Jak odpoczywają mamy?

Ja na początku swojego macierzyństwa żyłam w myśl zdania “śpij, jak Twoje dziecko śpi”. I owszem, nie zawsze się dało, ale często ratowałam się wspólnymi drzemkami. Łapałam i ciągle łapię chwile, podczas których jestem sama ze sobą i mogę złapać oddech. Dzisiaj te krótkie momenty doceniam jeszcze bardziej.

Po porodzie (a już szczególnie po bliźniaczym!) człowiek nie ma energii na wizyty „towarzyskie”. :disappointed: ja tylko się modliłam aby mi nikogo do sali nie dostawili , na szczęście się udało , pamiętam jak syna ur mój pierwsze doby bardzo dobrze spał , to znowu dziecko sąsiadki co chwilę płakało światło musiało być włączone cała noc i tak zero snu przez to wszystko , byłam wykończona

To Ja tak miałam z pierwszą. Boże przysięgam jeżeli w przeciągu w ciągu 24 godzin ona nie wyła łącznie może przez 40 minut. Pamiętam że poszłam wtedy do położnych zapytać się co mam zrobić to było tylko przestawiaj. A później wrzeszczenie że czemu dziecku leży ze mną w łóżku. Nikt nie przyszedł nie pomógł.

A później tylko że niby inne matki straszą.

1 polubienie

Ja byłam bardzo zadowolona z moich położnych co chwilę przychodziły i pomagały mi przystawiać :wink: nawet o to nie prosiłam i wchodziły i same pytały jak siebie radze czy mi pomóc :smiling_face:

No to ja przy drugiej od razu krzyczałam że ja chcę mleko modyfikowane bo ja mam traumę po starszej to tym bardziej mnie w szpitalu utwierdzili, że ja więcej dzieci mieć nie będę.

Jak ktoś przeszedł traumę po karmieniu przy pierwszym dziecku, to przy drugim ma pełne prawo powiedzieć: stop, ja już to znam i nie chcę przez to przechodzić drugi raz. :smiling_face::smiling_face: A szpital no coz niestety często zamiast ulżyć, jeszcze dokłada cegiełkę :disappointed:

U mnie było dramat nie chcieli mi dać się mleka modyfikowanego nie chcieli mi dać leków na zatrzymanie laktacji co dwie godziny musiałam posłuchać wykładu na temat jak karmienie piersią jest najlepszym rozwiązaniem dla dziecka i dla matki i inne takie

Tragedia :frowning: u mnie w szpitalu położne wręcz mówiły że jak dziecko głodne to żeby dokarmiać i nie bać się mm. Wspierały w karmieniu piersią ale nie naciskały jak ktoś nie chciał karmić. Bez żadnego oceniania tłumaczyły jak podać mm, jak trzymać butelkę itd
Współczuję że trafiłaś na takie położne :frowning:

1 polubienie

U mnie też tak było, że jak dziecko zaczęło płakać na drugi dzień po urodzeniu mimo przystawiania to położne mówił że jest głodne i żebym brała mleko mm i go dokarmiała.
Ja też druga dobre miałam gorsza bo nikt nie przychodził pomóc. A sąsiadka z obok łóżka miała dzieciątko które nie chciało jeść po porodzie i co chwila go albo przystawiała albo przewijała i miała non stop zapalone światło. Naszczescie byłam tak zmęczona po całym dniu i słabej pierwszej nocy po porodzie że pomimo światła zasypiałam i spałam na półsiedzącą. Tylko budzik mnie co 3h wybudzał na karmienie i przewijanie.
U mnie jak coś było potrzebne to trzeba było iść do położnych a jakoś tak fatalnie to było rozłożone że trzeba było iść kawał drogi a po cc to mnie tak ten szew bolał że z niechęcią tam szłam a same położne bardzo rzadko do mojej sali wchodziły. Tylko żeby leki przynieść i tyle. Ani razu nie przyszły zapytać jak się czujemy lub czy czegoś nie potrzeba lub czy pomóc z małym.

@Sylwiaa i tak powinno być, nie każdemu jest dane kp :face_with_peeking_eye: a dodatkowy stres na pewno nie ułatwia sprawy, ale dużo faktycznie zależy od położnych bo albo pomogą i faktycznie laktacja ruszy nawet prze dokarmianiu mm albo przez swoje średniowieczne podejście całkiem zniechęca do kp :pleading_face:

1 polubienie

Udało Ci się z położnymi, ja miałam tak po środku. Nie zaglądały czy coś pomoc jak sobie radzę, może sama ich od razu nastawiłam jak doszłam do siebie że ogarniam temat bo to drugie i trzecie dziecko Przy obchodzie rano i wieczorem pytały się ile chce mm i butelek do laktatora. To brałam tak na zapas żeby nie chodzić pozniej po to. Nie komentowali nic że karmie piersią jak to robię przy bliźniakach , dawali mm tez bez pytań. Ogólnie nie były złe ale ja też jestem osobą która nie chodzi i nie prosi o pomoc jak nie jest krytycznie. Raz było, dwójka o 23 Darła się non stop , syn z kroplówka w ręce a córka na fototerapii. Trafiły się cudowne panie od noworodków które próbowaly pomoc jak ułożyć ich żeby się uspokoili i wtedy usłyszałam że jak się nie uspokoją to moge im jednego sprzedać żeby pospać. Ale ja nie mogłam ich oddać, na szczęście się uspokoili bo kilku próbach i przetrwaliśmy noc.

Czy maluchy jak są razem to są bardziej spokojne? Wybudzają się nawzajem? Zawsze byłam ciekawa jak to jest przy bliźniakach :sweat_smile:

Na samym początku w ogóle , może jeden drugiemu do ucha się drzec :see_no_evil: myślę że zaczynają się słyszeć coraz bardziej i reagować na siebie , mają 7 tygodni. Dotychczas spali razem w jednej dostawce i nie wiem na ile im to pomagało w zaspokojeniu bliskości :smile: na początku bardzo dużo spali w dzień a teraz jest ciężki etap, na zmianę trzeba ich uspokajać , dzisiaj tylko córka miała drzemkę 2h a tak to milion turbo drzemek :see_no_evil: mam nadzieję że noc nam wynagrodzi, potrafią pierwsza część przespac 4-6h

1 polubienie

No to nieźle …… na początku maluchy przesypiają ładnie a potem się właśnie zaczyna :crazy_face: oby było na spokojnie . 7 tygodni to jeszcze maluszki

1 polubienie

Ja czasem zasnelam z dzieckiem i dzieki temu bylam wyspana rano jak nigdy mimo nocnych karmien :smiley:

To ja właśnie jak były noce trudne (skok rozwojowy czy przebodźcowanie) i mały wisiał na piersi to się nauczyłam na siedząco spać…… ale tak mnie po takich nocach tyłek o lędźwie bolały że szok

To że pierwszą część nocy potrafią przespać 4–6 godzin, to to jest naprawdę złoto :smiling_face: To bardzo dobry znak, że ich układ nerwowy jednak umie się wyciszyć. Trzymam kciuki, żeby noc faktycznie dała trochę odpocząć :slightly_smiling_face: zawsze podziwiam mamy które wychowają bliźniaków czy więcej dzieciaczków , szacun :smiling_face_with_three_hearts:

2 polubienia

Ja miałam taki egzemplarz , że chodziliśmy po lekarzach bo syn totalnie nie spał :joy::see_no_evil: byłam pewna , że coś się z nim dzieje…. To było aż nierealne żeby niemowlę nie spało. Byłam przerażona i wykończona . Niestety te problemy ze snem są nadal po 10 latach ;(

To nie zazdrosne, u mnie się teraz już trochę to unormowało. Jak kładę o 21 to około 24/1 w nocy się budzi na jedzenie. Po pół godziny go odkładam i potrafi spać do nawet 6 rano bo wtedy mąż wstaje do pracy

I nic nie wyszło mu czy jest jakaś przyczyną i walczycie?
Ja już jestem załamana bo u nas noce różne, dziś 2h niespania, a wczoraj pobudka na chwilę na jedzenie, ostatnio całą noc prawie przespała ale przez to pobudka o 5 była