Mama DDA

Może przejrzał na oczy i zrozumiał… Nie ma już na Ciebie takiego wpływu jak kiedyś, bo sama jesteś matką i masz własną rodzinę, a on jest taką przeszłością…

Zamarancza uwierz wcale nie dobrze że byłam tą najukochańsza córka ale to nie opowieść na forum. Dziękuję ci za ten wątek, bo znów po przemyśleniach dowiedziałam się o sobie nowych rzeczy. Unikam kontaktów z rodzicami. Do tej pory wydawało mi się że wszystko zle w moim dzieciństwo to wina ojca ale obawiam się że mama też ma w tym swój udział. Zastanawia mnie dlaczego skoro ojciec katowal swoje dzieci (jej dzieci!) i ja przy okazji nigdy go nie zostawiła i pomimo że on już nie pije jego charakter się nie zmienił i wciąż wykorzystuje ja i swoje dzieci. Ciągle ma do nas pretensje i żale ciągle coś jest nie tak. Dlatego ograniczam kontakt z nim do niezbędnego minimum. Najgorsze jest to że ja pomimo twardego charakteru ciągle mam wobec niego mieszane uczucia. Z jednej strony chciałabym mu wygarnac jak bardzo irytuje mnie jego obecne zachowanie, powiedzieć że czasami ma rozum małego dziecka że jest nieodpowiedzialny i nie można na nim polegać. Z drugiej zaś strony w głowie mam zasadę wpajana przez mamę przez te wszystkie lata “to jest twój ojciec musisz go szanować” boję się że jeśli mu to wszystko powiem on się ode mnie odwróci obrazi na wieki wieków i już nie będę mieć ojca.
Czasami mój ojciec próbuje "wychowywać moje dzieci (przez ten krótki czas kiedy jest w kraju). Mówi mi wtedy że nie powinno robić tak tylko inaczej bo mały się nauczy i będzie wykorzystywał i wtedy sobie myślę gdzie ty chłopie byłeś te 20 25 lat temu. Na dobrą sprawę wychowywała się sama bo ojciec wiecznie w pijany a mama wiecznie w pracy. I to ja opiekowała się młodszym rodzeństwem, dlatego kiedy ojciec miał o coś pretensje do rodzeństwa (bo np. lekcje nie odrobione coś nie sprzatniete albo gorsza ocena) mama dokładają swoje 3grosze mówiąc “to twoja wina”. Do tej pory niejednokrotnie wmawiam sobie że to czy tamto to moja wina. Pomimo mojego charakteru wydawało by się że mam to za sobą, przemyślałam, przepracowałam nie wracam do przeszłości. Jednak bardzo często widzę po sobie efekty tego chowania (bo o wychowaniu nie ma tu mowy). Staram się jednak odsuwać od siebie złe myśli. Nawet jeśli się wenie gotuje i mam ochotę wrzeszczeć na moich chłopców mówię sobie że to tylko małe dzieci jeszcze nie wszystko wiedzą i nie wszystko rozumieją a moje krzyki nic nie dadzą. Opanowuje się i na zimno ogarniam sytuację. To już troche zasługa mojego męża, mojej oazy spokoju. Naprawdę dobrze trafiłam, bo od zawsze wiedziałam że nigdy w życiu nie zwiarze się z kimś z przymusu. Moja mama wyszła za mojego ojca właśnie dlatego że była w ciąży że mną, co kilka razy mi przypomniała mówiąc że zmarnowałem jej życie.
Przepraszam jeśli mój post jest trochę mało skladny, ale zalała mnie taka fala emocji że aż nie ogarniam
Myślę że tylko DDA może zrozumieć drugiego DDA, więc mogę śmiało powiedzieć dziewczyny rozumiem Was…

Daria zazdroszczę Ci jednego tej umiejętności opanowania w stosunku do swoich dzieci. Mi tego brakuje bardzo. Wiem że nie powinnam krzyczeć wiem że to dziecko ale teraz na zimno w sytuacji gdy się we mnie gotuje zanim cokolwiek przemyśle ba zanim wypowiem jeden nie mówiąc o liczenit do 10 następuje wybuch którego potem często żałuję ale już po fakcie. Przepraszam swoje dziecko i tłumacze dlaczego się zdenerwowalam czego nigdy nie usłyszałam od moich rodziców ale doskonale wiem że to żadne tłumaczenie więc potem zalewa mnie fala emocji i wyrzutów sumienia i łzy płyną strumieniami. Obiecuję sobie ze nigdy więcej ale tak naprawdę do następnego razu

Czytam i myślę, jak dobrze, że mimo wszystko potrafiłyście zaufać facetowi i założyć rodzinę. Szkoda Twoje mamy Daria że nie odeszła od ojca, wiele kobiet układa sobie życie na nowo posiadając dziecko, mamy tutaj nawet takie mamy.
Mama mimo wszystko nie powinna Ci mówić takich rzeczy. Mojej przyjaciółce mama powiedziała, że “wpadła”, że jej nie chciała. Moja przyjaciółka dowiedziała się też że mama jej miała romans i ta moja przyjaciółka podejrzewała że nie jest dzieckiem swojego ojca. Do tego życie jej się nie układa i uważa że to wina mamy, która jej nie chciała i jej to powiedziała, taka jakby klątwa

MAM ją swojej mamie mam cały czas za złe że nie zostawiła ojca choć próbowała. Jest samodzielna wykształcona dający radę sobie lepiej bez niego i sobie i nam zaoszczędzija wielu stresów.
Z tym zaufaniem to ja mam ogromw problem… Niestety nie ufam nawet swojemu mężowi potrafię kontrolować nie cierpię jak wychodzi sam nie umiem tego zaakceptować. Nie mogę powiedzieć że mu ufam . Jak mam problem to zamykam się w sobie i płacze nie chce wtedy nikogo:-( . Ja mogłam trafia lepiej na męża taka jest prawda ale jak poczułam że ktoś mnie chce wbrew temu co mówił mój ojciec to byłam szaleńczo zakochana i dodatkowo pojawił się cień szansy żeby uciec z domu (wynajelismy razem mieszkanie). A potem no cóż nawet jak było źle to była miłość i świadomość że jak wrócę do domu będzie jeszcze gorzej ze wcale za nic nie chce tam wracać. I brnelam w to dalej. Jedyne czego nie mogę sobie wybaczyć to tego że wybrałam taki zawód i tak potoczyło się moje życie że jestem całkowicie uzależniona od męża i nawet jeśli wrócę do pracy to nadal nie będę samodzielna finansowo.

Justyna moje opanowanie, całą moja przemiana jeśli mogę to tak hucznie nazwać to zasługa mojego męża. To od niego nauczyłam się tej cierpliwości.
Właśnie robiliśmy sobie sok we czwórkę i przypomniało mi się jak pewnego razu przyszłam ze szkoły z koleżanką (miałyśmy robić jakiś projekt) w domu był ojciec oczywiście pijany. Nie poszedł do pracy. Zamiast robić projekt gotowalysmy z nim obiad. Był wtedy bardzo miły i sympatyczny pomimo że pijany, dlatego nigdy z nikim nie rozmawiałam o problemach w domu bo i po co. Mieszkaliśmy w bloku. Nikt z sąsiadów nie reagował. Dlaczego? Bo w najbliższych mieszkaniach sytuacja wyglądała podobnie. Kilka razy nawet sąsiadka mieszkająca piętro niżej przychodziła do nas z piątka dzieci na noc bo mąż w domu szalał (mój ojciec wówczas mimo swojego picia jeździł do Niemiec ale chyba tylko rekreacyjnie bo mało kiedy jakiekolwiek pieniądze przywoził). Teraz są wzorowym małżeństwem a ich dzieci już dorosłe wyprowadziły się z domu.
Justyna ja widzę po mojej siostrze ten sam problem jak u Ciebie. Ona też nie potrafi opanować emocji w stosunku do swoich dzieci. Tak jak ty zdaje sobie sprawę z tego że nie powinna na nich krzyczeć bo w wielu przypadkach to nie ich wina że coś się dzieje ale właśnie w ten sposób rozładowuje swoje emocje. Później tego żałuję ale już jest za późno. Niestety takie trudne ciężkie emocje udzielają się dzieciom. Przecież nie chcesz aby one doświadczalny tego samego co ty. Może ich nie bijesz ale to jest agresja emocjonalna z którą jeszcze ciężej sobie poradzić. Tłumaczyłam mojej siostrze że krzywdzi swoje dzieci ale pomimo że tak bardzo chciałabym jej pomóc nie potrafię. Nie wiem co mam jej powiedzieć co zrobić żeby jakoś ja zmusić do pracy nad sobą.

Ja zawsze czułam, że jestem bardzo silnie związana z matką. Na terapii okazało się, że jestem na nią bardzo zła, że mnie zostawiła z pijanym ojcem na noce, bo tak pracowała. Była ochroniarze i zazwyczaj miała nocki. Zamykalam się na klucz w pokoju, nie spałam całą noc ze strachu… To normalne, że mamy żal do matek, że się na to godzily mimo, że moja z czasem odeszła.
Mama ciężko stworzyć normalną rodzinę, bo nie wiemy jaką ona powinna być. Może to głupie, ale jak wychodzę z mężem na spacer, idziemy na lody to jestem mega dumna, że idę z nim, że mnie na to stać i się kochamy. Z rodzicami nie wychodziłam, a na wakacje pierwszy raz wyjechałem właśnie z mężem wtedy jeszcze chlopakiem.

Dostałam dziś od męża Nowy telefon. Wydał bardzo dużo, ale to prezent z kilku okazji bo nie dostałam nic na zeszle urodziny, święta, na Walentynki i za urodzenie syna.

Justyna przykre to co piszesz:'( Ja też tak jak ty wzięłam ślub z moim mężem właśnie po to by uciec z domu, na szczęście trafiłam lepiej niż ty. I tak jak ty bardzo długo nie potrafiłam normalnie rozmawiać tylko zamykam się w sobie szłam do łazienki i płakałam. Nikt nie mógł zobaczyć że ja twarda i wredna czasami jednak okazuje jakieś emocje. Nie wiem dlaczego tak się dzieje że ludzie dobierają sobie drugiego człowieka podobnego do swojego rodzica. Wiem że nie mają innego wzorca, ale jeśli tak jak my te wzorce były raczej kiepskie to po co marnować sobie życie i pchać się w takie bagno? Obiecałam sobie że u mnie tak nie będzie ale tak było u mojego brata. Pił ((wg mnie już miał z tym problem) czepiał się swojej dziewczyny z którą wziął później ślub. W końcu po pijaku zabił się na motorze…

Żeby była jasność mój mąż nie jest alkoholikiem, nie bije mnie ani dziecka nie robi awantur po pijaku, pracuje i stara się żeby niczego nam nie brakowało ale… No cóż jak już pije bo jest okazja to nie zna umiaru i doprowadza się do ostatecznego stanu nienawidzę tego u niego i unikam sytuacji w której pije na imprezach nawet podświadomie teraz kiedy mamy dziecko. Pije też piwo uwielbia je. Co weekend pije piwo no ale to nie pl są ilości którymi się upija ale jednak. Dużo było awantur o to w końcu odpuściłam. To co mam do zarzucenia mężowi to to że zamiata problemy pod dywan w ogóle nie umie rozmawiać no i dla mnie za mało się angażuje w życie rodzinne za mało mi pomaga. Często mam wrażenie że mogę liczyć tylko na siebie.

Ehh to, że nie jest alkoholikiem to dobrze, ale jak widzę nie jesteś z nim do końca szczęśliwa. Niby nie brakuje Ci nic, a jednak chciałabyś od niego czegoś więcej. Zamiatanie pod dywan no to nie jest fajne, ale mój też jakoś do wszystkiego podchodzi, że damy radę, ale nie analizuje w jaki sposób.
Często siedzi na kompie i gra n telefonie i 2 razy upominam, żeby zajął się dzieckiem, aż w końcu się wkurza rzuca nim i idzie do małego. Nie jest to często, ale zdarzają mu się takie akcje. Mimo wszystko jestem z nim szczęśliwa.

Justyna dobrze że nie jest alkoholikiem jak napisała Zamarancza, gorzej że czasami się nie dogaduje się. Całkiem źle że nie potrafisz zaufać osobie z którą zamierzasz spędzić resztę życia. Nie mam zamiaru podsuwac rozwiązań bo wiem że tylko ty sama możesz pomóc swojemu związkowi. Czasami wydaje się że z danej sytuacji nie ma wyjścia, ale wystarczy tylko dobrze się rozglądać, poczekać aż coś się zadzieje. Życzę Ci z całego serca żeby takie rozwiązanie nadeszło jak najszybciej

No ja nie do końca jestem szczęśliwa wiele rzeczy chciałabym zmienić ale człowieka zmienić się nie da a ja chyba zakochałam się w wyidealizowanej wersji mojego męża. I ważniejsza była dla mnie ucieczka z domu. Miałam momenty że chciałam się rozstać że dochodziłam do wniosku że nie pasujemw do siebie tylko nie miałam gdzie wrócić i nie umiałam stanąć na własnych nogach przy moich zarobkach ponad 3/4pensji to sam wynajem mieszkania a gdzie reszta? Ostatecznie nigdy się na to nie zdecydowałam i raczej nie zdecyduje nigdy. Póki co nie jest źle bez przesady ale w pełni szczęśliwa nie jestem.
Daria ja w ogóle nie mam osoby której ufam tu na forum się otwieram pisze dużo o sobie swoich przemyśleniaag itd ale to dlatego że was nie znam i wy nie znacie mnie. Jest mi dużo łatwiej. Mam przyjaciółkę od serca zawsze mogę na nią liczyć wiele rzeczy omówić ale… Jakoś czasem zwyczajnie nie mam ochoty. A mąż nie jest mi napewno najbliższą osoba. Chyba nie mam takiet

Bardzo ciężko mi czytać Twoją historię Justyna, bo ja sobie nie wyobrażam, żyć z kimś z kim nie jestem szczęśliwa i kto nie jest moim najbliższym przyjacielem. Partner to nasze oparcie na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie, a nie po prostu ktoś z kim mieszkamy :frowning:
Rozumiem jednak chęć ucieczki z domu. Ja cały czas chcę to zrobić, ale tak jak piszesz trzymają mnie pieniądze. Nadal mieszkamy z moją mama, bo po pierwsze nie chcę oddawać pieniędzy na wynajem obcemu, bo szkoda, a moja mama sama nie utrzyma się w 2 pokojowym mieszkaniu i tak mamy podwójną korzyść. Mam mieszkanie od dziadków. Babcia jeszcze żyje i dopóki nie umrze będzie tam mieszkać i wtedy kupię kawalerkę mamie i w końcu będę od niej uwolniona.
Mam do niej żal, ma okropny charakter, mój mąż ma czasami dość jej zachowania, ale mamy takie czasy, że wolę nie pakować się w kredyty jak mam mieszkanie i z czasem i tak się uwolnimy i nie będziemy mieli długów.

No widzisz ja wolałam pakować komuś kasę za wynajem ale się uwolnić z toksycznegm domu i tak pakujemy komuś kasę do dziś. Tyle tylko że my nie mamy szans na odziedziczdmgd mieszkania czy coś podobnego więc musimy radzić sobie sami i dopóki nie możemy wziąć kredytu wynajmować a potem kredyt. Inaczej nigdy nie będziemy na swoim.
Ja nie wied zamarancza jak jest żyć inaczej więc nie odczuwam tego jak ty. Wiele rzeczy przemilczę części nie powiem mężowi a on mi. Chociaż mój mąż miał normalny dom to akurat on jest z tych co uważają że wiele spraw nie trzeba mówić nawet żonie więc np nie wiem ile bierze wypłaty zwłaszcza że bo miesiąc inna. Nigdy nie mówi o swoich problemach. My raczej żyjemy obok siebie niż ze sobą. Intymnie ja np też wstydzę się mojego męża jak każdego innego. Nie ma u nas spania nago czy rozbierania tak poprośtt przy partnerzd.zawsze w łazience i wychodzimy z bieliźnie czy tam w piżamie.

A kiedy będziecie mieć możliwość wzięcia kredytu?
To jakieś chore, że nie wiesz ile on zarabia? Kto zajmuje się opłatami i zakupami, bo z tego co wiem Ty nie masz swoich pieniędzy? To co przelewa Ci trochę na życie, a reszta jego?

Szkoda, że nie wiesz jak to jest czuć się szczęśliwą, bo zasługujesz na to i mam nadzieję, że kiedyś będziesz wiedziała jak to jest kochać i ufać!!

Nie wiem zamarancza kiedy póki co nie mamy. Mój mąż płaci za mieszkanie oraz wpłaca ustalona kwotę na konto z czego ja robię resztę opłat i reszta jest na życie. Jeśli potrzebuje za fryzjera czy kosmetyk czy coś dla dziecka to mu mówię i raczej nie ma z tym problemu ale muszę wziąć zaraz po wypłacie bo potem to nie ma. Mój mąż bardzo rozrzutny i nie umiejący gospodarowaa kasa jak jest to jest wszystko a jak braknie to się pożyczy. Ja kocham a nie ufam nikomu

Dziwne to jakieś. Nie wyobrażam sobie, żebym musiała prosić o pieniądze, albo nie wiedziała ile zarabia mój mąż. Nie mamy wspólnego konta, bo uważam, że to głupota, ale dzielimy się informacjami na tematy finansowe i zawsze razem gospodarujemy gotówką.
Zresztą nie ma co oceniać każdy ma inne życie i każdy czego innego oczekuje od życia.

Ja Ci powiem tak nie wiem czy mi się to do końca podoba choć przyzwyczaiłam się już ale wiem też że u nas nie przeszło by wspólne konto czy cała wspólna kasa jeśli oboje pracujemy bo jak pisałam mąż mój nie umie się kasa rządzić i kupić coś robię mogłabym tylko po wypłacie a tak to ja zawsze miałam jakieś pieniądze i nawetd na koniec miesiąca jak skończył mi się tusz to mogłam iść i kupić nawet ten droższy niż za 20zł. Teraz też mam jakieś powiedzmy pieniądze bo miałam zasiłek dla bezrobotnych którego nie wydawałam w całości i szczątki zostały.

Justyna smutne to co piszesz… Od zawsze wydawało mi się że człowiek musi mieć kogoś w kim będzie miał oparcie, kogoś komu będzie ufal, kogoś przy kim będzie czuł się bezpiecznie. Skąd takie przeświadczenie skoro nigdy dobrego wzorca nie miałam ciężko powiedzieć. Może właśnie napatrzylam się jak mama męczy się z ojcem i stwierdziłam że nie chce takiego życia. Ja tak ja ty zwiałam z domu z pierwszym facetem jaki mnie cchial na szczęście trafiłam mi się mój mąż. U nas kasa to temat bardziej skomplikowany długo by opowiadać,ale jeśli czekają nas większe wydatki zawsze uzgadniamy je razem razem na to pracujemy i razem wydajemy. Nawet teraz kiedy siedzę w domu z dziećmi wiem dokładnie jak wygląda nasza sytuacja finansowa. Nie wyobrażam sobie nie móc zaufać mężowi dlatego z całego serca Ci współczuję. Z tego co piszesz z jednej strony jest ok ale z drugiej strony jednak wydaje mi się że chciałabyś od życia czegoś więcej. Pamiętaj zasługujesz na szczęście pomimo całego zła jakie spotkało cię w dzieciństwie i tylko ty na to szczęście możesz zapracować. Nie mam żadnej rady dla ciebie co powinnaś zrobić a czego nie możesz wiem że to trudne ale tylko ty jesteś w stanie zmienić swoje życie.Jesli będziesz tego chciała z pewnością ci się uda. Teraz to może wydaje się takie puste gadanie ale uwierz wiem co mówię;)

Wielokrotnie pisałam człowieka nie da się zmienić całkiem zwłaszcza jeśli on tego nie chce. Mojego męża też nie. A ja go nie zostawię z wielu względów finansowego tego że mamy dziecko tego że nie mam gdzie iść i sama sobie nie poradzę i wiele innych