Jak NIE mówić do dzieci

Nie mam nic przeciwko ludziom, którzy w zachwycie nad dzieckiem pochylają się i coś tam do niego szczebiocą. Natomiast nic tak mnie nie irytuje jak niepotrzebne zmiękczanie i/czy seplenienie (mlećko, cio to, plose, itp.). A przecież mowa, jakiej my, dorośli, używamy, ma wpływ na rozwój mowy naszych maluchów. Czy zdarzyło się Wam spotkać z taką sytuacją? Jak zareagowałyście/reagujecie? A może Wy same używacie takiego języka?

Ja rozumiem, że przy dziecku można stracić głowę, że i w nas czasem budzi się dziecko, szczególnie przy grach i zabawach. Ale tak infantylny język zawsze budził mój sprzeciw i ranił moje uszy. Zdrobnienia są ok, jeśli podkreślamy wielkość danego przedmiotu, ale po co te zmiękczenia? O seplenieniu już nie wspomnę, bo co drugą babcię wysłałabym na wizytę do logopedy i/lub psychiatry :stuck_out_tongue:

Ja uczulam wszystkich wokół że nie zmiękczamy niepotrzebnie i nie seplenimy do Jasia i do tej pory nie mamy żadnego problemu, ale jeżeli taki problem się pojawi to moja reakcja będzie zdecydowana. Przecież dziecko osłuchując uczy się mowy więc po co mu to zaburzać.

Powiem Wam, że to jakaś plaga się robi. W pracy nieraz słyszałam, jak się dzieci ‘pieściły’ takimi określeniami. I co delikatnie poprawię, to dziecko wraz po swojemu. A proces, by sprowadzić mowę dziecka na właściwy tor, długi i żmudny.

właśnie, i dziecko w efekcie drugi raz musi się uczyć mówić

Mnie to ciuciuruciu tez denerwuje :wink: a ja to teraz wyglupiam sie do sebcia mojego jak mowi “poplosiem” to ja do niego “plosiem” :smiley: a on sie smieje,ze jak ja mowie a ja mowie,ze tak samo jak on i sie stara poprawiac :wink: nie lubie jak nad mlodszym mi sie wszyscy nachylaja i “moja pyzunia, o jakie ty ocka mas slicne” wrrr

Moja siostra mówiła do swojego syna takie “titi piti”. Uświadomiłam ja, że jeśli będzie do niego mówić np. “jąćki” zamiast “rączki” to mały nauczy się tak niepoprawnie mówić (tym bardziej że jego ojczystym językiem jest angielski). Chyba wzięła sobie to do serca bo później owszem zdrabniała ale używając poprawnej polszczyzny.

Moja mama czasami takimi tekstami wyskoczy, a jak słyszę “oć do babci Lozalko” to od razu jest “NIE MÓW TAK DO NIEJ”. Ostro i bez zbędnego tłumaczenia, natychmiastowa poprawa jest aż do następnego razu. I tak w kółko z moją mamą się bawimy.

A w naszym otoczeniu niektórzy nawet poprawnie polszczyzny nie używają, ale z 2-giej strony nie ma się co dziwić bo nawet dziennikarzom w tv się to zdarza. Ale denerwuje mnie jak ktoś do synka niepoprawnie mówi lub tworzy jakieś swoje neologizmy.

Zdarzyło mi się spotkać z taką sytuacją nie raz. Mnie również to bardzo denerwuje i nieraz poprawiam kogoś, kto w ten sposób zwraca się do dziecka. Jak już zostało powiedziane, dziecko uczy się od nas słownictwa, to po co robić to źle? Jednak rzeczywiście wiele osób ma problemy z prawidłowym mówieniem.

Ja również nie lubię gdy się tak mówi do dziecka. Od początku powinno słyszeć normalne słowa ,których z czasem się będzie uczyć. Przyznam jednak ,że często się słyszy jak do dziecka się tak zwracają. Potem nieraz są problemy z poprawną wymową u dzieci. Czasem denerwuje mnie teściowa ,która się nieraz tak zwraca do niej lub mówi przy niej brzydkie słowa. Zwracam uwagę ,ale nie mam pewności czy to pomaga, bo czasem córeczka zostaje u babci na chwilę sama, wtedy nie wiem jak się do niej zwracają.

Juz o tym pisałam …dla mnie to jest nie do pojecia …po co zmiekczac ? co to daje …czy w ten sposob babcie , ciocie i mamy niektore chca okazac swa milosc ? Mam taki przyklad siostra szyma ma zasady zupelnie inne niz moje :)) , Ona mowi jak chce , robi jak chce i oczywiscie zmiekcza kiedy tylko moze no i jej córka ma 6 lat mała ksiezniczka co co 3 słowo sie pieści …zmiekcza a moej siostry syn skonczyl 6 lat i nigdy nie słyszałam u niego zmiekczen …zawsze wyraznie …az smiesznie takie skladanie zdan u niego wygladalo :slight_smile:
Apelowac trzeba Nie(!) przecieko zmiekczaniu …:smiley:

u nas problem został rozwiązany wyjątkowo szybko jednak nie wszyscy to pojeli jak by grochem o scianę;) ale sa to wyjatki których mała widzi raz na jakiś czas.
Kiedy mała była jeszcze noworodkiem my mówiliśmy z mężem do małej normalnie bez pieszczotliwych udziwnionych zmiękczeń, najlepiej mówić od razu poprawnie do dziecka bo przecież uczy sie od nas dorosłych, po co potem wizyty u logopedów.

Ostatnio się mała zdenerwowała kiedy zapytałam ją jak mówi się Farby czy fajby to sie zdenerowała ze mówiłam tak jak ona czyli przez J - przecież tak sie nie mówi :wink:

Patrycja zależy jakie sa to słowa jak babcia mówi, bo u nas np. kiedy babcia mówiła matka dla niej to było ok, ale kiedy powiedziałam idź do babki to była niemalże obraza- powiedziałam ze skoro moze być matka to moze być i babka poskutkowało odrazu;)

Anita świetnie załatwiłaś sprawę :slight_smile: Też bym podobnie zrobiła w takiej sytuacji. U nas jest mówienie normalne, czasami owszem powiem, że napijemy się herbatki (zamiast herbaty), ale to moim zdaniem nie rzutuje jeżeli używane jest z umiarem.

To o czym piszesz Marta jest też normalnym zdrobnieniem wyrazu występującym w słowniku. Ja też ich czasem używam. Ale wkurzają mnie takie typowe zmiękczenia i seplenienia do dzieci. Moja teściowa np. używa bardzo dużo zdrobnień kończących się na “cia”,“nia” itp. np. rybunia, jakby nie można było powiedzieć rybka.

Z “rybunia” nigdy się nie spotkałam szczerze mówiąc. Ale zauważyłam, że każda osoba w inny sposób wyrazy zmiękcza czy zmienia, różny jest też ton jakim się mówi. Najgorsze na pewno jest przekręcanie wyrazów czy zmiana “litelek”.

Te zmiękczenia to jeszcze, mam wrażenie, zależne są od regionu, bo nie da się ukryć, że regionalizmy jednak panują w naszym codziennym słowniku. U nas ‘rybunia’ jest jak najbardziej spotykanym wyrazem i nikogo taka forma nie dziwi. Ale tworzenie neologizmów na potrzeby dziecka (w mniemaniu niektórych dorosłych, bo ja tu nie widzę takowej potrzeby) jest bzdurne.

dla mnie rybunia jest niepotrzebnym zmiękczeniem, a dziecko zamiast słyszeć twarde “ka” na końcu wyrazu ma zmiękczenie “nia”. a teściowa tworzy wiele neologizmów i ogólnie ma gwarowe jakieś naleciałości (mieszkamy na wsi), szczególnie jak przyjdzie jej mama, wtedy obie jakby innym językiem mówiły czasami.

ostatnio zauważyłam np że teściowa zamiast dajmy na to “fe” czy “be” wymyśliła, że gdy coś jest brzydkie albo brudne itp. to mówi się “pe” - znaczy ona tak mówi do mojego synka. a ja jak żyję tak nigdy nie słyszałam takiego określenia.

U nas mowi sie “fujfuj” :slight_smile: ale zgodze sie z ProudMummy duzo zalezy od regionu. Wiele slow czy normalnych okreslen sie rozni, a co dopiero taki dzieciecy jezyk. Ja na przyklad nadal jestem w szoku, jak slysze od mojego meza, ze z dzieckiem na pole idzie. A ja sie pytam gdzie on pole widzi, i ze chyba na podworko wychodzi albo na dwor ewentualnie. Ja mimo, ze w Zagłebiu mieszkam, mam bardzo duzo nalecialosci ze slaskiego jezyka. I czesto slysze, ze mam nie zaciagac albo, ze ktos nie rozumie co mowie. Zwlaszcza ktos spoza moich rejonow :slight_smile:

hehe, skads to znam, ja rowniez zwrocilam uwage tesciowej by tak nie zwracala sie do moejj corki :wink: