Jak wspominacie swoją położną podczas porodu?

Mi samej osobiście bardzo często udaje się odnaleźć w rodzącej bratnią duszę, nawiązać z nią bliski kontakt. To bardzo ułatwia współpracę, bo bez niej poród nie byłby czymś wyjątkowym dla przyszłych rodziców. Choć często ma się pod opieką dwie lub trzy kobiety na sali porodowej, od chęci położnej dużo zależy. Bardzo dużo.
Czy zgodzicie się ze mną?

Oj tak… Przy pierwszym porodzie bylam jedna z trzech rodzących, ale mialam bardzo mila polozna, szczerze mowiac to one sie nami “podzielimy” wiec nie odczulam tego, ze są trzy porody :slight_smile: a urodzilam po 19 czyli tuz po zmianie poloznych i zdarzylam jedynie dowiedzieć sie jak ma na imie polozna, z ktora rodzilam bo ta co sie mna opiekowala skonczyla prace :slight_smile: ale ta co odbierala porod byla rowniez swietna, nazywala mnie zdrobniale i kazala sie nie bac (co skutkowalo, ze natychmiast zaczelam sie bac hehe), byla konkretna i sympatyczna, a poród przeszedl sprawnie :slight_smile: za drugim razem byla inna polozna, bylam jedyna rodzaca, wiec na porodówce byl spokoj, pomimo tego ze poród zakonczyl sie cc to ona bardzo dobrze mna sie zajmowala, caly czas czulam sie “dopieszczana” a jak wychodziliśmy ze szpitala byla na dyżurze i wysciskala mnie :slight_smile: bardzo to bylo mile :slight_smile:

Ja miałam dwie położne. Jedną od 1 w nocy do około 8 rano, potem się zmieniła chyba zmiana i przyszła druga. Z żadną z nich nie nawiązałam bliskiego kontaktu, ich obecność ograniczyła się do przychodzenia i sprawdzania rozwarcia a tak to leżałam podłączona do ktg z mężem, który był obok. Zaskoczyła mnie zdecydowana postawa drugiej położnej, przyszła o tej 8 rano i stwierdziła, że ja musze urodzić bo już tyle bez tych wód leże. Miała w sobie bardzo dużo energii i chyba nie była zmęczona jeszcze :slight_smile: Wyraziłam zgodę na podanie oksytocyny, pojawiły się skurcze, poprosiłam męza by poszedł po położną i już zaczeła tak częściej do nas zaglądać. Wszystko nam tłumaczyła, nauczyła oddychać, męzowi powiedziała jak liczyć skurcze. Bardzo doceniam jej pomoc jak pojawiły się skurcze parte, podtrzymywała mnie na duchu, że tak powiem. Mała urodziła się z rączką i główką więc musiałam przestać przec. Położna zachowywała się bardzo profesjonalnie, poród przyjęła sama, zdecydowana i konkretna. Jeśli będę rodzić w tym szpitalu co rodziłam będe chciała by to ona przyjęła znów mój poród nawet jeśli będzie wiązało się to z dodatkową opłatą. Czułam, że jestem pod dobrą opieką.
Czułam się trochę “olana” z początku, choć wiem, że wynikało to z bardzo dużej liczby porodów tego dnia/nocy.

Swój pobyt w szpitalu wspominam bardzo dobrze. Byłam po terminie porodu i zostałam skierowana do szpitala, kiedy się zgłosiłam zostałam położona w dwuosobowej sali na oddziale intensywnej opieki nad noworodkiem, ponieważ nie było już miejsc na patologii. I bardzo się cieszę, że tam trafiłam. Na tym oddziale nie było dużo pokoi, a wszystkimi pacjentkami opiekowały się położne pełniące dyżur i byłam bardzo mile zaskoczona, ponieważ położne były bardzo życzliwe, pomocne, codziennie przychodziły do pokoju pobrać krew, zmierzyć ciśnienie i podłączyć ktg, co na innych oddziałach nie miało miejsca, bo na pobranie krwi i ciśnienie ciężarne musiały chodzić do punktu pielęgniarek i położnych. Zawsze po obchodzie przychodziły i pytały czy wszystko jest w porządku, czasem opowiadały swoje doświadczenia, co było miłe. Kiedy opuściłam pokój i byłam na indukcji, po powrocie z niego znowu ulokowano mnie na tym samym oddziale, jednak w innej sali. Kilka dni później, kiedy trafiłam na salę porodową w sali pojawiało się wiele położnych, które były równie miłe jak te, które spotkałam na oddziale. Tuż po porodzie zawieziono mnie do pokoju, jednak nie byłam szczególnie szczęśliwa. Zostawiono mnie bez żadnych informacji, a chwilę później przywieziono mi z badań córkę. To było moje pierwsze dziecko i nie wiedziałam co mam robić. Byłam w pokoju z jeszcze jedną mamą i maleństwem, która była tam już kilka tygodni, ponieważ jej maluszek miał żółtaczkę i to dzięki niej dowiedziałam się kilku rzeczy. Urodziłam w niedzielę, a już we wtorek zostałyśmy wypisane ze szpitala, jednak przed wypisem, mimo wizyt lekarzy i innych położnych odwiedziła nas jeszcze jedna położna i udzieliła dodatkowych informacji, między innymi jak pielęgnować krocze.

Miło jest spotkać z położną która odbierała Wam poród także poza szpitalem. Choćby w sklepie, na spacerze, to są miłe spotkania :slight_smile: Widzimy wtedy jak Wasze maluchy rosną, bardzo szybko!

Moniko, to Ty musiałaś wyrazić zgodę na oksytocynę? Mnie nikt nie pytał…
Ja miałam tak jak Monika z pierwszą położną tzn. leżałam podłączona do ktg i co jakiś czas przychodziła położna sprawdzać co z rozwarciem. Dobrze, że był ze mną mąż bo to on chodził co jakiś czas upominać się o znieczulenie i w końcu je dostałam. Była za to dziewczyna na praktykach i też zaglądała co jakiś czas. Była bardzo miła i widać, że się przejmowała swoją rolą. Chyba ją będę wspominać najbardziej bo czułam, że autentycznie chce mi pomóc.

Mnie także odwiedzała praktykantka. Również musiałam udzielić zgody na oksytocynę. Podpisywałam dokument związany z farmakologicznym wywołaniem porodu.

Ja rodzilam w nocy sama i byla jedna polozna tylko i jeden lekarz niesety nie moj prowadzacy i powiem szczerze ze czulam sie tam bardzo zle z obcym lekarzem i polozna ktora nie byla sympatyczna ani pomocna robila tylko to co do niej nalezy zadnego wsparcia dla rodzacej pozniej juz tylko niestety nie byla nawet mila bo to 3 rano a ona chyba byla spiaca tak mąż póżniej stwierdzil bo on mi wiecej pomogl bo rozmawial z moja siostra przez telefon i sie jej radzil jak moze mi pomoc a pozniej to juz wszytsko bylo wymuszone oxytocyna naciecie krocza po sam odbyt zastrzyk na szybsze rozwarcie i lekarz tak mnie cisna po brzuchu ze mialam pozniej przez pare dni obrzek na gorze brzucha bardzo ciezki porod i w ciezkich warunkach. Teraz czekam na drugi porod i az sie boje niesety mieszkam w malym miasteczku gdzie jest tylko jeden szpital a do wiekszego miasta mam za daleko:)

Ja naprawdę bardzo fajnie wspominam położną która była przy moim porodzie.
Kobieta była bardzo sympatyczna i wyrozumiała.Pomagała jak tylko mogła.Nigdy nie zapomnę jak w sposób zabawny mówiła mi i pokazywała:"przy skurczu pani dario ósemeczki kręcimy bioderkami,ósemeczki"i pokazywała.
Jak mąż przyjechał żeby być ze mną przy porodzie i czekał żeby wejść to inne wredne położne nie chciały go wpuścić,a położna (ta moja)przyszła i się spytała gdzie mąż a ja na to że nie chcą go wpuścić to poszła wpuściła go a resztę ochrzaniła-bo to przecież poród rodzinny.
Wszystko dokładnie tłumaczyła co się dzieje po kolei,bo to był mój pierwszy poród.Proponowała różne pozycje jak już nadszedł czas parcia.Naprawdę bardzo fajna kobietka.Życzę wszystkim rodzącym taką położną.

W dniu porodu towarzyszyły mi trzy zmiany położnych. Kiedy zostałam przyjęta do szpitala była jedna zmiana z która spędziłam godzine bo o 7 zmieniły się położne. Tak wiec ta pierwsza wspominam mile, poniważ przyjęły mnie z uśmiechem. Druga zmiana była bardzo sympatyczna i życzę każdej kobiecie rodzącej tak milej położnej która była przy mnie przez najgorszy moment czyli oczekiwanie na pełne rozwarcie. Na samym początku kiedy tylko przyszła przedstawiła się i wtedy poczułam ze bedzie mnie wspierać, a szlam z nastawieniem że położna bedzie krzyczeć i krytykować to co i jak robię. Zaskoczylam się bardzo mile. Wspierała mnie caly czas i mówiła co mam robić żeby mniej bolało. Nie czułam się przy niej nieswojo ponieważ w łatwy sposób nawiązała ze mną kontakt. Przykro mi było że w najważniejszym momencie jej ze mną nie było, ale na trzecia zmianę wcale nie przyszła gorsza jednak z tamta srodkowa juz zdążyłam się zzyc i jakoś się przy niej niw krepowalam. Na koniec juz byłam tak zmęczona ze mialam wszystkiego po dziurki w nosie i chciałam zeby to szybko się skończyło. Tak wiec z swojego doświadczenia wiem ze są super polozne, które naprawdę wspierają kobiety rodzące. Jedyne zastrzeżenie to takie ze caly czas słyszałam " takie bole to nie bole".

lipka, ja sama przy drugim porodzie mowilam do poloznej i lekarki, ze t ebole to jeszcze nie sa te bole, a one sie ze mnie smialy, ze chyba jestem zbyt twarda i przez to badaly mnie co chwile :stuck_out_tongue: no, ale jak juz zaczelam sie trzasc w czasie skurczu to bylo widac, ze to te bole :slight_smile: z tymze tak jak mowilam ja bylam jedyna rodzaca wiec uwaga byla skupiona na mnie, na porodowce byl taki spokoj, ze jak mnie przewiezli w pospiechu na sale operacyjna to bylam w szoku ile tam ludzi jest :slight_smile: i do konca bardzo milo wspominam - zanim nie zasnelam :slight_smile:

Ja miałam 2 zmiany położnych tylko dla siebie. Kobitka na 1 zmianie tylko wypełniła dokumenty, może ze 2x zajrzała, ale od 4 rano latali przy mnie lekarze, więc miałam ja gdzieś. natomiast na 2 zmianie miałam do dyspozycji aż 4 położne i oddziałową. Wszystkie bardzo się mną zajmowały i często doglądały. Jedna zanim wkuła mi wenflon, namalowała długopisem na plasterku parę serduszek i pięknie podpisała;) Co prawda oddziałowa jest znajomą, ale nie miało to zbytniego wpływu na ich zachowanie. (po mnie rodziła jeszcze inna dziewczyna i tak samo się o nią troszczyły). Bardzo mile wspominam opiekę przed i w czasie porodu i jestem wdzięczna, że strofowały mnie, kiedy mówiłam, że nie daje rady (nie miałam skurczy partych i musiałam sama wypychać małego). Mimo ciężkiego porodu i zakazów lekarzy, bardzo mi pomogły. Dzięki nim mój synuś żyje. Będę im dziękować za to do końca życia, a nawet i po nim.Miło, że sa położne, które pracują z pasją i dużym zaangażowaniem. Te, które mi asystowały powinny dostać medal.

Ja miałam to szczęście,że za każdym razem trafialam na te położne z powołania.Nie byłam zostawiona sama sobie jak to miało miejsce w tym samym szpitalu przy siostrze,byłam na prawdę pod dobrą opieką przez co czułam się bezpiecznie.Nie wiem jak to jest,ale moje oba porody rozpoczynały się identycznie,teraz gdy tak samo o 2 w nocy odeszły mi wody byłam nawet zła chciałam jechać z bólami.Wiedziałam,że znów wszystko potrwa długo.Nie myliłam się moje ciało nie było przygotowane do porodu,rozwarcia nie było szyjka była nie zgładzona,nie było nawet najmniejszego skurczu.Leżałam na porodówce wysłuchując przeraźliwych krzyków rodzących podpięta pod ktg wkurzona ,że nic mnie nie boli.Na obchodzie nie zlecono mi kroplówki mimo iż po odejsciu wód minęło6 godzin.Nawet moja położna się zdenerwowała i poszła specjalnie do gabinetu po zlecenie dla mnie.Chciała bym urodziła na jej zmianie.Dopiero po podłączeniu zaczęły sie delikatne skurcze.Potem już szybko poród postępował.Położna bardzo się starała gdy jeszcze skurcze nie były mocne ustaliła ze mną plan porodu,wytłumaczyła co i jak i kazała wykonywać swoje polecenia wraz z inną położną eksternistycznie uczyły mnie oddychać.Obiecała mi ,ze zrobi wszystko by mnie nie naciąć.Wykonywałam jej poleceń i poród przebiegł idealnie.Dzięki jej zaangażowaniu uniknełam nacięcia.

Ja również miałam szczęście z położną. Położna, która odbierała mój poród była bardzo miła, a przede wszystkim pomocna pod każdym względem. Kilka razy przychodziła i pytała jak się czuję, czy może w czymś pomóc i czy czegoś mi nie potrzeba. Życzę wszystkim takiej położnej!:slight_smile:

Ja miałam super położne, pytały, jak się czuję, jedna nawet poradziła, jak pomóc córce zdecydować sie na narodziny :stuck_out_tongue: a podczas samego porodu to już w ogóle kobieta-anioł mi się trafiła :slight_smile:

Mi oczywiście położna która przyjmowała mój poród była wspaniała. Bo te “panie” na sali poporodowej to szkoda mówić… Zero opieki, zero wsparcia, zero zrozumienia, zero jakiekolwiek pomocy. Traktowały mnie jak nikogo, krzyczały na mnie kiedy nie byłam wstanie zejść z łóżka i pójść na dokarmianie z małym tylko zadzwoniłam tym drzwoneczkiem koło łóżka, przyszła pani i powiedziała “co Pani robi!! Przecież stawia mi Pani cały oddział na nogi!!” A drugi raz powiedziałam sobie, że nie pójdę po pomoc (bo ta sama zmiana “położnych” była) mały płakał mi długo bo był głodny, ale nie mógł chwycić pierś, przyszła położna " budzi mi Pani cały oddział…"

Jak to czytam to “noz w kieszeni mi sie otwiera”, ze tak powiem idiomatycznie… Polozne wiekszosc z nas spotkala mile, ale pielęgniarki od dzieci - tragedia… Chyba w calym kraju powinno sie przerzedzić szeregi i zatrudnić te co naprawde sie do tego nadają a najlepiej za pomocą rodzących wczesniej kobiet - anonimowo i za pomocą ankiet. Moze to okrutne co mowie, ale powaznie zalazly mi za skore… A u mnie zamiast zachęcać co do karmienia to byly momenty, ze mowily, zeby dokarmiać, nawet jak wspominalam zeby mi przynosily na karmienie (jak bylam po cc)… Mysle, ze szkoda dalszej dyskusji na ten temat bo tylko sie denerwujemy :slight_smile:

Ja nie miałam takiego szczęścia z położną. Ani razu nie zapytała jak się czuję i czy czegoś mi potrzeba. O zmianie pozycji do porodu nie było nawet mowy. Zdecydowanie panie akuszerki były milsze i pomocniejsze:)

Zgodzę się że od chęci położnej wiele zależy. Ja położną miałam “na wyłączność” jednakże nie wspominam jej dobrze. Krzyczała na mnie, nie pozwalała przybierać wygodnej dla mnie pozycji itp.

Dominika a co to znaczy,że miałaś położną na wyłączność? Tzn. że nie miała innej rodzącej w tym czasie,czy może umówiłaś się z nią do porodu/