widze ze temat zmiekczen znowu zawital
Fujfuj tez mowimy , rybunia , laleczka , serduszko ii inne male zamienniki to nic zlego prawda :)? Tak jak sijle napisała litelki , sukenecki , sylopek , cycy ( na smoczek - moja tesciowka tak mowi) no to moim zdaniem tragedia
Jestem tego samego zdania Zdrobnienia takie jak np. serduszko, laleczka jak najbardziej
Ale sylopek czy litelki odpadają !
np sylopek itp to moim zdaniem już nie zdrobnienie a spieszczanie wyrazów czego nie trawię
Oj, jak tylko wymówię w myślach na przykład to słowo, to aż mnie drażni. Nienawidzę, jak mówi się w ten sposób do dzieci… Co innego, jak dziecko, które jeszcze dobrze nie mówi zwraca się w ten sposób do innego dziecka, ale dorośli to już przesada.
Dziecko początkowo może tak mówić bo od razu nie będzie przecież wymawiało prawidłowo wszystkich literek i niektóre będą mu sprawiały trudność, ale dorosłych mówiący w ten sposób to porażka. A dziecku zamiast zwracać uwagę że źle mówi należy powiedzieć dany wyraz poprawnie używając go w jakimś zdaniu.
Wiecie co, najfajniejsza zabawa zaczyna sie jak dziecko ma okolo 2 latek i zaczyna pieknie mowic, np.moj Sebastian to wszystko juz sam sobie tlumaczy i najwiecej pyta jak idziemy na spacer, albo mi opowiada co jest po co… Jak nas mijaja przechodnie to nie jeden sie usmieje z mowy mojego synka, bo on potrafi mowic tak “ja tu bede cekal na kotka, a ty pocekaj tam dalej bo kotek sie boi duzych ludziow” myslalam,ze dzisiaj padne a akurat jakas babcia obok przechodzila
a wczoraj ogladal czerwonego kapturka i stwierdzil,ze on sie boi takiego wilka i chce sie przytulic, mam mu “wylacyc i wlacyc spital”
ja uwielbiam to jego dzieciece gadanie, zawsze go poprawiam zeby mowil ladnie, ale polski jest dla niego trudny… Dlatego wszyscy zaczelismy zwracac uwage jak mowimy i np. Pyta sie mnie “pozmywales?”, no to odpowiadam “pozmywaLAM” i on sie poprawia… Ostatnio mi powiedzial “mamusia? Wezmiesz ksiazecke i poucys mnie angielskiego”
bo codziennie rano czytamy ksiazeczke z angielskiego i wymawiamy i nazywamu rozne przedmioty i tu wam powiem nie ma problemu, wymawia piekniej niz dorosli co ucze ich na studiach… Ale jak slysze od innych “nie ucz go angislskiego bo polskiego dobrze nie zna” to im mowie,ze bede robic tak jak uwazam a oni maka sie podporzadkowac bo moi synowie maja o tyle dobrze,ze mama jest lingwistka :)) no i ja jestem znana z tego ze innych poprawiam…
Wątek brzmi: Jak NIE mówić do dzieci, więc chciałabym zwrócić uwagę czego nie powinniśmy robić/mówić jako rodzice i opiekunowie, a co wielu jednak praktykuje. Chodzi mi o wypowiedzi i zdania które mogą ranić, nawet wtedy kiedy nie mamy takiego zamiaru, a bardziej chodzi nam o to żeby dziecko czegoś nie robiło, nauczyło się itp. Przykładem takich sytuacji są m.in.:
-“Ty ciamajdo/bekso/bałaganiarzu/nieuku!” itp. - takie typowe przypisywanie łatek/etykietek nie przynosi nic dobrego, ani nie pomaga a wręcz przeciwnie, bo dziecko do którego tak wołamy może w po pewnym czasie zacząć je potwierdzać swoim zachowaniem. Wpływa to też na negatywną samoocenę dziecka.
-“Jak się nie uspokoisz to Cię zawiozę do lasu i tam zostawię!” - nie można tak straszyć dziecka, to źle wpływa na jego psychikę, dziecko może stać się lękliwe i niekochane skoro rodzice chcą się go pozbyć. Takimi słowami możemy zaburzyć w dziecku jego poczucie bezpieczeństwa.
-“Jeśli będziesz niegrzeczny to przestane Cię kochać” - zawsze znajdą się tacy rodzice, którzy potrafią w ten sposób odezwać się do swojej pociechy, a przecież nie można dziecku grozić odebraniem uczucia, bo to również wpływa na jego poczucie bezpieczeństwa, które rodzice powinni mu zapewnić.
-“Zobacz jaki Jaś jest grzeczny/jakie odnosi sukcesy sportowe. Nie to co Ty!” - takie porównywanie do innych to chyba jeden z najgorszych tekstów jakie można powiedzieć dziecku. Nikt nie lubi być porównywanym, szczególnie dzieci. Takimi słowami możemy tylko budzić w dzieciach niechęć do rodzeństwa i kolegów. Z motywacją nie ma to nic wspólnego.
Takich przykładów każda z nas zna albo słyszała zapewne wiele. Każdy niby wie, że nie powinno się tak odzywać do dzieci ale jak przyjdzie co do czego, emocje nie raz biorą nad nami górę. A jednak czasami warto ochłonąć i ugryźć się w język niż powiedzieć coś czego można potem żałować.
Ojj Sylwia takie przyklady mozna mnozyc bez konca.
Wiem ale chciałam zwrócić uwagę, że w taki sposób również nie należy się zwracać do dzieci. Bo do tej pory skupiłyśmy się bardziej na spieszczaniu i seplenieniu.
To znaczy, ja ci nie zarzucam, raczej chodzi mi o to, ze w pelni sie z toba zgadzam. Takie zwracanie sie do dziecka moze negatywnie wplynac na dorosle zycie. Teksty w stylu “nie jedz slodyczy, bo bedziesz gruba i brzydka”, “nie pyskuj, bo pozalujesz” czy inne podobne moga bardzo zaszkodzic dziecku.
SylwiaS - no to co poruszyłaś to ważna rzecz. Napewno zdecydowanie ważniejsza niż to, że ktoś od czasu do czasu posepleni czy nadmierne pozmiękcza.
Ale wracając do głównego wątku też zwracam wszystkim uwagę gdy się dziwnie zachowują. Najbardziej mnie denerwuje jak prababcia podając zabawkę czy cokolwiek innego mówi “masz ciaciu”. Ale tu już odpuściłam upominanie
Silje spokojnie wiem, że chodziło Ci o to że się zgadzasz z tym co napisałam.
Ja tez sie zgadzam,ze dziecko nie wolno grozic, ale wiecie co… Ja czesto to robie, moze nie takie przyklady jak sylwia podalas, ale “jak nie usiadziesz spokojnie to wylacze bajke/zabiore chrupki itp.” czasem porownywanie do brata mojego starszaka uspokaja np.“czemu placzesz? Zobacz jak twoj braciszek jest cichutki i sie patrzy na ciebie, on jest taki grzeczny a ty krzyczysz” i mi sie momentalnie uspokaja… Wiecie, mozna wiele mowic jak sie nie powinno mowic do dziecka, ale dzieci rosna, sytuacja sie zmienia i niestety my tez musimy jakos zareagowac
Dużo osób robi podobnie, jak napisała Carol86 i według mnie nie jest to niczym złym, ponieważ trzeba jakoś wytłumaczyć dziecku, że coś robi źle, a jeśli samo mówienie, by zrobił coś inaczej nie pomaga. Ja też stosuję taką ‘taktykę’; wobec starszych dzieci w rodzinie.
Lepiej powiedzieć: “Jak usiądziesz spokojnie, to włączę bajkę/dam chrupki” Nierzadko groźba odnosi odwrotny skutek do zamierzonego. Tak samo jak nie uznaję straszenia łóżkiem “bo wsadzę Cię za karę do łóżeczka”, a potem rodzice się dziwią, że dziecko w swoim łóżku spać nie chce. No szkoda bardzo, jak kojarzy się ono z czymś złym, przykrym zamiast z czymś dobrym.
Osobiście mnie to równiez bardzo irytuje i denerwuje jak ktoś z rodziny czy znajomych mówią bardzo zdrobniale. Kojarzy mi się to jakby mówili do kogoś kto jest nie spełna rozumku a przecież nasze maluszki muszą słyszeć normalnie i poprawnie wypowiadane słowa, bo tylko w ten sposób nauczą się dobrze mówić.
Wczoraj byłam świadkiem u lekarza jak rodzice straszyli (na moje oko dwulatka) “jak się nie uspokoisz to pani zrobi ci zastrzyk i będzie bolało”. Nie popieram straszenia dzieci!! A później rodzice się dziwią, bo dziecko na widok lekarza płacze, boi się iść do szkoły, czy czym tam się jeszcze straszy niesforne dzieci. Lepiej wytłumaczyć, ale przecież postraszyć jest szybciej i dla niektórych chyba wygodniej. Szkoda tylko, że nie wszyscy rodzice patrzą długofalowo i nie biorą pod uwagę możliwych skutków swoich zachowań czy wypowiedzi.
Nigdy nie rozumiałam tez wypowiedzi typu “jak się nie uspokoisz to zaraz zobaczysz…”. No i dzieci się nie uspokajają bo są ciekawe, co mają zobaczyć!
mnie strasznie irytuje jak kros próbuje właśnie zmiękczać wyrazy do dziecka, a później się dziwi że dziecko źle wymawia. Pamiętam też z dzieciństwa jak strasznie mnie denerwowało jak mi mówili" to zabawa dla chłopców",“małym damom to nie wypada” jejku no nic gorszego usłyszeć nie mogłam wtedy. Chłopcy mogą się bawić, to czemu ja nie mogę zawsze tego nie rozumiałam. Mnie rodzice nie bronili, chciałam autko zamiast lalki kupowali, ale ciotki kotki zawsze się musiały wymądrzać co wypada a co nie dziewczynce, to bardzo było zniechęcało do dalszych ich wizyt i czułam się zagubiona. Uważam, że nie powinno się takich zdań mówić dziewczynkom albo w jakiś inny sposób to przekazywać, bo czasem można dziecko zranić.
Teraz strasznie mnie denerwuje jak ktoś do moich dzieci mówi pysne, jesce itp później ja będę miec problem, żeby dzieci mówiły poprawnie
Ja sie pol godziny temu poklucilam z mezem o to, ze jakies wymyslone okreslenie zaczal uzywac. Nawet nie pamietam jakie, ale wielce sie oburzyl, ze uwage mu zwrocilam. Wrrr. Do chwalenia sie dzieckiem to pierwszy, ale zeby jakies pojecie miec o dzieciach to nic a nic.
Silje, kochana, to go naucz. Faceci niezwyczajni w te klocki Ja Ci powiem, że mnie lepiej zmroziło w piątek, jak położna przyszła z wizytą. Że stała się samozwańczą cioteczką Marysi, to już pomijam. Ale jakiego ona języka używa… Normalnie aż skręca na te jej “cio maś, Marysiu?”