawdę fajna babka ale co z tego jak nie chce się leczyć rzucić tego i ojca… Nie mogę jej tego wybaczyć że skazała siebie i nas (mam siostrę) na taki los chociaż mogła inaczej była niezależna finansowo miała rodzinę która by jej pomogła ale nie chciała zerwała kontakt ze wszystkimi praktycznie.
Mój mąż wielu rzeczy nie rozumiem bo nie wie jak czepia się że moi rodzice to czy tamto to mówię że tacy są i co mam niby zrobić i tyle

Powiedz mi jeszcze na ile pomogła Ci ta terapia?
I ile ma obecnie twoje dziecko i czy myślisz że dda wpływa jakoś na opiekę wychowanie?
Czy spożywasz alkohol czy w ogóle?
I jak się zachowujesz jeśli pije twój partner bo ja mam z tym duży problem zwłaszcza że on nie zna umiaru

Terapia pomogła mi na tyle, że przestałam się bać wychodzić do sklepu, bo stojąc w kolejce czułam, że zaraz zemdleje, pomogła mi rozmawiać o swoich problemach. Nie wszystko da się naprawić, ale dużo łatwiej mi o tym mówić wśród przyjaciół. Jak wiedzą czuję się lepiej.
Alkohol spożywam sporadycznie i nie przepadam jak mąż pije, ale jak kupuje piwo po ciężkim dniu to nie mam nic przeciwko.

Powiedz mi dlaczego nie chcesz powiedzieć mężowi o swojej rodzinie? Sądzę, że mimo iż jak mówisz partner nie rozumie wielu rzeczy to taką sytuację powinien rozumieć.

Bardzo duży wpływ DDA ma na wychowanie. Ja nie wiem jak wygląda normalna rodzina. Nigdy nie jeździłam z rodzicami na wakacje, nie wychodziłam do kina, czy na lody. Nie kupowali mi fajnych rzeczy, zabawek i ubrań. Ja teraz kupuje wszystko co najlepsze dla dziecka. Nie patrzę na pieniądze. Jeśli trzeba idę prywatnie do lekarza. Fotografuję każdą chwilę. Mój syn ma 10 tygodni. Tak jak pisałam na początku bałam się go dotykać, nie wiedziałam co mam zrobić, zero instynktu. Czułam się jak wyrodna matka, zła matka, bo nie wiedziałam jak pomóc własnemu dziecku i jak się nim zająć. To mąż uczy mnie cierpliwości, wpaja we mnie pewność siebie, wspiera i pokazuje jak zrobić coś dobrze. Często ma do mnie żal, że nie okazuję mu uczuć, ale u mnie w domu tego nie było i zwyczajnie jest to dla mnie normalne, że ludzie rzadko się przytulają.

Kiedyś kupiłam książkę: “Dorosłe dzieci alkoholików” Janet G. Woititz
Tam opisane są sytuacje w jaki sposób na zwykłe sytuacje reagują osoby DDA, a jak ludzie bez tego syndromu. Polecam poczytać ukradkiem.

Boje sie, że będę przewrażliwioną matką, albo zbyt nerwową. Szybko się zniechęcam i jeśli coś nie idzie po mojej myśli wpadam w panikę i złość. Wiem, że dzieci czują niepokój u rodziców więc staram się być spokojna, ale nie zawsze to się udaje zwłaszcza jeśli zostaję sama z dzieckiem w domu.

Poszukam tej książki i chętnie zajrzę dzięki.
Widzisz ja mam inne objawy absolutnie nie bałam się zostawać z synkiem w domu czy nie czułam się niepewna jak coś robiłam ale może tutaj wpływ ma fakt iż wcześniej opiekowałam się dziećmi nie noworodkamg ale jako takie pojęcie mam. Ludzi się nie boję. Ale np bardzo nie lubię dużych skupisk i tłumów typu koncerty itp imprezy wtedy nie czuje się bezpiecznie. Ciężko też mi ufać a jak ktoś najmniejszym gestem nadszarpnie moje zaufanie to nie wiem czy możliwe jest jego odbudowangd. Mężowi nie ufam na sto procent parę razy na początku związku mnie okłamal i nie potrafię… Chyba nikomu z stu procentach nie ufam. Ja również nie jeździłam nigdzie z rodzicami nad morzem pierwszy raz byłam z moim mężem wtedy jeszcze chłopakiem mając lat 19w górach podobnie. Na ciuchy i drogie zabawki też nigdy nie było chodziłam w najtańszych albo używanych i wyglądająm jak stara malutka byleby rozmiar pasował reszta się nie liczyła. Miałam ogromne problemy społeczne przez to w szkole nie dość że byłam gruba to jeszcze wyglądająm… Szkoda gadać. Mojemu dziecku też kupuje dużo rzeczy staram się żeby fajnie wyglądał nigdy nie chodził brudny jak się pobrudzi natychmiast przebierań wycieram. Jestem nadopiekuńcza chyba trochę i wydaje mi się że jeśli mnie nie ma robię synkowi krzywdę dlatego nie chce i nie umiem zostawiać go z nikim prócz męża. Najgorzej zestawić go wieczorem lub na noc jak mieliśmy wesele przeżywalam okropnie. Mam złe wspomnienia bo mama moja pracowała na noce a tata nie chciał się mną zająć i lądowałam u babci. Bardzo ją kochałam ale też równie bardzo tęsknijam za mama z którą chciałam być w nocy pamiętam do dziś jak płakałam. Mam też problem żeby teraz bawić się z synkiem nie potrafię co… Nikt się ze mną nie bawił. Mój synek ma już 20miesięcy. Niestety jest małym lobuziakiem i bywa że wyprowadzi mnie z równowagi i wydre się albo szarpne a potem zalewam się łzami i umieram z wyrzutów sumienia ale w tamtej chwili nie panuje nad tym chodź bardzo bym chciała. Ja alkohol pije okazyjnie czasem w domu piwko ale małe ilości i nie czysta wódkę raczej słabszy. Jak mąż pije czasem piwo czy 2to też nie mam problemu ale jak spożywaj co pt i co sobotę 4pak piwa albo upijaj się na spotkaniu ze znajomymi że ledwo stał to przyznam że nie czuje się komfortowo i denerwuje mnie to ale on nie rozumie nie widzi w tym nic złego dość często się o to kłócimy . Czemu mu nie powiem? Hm bo myślę że nie zrozumiał by on ma takie podejście optymistyczne do życia czasem lekkomyślod niczym nigdy się nie przejmuję nawet jak wali się wszystko to twierdzi że jakoś będzie załatwi się itd.nie lubi okazywać uczuć i słabości bo taki ma męski wzorzec w domu. To jest niemęskie . Nie lubi też rozmawiać i skutecznie mnie do tego zniechęcij bo jaki sens ma monolog? Do tego on nie bardzo wierzy w choroby duszy. Dla niego np depresja jest fanaberia a psycholodzy to ludzie którzy wyciągają tylko kasę. Kiedyś powiedział że nigdy nie zgodził by się na terapię małżeńska żeby prac brudy przed obcym że wolałby się rozstać . Jak chodziłam w ciąży do psychologa wiedział o tym ale miał taki olewczy stosunek tak pytał podśniewajac się i o czym rozmawiałam ile można gadać z obcym itp . Tak więc nie zrozumiał by wręcz powiedział że wymyślam i że ktoś wymyślił sobie taki syndrom a ludzie szukają w tym prawdy.

Mój mąż też jest typem człowieka, który wie, że wszystko da się jakoś rozwiązać i mimo wszystko mnie rozumie. Podobnie jak Twój ciężko mu okazać emocje. Może twierdzi, że się czepiasz jak pije, bo nie wie co przez alkohol przeżyłaś. Wbrew pozorom mój zawsze pyta, czy może wypić i jestem mu wdzięczna, że liczy się z moim zdaniem.

Moja mama też pracowała na nocki i zostawałam sama z ojcem w domu. On wyzywał, groził, dlatego założyłyśmy zamki w pokoju i sie zamykałam.

Mój raczej by nie zrozumiał ze względu na to że nie akceptuje takich rzeczn dla niego to ludzkie wymysły a ponieważ ja nie mam pewności że by zrozumiał i pomógł to nie mam potrzeby mu o tym mówić. Poza tym boję się trochę że zmieniław całkowicie stosunek do moich rodziców a ja mimo wszystko mam z nimi kontakt i chce żeby moje dziecko też miało chodź nigdy do nich nie zawioze i nie zostawię dziecka.

Ok, a masz kogoś wśród bliskich kto wie o tym i możesz mu się wygadać, opowiedzieć o tym wszystkim?
Rozmowa pomaga, a duszenie tego w sobie potęguje objawy

Szczerze to nigdy nie miałam potrzebn komuś o tym mówić tak od a do z i wspominać o dda. Moja przyjaciółka wie że rodzice nadużywaja alkoholu ale też nigdy nie rozmawiałyśmy w sumie dokładnie o dzieciństwie czy coś raczej o tym co teraz ze np nie chce tam jeździć bo śmierdza alkoholem albo że chciałabym mieć dobry kontakt z mamą ale to średnio możliwe

Ja będąc jeszcze uczennicą wszystko zachowywałam dla siebie, nikt nie wiedział o tym co się działo za drzwiami, ale teraz wiem, że to był błąd. Jak wyrzuciłam to z siebie nie tłumiłam emocji to było mi lepiej.

Też chcę, aby wszystko było zgodnie z postawionym sobie planem, ale zazwyczaj nic z tego nie wychodzi.
Ja też nie chcę zostawiać z nikim syna, lecz osoatnio zostawiam go z moją mamą. Mieszka z nami, syn ją zna i świetnie się razem bawią, lecz po wyjściu ciągle mnie męczy, że go zostawiłam. Tak to z nami jest.

Cytat, który ostatnio znalazłam mega do mnie pasuje:
“Dziewięćdziesiąt procent naszych zmartwień dotyczy spraw, które nigdy się nie zdarzą.”

Ja jestem DDA. Najstarsza z czwórki rodzeństwa, ale szczerze mówiąc chyba ja najmniej oberwalam w życiu przez alkoholizm ojca tyrana, który wiecznie poniewierka swoje dzieci i tłukł swoją żonę ile miał sił. Co wyniosłam z domu?! W domu zawszeusi być porządek a naczynia mają być pozmywane bo tatuś lubi porządek ( uwielbienie do porządku mi zostało nie mogę spokojnie usiąść wiedząc że w zlewie gary albo w pralce pranie- chociaż staram się trochę wyluzować) Wszyscy mają chodzić jak w zegarku i na paluszkach żeby tatuś się nie zloscil. Za każde nawet najdrobniejsze przewinienie moje rodzeństwo solidnie obrywalo ja na szczęście (albo nieszczęście ) byłam tą najstarsza najukochańsza córeczką. Mam się dobrze uczyć czasami po nocach siedziałam nad książki i płakałam bo nie rozumiałam a nikt nie potrafił mi pomóc. Kiedy przynosiła gorsza ocenę niż 5 była wojna. Krzyki że przecież mogłam lepiej mogłam się uczyc. Kiedy młodzi zostawali pod moją opieką postępowała dokładnie jak ojciec miało być tak jak ja chciałam a jak nie to bicie. Jak sobie pomyślę to mi teraz wstyd muszę siostrę przeprosić że robiłam jej krzywdę. Dzięki forum sobie uświadomiłam że nie zrobiłam tego do tej pory. Mój młodszy brat nie żyje. Myślę sobie że jego wypadek to też wpływ ojca. To on zawsze obrywalo najgorzej. Poza tym nauczył się postępowania ojca i sam wsiadł na motor po pijaku. Płakać mi się chce kiedy to pisze ale może dobre jest takie oczyszczanie. Najmłodszy z mojego rodzeństwa nie za dobrze pamięta ojca pijacego. Jednak tata chcąc naprawić swoje błędy wychowawcze popełnione wcześniej rozpuścił go jak tylko się da i nie mogę się z młodym teraz nijak dogadać zwłaszcza że widzę w nim dokładne odbicie ojca dosłownie jakby kalkę.
Co jeszcze wyniosłam z domu. Moja mama nigdy nie chciała rozwodu z ojcem pomimo tego jak traktował nas i ją. Czuję w sobie taką lojalność wobec mojego męża, na szczęście mi trafił się naprawdę dobry facet, który dużo mnie nauczył. Od początku wiedziałam jaka sytuacja była w moim domu (jest kilka powodów dla których nie toleruje mojego ojca). To od mojego męża nauczyłam się miłości cierpliwości i spokoju. Wcześniej wybuchalam z byle powodu. Dziś jestem opanowana. Nie wrzeszcze na moje dzieci jak rozrzucaja zabawki. Może to dlatego że kontakt z moim ojcem mam ograniczony (od pewnego czasu nie pije i wyjeżdża za granicę). Jednak widzę po sobie że każdy jego telefon wywołuje u mnie… Sama nie wiem jak to nazwać rozdrażnienie przygnębienie źle mi wtedy.

Daria doskonale Cię rozumiem i fajnie, że się otworzyłaś. Masz rację, że to oczyszcza i jest lżej na sercu. Z tego co piszesz miałaś sporo szczęścia, że byłaś najstarsza i tato Cię “oszczędzał” jeśli mogę to tak brzydko nazwać.
Co do sytuacji, kiedy byłaś sama z rodzeństwem i zachowywałaś się jak ojciec, bo wszystko musiało być takie jak Ty chcesz, a jak nie to bicie… Fakt, że to przykre wracać do takich wspomnień i do wniosków, po których Ci wstyd, ale zauważ, że Ty nie miałaś innego wzorca. Robiłaś dokładnie to co Twój rodzic i myślałaś, że tak ma być. Wtedy nie robiłaś tego celowo. Z biegiem czasu życie pokazało Ci, że dom rodzinny to miłość, a nie bicie, a to wszystko co Cię spotkało było nienormalne i wtedy uruchomiły się wyrzuty sumienia. Możesz przeprosić siostrę, ale chyba nie do końca masz za co. to Twój ojciec powinien Was przeprosić za swoje zachowanie.
Starałaś się być dla niego perfekcyjną córką. Uczyłaś się, sprzątałaś, a znając życie nigdy Cię nie pochwalił.
Mój zawsze mówił, że" jestem najgorszą córką jaką można mieć, a mój przyszły mąż będzie mnie lał po mordzie… " Miło prawda… Kiedy odsiedział wyrok za znęcanie psychiczne nad rodziną dostał kuratora, kiedy ten przyszedł i zapytał, kiedy się urodziłam to niby podał dobrą datę, ale dodał mi 10 lat i takim sposobem miałam 26 lat według niego… Nigdy nie pochwalił!
DDA bardzo często jako partnerów wybiera osoby podobne do naszych rodziców patologicznych np alkoholików, bo podświadomie chcą im pomóc. Dobrze, że Tobie udało się wybrać dobrze i masz cudownego kochającego męża.

Mój ojciec zawsze mówił że nikt nie będzie mnie chciał bo ani nie umiem posprzątać ani ugotować że z głodu zdechne. I żyłam w takim właśnie przekonaniu że nikt nie będzie mnie chciał a jak się taki trafił to myślałam że to najlepsze co może być i brnelam dalej w niedokońca szczęśliwy związek

Ja tak samo wierzyłam w jego słowa i robiłam wszystko, aby mnie pochwalił. I do teraz nic…
Nawet wczoraj pierwszy raz widział wnuka i co powiedział “o ty gówniarzu hahahah” a Tobie do dupa urosła po tej ciąży… ;/
Ambitnie miło i dosadnie, aż mi się płakać chciało…