Karolina213, u nas funkcjonuje tablica z obowiązkami. Rozpisalam obowiązki na kartkach dzieląc je na te, które trzeba robić na bieżąco (jak wynoszenie śmieci, nastawianie zmywarki, rozwieszanie prania), raz w tygodniu (mycie toalety, wycieranie kurzy) i w razie potrzeby (mycie okien, żyrandola) i wybieraliśmy naprzemiennie kto co bierze. Początkowo było opornie i nie zawsze wszystko było zrobione, ale działa to u nas już 7 lat :) może i Twój mąż zgodziłby się na to. Początkowo brałam sobie "trudniejsze" zadania i w większej ilości, bo teściowa nie nauczyła mojego męża sprzątać i ciężko było mu się przesyawic... Ale co rok wybieramy zadania na nowo i już doszliśmy do momentu, że jest fair :p na wiosnę mamy się przeprowadzać i już się dogadaliśmy jak się zamienimy
aneta, nie doczytałam jeszcze w wątku ogólnym o sytuacji z Twoimi teściami, więc się nie wypowiem, ale poszukam i przeczytam :)
Tak jak już ktoś wcześniej wspomniał, fajnie, gdybyś miała choć jedną bliską osobę, której mogłabyś się wygadać. Już sama nie wiem co napisać, bo sytuacja, którą opisałaś jest po prostu przykra i choć się nie znamy, to czytając naprawdę Ci współczuję i rozumiem to, że masz wszystkiego dość. Nie da się cały czas funkcjonować w taki sposób i udawać dla dzieci, że jest w porządku - wykończy Cię to ostatecznie. Skoro Twój mąż twierdzi, że chciałby, żeby coś się zmieniło, to może porozmawiajcie o tym, jak on tą zmianę sobie wyobraża, co chce zmienić w swoim zachowaniu, żeby było lepiej? Czy w ogóle zdarza Wam się tak szczerze porozmawiać, wylać swoje pretensje, żeby oczyścić atmosferę?
A gdybyś na początek zaczęła np. wychodzić wieczorem, kiedy dzieci już śpią, choć na chwilę spotkać się z koleżanką, przyjaciółką, kimś bliskim? Wydaje mi się, że gdybyś miała kogoś takiego, byłoby Ci dużo lżej.
Czasem potrzebne są zdecydowane działania - co by zrobił Twój mąż, gdybyś np. w weekend, kiedy jest w domu, oznajmiła mu, że wychodzisz i ma się zająć dziećmi? Tuż przed Twoim wyjściem, tak, żeby widział, że podjęłaś decyzję i stawiasz go przed faktem dokonanym.
Aneta a powiedziałaś mu ze przepraszam podasz na pysk i nie dajesz rady więc o namiętności nie myślisz? Że jak chce żeby wróciła namiętnosc ti musi dać z siebie więcej? Że nie wystarczy że chodzi do pracy. Macie podwójne trudno gdyż macie chore dziecko ktore wymaga mnóstwo czasu o poświęceń chociażby te wszystkie zajęcia. Nie da się funkcjonować tu w pojedynkę tzn da się jak widać ale jakim kosztem...
Justa jak zdąża nam się porozmawiać to zawsze i tak mówi, że to moja wina i na tym się kończy. Co do mówienia, że funkcjonuje jak robot a nim nie jestem też codziennie powtarzam, że jestem zmęczona. Z jakieś pół godziny temu miałam od niego telefon, że możemy iść na spacer. Zapomniał, że jestem z dziećmi na zajęciach. Jak wrócę to już ciemno teraz jest po przestawieniu zegarka. Koło godziny 21 jestem już padnieta, a jak jeszcze krzyczą dzieci jeden przez drugiego to jeszcze gorzej sie czuję zmeczona. Do tego jeszcze ta cała sytuacja.
Aneta a myslalas nad pojdsciem na terapię małżeńska?
Aneta powiedz mu w prost że chcesz wyjść sama żeby odpocząć dzieci masz non stop.
Kiedy on nie widzi problemu to może być jej ciężko z namowieniem męża na terapię :/ ale próbować warto... Ja to uważam, że sama powinnaś iść na terapię żeby poznać własną wartość i nauczyć się bronić swoich racji... Ale rozumiem, że przy Twoim rytmie dnia (i braku czasu dla siebie) to spory problem :(
To prawda jak nie.zechce pójść to się na siłę nie zaprowadzi
Dokładnie on na terapię nie chcę iść. Wczoraj rozmawialam z nim szczerze, a on ttą rozmowę potraktował jako żart. Stwierdziłam, że on w sobie problemu nie widzi tylko wszystko jej moją winą to przyznał rację.
Paulina nie raz mu mówiłam że chce sama wyjść. On jedzie do pracy i odpoczywa od dzieci. Odrywa się od problemów. Wracając z pracy czasem wypija sobie piwo. Jak ja mam się spotkać ze znajomymi to on też zawsze w tym uczestniczy bo oni też mają dzieci to wszyscy jedziemy.
Mi tylko chodzi o to by mnie rozumiał i moje potrzeby. Żebym czasem miała godzinę dla siebie. Ale nie wtedy kiedy on mi na to pozwoli tylko wtedy kiedy ja chcę. Na przykład mojej córki jedna fizjoterapeuta prowadzi dwa razy w tygodniu zajęcia na brzuch i tyłek. Są to godzinne zajęcia. Więc z małym sobie poradzi bo by był nakarmiony a córka w tym czasie ma zajęcia w domu. Więc i tak by miał lżej bo by tylko jedno dziecko ogarnial. Wiadomo, że czasem wizyta u fryzjera czy u kosmetyczki by lepiej wyglądać. Ja nie mówię, że chcę mieć wszystko na raz bo to też by nie było za dobre. Ale jak on powie odpocznij sobie to też już terminy są zajęte. Jak mam odpoczywać ograniczając dzieci i dom to też nie odpoczywam.
Aneta naprawdę twój mąż to jakiś ciężki przypadek.. Chyba ciężko do niego dotrzeć. Musisz powiedzieć mu wprost, że potrzebujesz czasu dla siebie. Albo postaw go przed faktem. Ubierz się chwilę przed tym jak wróci z pracy jak wejdzie powiedz, że wychodzisz i wracasz za godzinę. Może w taki sposób się uda
Aneta. Wyjdź z domu jak on wejdzie nie mów gdzie po prostu wyjdź nawet pod blok sama na parę minut. Powiedz ze wychodzisz i tyle nie dyskutuj z nim. Ja miała takiego pierwszego męża. I też kiedyś się wkurzylam I wyszłam i to parę godzin mnie nie było.
Za pewne macie rację. Tylko będę się martwić o dzieci. Czy im przez ten czas się nic nie stanie. Różnie może być po dzisiejszej akcji męża. Karmił córkę i mówiłam sprawdź zupe. Tak sprawdził, że stwierdził że jest dobra. Dziecko się rozplakalo a ta zupa gorąca była. Ja w tym czasie karmiłam syna. Kiedyś też córkę wzywał od kaleki. Mnie to zabolało. I w ogóle traktuję jakbym była robotem. Dziś pojechał ze mną na zajęcia bo chcę pomóc i co mówię chcesz pomoc to pomagaj. Sprawdź czy jest woda w wirowce. Albo nakarm córkę to ja nakarmie syna. Poszedł do samochodu telefon ladowac i wszystko robiłam sama.
Nazwał córkę kaleką? To jest jakiś wybitnie ciężki przypadek :/ wybacz, że będę może teraz zbyt szczera, ale kiedy to czytam to u mnie by to nie przeszło. Facet w domu ma być potrzebny, a jak nie jest to niech spada. Nie możesz tego akceptować, jeśli sama nie będziesz się szanowała to on tego nie zrobi. Małżeństwo to partnerstwo, a nie usługiwanie... Niech on nie będzie taki pewny, że Tu będziesz koło niego skakać do końca życia. On będzie miał piwko i odpoczynek, a Ty będziesz zasuwać jak mały samochodzik i się wykończysz?! I co będziesz miała z życia, które masz jedno? Musisz być stanowcza, bo on się teraz nie boi tego co mówisz, nawet jak zaczniesz się odgrażac. Nie jest łatwo kogoś odzwyczaić od tego z czym mu dobrze :/
Aneta naprawdę przemyśl ten związek, pomyśl na co patrzą dzieci.. Co koduje im się w głowie? Że mężczyzna ma prawo do odpoczynku a kobieta jest służącą. Dzieci, nawet takie małe widzą więcej niż nam się wydaje. Pomyśl i o nich i o sobie. Jesteś jeszcze młoda. Może jak zobaczy, że przez swoje zachowanie może stracić rodzinę zmieni się na lepsze?
No to rzeczywiście trochę strach zostawić z mężem
Napisze to kturys raz ja bym go w dupe kopla.
Masakra co za facet nie dziwię się że masz już tego dość. Jak tak można nazwać własną córkę..
Dziewczyny mają rację - powinnaś przemyśleć sens tego związku. Boże, jakiego związku, związek to partnerstwo, a z tego co opowiadasz Was łączy co najwyżej formalność. Czy dzieci wiele stracą, kiedy nie będą mieć ojca w domu? Wg mnie nic, właściwie zyskają - szczęśliwszą mamę, która nie musi użerać się z takim facetem...
Oczywiście nam się dobrze tutaj daje takie porady, ale przemyśl to sobie pod każdym względem. Usiądź, weź kartkę i wypisz plusy i minusy Waszego małżeństwa - ja wiem, że to banalna metoda i może trochę śmieszna, ale kiedy masz wszystko napisane czarno na białym, to czasem dopiero wtedy wiele rzeczy dociera i człowiek widzi jak naprawdę wygląda jego sytuacja.
Bardzo ciężka sytuacja. Musisz wkoncu pomyśleć o sobie.
Wczoraj wieczorem przyszli moi rodzice, a on od razu zrobił się inny. Jak by mu coś leżało na sumieniu. Nie chcę ze mną rozmawiać. Pytałam wczoraj, pytałam dziś i tylko usłyszałam, że chcę zostawić to dla siebie. Nie wiem czy faktycznie mu coś na sercu leży czy chodzi o to bym uległa. Jest mi go szkoda.
Od sytuacji z wyzwiskiem córki cały czas się zastanawiam nad małżeństwem. Czy jest sens to ciągnąć dalej. Kilka razy dochodzę do wniosku, że się tylko męczę. Ale tu nie tylko chodzi o mnie. Córka też do niego ciągnie.