Takie reportaże mogą otworzyć oczy rodzicom i uświadomić dzieciom, że jazda hulajnogą to nie zabawa „na dziko”, tylko coś, do czego trzeba podejść z głową dosłownie i w przenośni.
Dokładnie tak to naprawdę przerażające, jak łatwo dostępna jest wiedza o zdejmowaniu blokad, i jak niewiele osób zdaje sobie sprawę z konsekwencji.
Tylko szkoda , że nie każdy bierze to do siebie
Niestety… a potem jest tylko płacz i za późno
Mam osobiscie bardzo negatywne zdanie. O ludziach którzy na nich jeżdżą i o rodzicach którzy kupują je swoim dzieciom. Miałam wiele razy sytuację, w której osoba wjechała na pasy na hulajnodze bez zatrzymania się i z prędkością zdecydowanie większą niż 20 km/h
Hulajnoga to fajna sprawa, ale tylko wtedy, gdy używa się jej z głową. A jak ktoś wjeżdża na pasy bez myślenia o innych, to aż strach pomyśleć, co może się wydarzyć…
Liczy się tylko prędkość i zabawa, a konsekwencje mogą być tragiczne.
Ostatnio przezylam szok, jechalam z mezem z zakupow autem. Skrecalismy. Maz zawsze ostroznie jezdzil, bardzo bezpiecznie sie z nim czuje. Nie szarzuje,nie wyprzedza bo zaoszczedzi minute itp.
Widzialam ze spojrzal czy po sciezce nikt nie jedzie i zaczal jechac i ni stad ni z dooopy wyjechal facet na hulajnodze. Nie tej z wypozyczalni. Wygladala insczej. On jechal z pewnoscia ponad 40km na h, ja tez sie rozejrzalam i go nie widzialam ! Z taka predkoscia wyjechal zza krzakow ( tam jest taki lekki skret) i wjechal na pasy ( sciezka) ze szok ! Maz hamulec w podloge a ja wlasnie wtedy powiedzialam ze jednak nie cjce robic prawka… jeszcze niedawno o tym myslalam bo dwojka dzieci, bo moglabym miec malego Space Stara od babci w naprawde dobrym stanie i w automacie…
Ale po tej akcji pomyslalam : taki idiota bez kasku wyjedzie mi na sciezke jadac hiper szybko i co ? I wyrzuty sumienia do konca zycia, sady, wyroki…
Takie sytuacje naprawdę potrafią wstrząsnąć i zostawić ślad na długo. Niby jedziesz przepisowo, uważasz, a tu nagle ktoś kompletnie nieodpowiedzialny stwarza zagrożenie… i to Ty musiałabyś później ponosić tego konsekwencje…
Wczoraj znowu w uwadze bylo o hulajnogach…
U mnie w miescie w zeszla sobote policja i starostwi zorganizowali na rynku cos typu ezpieczne miasteczko z hulajnigami eleltrycznymi. Byly pogadanki tor przeszkod dla hulajnog elektrtcznych itp. Ratownicy medyczni pokazywali na arbuzie co sie dzieje z glowa jak uderzy o kraweznik bez kasku itp. Na koncu rozdawali odblaski i 5 kaskow … ale te kaski to byly dawane jako nagrody bo byly tez konkursy ze znajonosci przepiswo itp…
i wcale się nie dziwię, że Cię to wytrąciło z równowagi. Takie sytuacje zostają w głowie na długo, nawet jeśli nic się fizycznie nie stało.
chociaż szkoda, że trzeba aż takich pokazów, żeby niektórzy zrozumieli, jak niebezpieczne może być poruszanie się hulajnogą bez kasku
Co chwilę jakieś wypadki dziś znowu w wiadomościach hulajnoga słuchawki w uszach i zderzenie z tramwajem cud że wszystko dobrze się skończyło
Teraz coraz wiecej bedzie wypadkow na hulajnodze niz na rowerze czy motorze
Też to widziałam, bezmyślni są ludzie
Pędzenie hulajnogą 40+ km/h, bez kasku, zza krzaków, na przejazd rowerowy/pasy to skrajna nieodpowiedzialność, za którą nie powinien odpowiadać kierowca, który jedzie zgodnie z przepisami i ostrożnie.
Jeśli wcześniej czułaś, że chcesz mieć prawo jazdy, że byłoby Ci to przydatne z dziećmi, to nie pozwól, żeby czyjaś bezmyślność odebrała Ci coś, co może dać Ci niezależność i wygodę.
Teoretycznie wjechal na pasy wiec bylaby wina kierowcy bo mial tylko strzalke. No ale oni pojawiaja sie serio znikad czasem.
Kilkanascie lat temu mialam wypadek, w dosc sporym wozem z naczepa na ktorej byl jakis wysiegnik. Kierowca zasnal za kierownica. Nic mi sie nie stalo i to byl cud. Cudem bylo yez to ze jechalismy starym bwm ktory mial po prostu stare dobre blachy, a mielismy jechac Merivą ale kolega cos sie zasmial ze tefo gówna malego nie prowadzi
na policji dowiedzialam sie ze gdybysmy jechali tym malym gownem to wszyscy bysmy zgineli bo to sie zgina w harmonijkę… od tefo czasu bardzo sie boje na drodze. Nie ufam nikomu. Jezdze tylko z moim mezem bo on naprawde jezdzi dobrze i nie wyglupia sie. Po wypadku nie chcialam miec prawka ale maz co chwile mnie pyta czy jednak nie chce sprobowac, a ja nie potrafie jakos sie przelamac… ale ostatnio pomyslalam ze moze jak mnie wywiezie gszies na prosta droge i wsiade za kierownice to zlapie bakcyla i w ogole…
Ale z drugiej strony super, że mimo wszystko pojawiła się myśl, że może jednak spróbujesz. I to bez presji, bez ciśnienia na prawko, tylko po prostu… może warto dać sobie szansę na spokojne sprawdzenie, jak się z tym czujesz.
Miałam podobe myśli… ale sie przełamałam i w koncu zapislaam sie dzięki narzeczonemu na kurs ,tez mialam zniżkę bo to jego klienci byli i dodatkowe godziny jazdy
nie zdalam za 1szym razem, egzaminator buc , wiec po dłuższym czasie po tym poszlam na dodatkowe jazdy u innego gościa i zdalam 15 lutego o godz 19.40 , wielki snieg
wjechalam w zaspę i wyjechać nie mogalam , a z nerwów gadałam jak najęta do egzaminatora że " skoro wjechalam to i wyjade Panu z tej zaspy tyłem " a gazowalam tak głośno ,że ludzie sie oglądali hahaah małego tego to narzeczony nie wiedzial ze chodzę na jazdy , udawalo sie mi tak ze albo narzeczony byl w pracy albo ze ide np do jego rodziców , a jak juz zdalam egz i przyjechał po mnie w polowie drogi ,bo przecież dla niego wersja ze z kolezankami sie widze , kazalam podjechac pod zabke ,kupiłam wodke i pojechaliśmy do jego rodziców , wyciagam flaszke i patrzy na mnie jak na cudaka i pyta czy jestem w ciazy hahahaha ale mial zdziwinie jak trzęsącą ręką pokazalam mu zaświadczene o zdaniu prawka ;D powiedziałam ze to Twój prezent walentynkowy ;D