Jedzenie w trakcie porodu

K.Czerska -no to wcale Ci się nie dziwię, po takich historiach… brrr… i jeszcze mąż przy tym wszystkim… może jestem naiwna, ale naprawdę chcę wierzyć że takich położnych i takich sytuacji już jest coraz mniej a najlepiej wcale :frowning:

moja walizka do szpitala jest i tak ogromna, więc dopcham te pakowane daktyle i suchary, tak jak planowałam. Wolę mieć i nie jeść niż płakać z głodu (ja tak mam od dziecka, jak mi spada poziom cukru to płaczę z byle powodu). Ale dam Wam znać.

co do lewatywy jeszcze (ale wyszło połączenie wątków:jedzenie i kupa :wink: to ja, jak mój organizm naturalnie się nie oczyści, to zapodam sobie najwyżej czopka, lewatywy i tak nie chcę. Miałam robioną już kilka razy i mój organizm raczej oddaje wodę partiami, więc boję się że faktycznie, tak jak mówiła mi ta położna, że byłby z tego większy “bałagan” niż bez…

Na taki “przypadek” pod łóżkiem na którym się rodzi jest specjalny pojemnik a wystarczy go tylko wynieść i nie ma tu nic do sprzątania. Koleżanka Cię na prawdę nie potrzebnie nastraszyła a lewatywa to podobno nic przyjemnego…

Ja mam jeszcze zamiar zrobić to w domu:) tak żeby miało czas wszystko wyjść:d
No po ostrej wymianie zdań miedzy partnerem koleżanki a położna z łaską posprzątały i obmyły Agnieszkę…
Ja zabiorę właśnie daktyle(dziękuję za pomysł) i dożo wody…najwyżej się posikam…

To tutaj coś zawiodło bo niestety koleżanka brzydko mówiąc była ubabrana kupą:)
Ja już sobie robiłam wiec wiem, ze to nic strasznego

Ja Wam życzę, żeby poród był na tyle szybki, żebyście nie zdążyły zjeść. Ale to co zabierzecie, przyda się po porodzie, bo przecież racje w naszych szpitalach są, że tak powiem głodowe.

Mi nie robili lewatywy miałam biegunkę i wymioty zresztą szybko akcja porodowa u mnie była i nikt nie myślał o tym a nic nie jadłam i nie piłam nawet o tym nie myślałam no z piciem był trochę błąd ponieważ po porodzie musiałam litrami pić żeby oddać mocz bo inaczej by mnie cewnikowali

W szpitalu, w ktorym bede rodzila odchodzi sie od robienia lewatywy i w sumie to bardzo dobrze bo nie chcialabym tego.

GosiaDr slyszalam wiele pozytywnych opinii na temat napojow izotonicznych, ze sa korzystniejsze od wody. Postaram sie w I fazie porodu jak skurcze sa jeszcze mniej dokuczliwe zjesc cos lekkostrawnego zeby nie rodzic z pustym zoladkiem. Korzystajac z Waszych rad wezwe ze soba suszone daktyle i banany:-)

Ja w trakcie porodu piłam wodę niegazowaną, ale położna mówiła żeby nie pić za dużo a bardziej zwilżać usta bo gdyby jednak poród miałby się skończyć cesarką to wtedy anestezjolog byłby “zły” gdyż poprzez picie wody może dochodzić do zachłyśnięć podczas cc i znieczulenia. O jedzeniu nawet nie myślałam, gdyż w trakcie porodu miałam nudności i bałam się że zwymiotuję.

Pati - a masz jakieś konkretne napoje na myśli? bo ja nigdy nie pukam takich i nie chce jakiegoś szitu kupić :frowning:

Najlepszy jest Isostar, nie polecam oshe i 4move.
Skład Oshe i 4move to jakaś kpina jesli chodzi o napoje izotoniczne.

  • Konserwanty chemiczne
  • Śladowe ilości witamin
  • Brak w składzie magnezu, potasu i wit. B1 (podstawy izotoniku)
  • Sztuczne subst. słodzące
  • Sztuczne aromaty

Gosiu, ja tez nigdy nie pilam tego ale kolezanki mialy ze soba na porodowce takie napoje jak: Oshee i Isostar. Wiem ze mozna tez samemu sobie zrobic taki napoj: do litra wody mineralnej dodac sok wycisniety z jednej cytryny lub pomaranczy i poslodzic dwoma lyzeczkami miodu. Mozna dodac jeszcze listek swiezej miety.

no o tej wodzie z miodem i cytryną to też słyszałam i mówi to do mnie, szczególnie że ja w sezonie jesienno - zimowym, codziennie rano wypijam takie cudo i zawsze daje mi to energetycznego kopa :wink:

Fajna sprawa, ja tez sobie robilam takie miksturki i efekt byl taki ze tryskałam energia i sila przez caly dzien;-)

Woda z miodem u cytryna jest super. Nasz organizm jest bardziej wytrzymały, mniej chorujemy, same zalety.

Podczas pierwszego porodu jedzenie było zakazane,a i pic nie wolno było w dużych ilościach bo w razie cesarki byłby problem czy coś.Gdy rodziłam drugi raz 3lata później widziałam jak duże zmiany na korzyść rodzącej zaszły.Lewatywa ,golenie ,nacinanie wszystko za zgoda pacjentki,na lewatywę oczywiście się zgodziłam to nic strasznego ,a pozwoli się wyczyścić by uniknąć nieprzyjemnej sytuacji.Nacinanie zaznaczyłam,ze w ostateczności i obyło się bez nacięcia:)Co do jedzenia to już na stronie szpitala była informacja,ze można zabrać ze sobą przekąski i napoje.Spakowałam więc do torby wafle ryżowe i rodzynki,oprócz wody mineralnej sok winogronowy ,który ma dodać energii.Gdy w nocy odeszły mi wody zjadłam sobie kanapki,wypiłam herbatkę bo wiedziałam,że jeszcze sporo czasu minie zanim urodzę.Oczywiście było tak samo jak za pierwszym razem wody i ni c poza tym.Dopiero o 12 godzinie czyli mniej wiecej po 9 godz od zaczęły się skurcze,a ja coraz bardziej byłam głodna no i wtedy moje wafle ryżowe przydały się znakomicie.Zjadłam popiłam sokiem i nabrałam sił.Po tylu godzinach na porodówce bez jedzenia i picia na parcie chyba by mi już brakło sił więc dobrze było się choć trochę posilić.W ogóle to gdy akcja porodowa już na dobre się rozkręciła co chwilę słyszałam głos doktorki pojemyyyy,mimo iż już do tego głowy nie miałam.Kazała mężowi co chwilę podawać mi sok bo widziała niby u mnie jakieś oznaki odwodnienia.Tak,że ja polecam zabrać na porodówkę jakieś jedzenie,zawsze w razie wielkiego ssania można oszukać żołądek.Oj jaka ja byłam głodna,dobrze że moja polożna schowała mi kolację od razu po porodzie.Gdy wywieźli mnie na korytarz z córeczką na 2 godz kangurowanie położna przyniosła mi herbatę i kanapki bym sobie zjadła,mała ssała pierś a ja jadłam jak szalona:)

Lewatywę czasami robią a czasami nie to zależy od szpitala gdzie się trafi,ja przed porodem jadłam to jak dojechałam do szpitala to na mnie nakrzyczano , no ale mi robili cc wiec to całkiem co innego , eh jestem ciekawa czy po 15 godzinach porodu ktoś by zjadł marsa :slight_smile:

Podobno po porodzie jest ogromny glod. Wezme ze soba jakies lekkostrawne przekaski zeby po porodzie sie posilic;-)

Moje koleżanki mówiły mi o trudnościach z pierwszymi wypróżnieniami po porodzie i poleciły mi wziąć coś z dużą ilością błonnika.

Faktycznie jest mały problemz wypróżnieniem się po porodzie, bynajmniej u mnie tak było…no ale jak to mówią najgorszy pierwszy raz:-)
Jedzenie można oczywiście zabrać ze sobą, ale najlepiej zjeść juz po porodzie, bo nie wiadomo o której podadzą nam posiłek, a głód jest naprawdę straszny od tego wysiłku…
ja lewatywę miałam dwukrotnie i również nie uważam tego za coś strasznego, porównującz porodem to “mały pikuś”:slight_smile:

No lewatywa to nic strasznego a dla własnego komfortu psychicznego warto ją mieć. To nic przyjemnego zrobić kupę przy obcej kobiecie czy własnym mężu. Wiadomo, że to sprawa fizjologiczna itp. ale jednak lepiej tego uniknąć.
Koleżanki zabierały też ze sobą sok jabłkowy, ale głosy są podzielone co do zalet tego sposobu:)