Diagnozy neurologiczne dzieci i dorosłych. Więcej świadomości czy efekt sugestii?

Mam ostatnio wrażenie, że w moim otoczeniu naprawdę dużo dzieci w wieku 1–6 lat ma jakieś diagnozy (autyzm, ADHD, zaburzenia sensoryczne). Sama czasem przeglądając opisy tych zaburzeń doszukuję się u siebie. Zastanawia mnie też, że coraz częściej starsze dzieci czy nastolatki same szukają diagnozy, a rodzice aktywnie ją inicjują.
Koleżanka psycholog mówiła mi o efekcie sugestii i efekcie naśladowczym - czyli że ciągłe mówienie o jakimś problemie sprawia, że nasz mózg zaczyna go traktować jako powszechny i bardziej dotyczy nas samych. Wydaje mi się, że w przypadku diagnoz działa to podobnie – łatwiej szuka się etykiety i usprawiedliwienia, zamiast po prostu obserwować różnorodność zachowań.

Wy też macie wrażenie, że diagnozy mogą być na wyrost? Jak to odbieracie?
Wiem, że może to budzić emocje, ale chciałabym porozmawiajmy o tym spokojnie <3

Kiedyś aż tak nie badali, teraz są badania i lepsza świadomość, kiedys właśnie takie dzieci byly nazywane jako dziwne, niegrzeczne, niewychowane. Mam wrażenie ze to występowało tak samo często jak teraz tylko nie było az tak wyuczonych lekarzy/specjalistów (nie znali objawów, mały poziom wiedzy,brak badań)
W zerówce miałam kolegę który miał autyzm i wszystkie kartki były pomalowane na czarno
U mnie w dalejszej rodzinie jest kilka dzieci z autyzmem (kręcą sie w kółko albo walą głową o ścianę), tak samo zauważyłam jak bardzo dużo jest dzieci niepełnosprawnych w grupie na fb o alimentach…
a Media społecznościowe nam tylko podpowiadają jak rozpoznać autyzmem (objawy) (nie bierzemy pod uwagę tylko jednego przykładu) tylko większość punktów sprawdzamy, zeby nie nad imprezować diagnozy. to najlepiej udać się do specjalisty, który postawi rzetelną diagnozę.
gdyby moje dziecko wykazywało kilka objawów autyzmu odrazu bym się umówiła do specjalisty, żeby wiedzieć jak pracować z takim dzieckiem oraz jak najlepiej mu pomóc.
Media społecznościowe mogą nakierować nas , np. obserwuj rozwój motoryki dużej i komunikację .
Jeżeli ktoś sobie z tik toka postawil diagnozę w 15 sekund, gdy lekarzom to zajmuje tygodnie, miesiące,lata…

np tutaj nie wiadomo czy zaburzenie sensoryczne czy preferencja "u mnie na talerzu surówka nie może dotykać kotleta i ziemniaków " - i to zależy od tego jak nam bardzo utrudnia to życie

perfekcjonizm - cecha charakteru czy autyzm, idelna prosta kreska lub krzywa literka, doprowadzały do poprawek, robienia od nowa

4 polubienia

Wydaje mi się, że ciężko o diagnozę na wyrost, ponieważ stawiają je jednak wykwalifikowani specjaliści, niejednokrotnie w całych zespołach, bo decyzji o tym czy dziecko ma np. autyzm, nie podejmuje jedna osoba, tylko całe zespoły, w złożonych testach, badaniach, obserwacjach, omawiają przypadek, konsultują i dopiero zbierając cały szereg informacji i wyników odnośnie danego pacjenta, na podstawie którego są w stanie postawić diagnozę :wink: oczywiście robią to tylko ludzie, a jak wiemy nie są nieomylni, jednakże wydaje mi się, że postawienie diagnozy nie odbywa się na tzw. “pstryknięcie palców”, to bardziej złożony proces niz nam się wydaje :wink:

Zdecydowanie zgadzam sie z obszerna wypowiedzia @Molly . Kiedys takie dzieci ( i dorosli) byli ale tego sie nie badalo, baaaaa nawet sie ich karciło. Leworecznych tez bili po łapach zeby pisali prawą. Uwazano to wszystko za anomalie i przemoca psychiczna oraz fizyczna starali sie “naprawiac”. Ile razy slyszalam ze to nie daltonista tylko debil (mialam kolege w klasie daltoniste) …
Dzis wiemy ze to nie wina tych dzieci, ze nie byly niegrzeczne,ze nie byly dziwakami, ze w wiekszosci ich zachowanie bylo spowodowane jakims zaburzeniem ktore przy odpowiednich warunkach pomocowych( terapii, wsparcia rodzicow) naprawde moga funkcjonowac w spoleczenstwie bardzo dobrze.

Jestem zwolennikiem ksztalcenia sie przez cale zycie, staram sie duzo czytac ( choc tez mam czas na smieszne filmiki) i zdecydowanie ciesze sie ze wiedze jak postepowac w przypadku takim czy innym,mamy na wyciagniecie reki. :heart:

2 polubienia

To prawda, że kiedyś te choroby występowały tylko się ich nie diagnozowało. Uważano że to złe wychowanie czy złośliwość. Teraz nauka poszła do przodu i te wszystkie anomalia w rozwoju czy różne zachowania mają już swoją nazwę jak ADHD, Autyzm czy depresja. Teraz też są już metody jak pomóc dziecku i jak “leczyć” czy to farmakologiczni czy z pomocą przy psychologa / psychiatry.
Jednak też jestem tego zdania że czasami pewne choroby czy symptomy podciągamy pod daną chorobę bo tak jak pisała @Molly mamy łatwy dostęp do mediów społecznościowych czy tzn dr Google gdzie sprawdzamy objawy i jeśli się pokrywają albo wyglądają podobnie to stwierdzamy że na coś takiego chorujemy czy chorują bliscy. A przecież sporo chorób ma podobne objawy. I przez to nakręca się spirala. Niestety wg mnie bardzo często nadużywa się słowa “depresja”. Przez to że często się mówi że ten czy ten ma depresję bo ktoś ma gorszy okres powoduje że ta straszna choroba traci na znaczeniu a przecież to poważna sprawa i nie można tej choroby bagatelizować i nie każdy kto ma gorszy czas na nią choruje. I tak ze wszystkim.

1 polubienie

Prawda jest taka ze tsraz co drugi ma autyzm i adhd… .tez zauwazylam ze teraz jak pojdziesz do jakiegis specjalisty to od razu wpisuja autyzm albo asparger… kiedys tak nie zeracali na to uwagi

Nie koniecznie sie z Toba zgodze. Postawienie diagnozy co do autyzmu czy adhd to nie jest kwestia jedna wizyty.
Niejednokrotnie to miesiace badan, podroze od specjalisty do specjalisty, orzeczenia itd.
Moi bliscy znajomi maja 5cio latka, ktory ma pewien rodzaj zaburzen i postawienie diagnozy trwalo dwa lata.

2 polubienia

Zdecydowanie tak, jak mówisz postawienie diagnozy to nie jest jednak jedna wizyta, jeden specjalista. Tak jak już wyżej napisałam, że to ogromnie złożony proces, który jak piszesz niejednokrotnie trwa latami.
I to nie jest tak, jak się niektórym wydaje, że wchodzi do gabinetu i od razu po kilku minutach wychodzi z diagnozą.
A to, że coraz częściej spotykamy osoby z danymi jednostkami chorobowymi, które są konkretnie nazwane, to świadczy tylko o tym, że jest coraz więcej wykwalifikowanych specjalistów, którzy są w stanie odpowiednio te osoby zdiagnozować. :slightly_smiling_face:

2 polubienia

Albo coraz więcej ludzi nadużywa tych określeń bez uzasadnienia czy medycznej diagnozy. Często się spotykam z tym że ktoś mówi a on/ona ma ADHD bo jest nadpobudliwy/a ale nie jest to medyczna diagnoza

2 polubienia

Zdecydowanie za duzo jest osob ktore bez diagnozy od specjalisty mowia ze NA PEWNO maja to czy tamto jako wymowke czy usprawiedliwienie. Dzis faktycznie zbyt czesto uzywa sie stwierdzen o depresji czy adhd…

5 polubień

Po prostu kiedyś tak nie diagnozowano dzieci. Dzieci z ADHD były uznawane za „niegrzeczne” . Dzieci z autyzmem za przykro to nawet pisać , ale „głupie”. Więc nie chodzi o to , że nagle więcej dzieci choruje a jest szersza diagnostyka. Większa świadomość wśród ludzi . W zeszłym roku diagnozowałam swojego 10 letniego syna. Również ma autyzm. W tym roku w styczniu kolejne diagnozy i ADHD. Więc po prostu trzeba mieć rękę na pulsie a jeżeli są jakieś objawy to lepiej zdiagnozować i wtedy można pomóc dziecku. Bo to jest najważniejsze
Najważniejsze żeby diagnozowali specjaliści . U nas był psychiatra , psycholog , pedagog , logopeda , test Diva , test ADOS . I spotkań ze specjalistami było kilka a nie jedno i już diagnoza. Jest to długi proces

3 polubienia

To prawda że coraz więcej i częściej się o tym słyszy że dziecko jest zaburzone . Ale czy to jest tak trochę tak że te starsze dzieci nie dają rady emocjonalnie ogarniać tego wszytsko co je otacza i jakoś muszą znaleźć Ujście tych emocji ?
Teraz idąc na zakupy widuje coraz częściej malutkie dzieci z telefonem w ręce „ masz bajkę a mama zrobi zakupy „ w domu tv , tablety , konsole . Zabawki które grają , świeca . I te filmiki na YT które dzieci oglądają jak zaczarowane . Mózg dziecka nie jest w stanie przyjąć tyle różnych bodźców i później dzieci są albo nadpobudliwe albo otępiałe . To jest moje osobiste zdanie . Ja nie mówię że moje dzieci nie oglądają bajki . Owszem robią to ale zauważyłam u starszaka że brak tv wpływa na niego wspaniale . Jest spokojniejszy , nie denerwuje się itd
Ciekawe czy podzielacie moje zdanie . Wsuztsko jest dla ludzi , ale czy te maluchy potrzebują tej technigolii w rozwoju ?

3 polubienia

Albo robią TESTY INTERNETOWE :weary:

Ostatnio podjelam ten temat z bezdzietna kolezanka. Mowi ze nie chce miec dzieci i coraz czesciej po prostu to co widzi ją przygnebia. Wlasnie rozmawialysmy o tym ze rodzice nie wiedza jak sobie radzic z buntem czy agresja dziecka a najczesciej telefon czy chrupeczki daja dziecku " bo inaczej zrobi drame i bedzie wstyd w sklepie".
Dlatego czesto tu na forum pisalam o tym ze nie wszystkie bajki puszczam starszakowi i zawsze staram sie mu wytłumaczyć dlaczego np nie zgadzam soe na te wszystkie walki czy swinke pepe.
Co wiecej moj mlody ma bezwzgledny zakaz ekranow.
I owszem - wiem ze to duzo ode mnie wymaga. Duzo tez wymaga rozmow bo trzeba wytlumaczyc starszakowi ze gdy mlodszy jest w pokoju to ani ja ani Starszak nie ogladamy tv.
Ale tu oprocz zaburzen chodzi o wzrok, a mam w rodzinie przypadki bardzo ciezkiej wady wzroku i jesli jest cos co moge zrobic by uniknac wady - to zrobię to.

Starszak za chwile bedzie mial 6 lat, nie ma swojego tableta, nie ma w pokoju tv, ma pozwolenie na bajki okolo poltorej godziny dziennie. Nie zawsze tyle oglada bo czesto albo jestesmy na podworku albo robimy cos razem w domu.
Zdecydowanie zauwazylam ze im wczesniej wylaczamy tv tym syn lepiej usypia takze teraz wieczorynka jest o 19 na 20minut bo sa dwa odcinki Piotrusia Królika i koniec. Kolacja, kapiel,zęby i wyciszanie juz w pokoju i czytanie lub audiobook.
Mysle ze duzo masz racji w tym ze dzieci nie nadazaja - w grupie syna w przedszkolu jest taka dwojka dosc pobudzonych dzieci ktore notorycznie gdy ich widze z rodzicami to maja telefonu w reku…

Zgadzam się. Za wcześnie dzieci mają dostęp do tych technologii zwłaszcza jak układ nerwowy dopiero się rozwija i nie potrzebuje tyle bodźców. Ja się w dużej mierze wychowałam w czasach gdy dzieci biegały po podwórku od rana do wieczora i nie spędzalam czasu przed komputerem czy telefonem

fajnie się czyta że nie tylko ja jestem taka „ zła mama „ która nie pozwala 5 latkowi na to wszytsko . Ale atakują mnie inne dorosłe osoby że np „ bajki włączyć nie chcesz na telefonie ale obsługiwać telefon nauczyłaś syna ja był mniejszy „ owszem nauczyłam mój mały syn potrafi odblokować telefon i wybrać numer do taty . Celowo koło imienia męża mam duuuzo kolorowych serduszek żeby wiedział że to tata plus jego zdjęcie . To była moja forma zabespieczenia kiedy byłam w ciąży i robiło mi się słabo a w domu byłam tylko ja i syn . I ciągle jest mi to wypominane .

Moja siostrzenica poszła do pierwszej klasy i dostała nowy laptop i ten zegarek co się z niego dzwoni .
Powiedziałam siostrze że to trochę za szybko . Komputer jest przecież w domu i zawsze można skorzystać a nie że dziecko ma swój w pokoju . Oczywiście usłyszałam „ aaa przestań „
Dzisiaj jest w drugiej klasie i notorycznie dostaje uwagi od pań za zabawę zegarkiem bo pisze sobie z koleżanką albo gra .

To nie szczepionki i przetworzona żywność „ niszczą „ nasze dzieci . To brak wyobraźni nas dorosłych jest dla nich najgorsza

1 polubienie

Tak, tez juz uslyszalam swoje… najbardziej mnie zabolal tekst w sumie to dalekiej znajomej ktora powiedziala ze !!! sama szkodze dziecku !!! bo bedzie wysmiewany ze nie potrafi grac w te wszystkie gry i nie bedzie angielskiego potrafil…
Nie wiedzialam czy sie smiac czy plakac.
Bo oczywiscie ze technologia to wazny aspekt, nauka jezykow poprzez gry i zabawy rowniez jest super. Ale moze niekoniecznie dla wtedy 4latka :rofl:
W odwecie jej powiedziałam ze za to moj syn bedzie potrafil cos naprawic i wymienic, bo posluguje sie super narzedziami a tego brakuje w dzisiejszym meskim swiecie :rofl: i ze wlasnie tym imponowal mi moj maz jako nastolatek -, w dobie gdy wlasnie zaczelo sie grono, nasza klasa, gadu gadu i internetowe sprawy to wszyscy zamiast naprawiac to kupowali nowe. A moj maz imponowal mi tym ze lubil dłubac :joy:

A książki ? Albo ćwiczenia czy planszówka ? Z tego też można się nauczyć angielskiego . Mój się uczy w przedszkolu raz w tygodniu i tyle co w domu . Mogę do niego mówić i używać polskiego z angielskim naprzemiennie a on mnie rozumie . Więc … telefon nie jest potrzebny :sweat_smile:

1 polubienie

I tu się właśnie pojawia dylemat. Bo z jednej strony to wszystko za wcześnie zwłaszcza u dzieci u których się jeszcze kształtuje układ nerwowy z drugiej rówieśnicy mają i faktycznie mogą być wyśmiewane dzieci które nie są obeznane z technologią. A hejt rówieśników jest straszny i może prowadzić nawet do depresji dzieci.
Niemniej uczenie dzieci od małego że mogą godzinami siedzieć na komputerze czy telefonie nie jest dobre. Zatracają się w tym a potem uzależniają. Po co dziecku zegarek dzwoniący? Przecież to dla dziecka w tym wieku zbędny gadżet. Moja siostra tak właśnie dla świętego spokoju nauczyła dzieci jeść przy bajkach w telefonie i teraz ciężko by coś zjadły bez telefonu.

2 polubienia

Nie byłam nigdy u specjalisty i nie wiem na jakiej podstawie diagnoza zostaje postawiona. Ale wiem że kilka rzeczy na papierze też sobie można załatwić… Irytuje mnie jeśli ktoś przypina sobie łatkę bo zdiagnozował się ja tik toku albo ig, bo oglądnął filmik 'jakie są objawy ADHD" no i z tych filmów chyba każdy ma z 80% objawów… mam wrażenie że to jest jakaś moda, bo więcej się o tym teraz mówi. Przez to ktoś kto faktycznie jest na coś chory może zostać zbagatelizowany.
Sama się zastanawiałam momentami nad zachowaniem córki, bo wydawała mi się bardzo pobudzona, wręcz zbyt nadpobudliwa. Zapytałam koleżanki która pracuje w przedszkolu czy takie zachowanie 3 latki jest po prostu normalnie czy pójść z gdzieś to skonsultować. Wg niej to żywe i aktywne dziecko. Na razie nic mnie nie niepokoi więc zobaczę też jak oceniają ją panie w przedszkolu. Kiedy mnie to zachowanie zaniepokoiło to ograniczyłam bajki do zera. Chociaż nie uważam żeby córka miała tego dużo. Wydaje mi się że była poprawa , ale za parę miesięcy z moich potrzeb bajki wróciły. U nas to jest max 40 min. Po śniadaniu albo po drzemce, nigdy na wieczór . Udaje się że jest dzień całkiem bez, bo kiedy mogę jakoś ją zagadam czy wymyślę cos ciekawego i zapomni że chciała bajkę. Mam też zasady że bajki przy jedzeniu nigdy nie puszczałam, ani w miejscach publicznych zakupy czy restauracja dziecko uczestniczy w wydarzeniu a nie jest zajęte telefonem. W ogóle na telefonie nie ma bajek, jak nie działa nam głośnik to wyjątkowo puszczę ze Spotify jej słuchowiska które lubi. Skubana jest taka że umie pstrykać na telefonie , ale to przez rozmowy na Messengerze z siostra która mieszka za granicą.
Nie wiem co będzie za kilka lat jak pójdzie do szkoły, ale nie wyobrażam sobie żeby siedziała przed komputerem czy na tablecie jak zombie, często widzę takie dzieci gdzieś po znajomych i mnie to przeraża :face_with_peeking_eye:

2 polubienia