Czy ja wiem, czy miałam baby bluesa…Mnie dopadł spadek nastroju, gdy malutka miała kolki. A w szpitalu byłam tydzień. Oczywiście nie raz miałam ochotę płakać,bo starsza córcia miała zapalenie płuc, mąż został z nią duszącą się w nocy sam; ale jakoś powstrzymywała mnie świadomość, że teraz to jak szybko wyjdziemy zależy ode mnie. Jak będę płakać i się rozkleję, to będę mieć problemy z laktacją. Jak będą problemy z laktacją, to mała nie będzie przybierać.
Dodatkowo na oddziale był zakaz odwiedzin z powodu ryzyka grypowego, więc z nikim z domu się nie widziałam…Gdy dzwoniłam do męża i słyszałam, jak starsza kaszle, jak płacze-wtedy serce mi się ściskało. Bałam się o nią, ale też bałam się, co będzie gdy wrócę z noworodkiem…czy się nie zarazi, jak wytłumaczę starszej córci, że nie może przytulać siostrzyczki…
Początki były trudne, bo obie domagały się uwagi,a ja na dodatek miałam problemy po cc.
Pytałam dziś nawet męża, czy zachowywałam się dziwnie, jakoś nierówno i powiedział, że nie zauważył…
Oj Agulka współczuję, przy pierwszym dziecku też tydzień leżeliśmy w szpitalu, też miałam problemy z laktacją i dostawieniem dziecka do piersi, potem pojawiły się kolki aż do 4 miesiąca ale nie miałam starszego dziecka i jeszcze na dodatek chorego, a z tym zakazem odwiedzin to masakra. Niedługo czeka mnie poród drugiego dziecka i też w okresie zimowym, a nawet się nie zastanawiałam co by było gdyby starsze dziecko zachorowało co mu się często zdarza.
Faktycznie 3 dzień a szczególnie w szpitalu jak ma się już wszystkiego dość i chce się wrócić jak najszybciej do domu może być dołujący. Ja tez po cesarce musiałam być 4 dni w szpitalu i właśnie ten 3 dzień był już akurat najgorszy , a potem to już było z górki.
O tak, ten placz noworodka w szptalu zwlaszcza jak inne dzieci spia a twoje nie… ja tez to przeszlam, inne dziewczyny co urodzily mialy spokojne dzieci ktore jadly i spaly, jadly i spaly, a moje darla sie wnieboglosy …
Jestem pewna, że nie tylko Wasze dzieci krzyczały, a także kilku innych mam. Moje dziecko zazwyczaj było spokojne, ale wieczorami potrafiła głośno płakać.
Mnie to jeszcze czeka, mam nadzieję, że nie będzie tak źle jak to opisujecie Pewnie, że zaczyna się robić nerwowo, gdy Twoje dziecko wciąż płacze nie dając spokoju innym, ale myślę, że mamusie są na tyle wyrozumiałe, że zrozumieją, bo same mogłyby być na takim miejscu
Co do depresji i obaw czy dam sobie radę mam mnóstwo, ale wierze, że wszystko dobrze się ułoży i podołam. Termin porodu za 5 dni - więc zobaczymy
Ja nie miałam takiego dnia, ale to pewnie dlatego, że w po cc, w trzecim dniu właśnie okazało się, że jestem tak słaba, że na nowo muszą mi podpinać kroplówki, dostałam anemii, i nawet jak mi dziecko dawali do karmienia to ja w zasadzie byłam nieprzytomna i położne pilnowały małej jak jadła. Koleżanki z sali opowiadały mi, że nagle zrobiłam się kredowo biała, usta miałam sine i potem zamknęłam oczy. Także mój dzień na “baby blues” został przespany.
Ja tylko raz się rozkleiłam na drugi dzień po porodzie bo martwiłam się ,że Mała nie potrafi chwycić dobrze brodawki i że nie chce ssać ,a ciągle mi płakała. Ale jakoś wzięłam się w garść i już było dużo lepiej Zuzia jest spokojna ,ja również. A karmienie piersią przestało być trudne
Na pewno wiele noworodków jest niespokojnych ale kiedy moje własne krzyczało w wniebogłosy w środku nocy to miałam wrażenie, że wszystkie inne mamy mają do mnie pretensję bo zakłócamy z małym tak potrzebny im i maluszkom odpoczynek. Oczywiście wiem, że pewnie aż tak źle nie było ale naprawdę było mi głupio i wydawało mi się, że cały szpital jest głęboko uśpiony, a tylko moje dziecię słychać na wszystkich piętrach.
Marta1984: Ja myślałam podobnie, kiedy wrzeszczała Lenka
Ja mimo, że wcześniej czytałam o tym nie mogłam się powstrzymać. To było coś okropnego. Czułam się totalnie bezradna. Płakałam i płakałam, byłam niewyspana, nie mogłam poradzić sobie z karmieniem małego, a on ciągle płakał. Koszmar. Dopiero jak przyjechał mąż do mnie i się trochę zajął maluchem to mnie wsparł i jakoś lepiej się poczułam. Aż się boję co będzie teraz przy dwójce.
Ja nie miałam czasu na takie “imprezy” byliśmy 7 dni w szpitalu, ale non stop syn był ze mną, całowałam go, przewijałam, karmiłam nie myślałam o sobie…
Po powrocie do domu po kilku dniach kiedy krocze zaczęło się goić płakałam z bólu…Kości zaczeły się bardzo bolesnie schodzić, a zmęczenie nocnym wstawaniem dało się we znaki, natomiast zdrowy rozsądek, czułość partnera wiele tutaj pomaga, wręcz odgrywa kluczową rolę…
Kolejnym aspektem wg mnie jest nastawienie, od poczatku musimy sobie uświadomić, że dziecko potrzebuje Nas matek szczęśliwych, z pozytywnym nastawieniem…Kolki i płacz- nie pomaga Nam owszem, ale nastawienie wiele daje
ja leżałam 4 dni i nie przypominam sobie mojego baby blues- jedyne co to popłakałam się jak mnie obraziła jedna z połoznych, że jestem złą matką bo przyszłam o butelke (a nie miałam pokarmu więc nie wiedziałam co mam zrobić innego) ale poza tym to ja raczej nie miałam tego, dopiero później dopadły mnie smutki jakieś 2-3 miesiące po porodzie
W ciąży często płacze z byle powodu, mam nadzieje, że po porodzie jakoś to będzie i przetrwam
Pola92: Ja też tak miałam w poprzedniej ciąży, głównie wieczorami, jak kładłam się do łóżka i rozklejałam się bez powodu Na szczęście wspomagał mnie partner, przytulaniem
Pola to normalne przy takim szaleństwie hormonalnym jakie się dzieje w okresie ciąży, huśtawka nastrojów to normalne zjawisko. Ja tez tak czasem miałam zupełnie bez przyczyny leciały mi łzy:0
ja mialam zalamanie dopiero 7 dnia od porodu jak juz wrocilam do domu … bo mialam wtedy tak ciezka noc z mala … mala plakala w nocy itp ze myslalam ze sobie nie radze i wtedy plakalam caly dzien ale mi przeszlo ;))))))))
To ja mam wrażenie ,że mi hormony dopiero się ustabilizowały w ciąży Bo ja w ciąży miałam ciągle wyśmienity humor i byłam bardzo spokojna
A tak przed ciążą zawsze przed okresem mogłam krzyczeć , płakać i wpadać w histerię. Teraz po ciąży też ciągle szczęśliwa i spokojna
Mnie baby blues ominął
a moja kolezanka, bliska bardzo, znamy sie od dziecinstwa, wlasnie ma trzeci dzien od porodu, i troche poplakuje, mialam wlasnie telefon, ze nie ma mleka i jak sobie radzic z laktatorem… uspokoilam ja, ze mleko jest, na poczatq malutko, ze da sobie rade… zobaczymy jak bedzie jutro, dzidzius wyczekiwany, bo pierwsza coreczka zmarla w 1,5h po urodzeniu, kolezanka nawet jej nie widziala bo byla w spiaczce 2 dni… ja to sie tak o nia martwie, ale teraz jestem chyba jakby doradca l;aktacyjnym
W sumie to nawet nie chcę wracać do takich wspomnień, jak to, ale już to zrobiłam, więc i ja opiszę
Przy pierwszym dziecku nie było problemu z depresją dnia trzeciego i nie sądziłam, że coś takiego mnie spotka z drugim dzieckiem 10 lat później, a jednak spotkało. Nie wiem tylko, czy to wiek robi swoje, bo jestem bardziej dojrzała, czy to hormony działają róznie w poszczególnych przypadkach.
W szpitalu było wszystko ok, śmiałam się z mamami, byłam wesoła, dawałam dobre rady itp, ale co dziwne jak tylko opuściłam szpital i wsiadłam z mężem i dzidziusiem do auta i ruszylismy do domu, zaczęłam płakać niewiedząc czemu. Dziewczyny tak naprawdę to nadal nie wiem czemu płakałam. Nie potrafiłam znaleźć powodu. Mąż się mnie pytał o co chodzi a ja mu odpowiadałm, że nie wiem, ale mi smutno, choć cieszyłam się z upragnionego maluszka i z nim nie miało to nic wspólnego. Wydaje mi się, że miałam wtedy takie mysli, że przyzwyczaiłam się do tego, że dziecko jest w brzuchu, że mu spiewam, że czuje jak się we mnie rusza, a tu nagle pusty brzuch, pustka i świadomość, że to juz się skończyło. Tak jakbym tęskniła za brzuchem do którego się przyzwyczaiłam. Kochany dzidzius leżał koło mnie, ale jakoś nie dotarło to do mnie do końca. A jak już docierało to uświadamiałam sobie, że on już jest na świecie i będzie za szybko rósł, a ja bym chciała zatrzymać tą chwilę i znowu w ryk Złe samopoczucie i niewytłumaczony płacz trwal u mnie ok 2 tygodni z każdym dniem coraz mniejszy na szczęście:)