Czy zawsze przewozisz dziecko w foteliku

hahaha :smiley: czas zadbać o podjazd :smiley:

Ja chyba teraz przy drugim dziecku zdecyduje się na fotelik z tym krzyżowym zapięciem - nie chce mieć powtórki z rozrywki, choc podobno drugie dziecko jest zupełnie inne :-))))))gorzej jak będzie gorsze…nie chce nawet myśleć, najwyżej będziemy mniej jeździć…:-)))))

Ja też wlasnie tego nie rozumiem, tyle się trąbi, krzyczy, tyle jest wypadków, tyle pokazują mam jak jeżdżą z dziećmi a ludzie nadal ciemni za przeproszeniem…

Fajne są te foteliki, też bym kupiła, ale mam po starszym dziecku, więc już nie zmieniam. Jednak na pewno w nich zniknął by problem ciągle zdejmowanych pasów. Bo ciężko walczyć w trakcie drogi z maluchem, szczególnie jak się jedzie samemu, a maluch z tyłu. Teraz jak syn jest starszy to już rozumie, że nie może rączek wyjmować, ale wcześniej to rozmowy, prośby, normalnie nic nie docierało. Zawsze kończyło się tak samo, czyli kłótnią w samochodzie.

Moje dziecko jest na etapie prób rozpinania, złościć mi się zaczyna jak jest zapięta. na szczęście jest za mała by rozkminić jak to działa:) i tylko się siłuje. Jak teściowa z nami jechała oczywiście wpadło jej do głowy by mi rozpiąć dziecko…“bo się męczy” (!!!) Akurat zostawiłam teściową i córę na parkingu w samochodzie na minutę (dosłownie minutę) i skoczyłam do sklepu, wracając nie spojrzałam na tył gdzie sobie we dwie siedziały i ruszyłam. Na pierwszych światłach spojrzałam w lusterko a tam widok, który mnie zatrwożył! Dziecko niezapięte! W życiu bym nie wpadła, że mi dziecko rozepnie i się nie zająknie, że tak zrobiła, ba nawet dumna z siebie była, że dziecku ulżyła. A teściowa zadowolona i jeszcze z argumentacją, że przecież ona siedzi obok i czuwa…Eh… Miałam ochotę wysadzić ją i kazać wracać piechota…Co za głupota

Jesteś łaskawa dla swojej teściowej :slight_smile: Ja bym wysadziła :slight_smile:
Chociaż mogła powiedzieć, że rozpięła. Bo akurat jej czuwanie nic by nie dało jakby ktoś w was z tyłu uderzył. Ale starsi ludzie tacy są, choć i młodym się wydaje, że zdążą chwycić dziecko w trakcie stłuczki.

Mój mąż jest bardzo przeczulony na tym punkcie synek zawsze w nim jeździ od pierwszego dnia. Pamiętam jak sie zdenerwował jak mojemu kuzynowi zepsuło się zima auto 50 km od domu był w aucie z żoną i 3 miesiecznym dzieckiem wracali od lekarza samochód miał być holowany ale wysłałam męża po kuzynke i dizekco zeby nie zmarło dziecko noi będa szybciej. Przewozili małą w gondoli bo wygodniej masakrabał się ich zabrać bo to on bierze odpowiedzialnosći za dziecko ze wzgledu na ostrą zime i noc zabrał ich ale reprymende dostali. Teraz mój 3 letni synek jak kiedyś dziadek zażatował siadaj do moje auta przejedizemy sie Kuba odpowiedział nie mogę nie ma fotelika., a wsiadając do samochodu pokazuje na instrukcję wpięcia fotelika i mówi tu jest napisane przed jechaniem trezba usiąść w foteliku i zapiać pas, nie daj boze żeby auto ruszyło a ktoś nie zapiął pasu od razu krzyczy pasy.

Boże drogi, cóż za nieodpowiedzialność!
W poniedziałek oglądaliśmy foteliki w sklepie przy okazji reklamacji wózka. Ale trudny wybór. Poruszyliśmy przy okazji temat fotelików z osłoną tułowia. Facet pokazał nam jeden taki i powiedział, że leży im już. 1,5 roku.

U nas nie mam mowy, aby przewozić synka bez fotelika. nawet jak jedziemy gdzies blisko. My trochę poswiecilismy czasu, aby wybrać w miare bezpieczny i teraz nie wyobrażam sobie, aby z niego nie korzystać. W ten sposób uczymy nie tylko maluszka, ale i samych siebie, ze inaczej nie można. u nas jest tak, ze zaczym maż odpali samochód to pyta się czy mały jest już zapięty. Synek nigdy nie buntuje się, ze musi jechać w foteliku, bo tylko w ten sposób jest przewożony i już się przyzwyczaił. A jak się wierci, bo podróż wydaje mu się za długa, to staram się dużo do niego mówić i pokazywać mu różne rzeczy.

U nas też właśnie teraz jest ten etap, że jak jedziemy gdzieś dalej to mały zaczyna się wiercić i chce wyciagć ręce.

Ja sobie nie wyobrażam woźić synka bez fotelika albo w foteliku który nie jest przypiety pasami na stałe. Synek ma prawie 7 miesiecy i od miesiaca jeździ w zastepczym foteliku od znajomych ale bedziemy kupowac na dniach. O nosidełku mogłam zapomnieć jak miał niecałe 6 miesiecy bo sie nie mieścił… wole miec dziecko całe i zdrowe :slight_smile: znam tez przypadki ze dziecko nie jst przypiete bo rodzice tłumaczą sie tym ze płacze. Niech płacze ale ma być bezpieczne

tak tylko i wyłącznie, nie ma co ryzykować, ja mam taki fotelik i polecam: [link usunięty przez Redakcję LOVI]

Miśka19 - bardzo prosimy po raz kolejny o niespamowanie forum.

Nosidełko od urodzenia, następnie fotelik. Bezwzględnie dla bezpieczeństwa!

Sporadycznie się zdarza, że maleńkie dziecko ma schorzenia, które uniemożliwiają przewożenie w foteliku - ale to nie zwalnia z obowiązku dbania o jego bezpieczeństwo. Na szczęście można dostać specjalne gondolki spełniające takie same wymogi pod kątem bezpieczeństwa jak foteliki, które można bez problemu zamontować w samochodach. Jest to co prawda produkt niszowy, ale jeśli jest taka potrzeba - warto poświęcić trochę czasu na znalezienie sprzętu, które zapewni nie tylko spokojną drogę, ale i zadba o zdrowie i właściwe ułożenie ciała maluszka.

Ostatnio na Facebooku udostępniane są takie zdjęcia, że małe dziecko jest zapięte w nosidełku i jest informacja,żeby uważać, że małe dziecko może zostać uduszone przez pasy…troche zaczytałam się w temat, bo mnie to zaciekawiło i wyczytałam, ze na prawdę trzeba być bardzo nieporadnym, żeby tak zapiąć maleńkie dziecko aby pasy nasunęły się dziecku na szyje i udusiły je (bo to chodzi o uduszenia, ze pasy zsuwają się na szyje i cisną w nią) albo mieć na prawdę kiepskie, stare i jakiś uszkodzone nosidełko w którym pasy się nie ściągają i było sporo negatywnych komentarzy,ze to jest bzdura.

Poza tym jak się ma maleńkie dziecko które jest przewożone w nosidełku to jeżdzi się z nim tak, żeby je widzieć (przynajmniej ja tak jeździłam) z resztą starałam się też jak mogłam ograniczaj wyjazdy samochodem, jedynie co to przychodnia, szczepienia i kilka wyjazdów na wieś do rodziców,ale to jechaliśmy razem z mężem i siedziałam przy dziecku.

A wracając do tego facebooka, zobaczy to jedna czy druga mama, nie doczyta tylko od razu stwierdzi, ze może faktycznie dziecka nie przypinać, bo jeszcze się udusi i tak będzie robiła…

Czasami trzeba mieć swój rozum i wyobraźnie.

Mi się przypomina jeszcze jedna historia w odniesieniu do bezmyślności ludzi. Na warsztatach dla ciężarnych przedstawiciel jednego z producentów fotelików opowiadał o Kliencie, który chciał u niego kupić “tapicerkę” fotelika. Od słowa do słowa i okazało się, że Pan był tak pomysłowy, że miał stary fotelik, z którego już dawno wyrosły jego dzieci, chciało go odświeżyć i sprzedać. Tyle tylko, że był to 10 letni mocno zużyty fotelik! A okres żywotności takich fotelików wynosi max 5 lat… Oczywiście Pan nowej tapicerki nie kupił i jeszcze dostał spory ochrzan za takie pomysły.
Ale tu od razu pojawia się znak zapytania - ile jest na rynku takich starych używanych, a tylko odświeżonych fotelików, ile jest fotelików powypadkowych… Także lepiej kupować nowe foteliki albo ze źródła sprawdzonego w 100%.

o rany no to nieźle…
Dlatego czy nosidełka czy foteliki najlepiej kupować nowe, bo nigdy nie wiadomo w jakim sa stanie, ludzie przeważnie piszą, ze nosidełko czy fotelik po jednym dziecku, kilka razy używany itd…a nigdy nie wiadomo jak jest na prawdę a może tam czwórka dzieci w nim jeździła, ale żeby tak oszukiwać ludzi, na prawdę ludzie są straszni…

Słuchajcie, wracaliśmy ostatnio od teściów i mój kochany synek jak zwykle zresztą nie chciał się zapiąć w foteliku (zdarza się, ze się zapnie i jest ok,ale to rzadkość) ale po rozmowie, tłumaczeniu jakoś się udało i dał się zapiąć. Przejechaliśmy parę kilometrów i zaczął się krzyk bo on chce wyjść z fotelika - tłumaczę mu, ze mamusia jest w pasach, tatuś i on też musi być w pasach - nie podziałało…Słuchajcie krzyczał nam w samochodzie godzinę. Robiliśmy przerwy, bo stwierdziłam że może go coś boli, ale nie, jak tylko go odpinałam natychmiast robił się wesolutki a jak znów wsiadł do samochodu to krzyk. Odpiąć go nie odpięłam, po pierwsze dlatego, ze nie będe ryzykowała a po drugie nie chce żeby krzykiem wygrał…

Fotelik ma dobry, sprawdzaliśmy czy nic go nie uwiera, czy pasy są nie poskręcane, ale wszystko jest ok.

Bardzo ciężko nam gdziekolwiek pojechać. Daje mu nieraz coś słodkiego do jedzenia, ale też nie chce żeby się uczył, że tylko za batonika będzie siedział spokojnie w samochodzie.
Śpiewaliśmy z mężem, zaczęłam mu bajkę opowiadać - nic nie pomagało. Choroby lokomocyjnej raczej nie ma, przynajmniej nigdy się nie zdarzyło, żeby zwymiotował - pytam się go, czy go coś boli,czy boli brzuszek to mówi, ze nie…

Nie jeździmy w dalekie podróże, zarówno do moich rodziców jak i do teściów mamy tak maks 1,5h jazdy.

Najdalej jechaliśmy 300km do mojej przyjaciółki i zarówno w jedną stronę jak i w drugą było ok (byłam nawet zdziwiona :slight_smile:
Może macie sposoby na dzieci które po prostu nie lubią jeździć samochodem?

Kuzynka miała podobny problem z córeczką - niestety musiała się przesiąść do małej na tylne siedzenia i ją zabawiać - czytać książeczki, bawić się zabawkami - na chwilę pomagało. Kupili jej też specjalne nakładki na pasy z jakimiś zwierzakami z Kubusia Puchatka i powiedzieli, że misiowi będzie smutno jak będą pasy odpietę i się obrazi - a że mała w Kubusiowych bohaterach jest zakochana to jakoś się mniej zaczęła odpinać. U niej pomogło, ale nie każde dziecko da się tak oszukać :wink:

U nas nie ma problemów z jazdą córeczki w foteliku, córeczka sama upomina się o zapiecje pasów nim tata przekreci kluczyki w statycjce :slight_smile: dziecko uczy się od malenkosci, chlonie jak gąbka, my jesteśmy jego nauczycielami, od nas zależy jego bezpieczeństwo, dlatego rez zawsze zapinajmy pasy żeby dawać dobry przyklad dziecku

Mam nadzieje że i my dojdziemy do takiego stanu ze będzie radość jazdy samochodem w foteliku. Bo to moje małe to jak narazie protestuje i musi być dobrze śpiąca żeby się dala wsadzić i jechać.