U nas podobnie jak u Kasia.S. synek szybko głową kręci i czasem zdarzy się buziak w usta ale bardzo rzadko.Jednak wolę dawać buziaki w policzek
delikatny taki gładziutki ![]()
A wiadomo jak pocałunki w usta to pary/małżeństwa a nie z dziećmi.Ale każdy robi jak uważa ![]()
Dokładnie każdy robi jak uważa
ja się źle z tym nie czuje ale też często tego nie robię aby nie przesadzać…
Iwona ja też się z tym źle nie czuje ale nie całuję w usta jakoś specjalnie często.
Czasami też całuję Synka w usta ale nie robię tego często. ![]()
Kasiu to taki rodzicielski odruch…okazanie bezgranicznej miłości ![]()
Moja córcia jest tak wiercąca, że też kilka razy zdarzyło się nie trafić w policzek. Ale bez przesady, nie ma co popadać ze skrajności w skrajność. Całowanie dziecka w usta przez wujka, ciocię czy koleżankę to już gruba przesada akurat. Pomijając bakterię to po prostu wygląda jakoś źle po prostu.
W życiu nie zgodziłabym się, żeby moje dziecko dostawało buziaka w usta od właśnie wujka czy koleżanki. Oj nieee.
magros absolutnie nie pozwoliłabym na całowanie moich dzieci przez wujka, ciocię czy tym bardziej koleżankę…dla mnie to nie na miejscu pomijając już te barierę bakteryjną.
Ostatnio synek przez te pocałunki z koleżanką w żłobku nie chce mi dać buziaka w policzek.Nie wiem jak mu wytłumaczyć że bardzo całować w usta…on mały jeszcze nie rozumie ale on się strasznie denerwuje jak mu daję policzko do pocałunku…Zrozum tu takiego 2-latka ![]()
Ja często wycałowuję moje dzieci po policzkach, czole, szyi, czasami w usteczka - nie ma się, co przerażać, bo dziecko żyjąc z nami nabywa także naszej flory bakteryjnej. Co innego z osobami z dalszego otoczenia. Pamiętam, jak musiałam kilka razy tłumaczyć koleżance, by nie całowała na przywitanie mojego synka w usta, a gdy za którymś razem już dała sobie spokój, to poprosiłam, by nie całowała też w buzię, bo to miejsce zarezerwowane dla rodziców
i chyba nie była z tego zadowolona. Kiedyś musiałam już naskoczyć na sąsiadkę, która mimo moich próśb wcześniej, łapała mojego syna za rękę i siłą dawała mu buzi, niby to w policzek, a i blisko ust - a jest to sąsiadka, która ciągle kaszle, bo kiedyś nałogowo paliła. No i prosiłam też swoją teściową, żeby nie całowała synka w usta i nie dawała mu swoich pomadek do malowania ust (bo i taki problem mamy…).
Weronika co te babcie nie wymyśla… I dobrze, że poprosilas teściowa żeby tak nie robiła, bo jak dla mnie to też już przesada.
A wracając do tematu to ja bym nie pozwoliła na całowanie mojego synka przez kogo kolwiek w usta, ani sama tego nie robię.
Mnie nawet drażni jak babcie go całuja gdzie kolwiek, główka, taczki, nóżki, policzek - zawsze zwracam uwagę żeby tego nie robiły, może pomyślcie, że przesadzam, ale mnie to bardzo drażni. Tym bardziej, że mój mały ma teraz pięć miesięcy więc to nie jest buziak na powitanie czy coś takiego tylko, więc nie rozumiem po co ktoś poza rodzicami ma całować moje dziecko.
Zgadzam się z Tobą. Co do pomadek, to wielokrotnie mówiliśmy o tym babci, ale co tam, wczoraj mój synek był u niej całe 1,5h i wrócił z dziwnie obramowanymi ustami po szorowaniu… Powiedział, że pomalował się taką pomadką babci, ale “ona była stara” - tłumaczy mi mój synek, co dla mniej było jeszcze gorsze, bo ta pomadka musiała być jeszcze większym siedliskiem bakterii…, po czym mój synek dodał, że pomalował się jeszcze “taką czerwoną babci” - i co zrobić, jak “prośby i groźby” nie działają, dodam, że mój synek tak często nie widzi się z babcią i tym bardziej nie chce mu ograniczać kontaktów, nawet jeśli nie podobają mi się jej metody czy nawyki.
Tak na marginesie Ewelaa to mnie jeszcze irytuje, moja córka podobnie ma niecałe 6 miesięcy, jak podchodzą ludzie (obcy czy nieobcy ;)) i witają się, musząc dotykać jej rączek, które albo są już uślinione, albo zaraz je włoży do buzi (sic!) i też muszę milion razy powtarzać, żeby witać się z jej nóżką, bo łapkę ma oślinioną, a niektórzy wtedy stwierdzają “mi to nie przeszkadza”, nie myśląc, że to przeszkadza mi i dziecku, kiedy tak każdego bakterie zaraz wyliże. Zazwyczaj już, jak ktoś do mnie podchodzi, a mała jest np. w nosidle, to ja łapie za rączki, cóż trochę mniej “innych” bakterii będzie chociaż…
Weronika fajna metoda jak Ty łapiesz za rączki. Sama to wykorzystam, bo czasami tłumaczenie nic nie daje.
A łapanie za rączki jest uciążliwe bo wystarczy chwilka i dziecko ma już rączki w buzi oblizując wszystkie bakterie. Ostatnio byłam w Rossmann i stoję przy szamponach, wózek obok mnie i odwracam się po chwili i podchodzi do wózka starszy Pan. Nie zdążyłam zareagować a pan już dotyka Szymonka po rączce i się nim zachwyca. Od razu złapałam tą rączkę i wyciągnęłam chusteczki, żeby powycierać Małemu rączkę. Jest to na prawdę uciążliwe i trzeba reagować szybko mimo, że nie zawsze zdążymy.
Niestety niektórym ciężko jest to przetłumaczyć, a ja jeszcze w szczególności mam uczulenie na koty. Jak widzę jak u cioci dotykają kota, a później właśnie łapią za rączki moje dziecko to brak słów, ostatnio tak było to od razu wyszliśmy i wytarlam małemu rączki, bo przecież wkłada je sobie cały czas do buzi. Tak samo irytuje mnie jak ktoś wyciąga mojemu małemu rączki z buzi, jakby było ciężko to zrozumieć, że dzieci tak mają, że wkładają rączki, a poza tym co komu do tego;)
A za to ja raz miałam taką sytuację w aptece.Synek wtedy chory był.Stałam przy ladzie a pani farmaceutka coś mnie pytała a ja słuchałam ją i po chwili patrzę a tu taka stara babcia złapała synka za rękę i mu po policzu druga! Jak się wkurzyłam.Zwróciłam jej uwagę że nie życzę sobie żeby dotykała moje dziecko…jestem ostatnio uczulona na starsze panie które są wręcz nachalne z dotykaniem.Mam taki uraz że starsze osoby mniej dbają jednak o higienę (nie wszystkie) i potem strach czy coś nie złapie…Odsuwam wtedy syna od takich babek bo nie mam ochoty znowu potem małego leczyć…
W środę byłam na placu zabaw z synkiem i dziewczynka taka jedna tak strasznie kaszlała aż ją na wymioty brało.Wzięłam synka za raczkę i poszłam stamtąd… już miałam wizje choroby…
No i się nie pomyliłam…w czwartek zaczął wymiotować,biegunka i gorączka…Siedzimy w domu…jednak coś gdzieś złapał…
U nas buziaczki w usteczka jak najbardziej, synek 2 lara i 3 miesiące jeszcze nie chorowal, ewentualnie delikatny katarek raz czy dwa, coreczka 2,5 m-ca póki co również zdrowa ![]()
Ze starsza wymieniamy się caluskami w usta, ale chce tylko ode mnie, od dziadkow, cioć itp to tylko w policzek . Natomiast młodsza ma 2.5 miesiąca i póki co, ani ja jej nie całuję w buzke, ani nie pozwalam na to, zwłaszcza w usta. Czasem jak się zapomnę, cmokne ja w czulko, główkę, w stopki codziennie. Już nawet nie tak zarazkow się boję. co np opryszczki, która dla takiego malucha jest bardzo niebezpieczna
My pozwalaliśmy całować przy pierwszym dziecku. Gdy urodziłam 2 dziecko na poczatku tez kazdy go przytulał i wgl do czasu gdy dostał kaszelku pojechaliśmy do lekarza kazał do szpitala ponieważ, był jeszcze 2 tyg noworodkiem w szpitalu stwierdzili wirusa rsv jest to najgorszy wirus jaki może spotkać noworodka a mozna zarazic się nim nawet poprzez dotkniecie klamki a potem maluszka u dorosłego jest to zwykły kaszel my po 4 dniach wyładowaliśmy na OIOM Z OSTRYM ZAPALENIEM pluc lezelismy tam dwa tyg. Od tej pory nie pozwalamy nikomu dotykac małego bez umycia rąk w domu a gdy przyjechała ostatnio moja kuzynka z dzieckiem ktore muialo katar zwyczajnie jej odmowilam i powiedzialam ze moze wpasc jak mala wyzdrowieje. Przestrzegam wszystkie mamy zeby nie dawały przytulac czy calowac dzieci.
Monika.prussakowska to faktycznie w Waszym wypadku skończyło się to nieciekawie. Myślę, że dobrze zrobiłaś, że odmówiłas wizyty kuzynce, zresztą myślę, że ona nie powinna w ogóle przychodzić z wizytą w takim wypadku. My nawet jak gdzieś idziemy to dzwonimy do danej osoby czy mają dzieci zdrowe, jeżeli jest chociażby właśnie katarek to tam nie idziemy.
Mojej koleżance położna powiedziała, żeby do skończonego szóstego tygodnia życia dziecka nie przyjmowała żadnych wizyt osób z dziećmi, bo dzieci mają czasem mnóstwo zarazkow, czy bierze je jakas choroba, a nawet jeszcze nie wiadac tego.
Monika współczuję przeżyć ale ni wirusy i bakterie krążą między nami. Dzieci a zwłaszcza niemowlęta sa jeszcze z niewyksztalconym układem odpornościowym i łapią choroby w zastraszającym tempie. Całowanie w usta w twoim przypadku skończyło się źle… Ja na to również nie pozwalam Małgosia ma 13 miesięcy i do calowania nadstawia policzki lub rączki;-) odnawianie wizyt przy małych niemowletach też popieram nie powinniśmy się krepowac tu chodzi o zdrowie naszych pociech;-)
Od małych dzieci zarażamy się szybciej niż od dorosłych. Moje szkraby też ostatnio zaraziły się od swoich kuzynów w wieku 1, 5 i 3 lata. NO i maja katar. A od nich zaraziliśmy się i ja z mężem, także jeśli ktoś jest chory, to delikatnie informuję, że niech odwiedzi jak wyzdrowieje. Może to i nie miłe, ale ja potem muszę się męczyć z chorymi dziećmi, one też biedaki się męczą.