Jedzenie w trakcie porodu

W wielu szpitalach jedzenie w trakcie porodu jest nadal zabronione, jednak nie wszędzie. Część rodzących nawet jeśli mogą wybrania się przed jedzeniem ze strachu przed niekontrolowanym wyróżnieniem, niestrawnością czy wymiotami.

Jednak poród jest to ogromny wysiłek i specjaliści zalecają jedzenie w pierwszej fazie porodu. Szacuje się że w czasie porodu można spalić aż do 10 tys. kalorii ! Oczywiście ilość ta zależy od długości porodu, tego jak bardzo jest ciężki, jaką kondycję ma rodząca, oraz który jest to jej poród. Natomiast nawet niech będzie to 8 czy 5 tys. Kalorii nadal jest to ogromny wydatek energetyczny. Dla porównania 2 godziny biegania to 2,5 tys. Kalorii.

W związku z tym, jeszcze w domu powinno się zjeść lekki posiłek (kasza lub ryż + białe mięso np. Pierś z indyka + gotowane warzywa). Do torby do szpitala warto natomiast zapakować daktyle (źródło cukru i potasu), banany (lekkostrawne, wysokoenergetyczne źródło potasu), herbatniki, biszkopty lub suchary. Jeżeli ktoś mocno obawia się jedzenia, można do zabranej wody dodać glukozy ( 75 gram rozpuszczone w 0,75 l, jest naprawdę do wypicia a przy tym daje “kopa” energetycznego), albo miód i cytrynę. Spotkałam się nawet z opinią aby pić napoje izotoniczne, które zawierają potrzebne węglowodany i elektrolitów.

A jak było u Was drogie mamy? Mogłyście jeść w trakcie porodu? Skorzystałyście z tej możliwości?

W moim szpitalu można jeść, a wręcz do tego zachęcają. Planuję zabrać ze sobą wodę, daktyle i suchary.

U mnie raczej nie “zalecali” obiadu ale kazali zjeść porządne śniadanie (byłam w szpitalu noc przed porodem, ze skurczami krzyzowymi). Na czas porodu dostałam “obiadek” jak to określiła położna, w formie kroplówki z glukozą :).

Ja pojechałam do szpitala z 7cm rozwarciem, więc raczej już czasu nie było na jedzenie. Po godzinie ( liczone razem z wypełnianiem papierków) moj synek już był ze mną. Ale u kobiet, które rodzą kilka godzin to może dobre rozwiązanie? Ale jak tu jeść między skurczami? Nie wyobrażam sobie, moźe przez to, że u mnie właśnie tak szybko to poszło.

Ja przed odjazdem do szpitala zjadłam solidną kolację (położna na szkole rodzenia zachęcała do najedzenia się przed przyjazdem). Rodziłam w nocy więc głodna nie byłam, popijałam tylko wodę. Ale chyba i tak w szpitalu w którym rodziłam nie wolno jeść. Za to po porodzie położna przyniosła mi śniadanie:)

ja tam w ogóle o jedzeniu nie myślałam podczas porodu. Tyle tam jest emocji, że nawet nie ma jak o tym myśleć, a rodziłam 8godzin, dużo jednak piłam, więc może dlatego??
za to już po porodzie, jak Franek leżał godzinę na mojej piersi to tak mi w brzuchu burczało, że szok!! wciąż się zastanawiałam kiedy obiad dostane…:slight_smile:
aaa i jeszcze wydaje mi się, że to nie jest dobre tzn.jeś podczas porodu, bo potem może nas spotkać przykra niespodzianka podczas skurczy i parcia…no i jaki sens miałaby wtedy lewatywa??

Kasik, a wiesz, że lewatywę podaje się, by przyspieszyć akcję porodową? Ta reszta to przy okazji podobno, taki efekt uboczny :wink:

właściwie to byłam tak przejęta tym że jadę do szpitala i prawdopodobnie skończy się to kroplówką że w domu nic nie zjadłam przed wyjściem. W szpitalu byłam koło 18 i zanim mnie zbadali, zanim postanowili ze zostaje na noc na patologii to było już po szpitalnej kolacji. Rano za to o 7,30 zabrali mnie na porodówkę pod kroplówkę więc śniadanie też mnie ominęło. O 11:55 urodziłam synka ale zanim zabrali mnie na oddział położniczo-noworodkowy (niestety miałam łyżeczkowanie) było już po 14, ale położna zostawiła dla mnie obiadek. Wciągnęłam wszystko wylizując talerz :smiley: Pomimo iż był barszcz za którym nie przepadam i słodka surówka której nie cierpię :D.A itak z utęsknieniem czekałam na kolację :smiley:

Kasik właściwie to z tymi emocjami to masz rację ;). JA też generalnie nie myślałam o jedzeniu :wink:

Kasik - w moim szpitalu nie robią lewatywy, tylko jak ktoś chce może dostać czapek gliceryna wy, a na Szkole rodzenia prosili też aby nie robić jej nawet domu, bo (wybaczcie szczegóły opisu) bez lewatywy najwyżej wyjdzie kupa (zwarta i o normalnej konsystencji że tak powiem), a po lewatywie, mimo wypróżnienia tuż po,potrafi nadal wylatywać rozwodniona zawartość jelit i “pryskać” i dla personelu to pierwsze jest zdecydowanie mniej uciążliwe.

Angie, to ja w kłamstwie żyłam, bo myślałam, że po to, żeby im przykrej niespodzianki nie zostawić hehe:-)
no ale tak poważnie czy któraś z Was między skurczami myślała “o ale bym coś przekąsiła”…??
albo jemy sobie kanapeczke, a obok w sali kobieta krzyczy bo akcja porodowa na finiszu??
nie no ja sobie tego nie wyobrażam…

ja nie miałam lewatywy ale też szczęściem sama się wypróżniłam przed porodem. Kasik ja też sobie nie wyobrażam myślec o jedzeniu przy porodzie :wink:

GosiaDr jeśli podczas porodu będziesz zajadać się sucharkami i daktylami to będę godna podziwu:-)
mnie się poprostu wydaje, że tak to wszystko jest urządzone, że aby skupić się na akcji porodowej chęć jedzenia schodzi na drugi tor, dopiero po porodzie rzucamy się jak głodne wilki:-)

Ja wstałam o 4.30, bo poczułam, że odchodzą mi wody - w locie zjadłam bułkę z szynką; )
Miałam zrobione kanapki do szpitala dla partnera ale ze stresu i on zapomniał o kanapkach i jedzeniu…; )

Z racji tego, że jak dojechaliśmy do szpitala moje nieregularne skurcze w ogóle ucichły to skorzystałam z okazji i wyszłam z porodówki do poczekalni, gdzie partner zajadał się drożdżówką, więc trochę skubnęłam.
Następny posiłek miałam następnego dnia z racji cc ale nawet nie odczuwałam głodu.

Jeżeli zamierzasz zabrać coś do jedzenia, to suche, które można sobie spakować, już przy pierwszym pakowaniu torby tzn. jakiś baton musli, chrupki, sucharki.

A jeśli chodzi o picie to już jest inna bajka, bo tu jest wiele zdań i opinii… Ja piłam wodę w trakcie porodu i nie obchodziło mnie raczej zdanie położnych na ten temat. Dobrze, że też wypiłam, bo również napić się mogłam dopiero w nocy.

U nie w szpitalu podczas porodu można było mieć wodę przy sobie i np. czekoladę. Chodziło o wzmocnienie sił. Ja miałam, ale nie skorzystałam, było mi niedobrze i nie miałam ochoty na jedzenie.

To ja nawet nie wiem co mi wolno a co nie…
GosiaDr - z tą lewatywą to mnie zaskoczyłaś bo wszędzie się słyszy, że robią i tyle…

W szpitalach już dawno odchodzi się od robienia lewatywy…

…dziękuję za naprostowanie:)

dokładnie K.Czerska już lewatywa nie jest obowiązkowa tak samo golenie. Ze mną jak położna przeprowadzała wywiad to o wszystko pytała i odhaczała czy chce lewatywę, czy chce golenie, czy chce poród rodzinny, czy chce zmianę pozycji podczas porodu, czy zgadzam się na cc jeśli zajdzie taka konieczność …dosłownie o wszystko.

Obowiązkowa nie jest, ale zalecana:)
Ja wolę sobie zrobić lewatywę, ale to tylko dla tego, że nasłuchałam się relacji z porodu mojej koleżanki
która nie miała zrobionej lewatywy i przy parciu zrobiła kupę a strasznie popękała wiec można sobie wyobrazić jak to wszystko wyglądało i pachniało…a co najgorsze panie położne nie kwapiły się do posprzątania"bo dwa razy sprzątać nie będą"

Mi chcieli zrobić lewatywę, a ja mówiłam to za chwileczkę ( bo tak na prawdę to nie chciałam ) i tak to odkładałam, że w końcu lewatywa nie była zrobiona.